Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Pawłem Palińskim

Shadock

Paweł Paliński należy obecnie do najbardziej uznanych pisarzy fantastyki w Polsce. Doceniany nie tylko przez czytelników, ale i przez mistrzów literatury skutecznie i konsekwentnie zdobywa coraz szersze pola na naszym rynku. Przede wszystkim zaś jest niezwykłą osobą, o czym miałem okazję przekonać się przeprowadzając ten prawdziwy wywiad rzekę. Na temat literatury, polskiej sceny, życia w ogóle i w szczególe. Poszło nam tak dobrze, że możecie wypatrywać drugiej części.


-Witaj Pawle! Przede wszystkim, co u Ciebie słychać? Zadebiutowałeś z hukiem, ustawiłeś poprzeczkę bardzo wysoko i... niemal zniknąłeś. Czyżby polski rynek okazał się tak niewdzięczny?


Witaj. U mnie jak najlepiej, dziękuję za troskę. Swoim pytaniem otworzyłeś jednak puszkę Pandory. Teraz nie odgonisz się od plag (śmiech). A teraz na serio. Sytuacja na polskim rynku jest zagmatwana i trudno mi ją komentować. Jak się w niej rozeznać, tego nie wiem, bo w myśl starej zasady, co jednemu gównem to innemu zlotem, jestem tolerancyjny i dopuszczam możliwość istnienia szerokiego spektrum gustów: od wyzwolonych cheerleaderek rajcownych czytadeł po nudziarzy i nudne książki wybitne – a właśnie z takim miszmaszem mamy do czynienia obecnie. Ktoś kieruje przepływem tej literackiej pneumy, ktoś wszechmocny, trudno go złapać za niewidzialną rękę. Co nie ułatwia zajęcia stanowiska.. A przy tym słowa tracą na wartości. Bestseller nie jest już tym czym był kilkadziesiąt lat temu. Kto dziś sięgnąłby dziś po „Zabić drozda” gdy, z półek skrzeczy ku niemu „Pięćdziesiąt twarzy Grey’a”,? Utylitaryzm staje się nową religią. Matka Konsumpcja radzi: lepiej rżnąć cizię bez zobowiązań niż spytać jak się czuje…
Przyznam jednak, Twoje pytanie zasmuciło mnie pod innym względem - „zniknięcia”. Zwraca ono bowiem uwagę na rzecz przykrą – próg pobudliwości czytelników w dzisiejszych czasach jest bardzo wysoki. Nie wystarczy napisać książkę, należy pisać wciąż i wciąż, niemalże na akord, by o tobie pamiętano. Podejrzewam, że i Lewis Carroll zginąłby na dzisiejszym rynku gdyby zaraz po Alicji w Krainie Czarów nie napisał kolejnych jej części. I to jeszcze w odpowiednim popkulturowym sztafażu. A ja tym czasem, Łukaszu, nie próżnowałem. Od momentu wydania „Czterech pór mroku” pod koniec 2009 roku pojawiłem się jako współautor w pięciu antologiach, pracuję nad kolejnymi tekstami, zapoznałem wielu ciekawych związanych z literaturą ludzi. Być może moja nieobecność związana jest z przeniesieniem w dzisiejszych czasach gro kontaktów społecznych do sieci. Niestety jakoś nie mam potrzeby ciągłego potwierdzania tego, że w niej istnieję. Próbowałem, lecz nie potrafię prowadzić bloga; dyskusje na forach są dla mnie zbyt eteryczne. Z resztą nie interesują mnie dyskusje, wolę występować z pozycji obserwatora. Sporadyczne wpisy na profilu FB w zupełności wystarczą by znajomi pamiętali o dacie moich urodzin. A proces wielopłaszczyznowego ekshibicjonizmu, który odbywa się na tej platformie działa mi na nerwy.
Na szczęście sytuacja zmienia się na korzyść – spotkałem Wojtka Rapiera, który wziął na swe barki prowadzenie fanowskiej strony Trikkety-trakkety-trak, i tam teraz można znaleźć wiele ciekawych informacji mnie dotyczących. Gadamy, on umieszcza. Tak lubię. Chociażby coś takiego: wspólnie zaplanowaliśmy konkurs na opowiadanie, który zatacza coraz szersze kręgi. Bardzo mnie to cieszy.


Rzeczywiście, otworzyłem Puszkę Pandory. Ale nie przypadkowo. Problemem jest raczej to, że poruszyłeś na raz tyle kwestii. Zacząłeś ostro na temat polskich realiów wydawniczych. Rzeczywiście jest tak trudno zaistnieć i utrzymać się na rynku? A z drugiej strony co myślisz o obecnej sytuacji - gdy starzy autorzy odstawiają pańszczyznę, a młodzi albo wydają się sami, albo publikują w Internecie, gdzie uprawia się kółko wzajemnej adoracji. Jest sens pisać dla ludzi?


Czy ostro? Nie przebierałem w słowach ale przecież nie powiedziałem nic czego obaj byśmy nie wiedzieli, prawda? Zalew kiczu jest faktem. Na rynku istnieją wydawnictwa, które wydają masowo cokolwiek wpadnie im w ręce gdy tylko jako tako wpisuje się to w ramy pożądanej grupy docelowej. Wolny rynek, zastępuje wolną myśl. Nie jest łatwo. Z drugiej strony o to czy pisanie ma sens, pytasz o to faceta, który spędzając miesięcznie 300 godzin na etacie, resztę czasu (poza spaniem i jedzeniem) poświęca pisaniu właśnie. Jakiej spodziewasz się odpowiedzi? (śmiech) PISAĆ! Niech młodzi autorzy piszą i wydają. Im więcej nas tym lepiej, tym szersze pole do prowadzenia dyskusji, poszukiwania się nawzajem, tworzenia środowisk. Co zaś do „samo wydających się” oraz kółek wzajemnej adoracji... Tych pierwszych podziwiam za nieustępliwość, życzę im z całego serca by talent szedł z nią w parze. Szanuję ich trud. Myślę, że to dobrze, że taka możliwość istnieje. Do forów na których użytkownicy prowadzą wspólny rozbiór wrzucanych tam tekstów mam stosunek ambiwalentny. Bo wszystko ma swoje dobre i złe strony. Początkujący gorąco wierzą, że mogą w ten sposób zdobyć potrzebne umiejętności – to nie do końca prawda. Po pierwsze rzadko wiedzą jakim warsztatem dysponuje ten kto im rad udziela, a w pisarstwie to niebezpieczne, przyjmować pouczenia od kogoś kto nie jest chociaż kilka klas lepszy od ciebie. Można w ten sposób wdrukować sobie naprawdę paskudne przyzwyczajenia. Po drugie, umiejętnością, która najczęściej opanowana zostaje w takim „kółku” do perfekcji jest łatwość wchodzenia w pyskówki w obronie beznadziejnych fragmentów tekstu – raz czy drugi podesłano mi i poproszono o wypowiedzenie się na temat opowiadania i wierz mi po drugiej stronie spotykałem ścianę. Nieprzyjemne doświadczenie.
A starzy autorzy? Starzy autorzy mają swoje prawa. Poza tym o jaką starość chodzi? Metrykalną, czy „dorobku”? Gdyby się nad tym zastanowić to temat na odmienną rozmowę...

Wiesz, gdyby rozgraniczać metrykalnie i dorobkiem zrobiłoby się bardzo ciekawie. Zwłaszcza w świetle masowości co niektórych, gdzie literatura leży a liczy się zarobek. Obserwujesz całą sytuację z boku, na spokojnie, ale powiedz mi, czy bardziej jako twórca, czy jeszcze czytelnik/odbiorca? Czym się zaczytujesz w wolnych chwilach?


A czy to nie Ciechowski śpiewał: "Ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy"? Niestety dożyliśmy czasów, w których gorzka ironia tego tekstu opisu aż nazbyt trafnie opisuje rzeczywistości. Aby nie poddać się kulturze masowej, trzeba kulturę, w ogóle, konsumować świadomie. Tylko w ten sposób możemy liczyć na jakąkolwiek zmianę, gdy sami czytelnicy będą stawiać sobie wysoką poprzeczkę - inaczej owo maszynowe, "zarobkowe" pisanie będzie tylko przyśpieszać. Ale to wymaga wysiłku, który nie każdy chce podejmować. Ja (a, Ty pewnie także) utraciłem już po części umiejętność obserwacji na poziomie czytelnika odbiorcy, ponieważ pisanie, poprzez konieczność ciągłego szlifowania warsztatu, poprzez zaburzenie proporcji wizja / technika, obiera ci to "niewinne" spojrzenie laika. Czytelnik może porzucić jakąś pozycję ponieważ nie spodoba mu się ona. Twórca, zauważy w kiczu zagrożenie dla literatury w ogóle. Reakcja, wydaje mi się, będzie w takim wypadku odwrotna: nie zaniechanie, lecz analiza. Co zaś do wolnych chwil (nielicznych) i zaczytywania się, to powolutku wkraczam na teren literatury polskiej, której tak kiedyś nie lubiłem. Teraz na tapecie mam Gesty Ignacego Karpowicza. Świetna proza. Poza tym reportaż Warakomskiej Droga 66 (Route 66). Remarque. Zbiór opowiadań Faber'a.

Coś musi być na rzeczy, ja również ostatnio nadrabiam klasykę. Aktualnie Arthura Conan Doyle'a. Ale nie o tym... Cytujesz tu Ciechowskiego, ale w Tobie nie widzę takiej maniery. Wyraźnie widać, że piszesz tylko dla własnej przyjemności, a publikacje traktujesz jako niezbity dowód na to, że nie uprawiasz grafomanii.


Dzięki, Łukasz, dzięki, że tak odczytujesz to co robię. Wiele to dla mnie znaczy. Lubię myśleć, że piszę tak jak chcę. Choć wymaga to wiele wysiłku. Po pierwsze trzeba się nastawić na to, że na początku spod wielu drzwi odejdziesz bez zaproszenia do środka. Po drugie, że pieniądze za takie pisanie, są co tu dużo mówić, marne. Poza tym nie znajdziesz mnie na top-ach wielkich księgarni. Ale to chyba nie o to chodzi, żeby na tych topach się znaleźć prawda? Chodzi o uczciwość tworzenia. Przynajmniej mi tak się wydaje… Boże, natychmiast przerwij mi ten wzniosły wywód, bo jeszcze zaraz wypalę, że mam do spełnienia jakaś dziejową misję (śmiech)

Ależ zgadzam się z Tobą i zasadniczo nie widzę innych powodów do pisania. Wspominasz jednak o dobijaniu się do wielu drzwi. Wiem, że masz już gotową nową powieść. Zdradzisz co nieco?


„Twoje oczy rejestrują śmierć” ukażą się na początku 2013 roku nakładem wydawnictwa Powergraph. Nie ty pierwszy prosisz mnie o to żebym powiedział kilka słów na temat tej powieści – wydawać by się mogło powinienem mieć już przygotowaną w zanadrzu jakąś dotyczącą jej dykteryjkę – a ja wciąż mam kłopoty ze skleceniem składnego opisu. Może dzieje się tak dlatego, że gorącą pragnę aby tą książkę odebrano wielopłaszczyznowo, i gdy przychodzi mi jakoś te wszystkie płaszczyzny do siebie przyłożyć, wychodzi kompletny bałagan. Co w sumie nie jest takie złe, skoro Pasolini (co prawda w odniesieniu do filmu, ale będę przytoczę jego słowa bezczelnie na własny użytek) powiedział: „dzieło”, które można opowiedzieć to nie jest „dzieło” ciekawe. (śmiech) Może tak spróbujmy, po pierwsze, starałem się by ta książka była czymś więcej niż tylko kolejną pozycją z gatunku. Żeby zamiast zamykać oczy ze strachu, otworzyć je szerzej, rozejrzeć się. Zmusić do myślenia. Bo też do tego powinna, tak mi się wydaje, zmuszać szeroko pojęta fantastyka – do myślenia. TORS to historia emerytowanej nauczycielki, Teresy Szulc, która w wyniku bliżej nieokreślonej biologicznej hekatomby uwięziona zostaje w wymarłym mieście. Wykorzystując motyw zagłady / apokalipsy, podjąłem próbę zmierzenia się z takimi tematami jak przeznaczenie, los, odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Przez pozbawienie zdobyczy cywilizacyjnych, staram się wytknąć stopień naszego uzależnienia od cywilizacji jako takiej... Mam nadzieje, że mi się powiodło. Obym się w tej mojej ocenie nie mylił… z resztą – jak się uda, to o tym usłyszymy. Jak nie – pewnie też.

Cieszę się bardzo, że TORS ukaże się stosunkowo szybko. W polskich realiach to wyczyn. To chyba "tylko" półtora roku czekania? A tak w ogóle - Teresa Szulc? Czyżbyś zarzucił zachodnie realia?


Kiedy Powergraph zdecydował się książkę wydać, sprawy poszły szybko. Rafał i Kasia to profesjonaliści, gdy zabrali się do roboty, to już z konkretnymi terminami. Na takich wydawców jak oni czekałem. A co do Twojego następnego pytania to tak, w tej powieści porzuciłem, zachodnie realia. Namówił mnie do tego redaktor, z którym współpracuję, nieoceniony, Michał Cetnarowski. Z początku broniłem się rękoma i nogami, przed tak jawną ingerencją w tekst, ale okazało się, że polskie (podkarpackie) realia dobrze pasują do wymowy TORSa. Pomyślałem - what a hell! - tym razem zróbmy to w Polsce; grałem nieźle na wyjeździe, zobaczymy jak pójdzie mi na własnym podwórku...

Przyznam, że mnie to bardzo cieszy. Powiedz, czemu tak bardzo trzymałeś się dotąd tych zachodnich imion, miejsc, realiów? Polska jest za mało fantastyczna? (śmiech)


Perspektywa. Tu chodzi o perspektywę. I o odległość. Z mojego punktu widzenia coś co znajduje się poza zasięgiem staje się od razu magiczne. Poza tym urodziłem się w 79 roku. Na moje dzieciństwo przypada boom wypożyczalni kaset video, MTV oraz komiksów. Cynamonowe gumy przywożone przez mojego dziadka z pracy w USA. Pierwsza rękawica do bejsbola (zastosowanie której odgadłem jakieś dziesięć lat po jej otrzymaniu) oraz kolorowe katalogi zabawek, z których wycinało się co fajniejszych transformersów. Tego zamawiam, tamtego zamawiam. Tak się zamawiało. Przez to Ameryka zawsze będzie dla mnie nibylandią z dzieciństwa. Wszyscy twardziele pochodzili ze stajni MGM, wszystkie najlepsze komedie produkował TriStar. To wtopiło się we mnie. Nie dlatego, że Polska jest za mało fantastyczna, ale dlatego, że była TU. TU nigdy nie będzie takie fajne jak TAM. Proste. Do tego inny przykład: w podstawówce w bibliotece mieliśmy ogromny dział z rosyjską fantastyką. Do tej pory fantastyka kojarzy mi się z Wielkim Guslarem. Tak się zaprogramowałem. Wszystkie pierwsze horrory czytane pod kołdrą napisali Amerykanie – to gdzie mają się dziać? W Wilkasach? Tam z tego co pamiętam były tylko Panny. A, i jeszcze te lektury szkolne – boże, to one naprawdę pchnęły mnie w kierunku literatury amerykańskiej. Zryty przez to jestem, zryty – polsko amerykańskim duetem z cyklu dobry i zły glina. Sienkiewicz, Słowacki – czego ja mam w tej Polsce szukać? Gdzie nie spluniesz komuna na zmianę z martyrologią. Ciągłe rozliczenia. Nie chce mi się o tym pisać… Nie chciało.

Mocno powiedziane, ale znów przyznam Ci rację. Dlaczego? Ten sam rocznik, bardzo podobne sentymentalne wspomnienia. I odczucie co do literatury. Ale sam przyznasz, że nieco się zmieniło. I teraz błędne koło. Zaczęliśmy od krytyki polskiego rynku, ostatecznie jest lepszy niż był dajmy na to w latach 80-tych czy 90-tych. Ale może to wina literatury fantastycznej i horroru w ogóle? Jak dziś postrzegasz te gatunki? Czy nie okazują się nadmiernymi pętami dla pisarza?


Nie zatoczyliśmy koła. Mówiliśmy po prostu o dwóch różnych zjawiskach. Nie sposób dokonać porównania tych dwóch rynków, przeszłego i obecnego. Poza tym zwróć uwagę, że ja nie krytykowałem rynku, jako takiego, lecz kierunek, który ten rynek obrał – bezmyślnego trzepania kasy na produkcji tandety. Rynek jest potrzebny, tam się sprzedaje książki . (śmiech)
Natomiast co do dalszej części Twojego pytania, wydaje mi się, że literatura sf i horror stają się coraz bardziej hermetyczne. Na zachodzie modne jest przełamywanie konwencji, u nas taki zabieg powoduje oda razu zamieszanie wśród czytelników. Ludzie chcą kupować gotowy produkt, bez niespodzianek. Horror to horror – flaki i seks, poproszę. Zgodnie z opisem na opakowaniu. I jeszcze nie za krótko, bo książki drogie, więc za te cztery dychy dobrze machnąć coś z pięćset stron, żeby było wiadomo za co się płaci. I nie za dużo wątków. I słownictwo nie za wyszukane, bo recenzje sieciowych mędrków są w takich wypadkach bezlitosne. Jak nie da się czytać w tramwaju to książka jest do dupy. Proste. Pęta, o których opowiadałeś, nakładają na nas czytelnicy. A to my, pisarze, powinniśmy ich trzymać za mordę. Stylem i opowieścią - niezależnie od ilości dekapitacji na znormalizowaną stronę maszynopisu.

Czyli potwierdzasz moją tezę. Polski horror na własne życzenie tworzy getto, w którym skiśnie i zdechnie, jak to było na początku lat 90-tych gdy zatopiły nas wydawnictwa Amber i Phantom Press. A pisarze, którzy rzeczywiście mają coś do pokazania, przejdą do mainstreamu, odcinając się mniej lub bardziej od fantastyki. Jak Łukasz Orbitowski czy Jakub Małecki.


Może trochę od końca. Podstawą rozwoju jest zmiana. I to zmiana na lepsze. Żeby pisać coraz lepiej, trzeba coraz wyżej stawiać sobie poprzeczkę. Niby to wszystko truizmy, ale nad truizmami najłatwiej przejść do porządku dziennego. Zapomnieć o nich, i nieszczęście gotowe. Swego czasu rozmawialiśmy z Kubą Małeckim na ten temat (pisania i poprzeczki). Wniosek był taki, że każda kolejna książka (każdy kolejny tekst) powinna być dla pisarza, wydawać mu się, taką barierą nie do pokonania. Żeby siadał do niej z nastawieniem: "muszę to napisać", ale też "matko, jak ja to zrobię, to przekracza moje możliwości". Tylko w ten sposób można dojść w czymś do mistrzostwa. Są czytelnicy, którzy dają się wciągnąć w tą grę, i rozwijają się wraz z autorem, towarzyszą mu. Są też tacy, dla których umiejętność czytania, jest wystarczającym namaszczeniem i argumentem by rzucać książkę w kąt gdy tylko wymaga ona od nich odrobiny wysiłku. Ze sztuką (a pisanie jest przecież formą sztuki, jakkolwiek zdewaluowało się to słowo), niestety nie jest tak jak z jazdą na rowerze - nie wystarczy raz nauczyć się kręcić pedałami (kolejny łatwy do zapomnienia truizm). Nie zrozum mnie przy tym źle, ktoś kto pisze horrory i świetnie mu to wychodzi - niech robi to dalej. Szacunek. Powinno się znaleźć jednak miejsce dla ludzi, którzy dokonują swoistego "przejścia". Tolerancja środowiska utrzymała by ich w orbicie szeroko pojętej grozy. Jej brak, niechęć do zmiany, sztywne trzymanie się reguł gatunku, i tu się z Tobą zgodzę, drenuje polski horror z najbardziej utalentowanych ludzi. I z tego co widzę, a śledzę kariery obu chłopaków, tylko zyskują oni na tej ucieczce... Jeżeli dodać do tego, że horror wśród fantastów traktowany jest jako enfant terrible, ukazuje się naszego polskiego rynku pokraczna wizja: oto garść piszących fascynatów, naprawdę miłych otwartych ludzi (wiem, miałem z nimi do czynienia), purytańscy czytelnicy, nieliczni autorzy z "pogranicza", raczej wydawnicza niechęć - aż dziw, że to się jeszcze jakoś kręci.
Coraz smutniejsza i coraz prawdziwsza wizja polskiej sceny wyjawia się z naszej pogawędki. Drążę temat tym bardziej, że na pierwszy rzut oka wszystko rozwija się znakomicie - powstają coraz to nowe wydawnictwa, coraz częściej można dostrzec polskie nazwiska na okładkach nie tylko fantasy, autorów też jakby przybyło. Z drugiej strony, wydawcy stają okoniem gdy tylko słyszą o polskich opowiadaniach (z których wszak groza się wywodzi), a nasz horror dla jednych z mądry, dla innych raczej groteską czy bizzarro trąci. A odnośnie tego ostatniego - co sądzisz o tej "modzie"? Idea punka zawarta w literaturze, czy też szambo grafomanii?


Ależ bo wszystko działa znakomicie. Z zastrzeżeniem, że rynek jest brudny zły i brzydki (śmiech). A tak na poważnie, myślę, że naszego rynku (każdego rynku) można by znaleźć tyleż plusów co minusów. Pytałeś mnie o to co mnie wkurza, więc odpowiadam szczerze. Zapytaj się o to co mi się podoba - odpowie równie wylewnie. Należy pamiętać, że my, jako autorzy, także ten rynek kształtujemy. Dialog dotyczący niedociągnięć może przynieść tylko dobre efekty, z jednym zastrzeżeniem, że sytuacja idealna jest poza naszym zasięgiem - bo sytuacji idealnej nie ma nigdzie na świecie. Byłoby raczej infantylne twierdzenie, że rynek to takie przyjemne miejsce, stworzone tylko po to by łaskotać pychę twórców. Tak nie jest. Tam rządzą twarde reguły. Natomiast rozmawianie o tym pozwala jakoś się w tym rynku znaleźć, zwłaszcza początkującym. Byłem teraz na konwencie, na którym brałem udział w panelu dotyczącym zarobków pisarzy. Frekwencja była niska, o dziwo, ja za to zdobyłem moc użytecznych informacji od ludzi siedzących w pisarskim biznesie od dawna. Człowiek dowiaduje się wtedy na co może sobie pozwolić w kontakcie z wydawnictwem, wiedza cenna i nie do znalezienia w żadnej instrukcji obsługi. Branżowa.
Natomiast jeżeli chodzi o bizarro - to szczerze mówiąc - nie mam na razie wyrobionego zdania. Najbliżej kojarzy mi się to z groteską - punk chyba byłby bardziej antysystemowy, prawda? Sam nie wiem. Jak każda nowość będzie to na początku zapewne przyciągać i grafomanów, bo złuda wyobraźni bez ograniczeń jest pociągająca. Z tego co wiem jednak, patronuje temu ruchowi w Polsce, silny skład pisarzy już ze znacznym dorobkiem. Myślę, że oni przesieją ziarna od plew. Za wcześnie dywagować nad jego (stylu) przyszłością.


W takim razie, zanim wypytam Cię o to co na rynku Ci się podoba, spytam co sądzisz o tegorocznej nagrodzie im. Zajdla. Nie będę ukrywał, że gdy zobaczyłem zwyciężczynię, która pokonała wybitnego "Dżozefa" Kuby Małeckiego, pomyślałem o co chodzi?


Słuchaj to ja zachowam się dyplomatycznie i zastosuje intelektualny taktyczny odwrót: po pierwsze odciągnę Twoją uwagę i zawczasu odpowiem: na rynku na pewno coś mi się podoba, przecież uczestniczę w nim (a nie jestem masochistą) (śmiech). A zanim się zorientujesz, powiem, że po drugie, co do Zajdla - coraz mniej we mnie czytelnika, coraz więcej autora. Teksty, które wygrały zasłużyły, bo ktoś na nie zagłosował. O zdanie trzeba byłoby zapytać głosujących. Ja nie głosowałem. Gratuluję zwycięzcom.


Rzeczywiście, zaskakujący zwrot (śmiech). Ale cóż, spodziewałem się, że zadręczę Cię utyskiwaniem na scenę (śmiech). Powróćmy więc do "weselszych" aspektów, czyli Twojej twórczości. Wspomniałeś o „Twoje oczy rejestrują śmierć” , a co ze znakomitym opowiadaniem "Żyć i umrzeć w szmaragdowym ogrodzie", które ukazało się w antologii "City 2" ? Podobno masz wobec niego jakieś rozwojowe plany?


Dam Ci się podręczyć, później, obiecuję. Hmmm… "Żyć i umrzeć w szmaragdowym grodzie”. Zacznijmy od początku, jakoś nigdy nie wierzyłem w takie cuda – opowiadania przerabiane na powieści – twory nadymane; to tak jak z przy robieniu ciasta - z objętości można uzyskać coś fajnego, ale rozwlec je, rozpłaszczyć i otrzymamy suchy, kruchy zakalec. Niby każdy wie o tej pułapce lecz bywa ona eksploatowana. Tym większym zaskoczeniem było dla mnie, gdy taka myśl (chęć rozwinięcia) zaświtała w mojej głowie. Bo właściwie nie chodziłoby o nadmuchanie rzeczy, lecz dopisanie dalszego ciągu. (Gorąco wierzę, że w takim wypadku nie popełnię grzechu "rozwlekania"(śmiech)). Od pewnego czasu to opowiadanie wydaje mi się pierwszym rozdziałem czegoś większego. Swoją drogą, to całkiem pociągająca historia, trochę o dorastaniu, trochę o parapsychologii – no może jak się czyta to w jednym zdaniu, brzmi nie za mądrze - ale tekst ma swoje plusy i porywające miejsca. Coś tam w nim kipi pod skórą, kłębią się wątki. Na pewno do niego wrócę, może nie w tym roku bo zajmuje mnie powieść, i nie w przyszłym bo jego poświęcę na zbiór opowiadań, ale „Żyć…” (także za namową przyjaciół-czytaczy) ustawiłem wysoko na liście priorytetów.


No proszę, wspominasz o liście priorytetów. Domyślam się, że "Twoje oczy rejestrują śmierć" są na miejscu pierwszym. Co jeszcze się na niej znajduje? Jakiś zbiór opowiadań? Większa fabuła?


Priorytety są ważne, listy za to, zwodnicze, bo szara rzeczywistość zwykle rewiduje wszystkie nasze plany. Takiej listy TO DO na chwilę obecną nie mam, ale wiem już, że po TORSie biorę się za zbiór opowiadań. W przyszłym roku będę miał mało czasu na pisanie, i wszelkie dłuższe formy nie wchodzą w grę. Oczywiście, zbiór może się nie ukazać - po zakulisowych rozmowach z "ludźmi z branży" (śmiech) wiem, już, że wydawnictwa niespecjalnie uznają autorskie zbiory. Podobno, nie przynoszą one zysków. Po zbiorku - postaram się wydać powieść. (Żywiąc cichą nadzieję, że w międzyczasie i powieści nie trafi szlag.)


Bardzo się cieszę, że plany masz tak ambitne. Pozostaje tylko czekać, obserwować i wypatrywać. Niewątpliwie przydatna będzie ku temu Twoja strona fanowska, która powiem szczerze, bardzo przypadła mi do gustu, nie dość bowiem, że prawdziwie oryginalna, to jeszcze przebogata w treści, informacje i... rozmaite konkursy. Opowiedz o niej coś więcej.


Słuchaj, to niesamowita sprawa. Trikkety-traketty-trak założył Wojtek Rapier - mój fan, który okazał się na tyle zdeterminowany, że wyszedł ze swoim dla mnie uznaniem do sieci, i, cholera, udało mu się! Nie sądziłem, że coś takiego mi się przydarzy. Taki odzew ze strony czytelnika. Nie dość, że zmotywował mnie, do poprawy wyglądu własnego bloga, to jeszcze założył stronę, mało tego, stronę bardzo aktywną i, jak sam zauważyłeś naszpikowaną detalami. Jestem pełen podziwu dla jego pracy - nie wiem jak on to wszystko ogarnia, ale jest nad wyraz aktywny. W tej chwili jest dla mnie osobą, o której marzy chyba każdy pisarz. Prowadzi profil dotyczący mojej twórczości na facebooku (Twórczość Pawła Palińskiego), wyszedł z pomysłem na konkurs na opowiadanie grozy, który nadzoruje (konkurs wspólny z QFantem), w ramach tego konkursu dotarł do niezliczonej ilości wydawnictw (jak choćby WL i Fabryka) od których wydębił TONY nagród książkowych, cały czas zagrzewa konkursowiczów do nadsyłania prac. Demon, po prostu, demon. Dobrze mieć takiego demona po swojej stronie. Pozytywny feedback, który od niego otrzymuję zagrzewa mnie do pisania. A na samej stronie, dla tych osób, które chciałyby się ze mną poznać bliżej, zamieścił wszystkie do tej pory rozrzucone po internecie wywiady, recenzje itepe... to naprawdę rzecz nie do przecenienia. Zachęcam do odwiedzin Trikketów. Warto.


Rzeczywiście, tylko zazdrościć i gratulować (śmiech) Zostaję przy drugiej opcji. Wróćmy tymczasem do antologii, w których się ostatnio pojawiałeś. Mówiliśmy o "City 2", ale wcześniej błysnąłeś w gwiazdorskiej obsadzie i w znamienitych wydarzeniach jak "Księga wojny" i "Głos Lema", a z drugiej strony w "15 bliznach" i "11 cięciach". A teraz „Herosi” i „Antologia polskich opowiadań s-f”. Co powiesz o dziełach stworzonych na ich poczet?


Wiesz, każde starałem się napisać najlepiej jak potrafię, każde było inne. Antologie tematyczne, i to do tego, z taką obsadą, jak te które ty wymieniłeś (po tekście z RUNY, Kuba Ćwiek dostał Zajdla), stwarzają problem podwójny – raz, jesteś z góry ograniczony tematyką (czego nie było w Cięciach, bo tam szalało się w ramach gatunku), dwa, musisz podołać ciężarowi nazwisk takich nazwiskom jak Brzezińska, Orbitowski, czy Cyran. To zobowiązuje. Poza tym co mogę o nich powiedzieć - widzę, że przewijał się w nich motyw dzieci (Marzenie, Jasnookie, Wszystko co przyjdzie), samotności i zagubienia, który, tak mi się wydaje, interesuje mnie od dawna – można więc powiedzieć, że podzieliłem włos, choć nieświadomie, na czworo. Czy to w wypadku chłopca z Marzenia, czy autostopowicza, czy wreszcie bohaterów antologii wojennej, wracałem do nich wielokrotnie. A co dokładnie ci chodzi – o to które najbardziej mi się podoba jako własne dzieło? O subiektywną, odautorską ocenę? Bo szczerze mówiąc najbardziej podoba mi się „Marzenie”, najlepiej napisane jest „Jasnookie”, najciekawsze wydaje mi się „Wszystko”. Z Lemem mam problem. Sprawne, lecz momentami trochę sztywne. W Herosach sięgnąłem do postapokalipsy, w „opowiadaniach s-f” do cyberpunku – dwóch gatunków, które zawsze mnie pociągały, a których jakoś bałem się tknąć. Traktuje te dwa ostatnie teksty jako prezenty napisane samemu sobie.



CDN...


HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim
HO, Wywiady - Wywiad z Pawłem Palińskim

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -