Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)

M@rio

Rozmowa z Robertem Cichowlasem o jego najnowszej powieści "Szósta era", inspiracjach horrorem klasy B, literackiej płodności i planach wydawniczych.


Horror Online: Twoja najnowsza książka, „Szósta era”, to efekt Twoich zainteresowań. Skąd się u Ciebie wzięło zamiłowanie do kultury Azteków?

Interesuję się szeroko pojętą demonologią, a kultura Azteków – w ogóle ludów Mezoameryki – oparta była na wierze w bóstwa niezwykle specyficzne, pośród których były zarówno te dobre, mające czynić dobro, jak i te złowieszcze, które miały zbierać krwawe żniwo. Niektórzy może nie wiedzą, że taki Quetzalcoatl, który uznawany był przez Azteków za Stwórcę, miał kilka obliczy. Jedno z nich było mroczne, zupełnie nie kojarzące się z tym, które znamy, czyli Opierzonego Węża, który w zamian za ofiary zjednywał ludzi, urozmaicał plony i chronił przed katastrofami. Quetzalcoatl potrafił też wpaść w „zły humor” i wtedy pod postacią ciemnookiego, odzianego na czarno, bardzo przystojnego mężczyzny, siał terror i spustoszenie. Taki Xipe Totec, czyli Pan Obdarty Ze Skóry tylko czekał na sprzyjający moment, by pożywić się duszą nieszczęśnika, a z jego ciała zdzierał skórę. Aztekowie i jemu składali ofiary z ludzi, których następnie również pozbawiali skóry, a kapłan przywdziewał ją na siebie na znak szacunku i wielkiej prośby o przychylność bóstwa. W „Szóstej erze” pojawiają się te bóstwa, właśnie pod swoimi najmroczniejszymi postaciami.

HO: Od dawna myślałeś o napisaniu „Szóstej ery”?

Pomysł zrodził się chyba krotko po tym, jak ukończyłem studia z kulturoznawstwa, czyli ładnych kilka lat temu. To był moment, gdy moja wiedza na temat kultury Azteków była już na tyle pogłębiona, że mogłem swobodnie żonglować rozmaitymi historiami na temat kultury Mezoameryki. Pamiętam, że najpierw sporządziłem obszerny konspekt, a potem napisałem kilka pierwszych rozdziałów. Następnie odłożyłem pisanie „Szóstej ery” na rzecz rozwoju współpracy z Jackiem Rostockim i Kazimierzem Kyrczem. Wiedziałem jednak, że wrócę do tej powieści. Byłem w o tyle komfortowej sytuacji, że nie musiałem się śpieszyć. Od czasu do czasu czytałem konspekt, rozbudowywałem go, po czym znowu zabierałem się za pisanie innych rzeczy. Nadszedł moment, kiedy powiedziałem sobie, że najwyższa pora ukończyć „Szóstą erę”. No i jest!

HO: „Szósta era” to także Twoja pierwsza solowa powieść. Do tej pory Twoje utwory były owocem współpracy z innymi pisarzami. Dlaczego akurat teraz zdecydowałeś się na napisanie książki w pojedynkę?

Zależało mi na tym, by w końcu sfinalizować prace nad tą powieścią, to raz. Poza tym po kilku wydanych książkach przy współpracy z innymi pisarzami, uznałem, że czas na wypuszczenie dzieła solo. Okoliczności były sprzyjające, nic nie stało na przeszkodzie. Cieszę się z tego kroku.

HO: Czy to znaczy, że możemy spodziewać się częstszych występów solowych Roberta Cichowlasa?

Niewykluczone.

HO: Od 2009 roku wydałeś sześć książek, a dwie kolejne są już w drodze. To dość spore tempo. Nie obawiasz się, że polski, raczkujący rynek grozy nie będzie w stanie wchłonąć Twoich utworów?

Mam nadzieje, że jakoś je jednak wchłonie. Ale zgadzam się, że publikowanie trzech książek rocznie w Polsce to za dużo. Na szczęście nie publikuję takich ilości rok po roku. W 2009 pojawiły trzy książki z moim udziałem, ale za to w 2010 tylko jedna. W 2011 pojawią również trzy, ale za to rok 2012 będzie obfitował w maksymalnie jedną. W późniejszym czasie również nie planuję wydawać więcej niż jedną książkę rocznie.

HO: Patrząc na Twój dorobek literacki i tempo pracy, musisz być człowiekiem bardzo zdyscyplinowanym. Gdzie tkwi recepta na taką płodność literacką?

Jestem zdyscyplinowany, ale, wbrew pozorom, nie na gruncie pisarskim. Nie narzucam sobie tempa. Po prostu kiedy zaczynam pisać, robota pochłania mnie bez reszty. Potrafię przez bity miesiąc siedzieć przed komputerem i... i tylko pisać, do późnych godzin wieczornych, po nocach. Potrafię jednak też przez miesiąc nie napisać ani słowa. I to mi odpowiada. Podziwiam autorów, którzy narzucają sobie z góry, że dajmy na to, będą pisać cztery strony dziennie. To się dopiero nazywa dyscyplina!

HO: Niebawem ma się także ukazać Twoja najnowsza książka, napisana wespół z Piotrem Pocztarkiem, „Oko w oko z mistrzem horroru”, poświęcona Grahamowi Mastertonowi. Możesz powiedzieć coś więcej na jej temat?

To jest obszerna pozycja biograficzno-beletrystyczna, zawierająca szereg informacji o Brytyjczyku: jego twórczości, początków kariery pisarskiej, a także tych dotyczących życia prywatnego. W tej książce znalazł się również wywiad-rzeka z Mastertonem, jego pełna bibliografia oraz teksty samego Mastertona, między innymi wcześniej niepublikowane w Polsce oryginalne zakończenie „Manitou”, premierowe opowiadania, a także te starsze, które dotychczas nie były przez polskiego czytelnika znane. Książkę przygotowuje wydawnictwo Albatros, a ukazać ma się jeszcze w tym roku.

HO: W Twoich książkach wyraźnie pobrzmiewa inspiracja horrorami klasy B. Dlaczego najbardziej przemawia do Ciebie ten rodzaj gatunku grozy?

Czytając czy oglądając horror, nie tylko chcę poczuć klimat grozy, ale także zobaczyć ducha gołym okiem, chcę nie tylko domyślać się, że bohater cierpi, ale także zobaczyć jak bardzo i dlaczego, a także co takiego sprawia mu ból. Chcę zobaczyć walkę ze złem, chcę ujrzeć oblicze demona, chcę zostać zszokowany krwawą sceną, a nie tylko domyślać się, że czyjś umysł został opanowany rzez demona, ani domyślać się, że gdzieś poza kadrem dochodzi do rozlewu krwi. Taka jest literacka i filmowa klasa B – pokazuje bez ogródek to, co chcę ujrzeć. Piszę dla osób, którzy oczekują tego samego.

HO: Nie boisz się przyklejenia etykiety „polskiego Grahama Mastertona”?

Niestety nastała wielka moda na przyklejanie etykietek, także w Polsce. Mamy już chyba pięciu Stephenów Kingów polskiej grozy, aż strach pomyśleć, ilu ich jeszcze będzie! Słyszałem już kilka razy, że jestem polskim Grahamem Mastertonem. Bardzo lubię Grahama i jego twórczość, niemniej dementuję plotki, jakobym był polskim Mastertonem. Nazywam się Robert Cichowlas i choć mój styl być może odrobinę przypominać mastertonowski, to jednak nie jestem polskim Mastertonem. Ani paragwajskim, ani aramejskim. Ani żadnym innym.

HO: Jak oceniasz kondycję polskiego horroru literackiego?

Na temat kondycji trudno mi mówić, gdyż jestem na bakier z czytaniem polskiej grozy. Nie mam na to, niestety, czasu. Namnożyło się autorów piszących ciekawy horror, także wydawcy bardziej otworzyli się na ten gatunek, więc nie jest źle, a będzie jeszcze lepiej, bo na arenie grozy wciąż pojawiają się nowi twórcy. Trzymam kciuki za takich młodych twórców jak Aleksandra Zielińska, czy Bartosz Czartoryski. Widać, że ich pisanie zmierza w dobrą stronę.

HO: Oprócz tego, że piszesz, pracujesz także dla Repliki. Jakich nowości wydawniczych możemy się spodziewać w najbliższym czasie?

Będzie sporo dobrych horrorów. Jeszcze w tym roku zostanie opublikowana głośna powieść mistrza literatury bizzaro, Edwarda Lee - „Sukkub”. W tym roku również uświadczycie rewelacyjnego zbioru opowiadań „Królestwo spokoju” Jacka Ketchuma, a także powieści „Dom kości” Grahama Mastertona, do której to pozycji zostaną dołączone trzy bonusowe opowiadania, a całość będzie okraszona obszernym odmastertonowskim wstępem. Szykuje się również premiera powieści „Ciepłe ciała” Isaaca Mariona, zombiestyczna kontra na „Zmierzch” - a żeby było ciekawiej książką tą zachwyca się Spethenie Meyer! Będzie również drugi po „11 cięciach” zbiór opowiadań autorów polskich i zagranicznych, w którym swoje teksty zaprezentują takie gwiazdy jak Jack Ketchum, Ramsey Campbell, Edward Lee i Graham Masterton, a także polscy twórcy, wśród których znajdzie się Paweł Paliński, Dawid Kain i Kazimierz Kyrcz. A żeby było ciekawiej powiem, że szykują się kolejne perełki grozy!

HO: Widziałeś ostatnio jakiś dobry horror lub czytałeś coś interesującego, co mógłbyś polecić naszym Czytelnikom?

Nie, ostatnio nic szczególnie porywającego nie wpadło mi w ręce. Widziałem „Oczy Julii”. Dupy nie urywa, ale obejrzeć można. Natomiast nikomu nie polecam filmu „Super 8”. Byliśmy z żoną kilka dni temu. Nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło opuścić sali podczas seansu, a w tym przypadku byłem blisko ucieczki z kina. Kaszana. Z książek to czytałem ostatnio pozycję „Nie mówcie o mnie za dużo” poświęconą sławnemu komikowi Luisowi de Funesowi, napisaną przez synów aktora. Całkiem fajna rzecz. Zacząłem też czytać „Gębę w niebie” Dawida Kaina. Zapowiada się ciekawa historia!

HO: Masz już pomysły na kolejne książki?

Obecnie koncentruję się na pracy nad paroma opowiadaniami do antologii, które mają się w tym roku ukazać. Rysuje mi się również koncept na powieść o kanibalach.

HO: Chciałbyś coś przekazać Czytelnikom Horror Online?

Mam nadzieję, że Ci z Was, którzy sięgną po „Szóstą erę” nie poczują się zawiedzeni. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia przy najbliższej okazji!

HO: Dzięki za rozmowę i powodzenia!

Rozmawiał: Mariusz Juszczyk

29.06.2011

ROBERT CICHOWLAS - pisarz, redaktor, publicysta. Ur. w 1982 roku w Poznaniu, gdzie ukończył kulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. W roku 2009 podjął współpracę z Jackiem M. Rostockim, czego owocem jest antologia „Sępy”. Od 2010 roku pisze do spółki z Kazimierzem Kyrczem, a ich najnowsze powieści to „Koszmar na miarę” i „Efemeryda”.



HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)
HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)
HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)
HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)
HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)
HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)
HO, Wywiady - Wywiad z Robertem Cichowlasem (2011)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -