Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)

Shadock

Wywiadów na tegorocznym Krakonie Graham Masterton udzielił bardzo dużo i chyba prawie wszyscy zdążyli już się nimi pochwalić na swoich stronach, serwisach i blogach. Tym razem ja prezentuję niemal cały zapis rozmowy jaką miałem okazję uciąć sobie z jednym z mistrzów współczesnego horroru. Za możliwość dziękuję przede wszystkim Piotrowi Pocztarkowi i Michałowi Stonawskiemu.


HO: Jesteśmy w Krakowie, gdzie rozgrywa się akcja jednego z cykli Twoich powieści- dotycząca Nathana Underhilla – „Bazyliszek” i „Noc Gargulców”. Jakie to uczucie znów być w tym mieście? Czy jest szansa na kolejne powieści związane z Krakowem lub Polską?

- To jest chyba trzeci lub czwarty raz, kiedy jestem w Krakowie, ponieważ lubię to miasto i uważam je za bardzo interesujące. Dlatego postanowiłem włączyć je do historii o Bazyliszku. Bazyliszki! Tu wszędzie są bazyliszki, w katedrach, na kościołach, wszędzie pełno gargulców. Dlatego przyszedł mi pomysł na tę książkę, kiedy pierwszy raz tutaj byłem. Spojrzałem w górę i pomyślałem, ciekawe dlaczego one tutaj są. Być może dlatego, że one są czymś więcej niż tylko pomnikami, być może są czymś więcej niż myślimy. Tu jest tak wiele niesamowitej atmosfery, tu w Krakowie. To mi pomaga odnaleźć pomysły na książki. Jest tu dużo ciekawostek ukrytych pod ziemią, dużo rzeczy przenikających przez czas czy ściany, czekających by odkryć część z nich. Dużo historii, mnóstwo pomysłów. Tak, myślę, że prawdopodobnie osadzę tutaj akcję którejś z przyszłych moich powieści.

HO: Aktualnie Replika szykuje się do wydania „Dziecka w Ciemności” (rozmawialiśmy 24 lipca – przyp. Ł.R.). Czytałem wcześniej tę książkę i teraz chciałbym zapytać. Napisałeś dużo książek historycznych...

-Zgadza się.

HO: Zastanawiam się, czy kiedykolwiek myślałeś o połączeniu gatunków i napisania historycznego horroru.

-Myślę, że wiele z moich książek jest osadzonych w realiach historycznych. To co lubię robić, to przedstawiać historię w nowym świetle, wymyślając nowe zwroty zdarzeń. Przerażające zwroty.

HO: Jak Demony Normandii.

-Jak Demony Normandii (śmiech). Ten czołg, który był tam wtedy i teraz znów tu jest...

HO: Chodzi mi jednak o to, że piszesz książki, które wykorzystują tło historyczne i przedstawiają je w dzisiejszych czasach, ale czy myślałeś o książce typowo historycznej, w której to horror jest elementem dodanym?

-To całkiem prawdopodobne. Kiedy miałem trzynaście lat napisałem całą powieść osadzoną w czasach Napoleona. Prawdziwy horror. (śmiech) Naprawdę! Wciąż ją mam, jest napisana ręcznie, jednym długopisem. Opowiada o żołnierzach, którzy natykają się na pewne złe moce w piwnicy wiejskiego domku... Tak, pisanie powieści historycznych jest bardzo interesujące, napisałem wiele takich książek, o czym wiesz. Jak wspominałem dzisiaj, napisałem ostatnio powieść „Scarlet Widow”, która rozgrywa się w XVIII wieku w Ameryce Kolonialnej, ale nie jest to typowy horror. Jest tam kilka brutalnych morderstw, na przykład poprzez oblanie kwasem, albo wrzącą oliwą... W zasadzie jest tam sporo wątków horrorowych, jest też miejsce dla aspektów satanistycznych, ponieważ w dzisiejszych czasach każdy wierzy, naprawdę wierzy, w prawdziwą obecność diabła. Jest też dużo tortur... Tak więc tak, będę zainteresowany napisaniem w przyszłości czegoś czysto historycznego. Jedynym problemem jest to, co kiedyś mówiłem - badania. (śmiech). Błagam, niech chociaż jeden, tylko jeden bohater pojedzie samochodem... dlaczego on musi jechać konno? (śmiech)

HO: Pamiętam, przy innym wywiadzie również pytałem cię o książki historyczne i wtedy wspominałeś, że badania są najgorszą robotą i powodem dlaczego nie piszesz zbyt wielu powieści historycznych właśnie...

-Masz rację, chodzi o kwestię czasu. Książki powinno się przyjemnie pisać i przyjemnie czytać. Ale jeśli nie przeprowadzisz gruntownych badań, nie usatysfakcjonujesz samego siebie. Znajdzie się grono ludzi, którzy powiedzą „przepraszam, ale tak nie robiono dywanów w 1732!” Właściwie, to przeprowadziłem badania nad tym tematem i stałem się specjalistą od dywanów! Wiem jak robili dywany w 1730 (tu nastąpił wykład o metodach tkackich i robótkach ręcznych, który pozwoliłem sobie wyciąć -przyp. ŁR). Zajęło mi to cały poranek, żeby się tego dowiedzieć. Musiałem to wiedzieć, ponieważ bohaterka upada ze świecą na dywan i wywołuje pożar. Musiałem wiedzieć jak szybko ogień się rozprzestrzeni, a więc musiałem wiedzieć wszystko o dywanikach, świecach i kobiecych ubraniach. Zajęło mi to dużo pracy i zabrało bardzo dużo czasu.

HO: Podejrzewam, że najwięcej czasu zabrały przygotowania i badania do powieści „Kolej żelazna”.

-(Masterton robi przerażoną minę, po czym wybucha śmiechem) O tak... Na szczęście w dzisiejszych czasach mam Google, dzięki Bogu za Google! Myślę, że Google to Jego drugie imię. (śmiech) Ponieważ teraz, kiedy chcę zobaczyć jak wyglądały stroje kobiet w XIX wieku, wpisuję to w Google i... Właściwie to niesamowite. Mamy tam na przykład stronę, gdzie jest sylwetka kobiety, animowana i bez ubrania, i nie jest to porno (śmiech). Pokazuje nam w kolejnych etapach krok po kroku proces ubierania się w XIX wieku. Są wspaniałe strony ukazujące jak kobiety w tych strojach wyglądały, poruszały się, spały. To błogosławieństwo! Gdybym mógł korzystać z takich rzeczy, kiedy pisałem „Kolej żelazną”... Tamte badania były niewiarygodnie ciężkie. (wzdycha)

HO: Myślę, że jest to twoja najdłuższa i najbardziej dopracowana książka.

-Nie jest najdłuższa, najdłuższa jest „Dynastia” (w Polsce dotąd nie wydana, mogłem się pomylić – przyp. Ł.R.). To była moja pierwsza powieść historyczna i kiedy ją napisałem miała 950 stron. Mój amerykański wydawca zobaczył ją i powiedział - „Graham... to jest trochę... hmm... długie...” Odpowiedziałem - „ou, i co z tym zrobimy?” Na co on odrzekł - „musiałeś być bardzo głodny gdy pisałeś tę książkę. Tutaj wszyscy co pięć minut zatrzymują się i jedzą gigantyczny posiłek” (śmiech) „Wytniemy wszystkie posiłki” - co uczyniliśmy i zeszliśmy z długością powieści do 730 stron. Tak więc, bohaterowie zrzucili wagę. Tak, to była duża książka. I „Kolej żelazna” była dużą książką. Musiały takie być, ponieważ chciałem oddać tę atmosferę, jakbyś żył w tych czasach o których opowiadają.

HO: Napisałeś wiele książek, z rozmaitych gatunków, chciałbym wiedzieć, czy masz takie, do których wracasz?

-Nie. (śmiech).

HO: Wiem, że jesteś zapracowanym człowiekiem, ciągle piszesz, ale może są jakieś, które czasem czytasz raz jeszcze.

-Nie, naprawdę nie. (śmiech).

HO: Po prostu piszesz książkę, publikujesz i na półkę...

-Napisać książkę, wydawca, półka. Dokładnie. Powinieneś zobaczyć, mam w domu pokój, jest tam wielka ściana i na niej są tylko wszystkie pierwsze wydania wszystkich książek jakie kiedykolwiek napisałem. Nawet nie wiem ile ich tam jest, nigdy nie liczyłem. Po prostu piszę, publikuję, piszę, publikuję, biorę pieniądze, publikuję (śmiech). To nie jest oczywiście do końca tak, ale jestem tak zainteresowany robieniem czegoś nowego, codziennie tworzę i jestem bardzo zaintrygowany co zrobię dalej, nie bardzo widzę sens w cofaniu się i odkrywaniu na nowo przeszłości. Mam oczywiście swoje ulubione postacie, jak Harry Erskine, Rook czy Sissy Sawyer albo postacie, którym udało się przeżyć jakąś fabułę, czy John z „Dziewiątego Koszmaru”. Jest wielkim, grubym gościem i uwielbia jeść. Ja i mój syn dzielimy z nim miłość do amerykańskiego grillowanego jedzenia. Więc za każdym razem, kiedy robiłem badania do tej książki, ponieważ John chodzi do rozmaitych restauracji, chodziłem do różnych miejsc, znajdowałem restaurację, znajdowałem menu, robiłem zdjęcie, wdychałem zapach potrawy i wysyłałem zdjęcie do mojego syna. Odpisywał - „tato, nie rób mi tego!”

HO: W porządku, ale jeśli piszesz kolejną powieść na przykład o Harry Erskinie czy Rooku, nie musisz sięgnąć po pierwszego „Manitou”, żeby...

-Nie, niekoniecznie. Pamiętam. Przynajmniej większość rzeczy. Raz musiałem sprawdzić adres, bo zapomniałem gdzie on mieszka. Potem ludzie by mówili, że się przeprowadził.

HO: „Manitou” jest chyba wciąż najpopularniejszą twoją książką, tutaj w Polsce, odkrywają ją wciąż nowi czytelnicy, ale ja chciałbym ciebie spytać o adaptację. Obejrzałem ją ponownie kilka dni temu. Kiedy widziałem ją przed laty, myślałem sobie, -”to nie jest zły film, ale za dużo tu zmian w stosunku do oryginału”, ale teraz, kiedy obejrzałem go raz jeszcze, w mojej opinii jest... okropny. Chciałbym wiedzieć, co myślisz o tym dziele. Co myślałeś o tym kiedy dopiero się ukazał, a co teraz, kiedy minęły już całe lata od premiery?

-Kiedy dopiero co się ukazał, pomyślałem, że jest całkiem niezły. Tony Curtis był perfekcyjnym Harry Erskinem, w ogóle aktorstwo było dobre. Efekty specjalne były oczywiście okropne, ale nie mieli CGI w tamtych latach... Myślę, że te tanie efekty dużo popsuły...

HO: I to zakończenie niczym „Gwiezdne Wojny”...

-Zakończenie! To był kłopot. „Gwiezdne Wojny” właśnie się ukazały i reżyser Bill Gildler (niestety już nie żyje, bardzo go lubiłem) wziął to zakończenie w stylu „Gwiezdnych Wojen”... Powiedziałem - „Och, Bill, spójrz na to...” (wzdycha). Całość była sfilmowana dobrze, ale to zakończenie. Naprawdę fatalne. To otwarcie drzwi i znalezienie się w przestrzeni kosmicznej... proszę! Myślę, że postacie zostały przedstawione znakomicie, jak wspominałem, Tony Curtis był znakomitym Harry Erskinem, myślę też, że można by dziś nakręcić całkiem niezły remake, który byłby naprawdę przerażający i pełen efektów, które nie są plastikowe. Ostatnio podpisałem kontrakt, w zeszłym tygodniu właściwie, na film „Option”, który będzie adaptacją „Zaklętych”. Znasz tę książkę?

HO: Tak.

-Podpisałem „Option” z Jules Stewart, która jest matką Kristen Stewart, tej co grała w filmach z sagi „Zmierzch”, ale Jules jest także scenarzystką i producentką i bardzo chce zrealizować „Zaklętych”. To trwa już dosyć długo, to zawsze trwa długo, ale mam nadzieję, że film się ukaże. I że będzie to dopiero początek naszej współpracy.

HO: Właśnie, poprzednim razem, kiedy mieliśmy okazję rozmawiać, wspominałeś o innych projektach filmowych, które miały być zrealizowane.

-Tak, tak - „Wyklęty”... Świetny scenariusz, genialny scenariusz! Mieliśmy reżysera, mieliśmy sporą część aktorów...

HO: I?

Pfff... (rozkłada bezradnie ręce). I Gold Circle Films tak samo. Kupili prawa, czekałem i... nic. Jonathan Mostow, reżyser filmu o łodzi podwodnej U-1, kupił prawa do „Traumy”, tej historii o sprzątaczce na miejscach zbrodni, zaczął pracować nad scenariuszem, ale wydaje mi się, że nie dostał pieniędzy z Universala... Fred Caruso, który był producentem „Ojca Chrzestnego”, jest moim bardzo dobrym przyjacielem, zawsze jak napiszę książkę, wysyłam ją do niego, nawet zanim zostanie opublikowana. On pisze znakomite scenariusze, stworzył świetną sztukę teatralną do „Złodzieja dusz” z cyklu o Jimim Rooku, mam nadzieję, że z czasem uda mu się coś rozkręcić. Ma bardzo duże wpływy w Hollywood, też mam bardzo dobre znajomości i kontakty, więc jest to tylko kwestia pieniędzy.

HO: W porządku. Poczekamy więc.

-Jak zwykle. (śmiech)

HO: Zawsze wracam do tego tematu. „Tengu” to jedna z moich ulubionych Twoich książek, najbardziej przerażająca, najbardziej brutalna, najbardziej pesymistyczna.

-O tak, jest pesymistyczna.

HO: Zazwyczaj przyzwyczajasz czytelników do raczej szczęśliwych zakończeń, tutaj, pamiętam, że kiedy dotarłem do ostatniej strony, pomyślałem - „o Boże, co on zrobił?”

-Wysadziłem świat. (śmiech). To mnie po prostu tknęło, że to jest jedyne możliwe zakończenie książki. Rozważając tematykę utworu, którą była japońska zemsta za Hiroshimę i Nagasaki, musiało się to skończyć w taki sposób. Naprawdę. To byłoby coś okropnego, gdyby nic się nie wydarzyło, na zasadzie „och, bomby nie wybuchły, uff!”, więc postanowiłem, że zrobię tu coś naprawdę ponurego. Długo się nad tym zastanawiałem. Wydawca powiedział „COOO?!” A ja powiedziałem spokojnie „tak”. To tylko książka. Tak samo z „Niemym strachem”. Ta kobieta przezwycięża wszystkie problemy, przechodzi wszystkie ciężkie próby, tropiona przez koszmarnego mężczyznę i po wszystkim, na ostatniej stronie, ktoś puka do jej drzwi i strzela do niej. Reakcja, jaką otrzymałem na to zakończenie od czytelników była ekstremalna. W stylu „jak mogłeś?!”; „tak bardzo lubiłem tę kobietę!”; „zginęła bez powodu, po tym wszystkim, jak mogłeś to zrobić?!” (Masterton naśladuje płaczliwy ton). Odpowiadałem z lekkim zdziwieniem - „no, ale to jest... opowieść”. Zastanawiałem się nad zakończeniem i nagle, pomyślałem nad takim kopniakiem, który skumuluje wszystkie cierpienia w jedno.

HO: Dokładnie, czułem się podobnie, po tym wszystkim co przeszła bohaterka, jeszcze ta złudna scena z kwiatami...

-Żółte róże, właśnie. Żółte róże pojawiają się już wcześniej w utworze jako zły omen. Powiedzmy wprost, niektórzy ludzie bardzo się zdenerwowali.

HO: Myślę, że takie zakończenia sprawiają, że książka na dłużej zostaje w pamięci. Jeśli każda ma szczęśliwe zakończenie, ludzie już w połowie będą stwierdzać „w porządku, wiem jak to się skończy, Harry Erskine znów pobije Misqamacusa, znamy zakończenie...

-Tak jest. Wszystko będzie w porządku. Są takie książki jak „Tengu”, które mają spektakularne, wybuchowe zakończenie, lub zakończenie tragiczne, jak „Niemy strach”, ale jeśli się przyjrzysz, to każda jedna książka ma coś, jak cień w lustrze, jakieś mgnienie, gdzie pomyślisz „tu nie wszystko jeszcze jest w porządku”. Niby wszystko jest w jak powinno, wszystko się udało, ale chyba nie wszystko poszło całkiem dobrze. Właśnie ukończyłem drugi tom przygód Katie Maguire, kobiety-detektywa, został opublikowany w Polsce... Jest tam taka scena, że nie wiesz czy jej chłopak opuszcza ją czy nie, ale on stoi na lotnisku, to dość długa scena, i nagle ktoś kładzie mu dłoń na ramieniu. Nie jest powiedziane kto to jest, ani co stało się dalej... Więc musimy czekać do kolejnej książki (śmiech). Muszę kombinować (śmiech).

HO: Kolejne pytanie. „Rytuał”. Wspominałeś o jedzeniu, grillach, przypomniałem sobie tę okropną, brutalną scenę...

-Palec, tak, palec.

HO: Właśnie, jedzenie palca.

(śmiech)

HO: Skąd pomysł na coś takiego?

Wszystko wzięło się od Celestynów... To ta książka o Celestynach, tak?

HO: Tak.

O widzisz, mam dobrą pamięć. A więc poczytałem o Celestynach, którzy zjadali sami siebie, uprawiając religijny kanibalizm.

HO: Nad czym teraz pracujesz, jakie są Twoje kolejne projekty?

Właśnie ukończyłem „Scarlet Widow”, pracuję teraz nad poprawkami. To bardzo ciekawe w zasadzie, bo przy takich poprawkach przeprowadzasz dodatkowe badania, a im większe poszukiwania przeprowadzasz, tym więcej ciekawostek znajdujesz, jak na przykład ostatnio jedna z tajemniczych historii dotyczyła ugryzień robaków. Ludzie cierpią na zmianę osobowości, jedno ugryzienie owada przenosi dwadzieścia osiem ludzkich pasożytów. Nie są one jednak dla nas szkodliwe. Nie możesz się niczym zarazić od takiego ugryzienia, może ono sprawić, że poczujesz się nie najlepiej, ale nie zapadniesz na żadną chorobę. Co jednak ciekawe, takie ugryzienie oddziałuje na twój umysł. Mogą wywołać nastrój depresyjny, rozdrażnienie, nawet zaburzenia schizofreniczne... Nie wiedziałem o tym, ale kiedy zacząłem szukać materiałów do książki i natknąłem się na to, pomyślałem, że jest to genialny pomysł na kolejną opowieść. Wszystko do siebie pasuje, to jak mechanizm zegarka, który się zazębia. Na przykład teraz też pomagam młodej kobiecie, Dawn, napisać jej pierwszą powieść. Ona jest zachwycona tym, w jaki sposób to działa. W pierwszym szkicu nie widać tak naprawdę o co chodzi, po co pewne rzeczy zostały napisane, wyjaśnia się to dopiero na późniejszych stronach, wszystko wskakuje na swoje miejsce. To naprawdę fascynujące patrzeć, jak powieść się komplikuje, jak rzeczy się łączą. Zawsze mówię, że jest to jak tworzenie zegarka, wszystko musi do siebie pasować, liczy się efekt końcowy. Czasem zdarzy się, że pozostanie ci kilka elementów... To naprawdę fascynująca praca dla profesjonalnego pisarza...
Zobowiązałem się też napisać dwie książki o irlandzkim detektywie, co powinienem zrobić jak tylko to będzie możliwe (śmiech) A potem? Nie wiem. Zależy co się wydarzy. Nie odcinam się od swojej horrorowej publiczności, ponieważ, sam wiesz, oni wspierają mnie cały czas, ale chcę napisać trochę kryminalnych rzeczy. Są tam zresztą straszliwe zbrodnie, jeśli jesteś fanem horroru, nie będziesz zawiedziony, ale horror jest skupiony na fantastyce i aspektach nadprzyrodzonych, których tu nie ma. Nie chcę odcinać się od swojej publiczności horrorowej, porzucać gatunków, ale chcę też pisać kryminały, licząc, że moja stara publika pójdzie za mną.

HO: Lubię pana książki każdego gatunku, ostatnio właśnie skończyłem czytać „Ikon”...

-Obawiam się, że ZSRR już nie ma... (śmiech)

HO: Rosjanie w Białym Domu...

Tak, to trochę zabawne...

HO: Dość niezwykły pomysł...

(śmiech) Napisałem kilka książek opowiadających o Zimnej Wojnie jak „Ofiara”, „Kondor”, czytałeś?

HO: Tak, czytałem.

Czytałeś więcej książek niż napisałem (śmiech). Nie, tak naprawdę dziękuję ci za wspieranie różnych gatunków, tak jak i innym czytelnikom takim jak ty, którzy prawdziwie wspierają pisarzy nie ograniczając się do poszczególnych gatunków

HO: Po prostu lubię pański sposób opowiadania historii, tworzenia postaci, przedstawiania świata.

Och, to coś nad czym, bardzo, bardzo ciężko pracuję. Lata temu rozmawiałem o tym z Williamem Boroughsem. Właściwie gadaliśmy godzinami o tym jak pisać książki. Książkę powinno się pisać tak, żeby czytelnik nie czuł, że ją czyta, on powinien czuć, że jest wewnątrz tej książki. Nie wystarczy napisać o uczuciach, które odczuwasz. To naprawdę trudna kwestia, zależy jakich słów używasz, rytmu tekstu, którego trzeba pilnować niemal jak przy recytacji powieści. To jak z piosenką, która po prostu wpada ci w ucho, wlatuje do głowy. Tak samo powinno być z książką. Czytelnicy czasem mówią - „o, jakie zabawne słowo, co to znaczy?”. Dlatego bardzo rzadko używam bardzo skomplikowanych słów. Nie chcę rozpraszać czytelnika. Nie obawiam się używać prostych słów i typowego języka, jak to czasem czynią inni pisarze. Mówię bądź tam, poczuj wiatr za sobą, zobacz pogodę, poczuj zapach. Zaskakujące jak niewiele książek w ogóle opisuje zapachy... Możemy ten temat rozwijać.

HO: Moglibyśmy o tym dyskutować godzinami, ale czas...

Właśnie, czas nas goni... Ale dialogi! Dialogi są takie trudne. Naprawdę bardzo trudne. Musisz opisywać jak najczęściej jak ludzie rozmawiają, ale nie jak naprawdę mówią, musisz to sobie wyobrazić. Jeśli byś to zapisywał, naprawdę spisywał to, jak ludzie ze sobą rozmawiają, wyszłaby ci sterta bzdur. Nie brzmiałoby to dobrze. Wszystkie te, „ja myślę”; „moim zdaniem”... Nie możesz też za wszelką cenę wyjaśniać czegoś bardzo skomplikowanego. Na przykład naukowcy. „Ach, odkryłem ten sekret atomowych nasion! To działa tak:” - i tu następuje długi opis naukowo wyjaśniający całe zagadnienie. Nie możesz tak robić. Musisz sprawić, by konwersacja była bardzo prosta, prowadzić czytelnika ze sobą, pozwalać mu to wszystko odczuwać. To wszystko to naprawdę ciężka praca. Kolejna rzecz, o której trzeba pamiętać – przepraszam, wiem, że się rozgadałem – to niewypowiedziana konwersacja. Właśnie to zrobiłeś. Powiedziałeś miną coś w stylu „powinieneś zobaczyć tę sukienkę, którą nosiła moja matka”. Jak to zapisać? Jak to przełożyć na słowa? Możesz napisać o uniesionych brwiach, lekkim rumieńcu, kiedy pomyślał o sukience swojej matki... To trudna sprawa. Dlatego zawsze mam przed sobą lusterko, kiedy piszę książkę.

HO: Naprawdę?

Naprawdę, zaraz obok ekranu. Nauczył mnie tego Ward Kimball, rysownik znany najbardziej jako animator Kaczora Donalda. Zawsze patrzył w lustro kiedy rysował i robił miny.

HO: Musimy już naprawdę kończyć. Mógłbym z panem rozmawiać kolejną godzinę, ale wiem, że musisz iść...
Tak, iść, a w myślach „na miłość boską, on nigdy nie skończy mówić...” (śmiech).

HO: (Tu nastąpiły moje zapewnienia i zaprzeczenia), Proszę cię jeszcze o pozdrowienia dla czytelników Horror Online.

W porządku. Więc... Co powiedzieć...?

HO: Bądźcie dobrzy, nie bierzcie narkotyków?

Podczas gdy fascynujecie się horrorem, upewnijcie się, że macie życzliwość i zrozumienie w swoim życiu...

HO: Dziękuję.

… Ponieważ (jak widzisz, ja nigdy nie przestaję) bądź ostrożny co wybierasz, czym wypełniasz swoje marzenia, bo jeśli wypełniasz je łzami, wyrosną z nich chwasty.

HO: Dziękuję.

W porządku? Więc dziękuję również.

HO: Do widzenia.

Do zobaczenia. Ale powiem jeszcze, że... (śmiech)



Rozmawiał: Łukasz Radecki
Zdjęcia: Dagmara Radecka
24.07.2013



HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)
HO, Wywiady - Rozmowa z Grahamem Mastertonem (2013)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -