Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Geografia kina grozy - 3. Hiszpania

Andmel

Co właściwie dzieje się z Hiszpanią? Kraj, który leży w centrum zainteresowania turystycznego całego świata, oferując zabytki, morze i słońce, w dziedzinie filmu pozostaje w cieniu. Samotne wyspy, słynne niczym Majorka i Minorka, czyli Pedro Almodovar i Carlos Saura potwierdzają tą smutną rzeczywistość. Wielu krytyków uważa, że sukcesy odnosi tylko wąska grupa twórców, reszta dość sporej produkcji to filmy przeciętne, niczym nie wyróżniające się z tłumu. Podnoszą się głosy, iż to system wspierania krajowej produkcji i potrzeba pozyskiwania środków prywatnych, wymusza realizację filmów bezpiecznych i niezbyt oryginalnych. Na awangardowość stać niewielu i tylko tych uznanych. Załamywanie rąk nad kreatywnością i odwagą filmowców z Półwyspu Iberyjskiego pozostawmy może krytykom. Nas tym razem interesuje kino masowe, a nie oryginalne spojrzenie na sztukę filmową.


Część pierwsza – film stawia pierwsze kroki.

Na przełomie XIX i XX w., gdy film stają się rozrywką coraz bardziej popularną, Hiszpania była ważnym centrum przemysłu filmowego. Jednym z pierwszych twórców ruchomych obrazów był Eduardo Jimeno i Fructuos Gelabert. Na uwagę zasługuje specjalista od tricków filmowych, porównany z samym mistrzem Meliesem, Segundo de Chomon.
Po latach tłustych nastąpiły niestety długie lata chude. Filmy realizowane w Hiszpanii wyświetlane były tylko na rynku krajowym, względnie w Ameryce Łacińskiej. Te przeciętne obrazy nie mogły się mierzyć z filmami włoskimi czy francuskimi. Okazją do odrodzenia kinematografii było wprowadzenie dźwięku do filmów. Za oceanem czekała bowiem spragniona czystego języka hiszpańskiego, a właściwie dialektu kastylijskiego, wielomilionowa ludność dawnych kolonii. Filmy dubbingowane lub zagraniczne, specjalnie przygotowywane w hiszpańskiej wersji językowej były niezbyt dobrze odbierane przez widzów. Mimo tak oczywistej szansy, Hiszpania przespała swoje pięć minut. W 1931 r. wyprodukowano zaledwie 3 filmy i w dodatku nieme. Pierwszy film dźwiękowy powstał w Barcelonie w 1931 r. (udźwiękowiony za granicą) , a atelier w Madrycie dopiero w 1934.
Najsłynniejszym filmowcem hiszpańskim z tamtej epoki pozostaje Luis Bunuel, który swoje surrealistyczne dzieła, ze współudziałem Salwadora Dali, nakręcił w Paryżu. Mowa tu oczywiście o Psie Andaluzyjskim (Un chien andalaou) i Złotym wieku (L'Âge d'Or). W 1932 r. wraca do ojczyzny i kręci niezwykłe wymowny film dokumentalny Los Hurdes: Tierra Sin Pan. Filmy te zawierają wiele odwołań i scen, które niechybnie zaliczylibyśmy do horroru (przecinanie brzytwą oka kobiety, odcięta dłoń, skalp kobiecy, odwołanie do Markiza de Sade oraz zniekształceni mieszkańcy okolic miasta La Alberca). Połowa lat 30 – tych to burzliwy rozwój kina, niezbyt ambitnego obliczonego na szybki zysk i sprzedaż do byłych kolonii. Wśród twórców tego okresu wyróżniają się Benito Perojo, Florian Rey, oraz Edgar Neville, o kim to za chwileczkę.
Nim powstał pierwszy filmowy horror z krwi i kości, Hiszpania stanęła twarzą w twarz z horrorem wojny domowej w latach 1936 – 1939. Po jej zakończeniu wyczerpany kraj potrzebował lat by dojść do równowagi, przemysł filmowy został podporządkowany ideom narodowego filmu, a zagraniczne produkcje obowiązkowo dubbingowane. Miało to swoje plusy i minusy: wspieranie rodzimej produkcji, ale niekiedy bardziej opłacało się podkładać głos, niż kręcić coś nowego.

Część druga – ciche narodziny horroru.

Za datę przyjścia na świat filmowego horroru w Hiszpanii uważa się rok 1944. Wspomniany już Edgar Neville alias hrabia de Berlanga de Duero zekranizował opowieść Emilio Carrere, dzięki czemu powstał film La Torre de los siete jorobados. Akcja toczy się w XIX wiecznym Madrycie, a wypełniają ją duchy, podziemne przejścia, opuszczone domy i mroczne postacie garbusów. Kilka lat później powstał następny film warty naszej uwagi. Niejaki Louis Saslavsky w 1951 r. reżyseruje La corona negra. Argentyńczyk, któremu nie była obca była fantastyka (La Dama duende z 1945 r.) zapełnił swój obraz o zbrodni, wizjami i halucynacjami z udziałem czarownic, cmentarza, wydobywających się z grobu rąk i czarnych kruków. Niestety na palcach jednej ręki można zliczyć próby zmierzenia się hiszpańskich twórców z tym gatunkiem filmowym. Na rozkwit strachu przyjdzie nam czekać aż dekadę.

Część trzecia – nadejście mesjasza.

Odrodzenie horroru nastąpiło za sprawą wszechstronnego Jesusa Franco, urodzonego w 1930 r. w Madrycie, który w miarę rozwoju kariery przyjmował kolejne pseudonimy. Mimo początkowej dobrej renomy, wspartej nawet przez Orsona Wellesa, swą uwagę skoncentrował na produkcji niskobudżetowych opowieści wychodzących jak spod kalki i często przekraczających granice dobrego smaku. Podczas prac nad filmem Vampiresas 1930 Franco zabrał swojego producenta Serge Newmana na pokaz filmu Terence Fisher’a pt. Brides of Dracula. To wtedy zaproponował mu wejście w świat horroru. Rezultatem rozmów były dwa filmy z 1962 r. – Gritos en la Noche (The Awful Dr. Orloff) i La Mano de un homre muerto (The Sadistic Baron Von Klaus). W pierwszej opowieści dr Orloff, były więzienny lekarz, porywał piękne dziewczyny z nocnych klubów, by wykorzystać ich skórę do naprawy twarzy córki oszpeconej przez pożar.
Do swego największego sukcesu Jesus będzie niejednokrotnie wracał (choć tak naprawdę przypomina on trochę wcześniejszy francuski Les Yeux sans visage) niezmordowanie przerabiając go na inne wersje. Epoka angielskiej wytwórni Hammer wywarła także pewien wpływ na pierwszych filmach Hiszpana. Ponure domy, piwnice pełne gotyckich atrybutów stały się wtedy wizytówką europejskiego horroru. Akcja w filmach rozgrywa się powoli, zwolna budowana jest atmosfera, a Franco zaczyna pokazywać, co tak naprawdę go interesuje: niekonwencjonalne ujęcia kamery, nie przykładanie uwagi do fabuły i jej prawdopodobieństwa, nagość, sadyzm i seks. Od tej pory to wszystko zdominuje jego produkcje. Jednak dość chłodne przyjęcie sadystycznego barona, spowodowało, że mistrz filmów klasy Z porzucił gatunek na kilka lat.
Dziwne, ale w 1962 r. na ekranach króluje temat operacji plastycznych. Tym razem terapia przeprowadzona przez szalonego naukowca na jednej z pacjentek przynosi nieoczekiwane rezultaty, o których można się przekonać oglądając film La Cara del terror, zrealizowany przez Isidoro M. Ferry. Była to wydaje się jednorazowa wycieczka reżysera w krainę terroru, gdyż jego następne filmy dokumentowały życie morza, a w szczególności...alg. W 1963 r. powstaje koprodukcja włosko – hiszpańsko – zachodnioniemiecka pt Hypnosis oraz Los Muertos no perdonan, w reżyserii Julio Coll, który rok później kręci znakomity thriller pt. Pyro. W 1964 r. do gry wraca Jesus Franco, który z zatrważającą regularnością dostarcza (tu wymienię tylko te produkcji hiszpańskiej) następnych filmów o tematyce grozy i wyuzdania: El Secreto del Dr. Orloff (1964), Miss Muerte (1966), The Blood of Fu Manchu (1968), Rotte Lippen: Sadisterotica (1969), Die Folterkammer des Dr. Fu Manchu (1969). Niestety nie są to filmy, które dziś wzbudzają dreszczyk emocji, ich czas przeminął, a specyfika tych rozrywkowych produkcji wywołuje uśmiech politowania na twarzach widzów.

Część czwarta – włochaty klasyk czyli Jacinto Paul Waldemar ukąszony w Tybecie.

Tak oto można scharakteryzować najsłynniejszą rolę urodzonego w Madrycie w 1934 r. Jacinto Alvareza Molinę, znanego później jako Paula Naschy. Oglądnięte w młodości horrory zaszczepiły w nim miłość do tego gatunku. Po przygodzie z rysunkiem i architekturą, w 1960 r. trafia na plan filmowy. Pierwsza próba z Waldemarem Daninskim i jego krwiożerczym wilkołaczym alter ego pojawiła się w 1968 r. i nosiła tytuł La Marca del Hombre – lobo. Produkcja odniosła duży sukces, reprezentowała rozrywkowy charakter gatunku, bazujący na popularnych postaciach (wilkołaki i wampiry), wprowadzając pewne ilości golizny i krwi. Następny film z serii miał ponoć nosić tytuł Las Noches del Hombre Lobo. Jego historia jest tak samo tajemnicza, jak los poprzedniej, wielokrotnie edytowanej i przerabianej produkcji. Nie znamy dokładnie scenariusza, nie ma o nim wzmianki we francuskim Centre National du Cinema (miał być kręcony we Francji), ale jakkolwiek by nie było, śmierć mianowanego reżysera Rene Govar’a przerwała nad nim prace. Tymczasem Jacinto nie zwalniał tempa grając w kolejnych horrorach, nie tylko wilkołaka, ale także Draculę, mumię i szereg innych (często po kilka w filmie) postaci. Dał też się poznać jako reżyser, scenarzysta i producent.

Część piąta – horror nie spoczywał tylko na barkach Jesusa i Jacinto.

W 1964 r. na horyzoncie kina grozy pojawia się wybitna postać Leona Klimovskiego z filmem Ella y el miedo. Dosyć późny to debiut w gatunku, skoro artysta urodził się w Buenos Aires w 1906 r. Spotkamy się z nim jeszcze w rozdziale następnym. Koniecznie trzeba wspomnieć także o obrazie El sonido de la muerte z tego samego roku. Są ku temu trzy powody: pojawienie się dwóch królowych krzyku – Soledad Mirandy i Ingrid Pitt, o polsko – żydowskich korzeniach, oraz debiut na polu horroru reżysera Jose Antyonio Nievesa Conde. Film ten, to jakby kontynuacja amerykańskich horrorów o potworach z lat 50 – tych XX w. Nieskomplikowana fabuła dotyczy obudzonego przez prace wykopaliskowe w jaskini, monstrum, które nim zaatakuje, wydaje przeraźliwy krzyk. Jak widać nic odkrywczego, a tymczasem nieśmiertelną historię o miłości, która przezwycięża śmierć, opowiada nam Javiere Seto w filmie La Llamada, pochodzącym z 1965 r. Wart oglądnięcia jest przesycony seksem film La Residencia z 1969 r. (reż. Narciso Ibáñez Serrador), umieszczający akcje w szkole dla dziewcząt, w której ktoś popełnia morderstwa, oraz Las Crueles w reżyserii Vicente Aranda, opowiadający o krwawej zemście kobiety za zamordowanie swej kochanki.
Po tych ponurach wizjach teraźniejszości widzowie mogli ochłonąć w bardziej rozrywkowym podejściu do horroru, podziwiając w 1970 r. jedną z ostatnich filmowych ról słynnego Borisa Karloffa w produkcji El Coleccionista de cadaveres. Słaby film, wyprodukowany za pieniądze amerykańskiego producenta Roberta D. Weinbacha miał problemy z realizacją i muzyką, a znany jest głownie z udziału wymienionej gwiazdy oraz pierwszej damy horroru tego okresu Dyanik Zurakowskiej odsłaniającej swe wdzięki. Własną opowieść o wampirach Malenka realizuje w 1969 r. Amando de Ossorio, który dwa lata później rozpocznie produkcję serii, unieśmiertelniającej jego nazwisko.
Większość autorów filmów wymienionego okresu jak i późniejszego doskonale zdawała sobie sprawę z tego co robią i dla kogo. Nie widać tam pretensji do kina ambitnego. Przede wszystkim ich zadaniem było dostarczanie ludziom godziwej porcji strachu i rozrywki. Możemy też zauważyć, że w miarę zbliżania się do lat 70 – tych ilość nagości i przemocy na ekranie zaczyna gwałtownie wzrastać, widzom nie wystarcza tylko migający tu i ówdzie biust ładnej pani. Przez wiele lat filmy kręcone w Hiszpanii posiadały dwie wersje, jedna skierowana na rynek wewnętrzny nie zawierała nagich scen, w przeciwieństwie do tych kierowanych za granicę. Od czasów odwilży w Hiszpanii i łamania filmowego tabu, wszechobecna staje się nagość, ale któż mógł przypuszczać, że sprowadzi to zagładę na wspaniale rozwijający się gatunek...

Część szósta – horror rozciąga swą władzę

Lata 1970 – 1983 to absolutne panowanie horroru. Nic nie było w stanie przebić się przez ten mur. Wiele z tych produkcji lokowało akcję poza granicami Hiszpanii. Widz mógł wczuwać się w klimat Szkocji, Anglii, Tybetu, Syberii (Panico en el Transiberiano czyli Horror Express) i Francji. Jak przyznaje Carlos Aured, wieloletni współpracownik Leona Klimovskiego i reżyser m.in. El Espanto surge de la tumba, La Venganza de la momia i Apocalipsis sexual, hiszpańscy widzowie nie uwierzyli by w opowiadaną, niesamowitą, historię, gdyby ta rozgrywała się w ich kraju.
Swoje filmy realizuje Jesus Franco, osiągając na tym polu spore sukcesy, lecz wymienianie wszystkich jego produkcji z tego okresu mija się z celem. Do tych rozlicznych opowieści udawało mu się czasem zaprosić znanych aktorów, takich jak Christopher Lee (Eugenie i The Bloody Judge z 1970 r.) i Klaus Kinski (El Conde Dracula 1970). W tym czasie reżyser mało koncentruje się na grozie, a bardziej na elementach erotycznych (a nawet porno) w swych opowieściach, wykorzystując niewątpliwą urodę zatrudnianych aktorek. Mimo tego postanowił zmierzyć się z legendą ekspresjonistycznego kina niemieckiego kręcąc El Doctor Mabuse w 1972 r. Przez pewien czas jego muzą pomagającą mu w pracy była Soledad Miranda, która niestety zginęła w wypadku samochodowym zaraz po ukończeniu filmu The Devil Came from Akasava wg. Edgara Wallace. Po jej śmierci musiało minąć kilka lat by reżyser napotkał nową kobietę swego życia, nie tylko muzę, ale i współautorkę wielu jego następnych filmów. Mowa tu oczywiście o Linie Romay pochodzącej z Andaluzji.
Paul Naschy także niezbyt przejmując się utyskiwaniem krytyki i zarzutami o beznadziejną charakteryzacją kontynuuje przygodę z wilkołakami, od czasu do czasu pojawiając się w innej postaci: dr Ferenksollen (podobna nazwa do Frankenstein, lecz na przeszkodzie stanął konflikt praw z wytwórnią Universal), dr Jekyll, Drakula i inne. Los monstruos del terror z 1970 r. to idealny przykład bałaganu tamtych czasów w wykonaniu Jacinto. Dwóch reżyserów, problemy finansowe i olbrzymie ego głównego aktora i autora scenariusza, który zamiłowany był w eklektyzmie i wprowadził barwny pochód obcych z kosmosu, wampirów, monstrum, mumii i wilkołaka. Nie możemy jednak za wiele utyskiwać na filmy z udziałem tego autora, gdyż to właśnie horror La noche de Walpurgis z 1971 r. w reżyserii Leona Klimovskiego zapoczątkował boom na filmy grozy w tym kraju.
Oprócz wilkołaków i wampirów, ulubionych postaci z panteonu grozy hiszpańskiego horroru, napotkać możemy szalonych naukowców (Amantes del diablo, 1971; El Pantano de los cuervos, 1974), kanibali (Necrophagus, 1971), nawiedzone domy (Mansion de la niebla, 1972), mumie (La vengeanza de la momia, 1973), kult voodoo (Rostros, 1978), seryjnych morderców (Emma, 1974; El huerto del frances, 1978 i trochę z zamierzchłych czasów bo Elżbietę Bathory – Ceremonia sangrienta z 1973) i wspólnie z Włochami giallo (La Ultima señora Anderson, 1971; El techo de cristal, 1971).
Popularne były także opowieści o czarownicach i Inkwizycji. Nic w tym dziwnego, skoro to właśnie Hiszpania kojarzona z działalnością tej instytucji (Monte de las brujes, 1972; Inquisicion, 1976). Dodatkowo, zawsze jest wtedy dobra okazja by pokazać półnagie, a nawet całkiem nagie ponętne dziewczyny skrępowane i poddawane wymyślnym torturom. Jakby na przekór katolickiemu państwu powstawały filmy o kultach satanistycznych i religiach Dalekiego Wschodu (La Rebelión de las muertas, 1973), a po sukcesie Egzorcysty w USA, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać hiszpańskie odpowiedzi (Exorcismo, 1975; La endemoniada, 1975).
Do głosu doszły obawy przed nuklearną zagładą przedstawiający świat pełen przemocy i rozpadu cywilizacji jaką znamy w filmie El Refugio del miedo z 1974 r. w reżyserii José Ullóa. Bazując na sukcesie Mechanicznej Pomarańczy, powstał obraz Eloy de la Iglesia pt. Una gota de sangre para morir amando.
Świadomie nie wspominałem do tej pory o zombie, gdyż z tym podgatunkiem wiąże się największy sukces kina grozy tego państwa. Korzystając z wielowiekowych historii i hiszpańskich opowiadań grozy Amando de Ossorio zrealizował opowieści o rycerzach- zakonnikach ,którzy za swe zbrodnie zostali wyklęci i oślepieni. Teraz powracają jako zombie, by zabić każdego kto zakłóci ich spokój. Zdania o tym cyklu czterech filmów (La noche del terror ciego, 1971; El Ataque de los muertos sin ojos, 1973; El Buque maldito, 1974 i La Noche de los gaviotas z 1975) są podzielone, bo razi nas niski budżet, strasznie wolne tempo narracji, liczne niedociągnięcia i naiwności, drewniane aktorstwo, z drugiej strony mamy film ze specyficzna atmosferą, która możne naprawdę wciągnąć widza, gdy tylko przymknie oko na minusy. Zombie pojawiają się także w filmie La Orgia de los muertos z 1973 r. w reż. Jose Luisa Merino.
Te i inne im podobne filmy bazowały bardziej na niesamowitości niż na realizmie. W kilku poważnych pozycjach mamy sporo odwołań do rzeczywistości i ery po śmierci generała Franco. Mowa tu m.in. o La semana del asesino z 1972 r. i późniejszym o rok Nadie oyó gritar, stworzonych przez Eloy de la Iglesia, z mocnymi akcentami homoseksualnymi. Jednym z najsłynniejszych filmów tego złotego okresu, jest dzieło Narciso Ibáñez Serradora - ¿Quién puede matar a un niño? (Who can kill a child?). W filmie opartym na powieści Juana Jose Plansa, grozą jest obecność dzieci, ich zachowanie, niewytłumaczalna agresja, panująca atmosfera zagrożenia szczelnie okrywająca miasto. Bez zbędnych efektów i epatowania przemocą fizyczną udaje się reżyserowi swtorzyć coś, co widz zapamięta na długo. Czyż nie przypomina to trochę Children of the Corn Stephena Kinga? Pomimo swej pogoni za nowościami zza Oceanu horror hiszpański na stałe wpisał się w historię europejską tego gatunku, chadzając niekiedy własnymi ścieżkami, dającymi się odróżnić od innych krajów Europy.

Część siódma – powolne konanie

Krach nastąpił z początkiem lat 80 – tych i trwał blisko dekadę. To co do niedawna było niezwykle popularne, z dnia na dzień straciło na atrakcyjności. Co było przyczyną tak nagłego spadku produkcji horrorów w tym kraju? Przede wszystkim przesyt. Opatrzyły się już schematyczne do znudzenia filmy, a zezwolenie na ukazywanie miłości fizycznej stało się przysłowiowym gwoździem do trumny. Ludzie byli ciekawi tego, co przez lata stanowiło temat tabu, a dodatkowo filmy erotyczne były o wiele tańsze w produkcji i przynosiły czysty zysk, bez obaw o ewentualną klapę. W 1984 r. swój ostatni film nakręcił Amando de Ossorio pt. Serpiente de mar. Bohaterem tej niezbyt udanej, niskobudżetowej produkcji jest zmutowany przez radioaktywność wąż morski pożerający wczasowiczów. Fabuła licha, a film wart oglądnięcia chyba tylko ze względu na gościnny występ reżysera Leona Klimovskiego.
Wśród tej niezwykle skąpej ilości horrorów można odnaleźć perły, zasługujące na przypomnienie i rozreklamowanie. Takim niewątpliwie filmem jest Tras el cristal, pochodzący z 1987 r., w reżyserii Augustii Villaronga, gdzie twórca koncentruje się na atmosferze filmu, graniu na emocjach widza, a nie epatowaniu krwią i fantastyką. Taki obraz na dłużej pozostaje w pamięci widza, zmuszając go do rozmyślań nad naturą ludzką i skłonnością do zbrodni. Interesujący film tego okresu to także Angustia Bigasa Luny, surrealistyczna opowieść o dominującej matce, seryjnym mordercy, hipnozie i kolekcjonowaniu... ludzkich gałek ocznych. Kilka z tych filmów nosi w sobie odwołanie do czasów II wojny światowej. Choćby wspomniany już Tra el cristal, którego bohaterem był sparaliżowany zbrodniarz wojenny o skłonnościach pedofilskich, czy też nazistowski naukowiec dokonujący sekretnych eksperymentów w filmie Más allá de la muerte Sebastiana D’Arbo z 1986 r. Takie opowieści są możliwe dopiero po złagodzeniu cenzury po śmierci generała Franco, należy jednak pamiętać, że Hiszpania mimo pomocy jaką uzyskała od Państw Osi w czasie wojny domowej, militarnie nie wsparła Hitlera w jego próbie podboju świata (wysyłano tylko ochotników zorganizowanych w Błękitną Dywizję). Potwierdzeniem upadku hiszpańskiego horroru wydaje się być schematyczna, tania koprodukcja z USA pt Slugs (1987), w której głównymi złymi charakterami były zmutowane, krwiożercze ślimaki.

Część ósma – zmartwychwstanie

Odrodzenie przyszło za sprawą m.in. błyskotliwego reżysera Nacho Cerdà, lubującego się w gore i filmach bez dialogów, ilustrowanych staranie dobraną muzyką. Jego opowiadania o śmierci, z brutalnym obrazem przesyconym sadyzmem i nekrofilią Aftermath z 1993 r. wzbudzają zainteresowanie do dziś, a wspomniany film może być porównywany ze słynną japońską serią Guinea Pig. Ostatnim jego dziełem, jest znakomity, zrealizowany za prywatne piniądze The Abandoned (2006). Wiele lat musiało upłynąć, nim jego scenariusz, napisany przez Karima Hussaina zatytułowany pierwotnie The Bleeding Compass z 1999 r. doczekał się realizacji. W doszlifowaniu projektu brał udział także Richard Stanley, znany szczególnie z filmu Hardware z 1990 r.
Uwagę na siebie zwrócił też Álex de la Iglesia, twórca idący własną ścieżką satyry, krwi i lekceważenia obecnych trendów. Krytycy, pierwsze jego filmy, typu Accion mutante z 1993 r. przyrównywali do wczesnych produkcji Petera Jacksona czy Sama Raimiego. Kolejne horrory tylko utwierdzały w przekonaniu, że mamy do czynienia z utalentowanym twórcą : El Dia de la bestia (1995) i zrealizowany dla telewizji Películas para no dormir: La habitación del niño (2006). Przy tym ostatnim filmie wypada zatrzymać się na chwilę. Jest to jedna z sześciu części filmów, które nie pozwolą ci zasnąć zrealizowanych przez hiszpańskich mistrzów gatunku. Pozostałe to Para entrar a vivir Jaume Balaguero, Adivina quién soy Enrique Urbizu, Cuento de navidad Francisco Plaza, w którym nie brak odwołań do ¿Quién puede matar a un niño? Narciso Ibáñez Serradora, autora części pt. La culpa oraz Regreso a Moira Mateo Gila (współscenarzysty słynnego Tesis). Nie jest to jedyny romans telewizji hiszpańskiej z horrorem. W latach 1964 – 1982 powstała seria ekranizacji opowiadań znanych autorów grozy i fantastyki (Edgar Allan Poe, Ray Bradbury, Henry James) i hiszpańskich twórców pt. Historias para no dormir.
Ważną postacią, która też zwróciła uwagę kinomanów na Hiszpanię jest Guillermo del Toro. W ojczystym kraju – Meksyku – zrealizował swe pierwsze filmy w tym Cronos (1993), skupiający się na poszukiwaniu tajemnicy wiecznego życia. Jego następny horror Mimic powstał w USA, ale kolejny był koprodukcją hiszpańsko – meksykańską, osadzającą opowieść o duchach w scenerii Hiszpanii wkrótce po zakończeniu wojny domowej. Sukces tej oryginalnej i wysoko ocenianej produkcji pt. Espinazo del diablo z 2001 r. szerzej otworzył reżyserowi wrota Hollywood. Po realizacji komiksowych, teledyskowych horrorów Blade II i Hellboy, reżyser przypomniał w 2006 r. o swej bogatej wyobraźni filmem El Laberinto del fauno (Pan's Labyrinth).
Z początkiem XXI w. powstaje studio Fantastic Factory wyłonione z hiszpańskiej firmy Filmax. Jego założycielami byli producent Julio Fernandez i reżyser Brian Yuzna. Za cel funkcjonowania postawili sobie produkcję przyzwoitych pod względem budżetowym filmów z gatunków horror, science – fiction i fantasy, kierowanych na rynek międzynarodowy. To tu powstały ciepło przyjęte obrazy takie jak Dagon (2001), Beyond Re-Animator (2003) Romasanta (2004) jak i słabsze Arachnid (2001), Faust: Love of the Damned (2001), La Monja (The Nun 2005), Beneath Still Waters (2005) i Rottweiler (2005, z gościnnym udziałem Paula Naschy).
Z tej nowej fali hiszpańsko – internacjonalistycznego horroru spod znaku także Castelao Producciones S.A. zdecydowanie na plus wybija się nastawiony na budowanie atmosfery, wolniejsze tempo narracji i suspens – Los Otros z 2001 r. (The Others) ze wspaniała kreacją Nicole Kidman w reżyserii Alejandro Amenábara. Reżyser ów sławę zyskał dzięki filmowi Tesis (1996) poruszającego problem istnienia snuff movies i fascynacji śmiercią oraz przemocą. Mniejszym sukcesem, ale z powodzeniem wyświetlanym w Stanach Zjednoczonych filmem był Darkness z 2002 r., który zrealizował Jaume Balaguero, gdzie sięgnął do idei starego, nawiedzonego domu. Kolejnym jego dziełem był w 2005 r. Frágiles. W kraju Cervantesa powstał też El Maquinista Brada Andersona z 2004 r. trzymający w napięciu film ukazujący piekło samotności i wyrzutów sumienia z plejadą sław Hollywood (Christian Bale, Jennifer Jason Leigh).
Myliłby się ten, kto sądzi, że teraz w Hiszpanii powstają tylko horrory z ambicjami. Przykładem zupełnie innego podejścia do tego tematu jest Ángel Mora Aragón, garściami czerpiący z amerykańskich horrorów, tworzący coś na kształt Scary Movie miksując to wszystko w sosie porno. Mowa tu m.in. o filmie Viernses 13: XXL z 2001 r.
W tym okresie, mimo postępu w latach, nie dawał zapomnieć o sobie Jesus Franco, ale jego ostatnie produkcje typu Killer Barbys contra Dracula (1996) czy Snakewoman (2005), na trwałe mogą zniechęcić widzów do oglądania jego filmów. Szczątkowa fabuła, szalone zabawy z kadrem i oświetleniem, nieudolne aktorstwo pozostawiają duży niesmak. Drugi z weteranów, Paul Naschy także nie pozostaje w tyle, występując ostatnio w filmach kierowanych na rynek video, lecz o większych walorach rozrywkowych np. El Vigilante (2001) i ochrzczony jako bardzo udany comeback Rojo sangre (2004).
Co będzie dalej? Może usłyszymy jeszcze np. o twórcy krótkometrażowego ale szokującego Naturaleza muerta (2005) czyli Robie Garcii, o Álvaro de Armiñán, który w 2007 r. przedstawi swój film pt. Open Graves, o Martínie Garrido Barónie, utalentowanym malarzu, który zrealizował obraz o seryjnym mordercy pt. H6: Diario de un asesino (2005) i jakie będą losy Petera Temboury, twórcy m.in. Kárate a muerte en Torremolinos (2003). Czas pokaże.

Czyżby były to wytwórnie, które podobnie jak kilkadziesiąt lat wcześniej studio Hammer wywrze wpływ na horrory całego świata? Czas pokaże, ale już dziś widać, że część z tych filmów spotkała się z dobrym przyjęciem widzów spragnionych nowych, atrakcyjnych produkcji, a nie tylko domowym sposobem wytwarzanych gniotów o zombie i sadystycznych mordercach. Ale czy widać tu specyfikę kina hiszpańskiego? Czy to może nam coś powiedzieć o twórcach z gorącej Iberii? Nastawienie na widza z całego świata wymusza zapewne uproszczenia i złagodzenie prowincjonalizmów. Może grozić to utratą tożsamości i postawieniem na naśladownictwo amerykańskich wzorów. Trudno mówić tu o egzotyce, czy wczuciu się w akcje rozgrywającą się w Hiszpanii, skoro wszyscy aktorzy mówią biegle po angielsku. Na szczęście nierzadko odnajdujemy przepiękne zdjęcia, dbałość o fabułę, przemyślane zachowania bohaterów i inne drobiazgi nadające europejski smak. O kondycji kina hiszpańskiego jako całości wypowiedział się niedawno Javier Aguirresarobe, operator, autor zdjęć m.in. do Los Otros, zaznaczając, że w Hiszpanii powstaje rocznie około 80 filmów, a tylko połowa z nich dociera do kin, z czego 8 osiąga sukces komercyjny, a udział kina ojczystego zajmuje tylko do 20 % rynku kinowego kraju.

Bibliografia:Toeplitz J. : Historia sztuki filmowej, t. 3, 4 i 5. Warszawa, 1959 - 1970
Źrodła:http://www.latarnia.com/castiliancrimson.html
http://www.cinefania.com/tv/serie.php/228/
http://www.stopklatka.pl/wywiady/wywiad.asp?wi=23123
Na forum: Podyskutuj o tym artykule


HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 3. Hiszpania

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -