Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa

Krzysztof Gonerski

UWAGA: Możliwe spoilery


Wbrew powszechnej opinii koreańskie kino grozy nie narodziło się wraz z premierą horroru Park Ki-Hyunga "Whispering Corridors", ale znacznie wcześniej. Za jeden z pierwszych koreańskich filmów grozy uważa się zrealizowany w 1956 r. "The Story of Jang-hwa and Heung-ryeon" Jeong Chang-hwa. Była to opowieść nawiązującą do ludowej legendy Janghwa Heungryeonjeon (Róża i Czerwony Lotos), o dwóch siostrach powracających z zaświatów, by nękać złą macochę.(1) Przez wiele dekad horror z Półwyspu Koreańskiego pozostawał w cieniu innych filmowych gatunków - dramatu, melodramatu, kryminałów, filmów sensacyjnych. Przełom nastąpił pod koniec lat 90. ubiegłego wieku.

31 stycznia 1998 r. miała miejsce premiera japońskiego horroru Hideo Nakaty "Ringu". Dziś japoński film uważa się za pierwsze i wzorcowe dzieło "nowej fali" azjatyckiego kina grozy. Cechą charakterystyczną stało się łączenie tradycyjnych opowieści o duchach (kaidan) z nowoczesnym entourage`m (telewizory, telefony, komputery, sceneria wielkomiejskiej metropolii, nowoczesny sposób opowiadania). Film Nakaty niemal od razu stał się wielkim sukcesem kasowym w Japonii, a jego sława wybiegła daleko poza granice Kraju Kwitnącej Wiśni. W krótkim czasie dotarła ona do sąsiadującej przez Morze Japońskie, Korei Południowej. "Whisperring Corridors", mający premierę cztery miesiące później niż "Ringu", wykorzystywał ten sam pomysł na fabułę, co film Japończyka - tradycyjną koreańską opowieść o duchach (kuei-dam)(2) ) umieszczał w realiach współczesnego koreańskiego liceum dla dziewcząt, strasząc duchem uczennicy- samobójczyni. Film Park Ki-hyunga można uznać, za początek "nowej fali" w koreańskim kinie grozy.

Niemal bezwiednie nasuwa się pytanie, czym "nowa fala" różni się od powstających w latach wcześniejszych filmów grozy, tym bardziej, ze były wśród nich także opowieści o duchach choćby pochodząca z 1980 r. "Grudge of the Moon Lady" Kim In Soo. Poza wspomnianym już mariażem "starego" z "nowym", budżet koreańskich horrorów realizowanych od roku 1988 znacznie się powiększył - typowy koreański horror kosztuje obecnie ok. 3 mln dolarów, choć zdarzają się zarówno produkcje skromniejsze (2 mln dolarów- "The Doll Master"), jak i droższe ( np. wart 11 mln. dolarów "The Host").(3) Przykład tego ostatniego filmu wskazuje także na jeszcze inną cechę "nowych" horrorów - znacznie wzrósł popyt na rodzime produkcje grozy, wcześniej - realizowano je rzadziej i nie wzbudzały, aż tak ogromnego zainteresowania wśród publiczności ( "The Host" w ubiegłym roku obejrzało 13 019 740 widzów - co jest absolutnym rekordem frekwencyjnym w dziejach koreańskiej kinematografii) (4) ) Niebywały sukces wśród widzów oraz nagrody na festiwalach filmów grozy, sprawiły że - co wcześniej nigdy nie miało miejsca - chęć realizacji własnych filmowych wersji wyrażają największe amerykańskie wytwórnie. Premiera remake`u "A Tale of Two Sisters" planowana jest na rok 2008 (5) ), a producenckie oko Amerykanów przygląda się także innym koreańskim horrorom. Obecnie ich uwagę skupia "The Host", którym zainteresowała się wytwórnia Universalu.

Wreszcie okoliczność, iż w tym samy czasie różni filmowi twórcy sięgnęli po podobne fabularnie historie, w podobny sposób je przedstawiając, pozwala stwierdzić, iż mamy do czynienia w koreańskim kinie popularnym ze zjawiskiem, która można określić mianem "nowej fali" koreańskiego horroru. Nią właśnie zajmiemy się w niniejszym opracowaniu.

"Nowa fala" koreańskiego horroru

Przedstawiając nowe koreańskie kino grozy, nie sposób nie spojrzeć na niego z perspektywy całego rozrywkowe kina Korei. Tym bardziej, że odnotowany na przełomie wieków, boom na rodzimy horror jest wypadkową imponującego rozkwitu koreańskiego kina w ogólności.(6)Trudno dziś wyobrazić sobie prestiżowy festiwal filmowy bez reprezentanta demokratycznej Korei, wielkie amerykańskie wytwórnie filmowe ustawiają się w kolejce po kupno praw do koreańskich przebojów, a w Korei krajowe komercyjne produkcje przyciągają do kin miliony widzów, spychając na dalekie miejsca na liście box office hollywoodzkie megabity. Kino Korei jest fenomenem i to nie tylko na skalę Dalekiego Wschodu. Co spowodowało tę niezwykłą eksplozję kinematografii, jeszcze do niedawna, uważanej za marginalną.?

Jest ona kumulacją kilku różnych przyczyn. Po pierwsze, lata dziewięćdziesiąte to od lat nie odnotowywany wyspy reżyserskich i aktorskich talentów. Współcześni twórcy kina Republiki Korei to nie tylko absolwenci cieszącej się regionalnym uznaniem szkoły filmowej w Seulu, ale także liczne grono absolwentów prestiżowych uczelni filmowych ze Stanów Zjednoczonych, Europy ( w tym z Polski - absolwentem łódzkiej Filmówki jest obiecujący młody artysta, Song Il-gon, reżyser m.in. horroru "Spider Forest"). Pod koniec lat 90.. zadebiutowali na dużym ekranie twórcy, którzy dziś decydują o obliczu koreańskiego kina: Hur Jin-ho, Kim Jee-woon, Lee Kwang-mo, Lee Jung-hyang, Im Sang-soo, E J-yong, Park Ki-hyung, oraz Min Byung-hun. Uznani reżyserzy, tacy jak Hong Sang-soo, Kim Ki-duk czy Park Chul-soo zaprezentowali swoje kolejne ważne dzieła. W sukurs utalentowanym artystom przyszła interwencyjna polityka państwa, która specjalną ustawą wprowadziła obowiązek wyświetlania przez 146 dni w roku filmów rodzimej produkcji (7) . Bardzo pomógł też finansowy zastrzyk w postaci amerykańskich i japońskich inwestycji na tutejszym rynku filmowym (8) .

Drugą niezwykle istotną przyczyną, która miała wpływ na renesans koreańskiego kina na przełomie wieków, to imponujący wzrost gospodarczy. Przez cztery minione dekady koreańska gospodarka rozwijała się niezwykle dynamicznie, przeciętnie 7,4% rocznie. Obecnie, ten niemal pozbawiony surowców kraj, jest dziesiątym co do dochodu narodowego państwem świata, przodującym w produkcji wielu nowoczesnych wyrobów, w tym tak skomplikowanych, jak komputerowe pamięci RAM, klonowanie itd. Bogaty kraj, to więcej pieniędzy, które można przeznaczyć na rozwój kultury - w tym także na kinematografię. Większe zarobki, to z kolei wyższy status materialny obywateli, a więc potencjalnie więcej widzów w kinach, których stać na droższe bilety (zwykle bilet kosztuje 7 tys. wonów czyli ok. 6 USD). Wreszcie więcej widzów, to więcej kin, a jak więcej kin, to więcej filmów. Tak działa ekonomiczna logika praw wolnego rynku.

Istniała także, poza wymienionymi, grupa czynników, które negatywnie wpływała na rozwój koreańskiej kinematografii. Na początku lat 70., przeżywające dekadę wcześniej swoją "Złotą Epokę", kino Korei popadło w głęboki kryzys, wywołany wzrostem zainteresowania telewizją i ingerencją cenzury, która w tamtym czasie osiągnęła swe apogeum. Należy bowiem wyjaśnić, iż od roku 1961 r. aż do roku 1993 władze w kraju sprawowały kolejne ekipy wojskowych. Chociaż Republika Korei formalnie szczyciła się mianem państwa demokratycznego, w kraju panowała dyktatura, a demokracja, prawa człowieka i obywatela oraz wolność słowa były nagminnie łamane. Wielu ludzi szykanowano i prześladowano. Wprowadzono też surowo przestrzeganą cenzurę (nożyczki cenzora rozprawiały się głownie z treściami, które uznano za komunistyczne). Cenzura, odpolityczniona i w znacznie mniej drastycznej formie, istnieje nadal - zajmuje się nią Media Ratings Board, instytucja, która przydziela kategorie wiekowe filmom. (9).

Nie bez znaczenia, zwłaszcza w dobie „zimnej wojny”, okazała się także polityczna sytuacja zewnętrzna. Mimo iż, od zakończenia wojny koreańskiej, w 1953 r., upłynęło pięćdziesiąt cztery lata, Korea Południowa (zwaną Republiką Korei) cały czas znajduje się formalnie w stanie wojny z komunistyczną Koreą Północną. Koreańczycy z Południa utrzymują liczną i dobrze wyposażoną, przeszło półmilionową armię ( którą wspomaga 35 tys. amerykańskich żołnierzy), a służba wojskowa jest obowiązkowa i podlegają jej także kobiety. Napięta sytuacja zewnętrzna z pewnością nie pozostawała bez wpływu na życie mieszkańców koreańskiej Republiki. Dopiero upadek komunizmu w Europie, utrata wpływów w tej części Azji przez Rosję i demokratyzacja Chin, oraz objęcie rządów przez bardziej ugodowo nastawionego Kim Dzonga Ila, doprowadziły pod koniec lat 90. do względnej stabilizacji sytuacji politycznej między dwoma wrogimi krajami. (10) .

Połączenie wszystkich wymienionych czynników zaowocowało prawdziwą eksplozją koreańskiego kina, którego częścią jest też, przecież, film grozy.

Koreański horror: ogólnie

Cechą najbardziej zauważalną koreańskiego kina komercyjnego jest swoista imitacyjność. Funkcjonuje nawet obiegowy pogląd, iż kinematografia tego kraju powiela wzorzec jego gospodarki. Ma być rzekomo "małym azjatyckim tygrysem", kopiującym zdobycze silniejszych, proponując produkt może gorszej jakości, ale za to tańszy. Opinia ta nie jest całkowicie pozbawiona racji, trzeba jednak pamiętać, że i koreańska gospodarka nie ogranicza się do imitacji, a wielkie japońskie koncerny kupują nowoczesne technologie w Seulu, by później sprzedać je pod własną marką. Przy czym owa imitacyjność nie jest wynikiem braku pomysłów koreańskich filmowców, lecz wyrazem szczególnego stosunku do oryginalności. A. Pitrus w artykule "Kino jest gdzie indziej?" wyjaśnia - W rozumieniu zachodnim dobre i wartościowe może być to, co całkowicie autonomiczne. Z punktu widzenia Azji - zachwyt może budzić także kopia, pod warunkiem, że wychodzi spod ręki mistrza. Artysty, ale i rzemieślnika.

Na usprawiedliwienie Koreańczyków, bardzo chętnie kręcących powtórki amerykańskich, choć nie tylko, przebojów (11) jest fakt, że uzasadnia tę politykę kopiowania, potrzeba przełamania bariery kulturowej. Jest to zresztą tendencja właściwa wielu światowym kinematografiom - Amerykanie na przykład wychodzą z założenia, że lepszym rozwiązaniem jest realizacja amerykańskiej wersji obcojęzycznego obrazu, niż opracowywanie do niego dubbingu lub angielskiej wersji w napisach, bo spotyka się to z niechęcią amerykańskiej widowni.

W kinie grozy przykładów imitacyjności nie brak - wystarczy wspomnieć "Record" (2000) Kim Gi-hun oraz Kim Jong-seoka będący przeróbką amerykańskiego hitu "Koszmaru minionego lata", a z kolei "The Ring Virus" (1999) Kim Dong-bina, to koreańska wersja, niesłusznie nazywana reamke`m, japońskiego "Ringu" Hideo Nakaty. Ten ostatni - choć znacznie mniej straszny i mniej udany - jest filmem bardziej złożonym niż obraz Nakaty. Adaptacja powieść Koiji Suzukiego dokonana przez Kim Dong-bina jest wierniejsza literackiemu pierwowzorowi, m.in. przez rozbudowanie wątku Sadako ( tu noszącej imię Park Eun-suh). Z drugiej strony mało kto wie, że "Phone" (2002) Ahn Byeong-ki stał się bezpośrednią inspiracją dla Takeshiego Miike dla realizacji "Nieodebranego połączenia" z 2003 r., a fabuła "The Quiet Family" Kim Ji-woona prawie dosłownie została przeniesiona do innego filmu Miike - "The Happines of The Katakuris".

Kolejną, wyłącznie koreańską, cechą kina grozy jest jego jednolitość. Zdecydowana większość wyprodukowanych od 1998 r. filmów, należy do specyficznie azjatyckiej odmiany - asian ghost story (12) . Źródło grozy praktycznie ograniczone jest do upiorów przeszłości nawiedzających - pod postacią długowłosych zjaw - bohaterów o nieczystych sumieniach. Tylko w kilku filmach pojawiają się tak kanoniczne dla horroru ikony, jak psychotyczny szaleniec ("Bloody Beach") czy wampir ("Vampire Cop Ricky"). Z pewnością upodobanie do opowieści o duchach ma wpływ na unikanie przez Koreańczyków w swoich produkcjach - w przeciwieństwie do Japończyków - ekstremalnej drastyczności, perwersji, łączenia przemocy z wyzywającym erotyzmem i wszelkich innych atrybutów kina szoku. Jednak i w tej kwestii mijający rok przyniósł zmiany - by wymienić tylko "To Sir With Love" Lima Dae-wunga, czy wchodzący w skład projektu "4 Horror Tales"- "Dark Forest" Kim Jeong-mina - obrazy, w których nie brakuje scen wyrafinowanych tortur, tryskającej dokoła krwi i pourywanych członków. Jest zresztą paradoksem, i to nie ostatnim, koreańskiego horroru, że chociaż gatunek ten ma bardziej "naturalne" inklinacje do przemocy i makabry, to znacznie częściej można ją spotkać w filmach innych gatunków, np. w thrillerze "Tell Me Something" czy w słynnym dramacie zemsty Park Chan-wooka "Oldboyu".

Chociaż większość koreańskich filmów grozy wydaje się podobna, to dokładniejsze przyjrzeniem się im, pozwala odkryć istotne różnice. Gatunkowo koreański horror jest hybrydą klasycznych opowieści o duchach z innym filmowym gatunkiem czy stylistyką - najczęściej dramatem psychologicznym ("A Tale of Two Sisters") lub obyczajowym ("Memento Mori"), thrillerem ("Arang"), filmem przygodowym ("Antarctict Journal"), filmem wojennym (R-Point"), czy z odmianami horroru - teen age slasherem ("Nightmare"), survival horrorem ("Dark Forest") itp. Na dobrą sprawę trudno byłoby wyróżnić spośród koreańskich filmów grozy ten, który byłby czystej postaci historią o duchach, bez domieszki innych gatunków. Nie jest to tendencja stricte koreańska, ale powszechnie występująca w światowym kinie, niewątpliwie wynikająca z głębokiego, mającego swój początek w latach 80. ubiegłego wieku, kryzysu kina gatunków. W przypadku koreańskiego kina symbioza różnych gatunków filmowych wychodzi mu na dobre, zwłaszcza dotyczy to produkcji, w których odwrócone są proporcje horroru i nie-horroru i gdy tego drugiego jest więcej. (np. "Sorum", "The Uninvited" ). Choć bez wątpienia najlepszy koreański film grozy - "A Tale of Two Sisters" zachowuje równowagę między wątkiem nadprzyrodzonym a psychologicznym portretem, naznaczonych traumatyczną przeszłością, bohaterów. W dalszej części artykuły przyjrzymy się uważniej różnym odmianom koreańskiej grozy.

Znacznie jednak łatwiej wskazać na podobieństwa między horrorami z Korei. Tematycznie filmy te oscylują wokół stałej grupy problemów: przenikaniu się świata ludzi i duchów, rozrachunku z przeszłością, zemsty, winy i przebaczenia, samotności, lęku przed Innym, tragicznej miłości.

We wszystkich filmach grozy przeszłość jawi się jako czas mrocznych i bolesnych doświadczeń. Jest ona czasem krzywdy i śmierci, czasem upiorów, które zjawiają się w teraźniejszym życiu bohaterów pod postacią długowłosych zjaw, będąc uosobieniem ich nieczystego sumienia, rąk splamionych krwią niewinnych. W wielu jednak filmach jest ona po prostu wspomnieniem traumatycznych przeżyć, związanych najczęściej z utratą bliskich, jak dzieje się to m.in., w "The Univited", bez których nie można już sobie ułożyć życia. Przeszłość, która powraca odziera teraźniejszość z fałszu pozornej szczęśliwości - tak dzieje się począwszy od pochodzącego z 1998 r. "Whispering Corridors" a skończywszy na ubiegłorocznej "Cinderelli" Bong Man-dae. Choć zdarzają się filmy, jak choćby "The Wig" (2005) Won Shin-yeona, które spoglądają na przeszłość z nostalgią, tak jak w końcowych scenach tego filmu, przedstawiających bohaterki-siostry nad morzem, pełne szczęścia i radości.

Również częstym, choć posiadającym kilka wyjątków, jest temat koegzystencji dwóch wymiarów istnienia: ziemskiego i pozaziemskiego, dla których śmierć wcale nie stanowi nieprzekraczalnej granicy. Zapewne można go wywieść bezpośrednio z wpływu japońskiego horroru, ale także z powszechnego na Dalekim Wschodzie kultu przodków, czy po prostu azjatyckiej metafizyki, głęboko przenikającej życie mieszkańców tego regionu świata. Warto też zwrócić uwagę, że świat "po tamtej stronie" nie jest miejscem przyjaznym - wypełnia go bowiem ból, rozpacz, żal, tęsknota. Stają się one destrukcyjną siłą unieruchamiającą zmarłych niczym w pułapce, zatrzymując buddyjską wędrówkę dusz i uniemożliwiając duchową przemianę. Nie każdy jednak koreański horror ucieka się do tego transcendentnego ujmowania rzeczywistości. W "To Sir With Love", podobnie jak w „A Tale of Two Sisters", równie groźny okazuje się, popadający w szaleństwo ludzki umysł, kreujący przerażającą wizję świata.

Trzeci z wszechobecnych w koreańskim kinie grozy motywów, niejako wynikający z dwóch poprzednich, to zemsta dokonywana zza grobu. Jej źródłem staje się tragiczna lub samobójcza śmierć, która zdarzyła się w przeszłości. Osoby, które w ten sposób rozstały się z życiem nie mogą zaznać spokoju, wracają więc by wyrównać rachunki ze śmiertelnikami, którzy doprowadzili do ich śmierci. Według buddyjskich nauk zło i cierpienie mają w tym przypadku jedno źródło - niezwykle silną kondensację emocji, której umierający doświadczyli w chwili śmierci. Lafcadio Hearna w swym słynnym dziele "Kwaidan czyli opowieści niesamowite" pisał:Trzeba wam wiedzieć, że powszechnie wierzy się, iż ostatnia wola lub obietnica człowieka, który umiera w gniewie lub w gniewie popełnia samobójstwo, posiada moc nadprzyrodzoną". Im silniejsza jest bowiem namiętność, pożądanie, tym silniejsza jest więź zmarłego ze śmiertelnikami, ale tym większe cierpienie zmarłych. Jedna z Czterech Szlachetnych Prawd buddyzmu, mówi iż przyczyną cierpienia jest pragnienie - pragnienie bliskości z żyjącymi czy pragnienie zemsty tak samo unieszczęśliwia zmarłych, bo wstrzymuje wędrówkę dusz. Mimo to umarli lgną na powrót to świata żywych, nie chcą. albo nie rozumieją, że są po "tamtej stronie". Tak dzieje się z pasażerami i załogą widmowego pociągu w "Red Eye" (2005) Kim Dong-bina, czy z żoną w noweli "Memories" Kim Ji-woona z antologii "Three"(2002), która błąkając się po widmowym osiedlu mrówkowców odkrywa straszliwe okoliczności swojej śmierci. Bywa jednak tak, że zemsta nie jest dokonywana przez zmarłych, ale choć jest dziełem żywych, pozostawia widzów z uczuciem grozy i przykrą świadomością przerażających pokładów nienawiści zalegających w sercach ludzi, na pozór szczęśliwych. To przypadek bohaterów noweli Park Chan-wooka, twórcy słynnego "Oldboya", pt. "Cut" z antologii filmowej "Three..extremes"(2004). Opowieść o zemście sfrustrowanego statysty na odnoszącym sukcesy filmowym reżyserze w przewrotnym finale przemienia się w pojedynek między przeżywającym głęboki kryzys małżonkami.

Motyw zemsty implikuje motyw zbrodni i kary, winy i przebaczenia. Tam gdzie pojawia się zbrodnia musi dojść do ukarania winowajców, nawet jeśli udało się im uciec przed ziemskim wymiarem sprawiedliwości, ta dosięgnie ich nawet po śmierci ofiary. Kara jest nieuchronna, tak jak przeznaczenie, każdy bowiem ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, każdy zostanie rozliczony, nawet gdyby miało to nastąpić, gdy wszyscy już zapomnieli o swojej winie.W buddyzmie istnieje pojęcie karmy, czyli czynu etycznie nacechowanego, którego sens najlepiej wyjaśniają słowa sutry: Jestem właścicielem mych działań, spadkobiercą mych działań, narodzony z mych działań, powiązany z mymi działaniami, me działania są mym sędzią. Cokolwiek uczynię, prawość lub nieprawość, stanę się tego spadkobiercą. Pojawia się jednak pytanie: czy owe dziedzictwo musi być aż tak srogą karą? Jedną z najokrutniej ukaranych bohaterek w koreańskim kinie grozy jest Mi-ju z "The Cello"(2005) Lee Woo-cheola., która przeklęta przez swoją najbliższą przyjaciółkę, wciąż od nowa musi przeżywać śmierć swoich bliskich, zadanych z jej własnych rąk. Czy winowajca nie ma prawa liczyć na przebaczenie, która powstrzymuje rozpętaną kiedyś spiralę przemocy? W "Phone" (2002) Ahn Byeong-ki duch, nieszczęśliwie zakochanej, zmarłej licealistki, Jin-hie oszczędza bohaterkę, dziennikarkę Ji-won i bynajmniej nie jest ona jedyną postacią doświadczająca łaski zmarłego. Oczywiście, horror to gatunek rozrywkowy, który ma za zdanie przede wszystkim dostarczać emocji, a nie roztrząsać kwestie etyczne, niemniej koreański film grozy nie jest ich pozbawiony.

Jak w naczyniu połączonym zemsta wiąże się z lękiem przed Innym. Mściwy duch był za życia osobą, której często jedynym grzechem było to, że była po prostu Inna. W "Memento Mori" (1999) Kim Tae-Yonga i Min Kyu-Donga, główną bohaterkę, Hyo-shin łączy z inną uczennicą, Shi-eun prawdziwe i głębokie uczucie przyjaźni, które wkrótce przemienia się w miłość. Dziewczyny, ostentacyjnie manifestujące swe uczucie, stają się obiektem, tak zaciekłych ataków, koleżanek, nie mogących zaakceptować ich homoseksualnego związku, że doprowadzają jedną z nich do samobójczej śmierci. Łatwego życia nie miała też Kyung-ah, dziewczyna-upiór, z "Nightmare" (1999) Ahn Byeong -ki, która gdzie tylko się pojawiała, zwiastowała nieszczęście, a ludzie obawiali się jej. Okrutnie zemścili się za budzącą lęk "inność" mieszkańcy małego prowincjonalnego miasteczka w "Bushinsabie"(2002) też Byeong-ki, spalając żywcem obdarzone parapsychologicznymi zdolnościami: Kim-in sook i jej matkę. Przykładów można by podać jeszcze więcej, ale morał z nich płynący jest jeden: nie jest dobrze wyróżniać się z tłumu, nie jest dobrze być "odmieńcem". Choć jak uczy przypadek bohaterek "Whishing Stairs" (2003) Yun Jae-yeona nie trzeba budzić lęku, by ściągnąć na siebie nieszczęście. Iskrą wzniecającą ogień może być zawiść o talent, urodę, miłość drugiej osoby.

Ale nie tylko zawiść, lęk przed odmiennością staje się przyczyną tragedii. W wielu koreańskich horrorach okazuje się nią nieszczęśliwa miłość, która nie znajduje odwzajemnienia w uczuciu drugiej osoby. Hee-ju, młody długowłosy chłopak, zakochany w swoim nauczycielu z "The Wig", Hyun-su z "Cinderelli" odtrącona przez przybraną matkę, brzydzącą się jej oszpeconą twarzą, czy Jin-hie, zakochana w żonatym mężczyźnie ("Phone"), Jin-sung, sześcioletni chłopiec z "Accaci" (2003) Parki Ki-hyunga czy nawet skonstruowana na podobieństwo zmarłej żony młodego i zdolnego lalkarza, lalka ("Doll Master"(2004) Yeong Yong-ki.) – wszyscy oni doświadczyli odtrącenia. Bohaterów spotyka odrzucenie ze strony, tych których obdarzyli szczerą i głęboką miłością. Radzą sobie z nim w drastyczny sposób - popełniają samobójstwo. Ale lepsze ono niż samotność

Samotność to ważny i często obecny w filmach grozy z Korei temat. Samotni są, na dobrą sprawę, wszyscy głowni bohaterowie horrorów, jeśli nawet pojawiają się małżeństwa, to są one rozbite (jak np. w "The Red Shoes" Kim Yong-yoona) albo znajdujące się w stanie kryzysu ("Acacia", "A Tale of Two Sisters"). Wybór samotnika (a raczej - samotniczki) na bohatera podyktowany jest, oczywiście względami, praktycznymi - takiego bohatera znacznie łatwiej wyizolować i narazić na zagrożenie, niż gdyby działał w grupie. Ale czasem samotność potrzebna jest także, by powiedzieć coś o kondycji mieszkańca wysoko uprzemysłowionego kraju żyjącego w wielomilionowej metropolii. W, co prawda nieudanym, ale wyraziście ukazującym problem alienacji współczesnego człowieka, "APT" (2006) Ahn Byeong-ki, mamy do czynienia z szczególnym rodzajem ucieczki od społeczeństwa -hikikomori. Choć to zwrot japońskojęzyczny, odnosi się on do mieszkańców każdego wysoko i gwałtownie rozwijającego się kraju azjatyckiego i oznacza on patologiczną potrzebę wycofania się ze społeczeństwa i zamknięcia się w odosobnieniu. Osoby, które dotknęło hikikomori - pisze Joanna Bator - w ogóle nie opuszczają swego pokoju. Brakuje oficjalnych statystyk, ale szacunkowe dane mówią o milionie osób egzystujących w taki sposób. By do minimum ograniczyć kontakty z innymi, prowadzą one życie na opak - śpią w dzień, by nocą grać w gry video lub surfować w Internecie. Niewątpliwie jest to efekt uboczny społeczno-gospodarczych zmian zachodzących w krajach Dalekiego Wschodu oraz swoistego kultu pracy i silnego związania się pracowników z pracodawcami. Ale w "APT" mamy do czynienia z samotnością bardziej "zwyczajną" - to przypadek poruszającej się na wózku inwalidzkim Yu-yeon, młodej dziewczyny, którą po śmierci rodziców zaopiekowali się mieszkańcy Fortune Apartments. Ten szlachetny gest został nawet dostrzeżony przez lokalna gazetę, lecz w rzeczywistości dziewczyna była notorycznie upokarzana, bita, a nawet fizycznie molestowana. Nic dziwnego, że w końcu nie wytrzymała "sąsiedzkiej szlachetności" i odebrała sobie życie. Podobny tragiczny los spotkał Hyun-su, bohaterkę "Cinderelli", oszpeconą przyrodnią córkę kobiety-chirurga plastycznego, która zamknięta w piwnicy domu, przyglądała się szczęśliwemu życiu swej siostry. Samobójstwem zakończył swe krótkie życie także nieszczęśliwe zakochany Hee-ju. ("The Wig"). Ale samotność nie objawia się tylko w samobójczej śmierci. Samotna jest także Min-jung, jedna z bohaterek "Arang"(2006) Ahn Sang-hoona, uczennica z prowincjonalnego miasteczka, brutalnie zgwałcona przez miejscowych wyrostków przy biernym udziale jej chłopaka, Hyun-ki oraz za wiedzą miejscowego komendanta. Samotność doskwierała także Ju-jin z "Whispering Corridors", która co 10 lat powraca do szkoły i próbuje wśród zaciekle rywalizujących o oceny uczennic znaleźć prawdziwą przyjaciółkę. Poczucie samotności pogłębiają mieszkania, zbyt wielkie jak dla jednej osoby, puste korytarze, na których roznosi się echo kroków, anonimowe posępne bloki mieszkalne, wyludnione ulice i bezradność ofiar zbrodni.

Z koreańskich horrorów wyziera ponura wizja świata, w którym samotność jest wszechobecna, miłość prawie zawsze tragiczna, największe cierpienie zadają bliscy (ukochani, matka, siostry, mąż, sąsiedzi, koleżanki, mieszkańcy rodzinnego miasteczka itp.), śmierć nie przynosi ukojenia, a złozdaje się być nieskończone. Zło ma zresztą bardzo interesujący charakter - z jeden strony jest transcendentne, wykracza poza ludzkie doświadczenie i wiedzę, jest nie z tego świata (upiory), z drugiej jednak strony jego korzenie sięgają do umysłu i serca człowieka, zbyt słabego, by przeciwstawić się swoim mrocznym namiętnościom i słabościom. Charakterystyczne, że koreański film grozy bardzo często wykorzystuje dramaturgię zamkniętą - konstruując akcję, opiera ją na kilku osobach, umieszczając je w izolacji od otoczenia (mieszkanie, szkoła, pociąg itp). Dzięki tej metodzie (zazwyczaj częściej niż w filmie stosowanej w teatrze) można obserwować ewolucję charakterów i wzajemnych relacji bohaterów skonfrontowanych z Nadprzyrodzonym, zrodzonym jednak z często zapomnianej ludzkiej krzywdy. Pozwala to widzowi zgłębiać naturę ludzką, o której większość koreańskich reżyserów, snuje opowieść w swych filmach.

Kolejna cecha właściwa całemu koreańskiemu kinu grozy, to jego silne "sfeminizowanie". Poza filmem Su-changa, tylko w "The Uninvited", "Sorum" i "Spider Forest" oraz „R-Point” głównym bohaterem nie jest kobieta. Jeszcze marniej wygląda udział pierwiastka męskiego po stronie budzących grozę i uosabiających zło upiorach - bez wyjątku są one kobietami. Przyczyna tak mocnej pozycji kobiet w koreańskim horrorze wydaje się oczywista. Film grozy zawsze z dużą satysfakcją widział w roli głównej kobietę, choć jeszcze częściej w rolach ofiar - jako istota fizycznie słabsza, a przy tym wrażliwsza znacznie lepiej nadawała się na medium widza. Swoją rolę odegrał też wpływ filmów Nakaty i Shimizu, w których zarówno bohaterkami, jak i demonami były długowłose panie. (13) A gdyby poszukać głębiej, to można by wskazać na tradycję, która pełna jest opowieści o zmarłych kobietach - zdradzonych żonach, narzeczonych, kochankach (legenda Arang, legenda "Janghwa Heungryeonjeon") lub o demonach przybierających postać kobiet (opowieści o Kumiho).

Feminizm w koreańskim kinie grozy sięga jednak dalej. Twórcy horrorów bardzo często interesują się psychiką kobiet, wnikają w kobiecy umysł i uczucia. To ich oczami poznajemy świat, stykamy się z Nieznanym i Przerażającym, to razem z nim przeżywamy chwilę szczęścia i smutku, radości i trwogi. Rzecz jasna, horror skupia się przede wszystkim na wywoływaniu grozy, jednak, co jest chyba cechą szczególną, swego rodzaju specialite de korean, dba również o psychologię postaci, a dokładniej kobiety. Czasem osiągając rezultaty zaskakujące swą dojrzałością i wnikliwością, jak choćby w "A Tale of Two Sisters" czy "Sorum". To zresztą godna podkreślenia cecha koreańskiego kina grozy - specjalnością Koreańczyków jest horror psychologiczny, a właściwie "psychologiczna ghost story". Będzie jeszcze o niej mowa w dalszej części artykułu.

Koreańska groza z bliska

Pora wreszcie, przyjrzeć się z bliska grozie, którą oferują nam twórcy z Półwyspu Koreańskiego. Jej właściwością najbardziej chyba rozpoznawalną jest nastrojowość. Chociaż japońskie horrory "nowej fali" bardzo dbają o atmosferę grozy, to w powszechnym odczuciu kino Kraju Kwitnącej Wiśni kojarzy się, dzięki takim głośnym obrazom, jak "Evil Dead Trap", "Guts of Virgin" czy seria "Guinea Pig" z ekstremalną przemocą, wynaturzonym seksem i szokującą makabrą. Koreański horror, natomiast uważa się za film nastroju, niesamowitości, atmosfery grozy, w którym drastyczne w swym naturalizmie i dosłowności efekty, zastąpiono swoistą poetyką "ekspresjonistyczno-impresjonistyczną." Film grozy z Południowej Korei oznacza się wyjątkową dbałością o wizualny kształt obrazu. Wystarczy przytoczyć przykłady "A Tale of Two Sisters", "The Uninvited", "Spider Forest" czy "The Wig", by zrozumieć na czym polega owa poetyka "nowej fali" koreańskiego kina grozy. Koreańczycy z jednej strony korzystają z typowych dla horroru wizualno-muzycznych środków wyrazu ( światłocień, efekty specjalne, charakteryzacja, travelling, jump scenes, nastrojowa muzyka) typowych chwytów dramaturgicznych ( klimaks, retardacja, denoument, suspens, wybór bohaterów o określonych cechach i "życiorysach") z drugiej zaś - akcja umieszczona jest w wielkomiejskiej scenerii, często w ponurych opuszczonych lub sprawiających takie wrażenie, blokach mieszkalnych, w przestronnych, pustych mieszkaniach, w przestrzeni szkolnych korytarzy, domów towarów, przestanków metra, zaś pośrednikami ze światem zmarłych stają się przedmioty codziennego użytku - telefony komórkowe, komputery itp.

Elementem koreańskich horrorów najbardziej charakterystycznym, ale też najbardziej skonwencjonalizowanym jest zjawa zmarłej tragiczną śmiercią kobiety. Pojawia się ona obowiązkowo niemal w każdym koreańskim filmie grozy, jej wizerunek a nawet sposób straszenia śmiertelników, bywa prawie zawsze taki sam. Długie opadające na twarz czarne włosy, spod których łypie wytrzeszczone oko, długa biała suknia, powłóczysty chód, "mechaniczna" gestykulacja, i przeważnie blado-sine oblicze. Upiór straszy dwojako: przez zaskoczenie - znienacka wyskakując zza kadru, chwytając za rękę, przemykając w tle, nagle się pojawiając itp., albo powoli zbliżając się do umierającej ze strachu ofiary. Koreańczycy upodobali sobie też słynną finałową scenę z "Ringu" Nakaty, gdy Sadako wyczołguje się z telewizora., cytując ją m.in. w "Whishing Stairs" ( z całkiem niezłym efektem grozy), w "Dead Friend", "Face", "Red Eye", w "The Red Shoes" (najbardziej przerażająca - zjawa z przekręconą głową i potwornie oszpeconą twarzą) i w "Ghost House", w którym w roli Sadako wystąpił… telewizyjny prezenter. Choć wpływ japońskich horrorów jest w wielu filmach aż zanadto widoczny, koreańscy twórcy potrafią zdobyć się na pomysłowość i serwują widzom oryginale sposoby straszenia. Przykładowo można wymienić scenę z "The Wig", gdy chora na raka Su-hyeon, czesze w łazience włosy wiszącego do góry nogami upiora albo scenę z "The Red Shoes", gdy bohaterka filmu, Sun-jae wychodzi z windy pozostawiając w niej długowłosą i...bosonogą dziewczyna, która nagle pojawia się na korytarzu, nadchodząc z naprzeciwka, czy wreszcie początkową scenę z "Into The Mirror" (2003) Kim Seong-ho, gdy odbicie kobiety w lustrze nagle ożywa. Znamienne, ale wynikające z nadrzędnego celu - nastrojowości - że, z nielicznym wyjątkami, koreański horror straszy klasycznie, czyli przez wzbudzanie grozy, a nie - szoku. Choć pewną namiastką "szokowego" podejścia do kwestii wywoływania reakcji emocjonalnych u widzów są tzw. jump scenes

Jednym z częstych i ulubionych rekwizytów azjatyckiego kina grozy są ... włosy. To nie tylko tradycyjny atrybut azjatyckiej kobiecości, ale także element urody o bogatej symbolice. Wiara w niezwykłe właściwości ludzkich włosów wynika zapewne z ich osobliwej cechy - w ciele ludzkim, co raz ucięte, nie odrasta, z wyjątkiem włosów (i paznokci, które również są wytworem rogowym pochodzenia naskórkowego). Stąd uważa się je za siedlisko życia, siły, sił psychicznych, duszy, mocy magicznych i czarodziejskich. W folklorze Japonii jednym z bardziej znanych i groźnych demonów, jest przybierający postać kobiety, Harionago, którego włosy zakończone haczykami, poruszając się jak macki ośmiornicy, stanowiąc śmiertelne niebezpieczeństwo dla wszystkich, którzy rozgniewali demona. Oiwa-san, postać z japońskich legend i protoplastka filmowej Sadako, również nosiła długie włosy. Nie inaczej było także z legendarną Arang, bohaterką jednej z najbardziej popularnych ludowych opowieści z Korei. Nic więc dziwnego, że duchy zmarłych, w dramatycznych okolicznościach, kobiet ukazywano z długimi kruczoczarnymi włosami. Nie da się też zaprzeczyć, iż - pomijając aspekt kulturowo-symboliczny - włosy są po prostu fotogeniczne, a zasłaniając twarz upiora, dodatkowo oddziaływując na wyobraźnię, podsycają lęk. Cechę tę jako pierwsi wykorzystali filmowcy z Japonii (14) , ale to Koreańczycy zrealizowali film, "The Wig" (Peruka), w którym włosy wykorzystane w peruce, stają się przyczyną opętania jednej z bohaterek i przerażających wizji - drugiej. Włosy, już nie w roli głównej, pojawiają się także w "Arang" ( w scenie pod prysznicem), w "Red Eye" (owijając się wokół szyi powodują śmierć przez uduszenie).

Innym eksportowym elementem budującym atmosferę grozy japońskiej "nowej fali”, ochoczo przyjętym przez horror z Korei jestmotyw wody. Woda jest dawczynią życia, ale także żywiołem przynoszącym śmierć, zresztą, jej symbolika jest bardzo bogata i może oznaczać zarówno dobro, odrodzenie, zmartwychwstanie, prawdę, mądrość, uzdrowienie, jak też zło, niebezpieczeństwo, chaos, śmierć, a także duszę ludzką. Symbol wody odpowiada również pierwiastkowi żeńskiemu, w religii taoistycznej zwanym jin. Horror w większości przypadków w zupełności zadawala się powierzchownym skojarzeniem ze złowrogą symboliką wody. Jeśli sięga po nią, to głównie w celach wybitnie użytkowych - kapiąca z kranów czy sufitu woda, albo mokre plamy rozlewające się po podłodze lub rozrastające się na suficie, po prostu dobrze sprawdzają się jako jeden z elementów filmowej grozy. Przekonują nas o tym koreańskie horrory. W "Dead Friend" znajduje to nawet fabularne uzasadnienie - długowłosa zjawa, krocząc zostawia kałuże wody, a w jednej ze scen z niej się wydostaje, bo za życia została utopiona.

Lustroto atrybut atmosfery grozy, który wcale nie rzadko można spotkać w koreańskich horrorach. W folklorze wielu krajów lustro odbijało często duszę człowieka, przywoływało duchy, a także obrazy ludzi, którzy stawali przed nim w przeszłości. Bardzo podobnie dzieje się na przykład w "Whishing Stairs" - w lustrze pojawia się kilka razy duch zmarłej, So -hie. Ale powierzchnia lustra nie tylko odbija obrazy świata, ale także wchłania je i zatrzymuje. To stąd zapewne wziął się zwyczaj zasłaniania luster od czasu zgonu domownika do powrotu rodziny z pogrzebu. Uważa się bowiem, iż zmarły mógłby wypatrzyć przez lustro spośród obecnych towarzysza podróży na tamten świat. Istnieje też pogląd, iż lustro to rodzaj bramy, przez które przedostaje się dusza do (lub z) innego świata. Wokół tego poglądu zbudowana jest intryga w "Into the Mirror" - duch podstępnie zamordowanej Jeong-hyeon uwięziony został w lustrach zdobiących wnętrze wielkiego domu towarowego. Dopiero dokonana zemsta i odkrycie miejsca pochówku zwłok zamordowanej, pozwoliło zjawie odejść do wieczności. W finale na drugą stronę lustra przedostaje się także główny bohater, ochroniarz i były detektyw, Yeong-min, a twórcy filmu pokazują nam, że po drugiej stronie lustra istnieje osobny świat.

W takich filmach, jak "Phone", "Bunshinsaba", "Whishing Stairs", "Red Shoes", "Forbidden Floor" (2006) Kwon Il-soona i w kilku jeszcze innych pojawia się motyw opętania. Można je zdefiniować jako stan umysłu, w którym osoba odczuwa, że znajduje się pod wpływem zewnętrznej, niefizycznej siły, lub zachowuje się w sposób, który sugeruje taki stan osobom trzecim. Najciekawszym filmowym wizerunkiem opętania jest bez wątpienia przypadek małej Yeong-ju, bohaterki "Phone". Dzięki fenomenalnej grze młodziutkiej Eun Seo-woo, otrzymujemy nie tylko niepokojąco wiarygodny obraz opętania, lecz także demoniczną ilustracją kompleksu Elektry (podświadome pożądanie ojca przez córkę).

Duchy i nie tylko: odmiany koreańskiego horroru

Jak już wspominaliśmy dominującym nurtem w koreańskim kinie grozy są opowieści o duchach, które prawie nigdy nie występują w postaci typowej dla klasycznego okresu grozy w azjatyckim kinie. Za wyróżniki tego okresu, przypadającego na druga połowę lat 50. aż do końca lat 60., uważało się: inspirację ludowymi historiami o duchach, obecność wątku obyczajowego oraz czas akcji dziejącej się w czasach historycznych. "Nowa fala", wprawdzie nie zrezygnowała z wątku obyczajowego, lecz inspiracji szuka raczej w "miejskich legendach" (np. "Februrary 29"), zachodniej kulturze ("Cinderella", "The Red Shoes") lub japońskich horrorach ( "The Ring Virus"). Najistotniejsza jest jednak wielogatunkowość koreańskich filmów grozy.

W gronie ghost movies najciekawszą a zarazem artystycznie najwartościowszą, grupę stanowią horrory, które wykorzystują schematy dramatu psychologicznego. Groza w tych psychologicznych horrorach, choć pojawiają się w nich elementy nadprzyrodzone, wynika przede wszystkim z zaburzonej psychiki bohaterów popadających w szaleństwo. Obecność istot z zaświatów rozpatrywać należy w duchu racjonalnym jako materializacje ukrytych lęków, obaw, wyrzutów sumienia, żalu, tęsknoty czy gniewu. Warto zauważyć, że wiele z psychologicznych horrorów świadomie pozostaje dwuznacznymi w wymowie - z jednej strony racjonalizują elementy nadprzyrodzone, z drugiej zostawiają otwartą kwestię ich istnienia. Z takim niedopowiedzianym zakończeniem mamy do czynienia w "The Red Shoes" - bohaterka filmu niewątpliwie cierpi na schizofrenię, jednak czy jej choroba wyklucza możliwość nadnaturalnego charakteru historii? Jest to kwestia osobistego odbioru filmu przez widza. Obiektywną kwestią jest natomiast mroczna uroda "The Red Shoes". Wizualne wyrafinowanie jest zresztą cechę większości koreańskich horrorów psychologicznych.

Tak jest w przypadku "A Tale of Two Sisters" (2003) Kim Ji-woona - według wielu znawców azjatyckiego horroru - najwybitniejszego przedstawiciela koreańskiego kina grozy, a może nawet całej azjatyckiej grozy. Film, inspirowany koreańską legendą ludową, Janghwa i Hongryeon (Róża i Czerwony Lotos- imiona bohaterek legendy) (15)to realizacyjny majstersztyk. Każdy kadr, każde ujęcie jest dopracowane do perfekcji, sposób filmowania wydaje się optymalny, a alineralna, "zakręcona" narracja podporządkowana opowiadanej historii. Ten przepięknie i pomysłowo sfilmowany obraz z początku wydaje się być standardową opowieścią o nawiedzonym domu, ale wraz z rozwojem intrygi przemienia się w schizofreniczną historię podającej w szaleństwo bohaterki - gdzieś po drodze pojawiają się elementy dramatu rodzinnego, filmu obyczajowego - by wreszcie przyoblec fabułę w melancholijną opowieść o skutkach utraty bliskich, z którą nie można się pogodzić. Bo jest zbyt bolesna i wielka. Reżyser filmu, Ji-woon, okazuje się mistrzem filmowej grozy, której intensywność w pewnym momencie jest tak wielka, że wydaje się nie do zniesienia (scena z dziewczynką pod umywalka). Jednak cały aspekt horrorowy, choć efektowny, odgrywa rolę drugorzędną wobec znakomicie nakreślonego portretu psychologicznego młodej bohaterki, zmagającej się z demonami przeszłości i własnego umysłu.

"A Tale of Two Sisters" ustanowiło kilka kanonicznych reguł dla koreańskiego horroru psychologicznego. Wspomniana już niezwykła dbałość o wizualny kształt obrazu, alnieralna narracja, liczne retrospekcje, introspekcje, sceny przepełnione wizyjnymi obrazami, a w kwestii fabuły - skoncentrowanie się na psychice bohaterów skonfrontowanych z traumatyczną przeszłością, najczęściej śmiercią bliskich. Wątek nadprzyrodzony, zazwyczaj stanowi efektowne dopełnienie filmowych wydarzeń i ma charakter raczej użytkowy. Znamienny okazuje się także brak motywu zemsty. Co prawda w "A Tale of Two Sisters", zmarłe - matka i siostra głównej bohaterki, Soo-mi, prześladowały złą macochę, niemniej typowy dla standardowych ghost movies wątek sensacyjny (kolejne zgony bohaterów - ofiary zemsty zza grobu) rzadko bywa obecny.

Filmem zrealizowanym ściśle według powyższych reguł jest "The Univited" (2003) Lee Su-yeona. Plastycznie wysmakowane kadry układają się w historię Jung-wona, dekoratora wnętrz, który przypadkiem staje się świadkiem tajemniczej śmierci dwóch dziewczynek w wagonie metra. Wydarzenie to odciśnie się piętnem na życiu bohatera, którego przeszłość skażona jest bolesnymi doświadczeniami. Spotkanie z Yun ( w tej roli gwiazda koreańskiego kina, Yeon Ji hyun)(16), podobnie doświadczoną przez los młodą kobietą, przywoła pozornie zapomniane wspomnienia z dzieciństwa. Opowieść o staraniach dwojga bohaterów uporządkowania własnego życia, przedstawione są w serii wizualnie pięknych, wizyjnych obrazów ( w pamięci zostaje scena samobójstwa, gdy ciało samobójczyni nagle zatrzymuje się w powietrzu dokładnie na wprost przerażonej Yun). Wątek nadprzyrodzony zostaje zasygnalizowany nadzwyczaj oszczędnie: zaledwie dwiema scenami z udziałem pierwiastka irracjonalnego. W centrum zainteresowania reżysera przez cały czas znajdują się samotni, skrzywieni przez los, bohaterowie.

Szczególnym obrazem, jeśli chodzi o najważniejsze przecież w ghost movie postaci - duchy- jest film Yun Jong-chana, pt. "Sorum"(2001). Szczególnym, ponieważ praktycznie nie pojawiają się w nim. Znów bowiem nie chodzi o straszenie widza, ale o psychologiczną analizę bohaterów uwikłanych w ponurą przeszłoś. Sun-yeong ma na sumieniu śmierć szkolnego kolegi, maltretowana przez męża, młoda kobieta, Yong-hyun nie może pozbierać się po utracie dzieci. Próbują zbliżyć się do siebie, ale nie potrafią pokonać samotności, ani uporać się z traumatyczną przeszłością.

"Sorum", w przeciwieństwie do filmów: Ji woona i Su-yeona, świadomie unika efektownego stylu. Zamiast kreacyjności otrzymujemy realistyczną (choć nie do końca) opowieść, zrealizowaną w autentycznych wnętrzach, z duża ilością zdjęć plenerowych, sfilmowaną statyczną kamerą i realistycznie, a wręcz naturalistycznie zagraną przez parę utalentowanych aktorów: Jang Jin-Young oraz Kim Myeong-mina. Niewątpliwie jest "Sorum" wśród koreańskich filmów grozy przedsięwzięciem najbardziej ambitnym i bezkompromisowym.

"Spider Forest" (2004) Song Il-gona, absolwenta Łódzkiej Szkoły Filmowej to z kolei prawdziwa uczta dla oczu. Można zaryzykować stwierdzenie, ze pod względem wizualnej oprawy film ten przewyższa nawet malarski "A Tale of Two Sisters". Najpełniej swą filmową urodę prezentują kadry tytułowego Pajęczego Lasu - posępnego i mrocznego miejsca, idealnego dla zagubionych dusz i złowrogiej tajemnicy. Jednak określenie "atmosferyczny" - także za sprawą wyrafinowanych zdjęć Kim Cheol-ju - towarzyszy nam nie tylko podczas scen w tajemniczym lesie, ale od pierwszego ujęcia do ostatniego. Hipnotyczna moc oddziaływania "Spider Forest" nie byłaby tak wielka, gdyby nie fabuła pełna kreacyjnych obrazów, retrospekcji i introspekcji. Skojarzenia z filmami Davida Lyncha (ale bez właściwej jemu postmodernistycznej ironii) oraz Kiyoshiego Kurosawy ( podobne nieprzyjemny niepokój i powolne tempo, sączącej się akcji) wydają się naturalne. ównież wielopłaszczyznowość historii, możliwość wielu interpretacji sytuują obraz Il-gona obok filmów wymienionych twórców, choć chyba jeszcze bardzie widoczne są fascynacje polskimi artystami: Wajdą, Polańskim, Kieślowskim.

Do czołówki koreańskich filmów grozy należy także "Acacia" (2003) Parki Ki-hyunga, reżysera "Whispering Corridors". "Acacia" to klasyczny przykład koreańskiej specjalności - horroru psychologicznego, unikającego konwencjonalnego straszenia długowłosą zjawą z zaświatów, a czerpiącego grozę z sugestywnej atmosfery i mroku zalegającego ludzkie wnętrze. Film łączy w sobie bowiem cechy filmu grozy z dramatem psychologicznym, nie pozbawionym jednak krytycznego spojrzenia na problematykę życia rodziny we współczesnej Korei. Obraz Ki-hyunga, podobnie jak w wyżej wymienione wyróżnia się oprawą plastyczną, nastrojowością, kładąc nacisk na zgłębianie psychiki bohaterów postawionych w obliczu tragedii i własnych słabości.

Spośród horrorów psychologicznych na miano najmroczniejszego zasługuje chyba "The Red Shoes" (2005) Kim Yon-gyun. Opowieść o przeklętych butach, które rujnują życie pięknej Sun-yae, niespełnionej w małżeństwie, stłamszonej przez kulturę i tradycję, aż tonie w kolorze czerwonym. W Korei kolor ten zarezerwowany jest na pisanie nekrologów, ale ma też symbolikę bardziej uniwersalną oznaczającą krew, przemoc, zbrodnie, ale także seksualną dojrzałość. Jak rzadko w którym koreańskim horrorze Eros i Tanatos (bóg śmierci) splatają się ze sobą w krwawej, posępnej historii o przeklętej kobiecości. Tym wiarygodniej ukazanej, że mistrzowsko zagranej przez Kim Hye-su, - pięknej kobiety i znakomitej aktorki (17) , która w filmie Yon-gyuna stworzyła jeden z najbardziej zapadających w pamięci kobiecych portretów w kinie grozy.

"Cello" (2005) Lee Woo-cheol, choć zagląda do ludzkiej psychiki, jest już - jak na kino grozy z Korei – bardziej tradycyjną opowieścią o zemście zza grobu, wyróżniającą się precyzyjnie budowana atmosferą narastającego zagrożenia oraz zaskakującym, przygnębiającym finałem.

Udaną produkcją jest także „Cinderella” (2006) Bong Man-dae, która mimo kilku elementów przynależnych konwencji: długowłosy upiór, tajemnica z przeszłości, zemsta, tajemnicze zgony, pozostaje dziełem nietuzinkowym. Znacznie więcej w historii Hyun-su i jej matki Yoon-hee, renomowanego chirurga plastycznego, mrocznego dramatu niż typowego straszaka, obliczonego na zaskakiwanie widza jump scene`s i wgniatanie w fotel. Reżyser ma ambicję nie tylko przestraszyć odbiorcę, ale powiedzieć mu także coś o ludzkiej psychice, o skomplikowanych relacjach między matką a córką, o matczynej miłości, która jest bezgraniczna, ale też potrafi być ślepa i krzywdząca. Gdzieś w tle pojawia się także, niezwykle ważna, refleksja nad ułudą fizycznej urody i niesprawiedliwym ocenianiem tylko na jej podstawie. Wreszcie, niemal jak w każdym koreańskim filmie grozy, zaznaczony jest problem samotności, odtrącenia, lęku przed Innym.

Natomiast "Into The Mirror" (2003), debiutanta Kim Seong-ho jest interesującym przykładem standardowej opowieści o duchach, urozmaiconej jednak przez miejsce akcji oraz przez nieschematyczne zakończenie. Historia śledztwa prowadzonego w sprawie serii tajemniczych zgonów w wielkim domu towarowym Dreamapia odznacza się pomysłowym wykorzystaniem luster jak rekwizytu grozy. Po ich drugiej stronie uwięziony został duch podstępnie zamordowanej byłej pracownicy, który mimo tego utrudnienia, dokonuje zemsty na jej oprawcach. Intrygująco wypada finał, który wykracza poza schemat ghost movie. Nawiązuje bowiem do "Matrixa " braci Wachowskich i teorii symulakry Baudrillarda. (18)

Film Seong-ho udanie wykorzystywał schemat policyjnego thrillera. Akcja w "Phone" (2002) Ahn Byeong-ki również koncentrowała się wokół śledztwa mającego na celu wyjaśnić okoliczności tajemniczych zgonów właścicieli pewnego telefonu komórkowego, lecz prowadziła je dziennikarka, Ji-won. Film koreańskiego specjalisty od horrorów Byeong-ki, nie ukrywa podobieństwa do "Ringu" Nakaty, nie jest ono jednak na tyle duże by mówić o kopiowaniu fabuły. U Koreańczyka pojawiają się motywy nieobecne u japońskiego reżysera - tajemniczy prześladowca bohaterki, opętana dziewczynka oraz wzruszająca tragiczna historia Jin-hie, nieszczęśliwie zakochanej licealistki. Film Byeong-ki jest może mniej straszny, ale z pewnością jest jedną z wartościowszych koreańskich produkcji.

Niezwykle interesującą grupę filmów stanowią utwory, których akcja rozgrywa się w szkole. Zazwyczaj pod pełną grozy opowieścią o nawiedzonej szkole, kryje się, niekiedy zaskakująco celna krytyka systemu edukacji. Filmem, w którym te dwa elementy: grozę i społeczne zaangażowanie umiejętnie połączono w zgrabną całość, jest otwierający "nową falę" koreańskiego horroru "Whispering Corridors" (1998) Parka Ki –hyunga.

Wypada w tym miejscu poświęcić kilka słów komentarza. W Korei panuje wręcz kult edukacji, mający głębokie podłoże w tradycji konfucjanskiej, w której wstąpienie w służbę rządową było najwyższym zaszczytem po latach studiowania filozofii, dowiedzionej egzaminem. Oświata była kluczem do fortuny i reputacji społecznej. Cena jest jednak wysoka. Koreańczycy mają jeden z najbardziej wymagających na świecie systemów nauczania opierający się na przesadnym okazywaniu posłuszeństwa nauczycielowi oraz na ostrej rywalizacji między uczniami. Bo tylko najlepsi mają szansę na miejsca na prestiżowych uczelniach. Zwykły dzień koreańskiego ucznia jest nie pozazdroszczenia: pobudka o godzinie szóstej rano i zajęcia trwające niekiedy do ...północy. Nie bez przyczyny filmowy nauczyciel z „Whispering Corridors” posługuje się językiem właściwym wojskowym - mówi o wrogu, przeciwniku, wojnie. Bo każdy dzień to bezwzględna walka o jak najwyższe oceny i najlepsze opinie. Konserwatywne grupy związane z narodową edukacją zabiegały o zakazanie wyświetlania filmu, który według nich przedstawiał przejaskrawiony obraz szkolnej rzeczywistości. Filmu nie zakazano i w roku 1998 r. na liście koreańskich kinowych przebojów zajął drugie miejsce. Można przypuszczać, że sukces odniósł nie tylko dzięki dawce grozy, ale również ukazaniu brutalnej prawdy.

"Whipsering Corridors" jest pierwszym z czterech filmów serii pt. "Yeo-go-kuei-dam" co w tłumaczeniu na angielski brzmi - "Girls High School Ghost Story"("Opowieść o duchach w żeńskim liceum"). Każdy z następnych obrazów powstałych odpowiednio w 1999 r. - "Memento Mori", w 2003 r.- "Whishing Stairs" i w 2005 r. - "Ghost Voice" opowiadały osobne historie, ale akcja każdego z nich rozgrywała się w szkole a jej bohaterkami były uczennice. Wraz z kolejnymi filmami coraz bardziej oddalał się kontekst społeczno-krytyczny filmów, jednak to, co zostawało przed kamerą pokazywało szkolną dżunglę, w której istniał bardzo wyraźny podział na "równych" i "równiejszych". Do grupy tych pierwszych należały dziewczyny mniej przebojowe, bardziej nieśmiałe, zamknięte, wrażliwsze. Drugą stanowiły klasowe przywódczyni i grono ich "podwładnych", dziewczyny, które wolały trzymać z silniejszymi niż być celem ich ataku. Także w filmach, których akcja działa się w szkole, bardzo wyraziście ukazywano konflikt między "odmieńcami" a resztą klasowej społeczności. (w "Memento mori" odmieńcami były dziewczęta przeżywające homoseksualny romans, w "Whishing Stairs" - klasowe "dziwadło", dziewczyna, którą opętała zmarła So-hie, w "Ghost Voice" - prześladowaną jest Young-eon). Filmy, w których sympatycznie i uroczo wyglądające dziewczęta, okazywały się okrutnymi oprawcami bezwzględnie tępiącymi wszelkie przejawy "inności" jest oczywiście więcej. Można by wspomnieć jeszcze o "Dead Friend" (2004) Kim Tae-kyunga, w którym szkolne popychadło podczas wycieczki za miasto tonie na oczach obojętnych koleżanek, by w końcu po śmierci powrócić i w szczególnie wymyślny sposób ukarać, przyjaciółkę, która ją zdradziła. Szkoła jest także scenerią "Bunshinsaby" - w tym filmie Ju-jin, jedna z uczennic, która wraz z matką przeprowadziła się na koreańską prowincję staje się, wraz z dwiema innymi dziewczynami "z zewnątrz", obiektem regularnych ataków "miejscowych", dzieląc tym samym los Kim In-sook, okrutnie zamordowanej przed laty dziewczyny. Z kolei w "To Sir With Love" szkoła powraca w bolesnych wspomnieniach Mi-ji, dziewczyny, która po śmierci matki potrąconej na jej oczach przez samochód, przygarnięta zostaje przez jej nauczycielkę panią Park. Nauczycielkę, która stała się dla dziewczyny największym koszmarem i która zniszczyła dziewczynie życie. Pani Park przywodzi na myśl, chyba najbardziej odrażającą postać nauczyciela w koreańskim kinie grozy - "Wściekłego psa" z "Whispering Corridors" - bez skrępowania na oczach całej klasy kopiącego leżącą uczennicę, wyzywając ją od najgorszych czy w obecności młodej nauczycielki molestującego uczennicę.

Ale nie tylko krytyką narodowej edukacji żyje koreański horror. Wypada bowiem wspomnieć o "R-Point" (2004) Kong Su-changa. Połączenie horroru i wojny wydać się może ponurym żartem, bo czyż można wyobrazić sobie większy horror niż sama wojna? A jednak w kinie grozy filmy uciekające się do konwencji horroru, rozgrywającego się w wojennej scenerii, nie są rzadkością, by wymienić tylko "Dog Soldiers", "Bunkier SS", "Dolina śmierci" czy "Ciśnienie". Film Su-changa ważny jest z innego powodu. Podobnie jak Park Ki -young reżyser wykorzystuje horror nie tylko, żeby postraszyć widza, ale także, by - w tym przypadku -przypomnieć o mało znanym epizodzie z historii Korei Południowej - udziale po stronie Amerykanów koreańskiej armii w walec z komunistyczną partyzantką we Wietnamie. "R-Point" pozostaje też jednym z nielicznych filmów, prawie zupełnie pozbawionym kobiet ( pojawia się, co prawda jedna reprezentantka płci pięknej, ale na krótko i tylko jako duch).

W koreańskim kinie grozy miano osobnego filmu, nie będącego konsekwencją filmowej mody czy konkretnego tematu, przypada dwóm obrazom: „Antarctic Journal”(2005)Yim Pil-sunga oraz „Save The Green Planet” ( 2003) Jeong Jun-hwana. Oba filmy mają niewiele wspólnego z nurtem opowieści o duchach i jeśli warto o nich wspomnieć w kontekście horroru, to tylko ze względu na niepokojącą atmosferę i rolę mrocznej przeszłości w historii („Antarctic Journal”) oraz zaskakującą dawkę przemocy ( „Save the Green Planet”).

Obraz Pil-sunga jest opowieścią o losach ekspedycji polarnej, która przemierzając lodowate pustkowia Antarktydy, obrała sobie za cel najzimniejszy punkt na kuli ziemskiej tzw, „biegun niedostępności”, w którym zanotowano, jak dotychczas, najniższą na świecie temperaturę powietrza: - 89, 2 'C. Niepokojące wydarzenia oraz nieszczęśliwie wypadki dziesiątkują wyprawę, ale jej kierownik, charyzmatyczny Choi Do-hyung, nie zważając na zmniejszającą się liczbę członków ekspedycji, z obsesyjnym uporem, za wszelką ceną, zamierza dotrzeć do celu wyprawy. Niestety, ta koreańska superprodukcja, warta 8 mln dolarów, z gwiazdorską obsadą ( Song Kang-ho, Yu Ji-tae oraz Kang Hye-jeong), na skutek niezdecydowania scenarzystów, nie wzbudziła entuzjazmu wśród krytyków ani nie przyciągnęła tłumów do kin. Pozostały więc urzekające swym majestatem, nowozelandzkie plenery, udające – ze zrozumiałych powodów – Antarktydę.

Natomiast „Save The Green Planet”, zebrał deszcz nagród na międzynarodowych festiwalach (m.in. MFF Rotterdam, MFF Moskwa, MFFF Bruksela), stając się z czasem filmem kultowym. Historia nie do końca psychicznie zrównoważonego Lee Byeong-gu, głęboko przekonanego o wszechobecności Obcych, ostrzących sobie zęby na naszą planetę, którzy dzięki do perfekcji opanowanej zdolności mimikry, bez trudu udają zwykłych ludzi, ujmowała błyskotliwą realizacją, precyzyjnie skonstruowanym scenariuszem i wymownym przesłaniem. Żyjemy w czasach światowego pokoju, słowo „tolerancja” zapisana jest w konstytucjach większości państw świata, a jednak ziemski glob nieustannie targany jest lokalnymi konfliktami, nieustannie słyszymy o najróżniejszych aktach nietolerancji, od małego dziecka, w sposób może nie bezpośredni, ale wystarczająco dobitny wmawia się nam, że nie wszyscy sobie równi, a nawet, że nie wszyscy są nam przychylni. Ostrzeżenie przed zgubnymi skutkami ulegania różnego rodzaju fobiom i „izmom” zyskuje dodatkowy podtekst. Pochodzi bowiem z kraju, który podzielono dziesiątki lat temu, sztuczną granicą, który po dziś dzień znajduje się w stanie wojny i w którym po dziś dzień przekonuje się obywateli obu wrogich sobie państw, że być czujnym, bo komunista/kapitalista nie śpi, tylko czyha kiedy by tu znienacka zaatakować.

Groza w wykonaniu Koreańczyków jest w zdecydowanej większości śmiertelnie poważna. Nie spotkamy w niej tak zwariowanych obrazów, jak japoński "Wild Zero", w którym znalazło się miejsce dla kosmitów, rock`n rolla i żywych trupów. Najbliższy formule radosnego mieszania konwencji wydaje się być parodystyczny, nieco pikantny, w tonie, "Vampire Cop Ricky" (2006) Lee Si-myunga - opowieść o gliniarzu, który na skutek ukąszenia przez transylwańskiego komara, staje się wampirem, szczególnie głodnym krwi, gdy widzi seksowną kobietę. "Ghost House" (2004) Kim Sang-jina z kolei jest udanym pastiszem ghost story - opowieść o duchu, który na wszelkie sposoby stara się obrzydzić życie, zamieszkującemu luksusową willę, Pil-gi, skrywa w sobie wiele zabawnych aluzji do "Ringu", "Ptaków" Hitchocka i ...koreańskiego nacjonalizmu. Film spodobał się koreańskiej publiczności tak bardzo, że na liście box office wyprzedził amerykański hit, "Harry Potter i więzień Azbakanu", przyciągnąwszy do kina prawie trzy milionową widownię. Całkiem spory sukces komercyjny odniósł także inny horror z nurtu komediowego - "Sisily 2 km" (2004) Shin Jung-wona. Opowieść o mieszkańcach tytułowej miejscowości borykających się z mroczną tajemnicą z przeszłości, długowłosą zjawą oraz z gangsterami, starającymi się odebrać im drogocenne diamenty, pozostawione przez dezertera z mafijnych szeregów przyciągnęła do kin blisko 2 mln widzów.

Najciekawszą propozycją z nurtu komediowego jest jednak „The Quiet Family”(!998) Kim Ji-woona, którym przyszły twórca „A Tale of Two Sisters” zadebiutował. Film opowiada o rodzinie Kang, która z dala od miejskiego zgiełku pragnie rozkręcić rodzinny interes – przytulny hoteliki dla licznych w okolicy turystów. Ale najwyraźniej nie jest im dane – najpierw długo nie ma chętnych na skorzystanie z gościnności rodziny Kang, a gdy w końcu się zjawiają w tajemniczych okolicznościach rozstają się z życiem, kończąc w przy hotelowym ogródku. Obraz Ji-woona, pełen wigoru, czarnego humoru i groteski w humorystyczny sposób ukazuje, jak nieraz dobre intencje mogą prowadzić do nikczemnego postępowania.

Znacznie uboższą grupę horrorów stanowią koreańskie monster movies . Prawdopodobnie jednym z pierwszych był pochodzący z 1962 r. "Pulgasari", który zresztą dwie dekady później doczekał się wersji północnokoreańskiej wyreżyserowanej przez, porwanego przez komunistów reżysera Shin Sang-ok. Rok 1967 przyniósł dwie produkcje z potworem w roli głównej i to w odstępie dwóch miesięcy - "Space Monster, Wangmagwi" (wielki goryl z kosmosu obraca w perzynę Seul) oraz "Yonggary, Monster From The Deep" ( tym razem gigantyczny tyranozaur siał grozę i zniszczenie). Lata 70. to kolejne dwa monster movies - "APE" oraz "Horror Of The Crocodile" z olbrzymim krokodylem w roli głównej. W latach 80. i 90. pojawiły się: "Flying Monsters", w których pół tuzina potworów toczyło zaciekłą wojnę z ludzkością, oraz "Young-gu and Princess Zzu Zzu" swobodnie wzorowany na brytyjskim filmie dla dzieci "Gorgo". W roku 1999 po raz drugi koreańscy filmowcy powrócili do potwora Yonggarry w filmie pt. "2001 Yonggary". Zwieńczeniem niezbyt chwalebnej historii koreańskich potworów pojawiających się na dużym ekranie, które nawet miejscowa publiczność bardziej śmieszyły niż straszyły, jest ubiegłoroczny "The Host" Bong Joon-ho.

Film-fenomen nie tylko na skalę koreańskiego kina. Rzadko bowiem zdarza się obraz tak spełniony, jak ten. Poza rekordem frekwencyjnym, sukcesem komercyjnym, deszczem prestiżowych nagród koreańskiego przemysłu filmowego, Blue Dragon Award, i wreszcie kupionych "na pniu" praw do amerykańskiej wersji, obraz Joon-ho zbiera nadal bardzo pozytywne recenzje. Z pewnością to zasługa udanego inteligentnego scenariusza trojga autorów: Joon-ho, Baek Chul-hyuna oraz Ha Won-jun, błyskotliwej reżyserii Joon-ho, przekonującej gry aktorskiego zespołu (obok gwiazd: Song Kang-ho, Bae Du-na i Park Hae-il także młodej aktorki -debiutantki, Ko Ahn -sung ) oraz bardzo dobrych komputerowych efektów CGI. Jak na razie ostatnim monster movies, z Korei jest "D-War" Shim Hyung-rae, koprodukcji z Amerykanami, najwidoczniej zachęconymi sukcesem "The Host", do którego przygotowali efekty specjalne.

Kolejną odmianą koreańskiego horroru, w której na próżno - z małym wyjątkiem - szukać dzieł wybitnych, jest lokalna odmiana slashera. Moda na ten subgatunek filmu grozy jest bez wątpienia konsekwencją międzynarodowej popularności amerykańskich teen slasherów, zapoczątkowaną "Krzykiem" Wesa Cravena z 1995 r. oraz "Koszmarem minionego lata" Jim Gillesepie z 1997 r.. Najbardziej twórczy, dla koreańskich opowieści o szaleńcu wyrzynającym w pień młodych ludzi, był rok milenijny. Pojawiły się w nim aż trzy horrory, które mniej lub bardziej bezpośrednio nawiązywały do tej specyficznie amerykańskiej odmowy horroru. "Rekord" Kim Gi-huna i Kim Jong-seoka, opowiadający o brzemiennym w skutkach pewnym młodzieńczym żarcie, nie próbował nawet ukrywać swojego bliskiego pokrewieństwa z "Koszmarem minionego lata" Jima Gillespie. "Nightmare" Ahn Byeong-ki natomiast stanowił nie do końca udaną próbę połączenia schematu teen slashera z opowieścią o mściwym duchu, niemniej sprawiał zdecydowanie lepsze wrażenie niż wtórny film Gi-huna i Jong-seoka. Z kolei "Bloody Beach" Kim In-soo, sytuował się, jeśli rozpatrywać go pod kątem oryginalności, między dwoma wymienionymi filmami. Z wyjątkiem "Nightmare", którego obejrzało ponad 300 tys. widzów, pozostałe koreańskie teen slashery nie spotkały się za zainteresowaniem miejscowej publiczności, ceniącej sobie jednak bardziej oryginały.

Schematu slahera, na dobrą sprawę, można dopatrywać się w asian ghost movies, w końcu akcja przebiega bardzo podobnie - od jednego morderstwa do kolejnego, aż do finałowej konfrontacji antagonistów. Różnic jest jednak zdecydowanie więcej: począwszy od czarnego charakteru o nadprzyrodzonym pochodzeniu a skończywszy na znacznie bardziej rozbudowanej psychologii postaci. Niemniej konwencja slashera pojawia się jeszcze w dwóch koreańskich horrorach - "Doll Master" (2004) Jeong Yong-ki, w którym grupka przypadkowych (jak się z pozoru wydaje) młodych osób trafia do osobliwego muzeum lalek, gdzie odcięta od świata ulega systematycznej eliminacji. Drugi zaś tytułu to "To Sir With Love" (2006) Lim Dae-wunga, w którym konwencje slashera wykorzystano z inteligentną przewrotnością, by zmylić czujność widza a jednocześnie - w niespotykany na gruncie koreańskiego horroru (choć nie światowego - kłania się "Tożsamośc" Jamesa Magnolda) - opowiedzieć o zemście, traumatycznej przeszłości i samotności.

W slaherach najważniejszą postacią jest zamaskowany morderca, który jest też niezwykle istotną figurą w odmianie thrillera policyjnego, serial killer movie. .Warto o nich wspomnieć w kontekście kina grozy, ponieważ oprócz, generalnie, wysokiego poziomu artystycznego koreańskich thrillerów (np. „Memories of Murder” Bong Joon-ho), często odwołują się do stylistyki lub pewnych elementów właściwych dla horroru.

Tak właśnie rzecz ma się z „Tell Me Something” (1999) Chang Yoon-hyuna, opowieści o śledztwie w sprawie seryjnego mordercy, który rozsyła po całym Seulu makabryczne paczki – worki z różnymi fragmentami ludzkich ciał. Makabra, krwawe efekty i przemoc, choć przez jej estetyzację, bardziej niepokojąca niż szokująca, jednoznacznie wskazują na współczesny horror, często brutalny i chętnie sięgający po różnego rodzaju okropności. Obraz Yoon-hyuna przepełniony jest także charakterystyczną horrorową atmosferą – wszechobecnego zagrożenia, osaczenia i zła.

Z tych samych składników właściwych horrorowi skonstruowany jest inny koreański serial killer movie „H” (2002) Lee Jong-hyuka, przedstawiający historię śledztwa prowadzonego w sprawie seryjnego mordercy-naśladowcy, polującego na ciężarne kobiety. Porównywany do „Siedem” Davida Finchera i „Milczenia owiec” Jonathana Demme, wprawdzie daleki od ich klasy, niemniej równie jak one, mroczny i niepokojący.

Motyw śledztwa w sprawie serii tajemniczych zgonów nie jest jedynie domeną thrillerów. Stanowi on podstawę na przykład „Arang” (2006) Ahn Sang-hoona, w którym dwoje pozornie nie pasujących do siebie detektywów (doświadczona policjantka So-young i nowicjusz, Hyun-ki) ściga seryjnego mordercę, nieuchwytnego, okrutnego sprawcę, zawsze o krok wyprzedzającego stróżów prawa. Wykorzystana w obrazie Sang-hoona konwencja policyjnego thrillera służy jedynie do prowadzenia trzymającej w napięciu intrygi, sam film zaś to klasyczna ghost story, z długowłosą zjawą, zemstą zza grobu i mroczną tajemnicą z przeszłości.

Postać mordercy pojawia się także w „Face”(2004) Sang Gon-yoona. W filmie tym szaleniec porywa młode kobiety, morduje a wycięte z ich ciał zdrowe organy sprzedaje skorumpowanemu transplantologowi do przeszczepów. Obraz – niezbyt udany jako horror - nie jest jednak thrillerem, a raczej melodramatem z rozbudowanym wątkiem romansowym. Natomiast „Unborn But Forgotten”(2002) Lim Chang-jae, pod pewnym wzgledem podobnym fabularnie do „H” - mamy do czynienia z serią tajemniczych zgonów kobiet w ciąży, jakie następują po odwiedzeniu pewnej strony internetowej.

***

Koreańskie kino grozy wkroczyło w rok 2007 w całkiem dobrym humorze. Olbrzymi sukces „The Host” Bong Joon-ho, uczyniło z koreańskiego horroru – nawet jeśli klasyczny horror stanowi w nim tylko jeden i nie najważniejszy składnik – towar eksportowy i rozpoznawalny. Do niedawna, już po eksplozji „nowej fali”, koreańskie kino grozy traktowane było jako uboższa i gorsza odmiana japońskiego J-Horroru. Rok 2006 przyniósł nadzieję, że ta sytuacja ulegnie zmianie, tym bardziej, ze dla konkurencji z Wysp Japońskich, ubiegły rok był jednym najsłabszym, a symbolem kryzysu może stać się trzecia część „One Missed Call: Final” – kompletnie zbędny i nieudany sequel niegdysiejszego przeboju Takashi Miike.

Poza „The Host” dobre wrażenie pozostawiły po sobie: przewrotny „To Sir With Love”, wzruszająca „Cinderella”, trzymający w napięciu „Arang”, zabawny „Vampire Cop Ricky”. Z drugiej jednak strony, koreańscy twórcy filmów grozy nie powinni wpadać w hurraoptymizm, bo ambitny (i drogi) projekt „4 Horror Tales”, nadzorowany przez Ahn Byeong-ki udał się połowicznie. Dobrze zaprezentowały się „Februrary 29” oraz „Roommates”, ale już „Forbidden Floor” okazał się filmem przeciętnym, a „Dark Forest” kompletną klapą. Nie popisał się także Ahn Byeong-ki w roli reżysera. Jego „APT” ma potencjał, ale zabrakło sensownego scenariusza i najzwyklejszych w świecie pomysłów.

Z cała pewnością koreańskie kino grozy ma wciąż olbrzymie możliwości – zdolnych reżyserów, dobrych aktorów, finansowe wsparcie oraz publiczność chętnie oglądającą rodzime horrory. Bardzo jestem ciekaw, jak potoczą się dalsze losy koreańskiej grozy. Jedno jest jednak pewne – będę jej gorąco kibicował.



Bibliografia:J. Bator: Japońskie cząstki elementarne, Gazeta Wyborcza, Nr 52/2005
T. Goban-Klas: Edukacyjny tygrys – Korea Południowa. Internet i gospodarka oparta na wiedzy, wydanie internetowe
W. Kopaliński: Słownik symboli, Warszawa, 1990
A. Pierzchała: Japońskie duchy, Kwartalnik filmowy, Nr 51/2005
A.Pitrus: 4. Festiwal Filmowy ERA NOWE HORYZONTY - Cieszyn 2004: Kino jest gdzie indziej?, Kino, Nr 6/2004
Źrodła:http://www.koreanfilm.org/index.html
http://www.koreanfilm.or.kr/
http://64.233.183.104/search?q=cache:iHh6Z0WSG50J:www.tnoiksgh.org/files/efaf7c3eab71b6cb98ce/2006090318141292.pdf+pechowa+liczba+korea&hl=pl&ct=clnk&cd=3&gl=pl
Dodatkowe:Przypisy

(1) 47 lat później historię tę sfilmował Kim Ji woon pod tytułem "A Tale of Two Sisters"
(2) Kuei -dam to tradycyjny koreański gatunek narracyjny, opowiadający o duszach tych, którzy na skutek tragicznej śmierci nie mogą przejść do następnego świata.
(3) Dane podaję za stroną http://www.koreanfilm.or.kr/index.asp
(4) Dane podaje za stroną http://www.koreanfilm.org/index.html.
(5) Remake "A Tale of Two Sisters" mają wyreżyserować Tom i Charles Guard dla studia DreamWorks Pictures. Scenariusz nowej wersji napisze Craig Rosenberg. Za prawa do ekranizacji, studio zapłaciło okrągły milion dolarów.
(6) W roku 2005 wyprodukowano 83 filmy, dla porównania, w 1996 r. - 65 filmów.
(7) W lutym tego roku rząd Korei wystąpił z projektem zmian ustawy regulującej ile dni w roku kina mają poświęcić na projekcje rodzimych produkcji. Pod naciskiem hollywoodzkich wytwórni rząd Korei, negocjujący właśnie z USA kwestie wolnego handlu, zgodził się obniżyć próg ze 146 do 73 dni. Zapowiedź tych zmian wywołała protest ok. 1500 koreańskich filmowców, którym przewodził Choi Min-sik, aktor najlepiej znany polskim widzom z głównej roli w "Oldboyu" Park Chan-wooka.
(8) 60% światowej produkcji kina animowanego realizowane jest w koreańskich studiach filmowych. Współpracę z Koreańczykami przy odnowieniu pochodzącej z 1937 r. "Królewny Snieżki i siedmiu krasnoludków" podjęło niedawno studio Walta Disneya.
(9) Na czele Media Ratings Board stoi Kim Soo-young, reżyser-weteran, który sam w latach 80. zwalczał państwową cenzurę w licznych publikacjach na ten temat. Soo-young, sam sobie dobiera współpracowników, po konsultacji z Ministrem Kultury i Turystyki. W skład komisji wchodzą poza tym profesorowie, reżyserzy, prawnicy, osobistości związane z mediami. Do dziś obowiązuje zakaz pokazywania na ekranie włosów łonowych, męskich i żeńskich genitalii, chyba że są komputerowo zamazane. Zakazana jest też skrajna przemoc, obsceniczny język i propagowanie narkotyków. Komisja nie ma technicznych możliwości ingerencji w budzący ich wątpliwości utwór (poza filmem także gry komputerowe, video, DVD i inne media, z wyjątkiem TV), ale swoim prestiżem może wpłynąć na wytwórnię, by wycięła kontrowersyjne sceny. Główny zadaniem MRB jest jednak przydzielania kategorii wiekowych, których w Korei jest trzy: 12 lat, 15 i 18 lat. Strona www Media Ratings Board: http://www.kmrb.or.kr.
(10) Koreańczycy są chyba, jedynym na świecie narodem, który mimo etnicznej, historycznej i kulturowej tożsamości zamieszkuje dwa, sąsiadujące ze sobą, wrogie państwa.
(11) "Libera Me" to koreańska wersja "Ognistego podmuchu" Rona Howarda, koreański "Untold Scandal" to amerykańskie "Niebezpieczne związki" Stephena Frearsa, "Some" to przeróbka amerykańskiego "Dnia Świstaka" itd.
(12) "2001 Yonggary", "Sorum", "The Univited", "To Sir With Love", "The Host", "Sisly 2 km", "Ricky Vampire Cop", "Dark Forest", "Bloody Beach", "Record'
(13) W mitologii japońskiej demony przeważnie przybierają kobiecą postać.
(14) Chodzi oczywiście o "Ringu" i "Ju-on". W drugiej części horroru Takeshi Shimizu, "Ju-on", w jednej ze scen włosy oplatują cały sufit, a także służą za wisielczą pętlę.
(15) Imiona dziewczynek z filmu (Su-mi i Su-yeon) również oznaczają nazwy tych kwiatów
(16) Koreańska aktorka początkowa miała zagrać główną rolę w "A Tale of Two Sisters", ale odmówiła ponieważ scenariusz wydał się jej zbyt straszny. Ostatecznie jednak od horroru nie uciekła i zagrała w "The Uninvited".
(17) Kim Hye su w ubiegłym roku uhonorowano prestiżową nagrodą koreańskiego przemysłu filmowego Blue Dragon Award za rolę w filmie "Tazza".
(18) Być może z tego powodu Amerykanie nakręcili remake w reżyseri Alexandra Aja, pt "Mirrors" z Kieferem Sutherlandem w roli głównej.
Na forum: Podyskutuj o tym artykule


HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 2. Korea Południowa

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -