Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Groza poza ekranem. Duchy
cz.2

Krzysztof Gonerski

Cześć druga artykułu poświęcona duchom, niezwykłym zjawisko paranormalnym oraz próbom ich "naukowego" udowodnienia.


"Puls" (2001, reż. Kiyoshi Kurosawa)

Tytuł filmu Kurosawy pojawia się nieprzypadkowo. Japoński twórca zwraca bowiem uwagę współczesnego człowieka na nowy rodzaj zagrożenia. Tradycyjne opowieści o duchach przyzwyczaiły nas, że istoty nieziemskie mają swoje ulubione miejsca, w których najczęściej można je spotkać. Okazuje się jednak, że nie są nimi już tylko stare zamczyska, cmentarze, odludne okolice, ciemne lasy czy tajemnicze megalityczne budowle, ale także najnowsze zdobycze techniki: komputery, Internet, sieć telefoniczna, telewizory. Zarówno w "Pulsie", czy sławnym "Krągu" Hideo Nakaty, w koreańskim "Telefonie", czy w amerykańsko-europejskiej produkcji "www.strach" złe duchy zamieszkują we wysokozaawansowanych urządzeniach, które, paradoksalnie, miały być wymownym wyrazem triumfu rozumu i racjonalizmu nad duchem i irracjonalizmem. A tyczem w filmie Kurosawy komputery stanowią rodzaj bramy, przez któryą przedostają się na ziemski świat zmarli; w "Krągu" telewizor również spełnia funkcję bramy do zza światów; w "Telefonie" zjawa przedostaje się do ciała małej dziewczynki, zaś we "www.strach" internetowa strona służy do prowadzenia okrutnej gry ożycie odwiedzających stronę "Czarnej Wdowy". Co prawda, jak dotąd więcej wiemy o tego rodzaju przypadkach z horrorów, niż z relacji pochodzących z realnego świata, niemniej i w nim możemy na nie natrafić.

Jedną z takich niezwykłych historii opisał w maju 1998 r, francuski dziennik "Parisien Libere". Pewna firma architektoniczna z Manchesteru zakupiła do swego biura nowy komputer IBM. Wkrótce okazało się, że urządzenie niepokojąco się zachowuje: samo się włączało i wyłączało, wyświetlało też bez widocznej przyczyny dziwne napisy. Zniecierpliwieni pracownicy biura w końcu odłączyli komputer od prądu. Ale ten czyn nie tylko nie uspokoił maszyny, ale wywołał jeszcze bardziej niezwykłe i przerażające zjawiska. Zaczęły bowiem z ustawionego w kącie urządzenia dobiegać przeraźliwe jęki, a na ekranie pojawiały się dziwne światełka. Wezwano więc na pomoc obsługę serwisową, ale technicy nie znaleźli żadnej usterki. Wykluczono także możliwość, aby znajdujący się nieopodal biura portowy radar mógł wpływać na niezwyczajne zachowanie komputera. Technicy orzekli, że maszyna jest w pełni sprawna. Albo więc personel biura uległ zbiorowej halucynacji albo zaobserwowano pierwszy przypadek nawiedzenia komputera przez ducha?

Ale duchy chętnie zamieszkują (albo raczej pozwalają się podglądać) także... w telewizji. Technika wykorzystująca przekaz telewizyjny do rejestrowania obrazu zmarłych osób nazywa się transkomunikacją instrumentalną (TCI- TransCommunication Instrumental). Pierwszym człowiekiem, któremu udało się nie tylko usłyszeć, ale także zobaczyć duchy zmarłych krewnych był, Niemiec, Klaus Schroeiber. Ten technik od spraw przeciwpożarowych na emeryturze, nie posiadający szczególnej wiedzy technicznej, był zdeterminowany miłością do bliskich mu, nieżyjących już osób. Dnia 30 września 1985 utrwalił zdjęcia rzekomych duchów za pomocą kamery wideo skierowanej na obraz telewizora.

Dzięki pomocy komunikatów otrzymywanych z tamtego świata udało mu się osiągnąć to, co wydawało się mrzonką fantasty. Na podstawie pierwszej informacji, Schroeiber nastawił kamerę (kamerę do rejestracji video) na monitor telewizora tak, że w konsekwencji widział na nim pomnożenie swego telewizora. Następna wskazówka, która brzmiała: pusty kanał, zaprowadziła go do obrazu jego córki Karen, zmarłej w wieku 18 lat. Została ona jego pośrednikiem przy wszystkich doświadczeniach.. Doradziła mu, na przykład, że nie powinien filmować w kolorze, gdyż ludzie z tamtego świata mogą ukazywać się jedynie jako obraz biało-czarny. Schreiber trzymał kamerę w odległości 2 - 2,5 metra od monitora, nagrywając wielką ilość obrazów, która przypominała tunel. Ludzie zza światów ukazywali się jedynie przez chwilę, więc aby dokładnie zobaczyć, co się nagrało, trzeba było odtwarzać kasetę klatka po klatce. Na każdą sekundę przypadało po 25 fotogramów - badanie 5 minutowego nagrywania oznaczało przeglądnięcie 7500 fotogramów. Podobno w czasie jednej z sesji pojawił się wizerunek austriackiej aktorki Romy Schneider, która zmarła kilka lat wcześniej.

Schreiber zmarł 8 stycznia 1988 r. Podczas pogrzebu jego glos nagrał się znajomemu na taśmę magnetofonową: "Śmierć nie istnieje. Jest tylko przejście na inną płaszczyznę egzystencji. Jestem u was." - tak miało brzmieć ponoć jego ostatnie przesłanie nadane z tamtego świata. Od tej chwili wielu eksperymentujących uzyskiwało z nim kontakt.

Badacze transkomunikacji instrumentalnej TCI korzystają nie tylko z telewizji. Podczas badań używają komputerów, odbiorników radiowych, telefonów, a nawet faksów. Korzystanie z najnowszych zdobyczy techniki ma na celu zdobycie konkretnych informacji, takich jak głos, obraz czy tekst. Po dziesięciu latach zbierania dowodów okazało się, że poważna nauka nie może lekceważyć badań ITC.

Na ekranie polskich w kin w ubiegłym roku pojawił się film "Głosy" (White Noise), który opowiadał historię Jonathana Riverso`a próbującego skontaktować się ze zmarłą tragicznie żoną za pomocą EVP (Electronic Voice Phenomenon), formą rzkomej komunikacji ze zmarłymi za pomocą magnetofonów i innych urządzeń rejestrujących. Chociaż film opowiada fikcyjną historię, to zwraca uwagę na dobrze udokumentowany, coraz częściej praktykowany fenomenem paranormalny, EVP, który jest czymś znacznie więcej niż tylko wytworem hollywoodzkich filmowców. Co więcej w filmie wykorzystano autentyczne nagrania osób zmarłych: kwestia "I love you" użyta w trailerze do filmu należy do Stanley'a Searlesa. Ów były polityk zmarł w 2002 roku, a nagrania dokonała jego córka Karen Mossey, aktywna działaczka ruchu EVP. Z kolei słowa "I will see you no more" wypowiada Ruth Baxter, która od kilkunastu lat nie żyje. Nagranie pochodzi z Point Lookout, nawiedzonej latarni z Maryland, a dokonała go poszukiwaczka EVP - Sarah Estep. Amerykańskie Stowarzyszenie EVP (AAEVP) potwierdziło jego autentyczność.

Historia dążeń człowiek do zarejestrowania fizycznego dowodu istnienia istot nadprzyrodzonych sięga czasów słynnego wynalazcy Thomasa Alvy Edisona. 30 października 1920 roku wybitny uczony przedstawił na forum publicznym urządzenie do komunikacji ze zmarłym.

"Jeśli nasza osobowość trwa po śmierci, nadal posiada pamięć, rozum i wiedzę zdobytą za życia. Skoro więc nasza osobowość istnieje po tym, co nazywamy śmiercią, rozsądnie jest zakładać, że ci, którzy opuszczają ziemię, będą się chcieli porozumieć z tymi, którzy nadal tu są. Dlatego skonstruowałem przyrząd na tyle delikatny i wrażliwy, by mógł być wykorzystany przez nasze osobowości na Tamtym Świecie do nagrania wiadomości" - powiedział wynalazca. Ale trzeba było czekać, aż do roku 1959 roku, kiedy to znany szwedzki malarz, muzyk i producent filmowy Friedrich Jurgenson, nagrywając podczas urlopu zza miastem śpiew ptaków, przypadkiem uchwycił poza ptasimi trelami, również ludzkie głosy mówiące po szwedzku i norwesku. Swoje wrażenia i przemyślenia Jurgenson opisał w wydanej w 1964 roku książce pt. "Voices from the Universe" (Głosy z wszechświata), która narobiła sporego zamieszania w świecie nauki.

Fenomenem zainteresował się dr Konstantin Raudive, który podczas trwających kilka dekad badań opublikował kilka książek na temat 70 tysięcy informacji zebranych w tym czasie przez niego. Jego działalność stała się tak sławna, że często EVP określa się "głosami Raudive'a", a zdumiewające wyniki jego naukowej pracy doczekały się w roku 1972 wnikliwej analizy. Grupa inżynierów dźwięku i techników radiowych z całej Europy wspólnie z Towarzystwem Badań Paranormalnych (SPR) przeprowadziła serię eksperymentów z EVP, które ówczesny prezes towarzystwa R.K. Shergold, określił jako "ponad wszelką wątpliwość, dowodzące, że zjawisko komunikacji EVP jest autentyczne".

Ponowny wzrost zainteresowaniem zjawiskiem EVP nastąpił na początku lat 80, głownie za sprawą Sarahy Estep, które nagrała podobno tysiące głosów korzystając z magnetofonu swojego męża. Powstało wówczas Amerykańskie Stowarzyszenie EVP, (AAEVP) mające obecnie członków w dwudziestu państwach na świecie.

Krytycy możliwości rejestracji fizycznej manifestacji duchów podnoszą przede wszystkim zarzut, że EVP nie jest techniką selektywną. Największym problem stanowi bowiem nagrywanie przez urządzenia rejestrujące dźwięków wysyłanych przez użytkowników innych odbiorników radiowych, którzy akurat znajdą się w pobliżu. Ilość dokonanych nagrań jest jednak tak olbrzymia, ze nie można stwierdzić jednoznacznie, że wszystkie one są wynikiem intermodulacji czy przebić.

O zadziwiającej zjawie technotronicznej zwanej "Telefonicą" można poczytać na stronie internetowej portalu Panorama Kultur. Autorzy przytaczają fragment opowiadania "Nieboskie stworzenia Białorusi" Franciszka Całusa i Marcin Jura z tomu "Białoruś, kraina otoczona wysokimi górami -antologia współczesnej noweli białoruskiej", który pozwolę sobie z małymi skrótami, w przekładzie Katarzyny Kotyńskiej, zacytować:

(...) Nie można ich zobaczyć i nie można ich dotknąć: ich formą istnienia są impulsy elektryczne, pola magnetyczne, fale radiowe. W zdecydowanej większości zjawy technotroniczne stanowią produkt rewolucji naukowo-technicznej. Tego rodzaju istoty żyją w dużych miastach, bo tylko tam mogą bez trudu wędrować po sieciach komunikacyjnych.(...)

Jest to zjawa najbardziej znana i powszechna: nie ma chyba człowieka, który nie zetknąłby się z jej podstępnymi działaniami. Ale w naszych racjonalistycznych czasach ludzie nie są skłonni do wierzenia w zjawiska paranormalne i niezwykłe, więc wyjaśniają dziwne telefony głupimi żartami niepełnoletnich dowcipnisiów.

Największe szkody działalność Telefonicy przyniosła w połowie lat siedemdziesiątych. W prywatnym mieszkaniu dzwonił telefon:
"Tu centrala - łagodnym głosem mamiła Telefonica. - Jaką długość ma kabel telefoniczny w państwa mieszkaniu? Proszę zmierzyć".
Nieszczęsny abonent lekkomyślnie wyciągał składaną miarkę i starannie mierzył długość kabla. W końcu brał słuchawkę i mówił: "Metr dziewięćdziesiąt".
"A powinien być równo metr" - surowo mówiła Telefonica.
"To co mam zrobić?" - dziwił się abonent.
"Lepiej obciąć" - z całkowitą powagą odpowiadała technotroniczna istota. I wyobraźcie sobie, że większość abonentów wypełniała idiotyczne polecenie.

Nieograniczoną swawolę Telefonicy w jednej z centralnych dzielnic Mińska zakończyła następująca historia. W Budynku Rządu, w gabinecie pewnego bardzo znanego, ale niezbyt popularnego lidera politycznego zadzwonił telefon, którego numer znali tylko partyjni współpracownicy i najbliżsi krewni. Polityk odebrał.
"Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!" - odezwała się słuchawka męskim głosem.
"Oczywiście, dziękuję - polityk z natężeniem myślał, gdzie mógł słyszeć ten głos - ale jestem mężczyzną".
"Tak, panie Polityku, jest pan mężczyzną, niemniej prawdziwa z pana kurwa" - z głośniczka słuchawki rozległ się ohydny śmiech.
"Kto mówi?..." - ryknął polityk.
"Cała Białoruś" - ze słuchawki rozległ się krótki sygnał.
Polityk, nie tracąc czasu, zadzwonił do działu technicznego ochrony osobistej, żeby wyjaśniono, który abonent tak go obraził. Po pewnym czasie zmieszany urzędnik odpowiedział, że do tajnego telefonu były podłączone wszystkie numery w kraju. Rozpoczęło się dochodzenie, w trakcie którego wyszło na jaw, że gdy tylko ilość aparatów telefonicznych połączonych w jedną sieć osiąga poziom krytyczny, zaczynają one, jak neurony w mózgu, same się organizować. Dlatego dla uniknięcia dalszych nieprzyjemności znany, choć niepopularny lider polityczny zażądał, by oddzielono tajne telefony od ogólnobiałoruskiej sieci i przełączono je na sieć radiową. Teraz Instytut Osobistego Bezpieczeństwa i Komunikacji Rządowej opracowuje nowy typ aparatu telefonicznego, który będzie mógł określić nie tylko numer, ale też adres i nazwisko dzwoniącego, by dało się od razu wysłać mu pozew do sądu."

"Piknik pod Wiszącą Skałą" ( 1976, reż. Peter Weir)

Do tej pory dużo miejsca poświęciliśmy duchom zmarłych, które przybywają z pozaziemskiego wymiaru, by w taki czy inny sposób ingerować w życie śmiertelników. Ale spróbujmy wyobrazić sobie sytuacje odwrotną - to żywi przechodzą do świata umarłych. Czy to możliwe? Tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że niektóre osoby, w środku ich życia, czasem w środku dnia., czasem na kilka dni a czasem na całą wieczność, po prostu znikają. Czy przedostały się do rzeczywistości astralnej?

Dzieło Weira jest dobrą okazją by zaznajomić się z tym niezwykłym i wcale nie rzadkim fenomenem, gdyż fabuła filmu zbudowana została wokół tajemniczej skały i jeszcze bardziej tajemniczego wydarzenia, które rozegrało się u jej podnóża. Niezwykła historia zaginięcia trzech dziewcząt z pensji pani Appleyard została opisana przez Joan Lindsay w książce pt. "Piknik pod Wiszącą Skałą", a następnie rozsławiona przez wybitny obraz australijskiego reżysera.

Ci, którzy wierzą w autentyczność opowieści zgadzają się co do jednego: 14 lutego grupa pensjonariuszek z Appleyard College wybrała się na piknik do Hanging Rock (Wiszącej Skały), oddalonej o ok. 80 km od Melbourne. Reszta to domysły i wątpliwości.

Najważniejsza z nich dotyczy roku, w którym zdarzenia to miało mieć miejsce: jedni podają, że stało się to w roku 1900, inni - że w 1913. Sceptycy twierdzą, że w żadnej z australijskich gazet wydawanych w tamtym okresie nie ma nawet krótkiej wzmianki o tragedii, która miała się wtedy rozegrać.

Jak doszło do zaginięcia? Podczas beztroskiej zabawy i biegania po skałach trzy uczennice i nauczycielka matematyki nagle zniknęły. Pomimo wielodniowych poszukiwań, nie odnaleziono ani ich ciał, ani żadnych śladów. Dopiero po tygodniu pewien Anglik znalazł jedną z dziewcząt, Irmę Leopold, leżącą nieprzytomną u stóp gigantycznej skały. Miała podarte i pobrudzone ubranie, ale jej bose stopy były czyste i nie nosiły śladów zadrapań. Nie miała na sobie halki (wg innej wersji - gorsetu). Niestety straciła pamięć i nie mogła powiedzieć, co stało się z innymi zaginionymi, ani co przytrafiło się jej samej.

Istnieje wiele teorii starających się wyjaśnić zdarzenie, do którego doszło pod Wiszącą Skałą, ale żadna nie jest w pełni zadowalająca. Najbardziej oczywista stwierdza, że ofiary mogły spaść w przepaść. Ale w takim razie dlaczego mimo intensywnych poszukiwań nie odnaleziono ciał zaginionych? Zgodnie z inną, również próbującą racjonalnego tłumaczenia pensjonariuszki wraz z ich nauczycielką mogły zostać pogrzebane pod osypującymi się odłamkami skał. Dlaczego więc nie przysypały niespodziewanie odnalezionej Irmy?

Niektórzy łączą fakt zaginięcia z silnymi właściwościami magnetycznymi Hanging Rock, która jest pochodzenia wulkanicznego. Zdarza się, że zatrzymują się w tym miejscu wskazówki zegarków, a silniki samochodów odmawiają posłuszeństwa. Wiadomo też, że pole elektromagnetyczne może zmieniać strukturę żywych komórek, uszkadzać ludzki system nerwowy, co też być może spowodowało amnezję u Irmy.

Istnieje teoria, wedle której odpowiednio silne pole może tworzyć "szczeliny w czasie", czyli przejścia do innego wymiaru. Czyżby więc cztery młode kobiety znalazły się w innej czasoprzestrzeni, z której udało się wrócić tylko jednej?

Zaginięcia czasem jednak nie mają aż tak tragicznego finału, jak to opisane przez Joan Lindsay, a następnie przepięknie ukazane przez Petera Weira. Znane jest niecodzienne zdarzenie, które przytrafiło się najpoczytniejszej pisarce świata, "Królowej kryminałów", Agaty Christie, która na jedenaście dni... zniknęła. 1 grudnia 1926 r. jej mąż oświadczył że kocha inną kobietę. W dwa dni później Christie przepadła, by odnaleźć się w hotelu, w hrabstwie Yorkshire. Okazało się, że zameldowała się tam pod nazwiskiem... kochanki męża. Pisarka nie potrafiła wyjaśnić, jak się tam znalazła, tajemnica owych kilkunastu dni nigdy nie została wyjaśniona. Posłużyła natomiast za kanwę filmu "Agatha" Michaela Apted`a z 1979 r. z Vanessa Redgrave w roli głównej. Twórcy filmu przyjęli wyjaśnienie racjonalne o posmaku kryminalnym - zazdrosna żona przybyła do kurortu, by zrealizować misterny plan zemsty na kochance.

O wiele bardziej dramatyczny przebieg miało zniknięcie, które wydarzyło się 23 września 1880 roku kilka kilometrów od Gallatin w Tennessee. Było jasne, słoneczne popołudnie na farmie Davida Langa. Tego feralnego popołudnia jego dwoje dzieci, ośmioletni George i jedenastoletnia Sarah, bawiło się nowym drewnianym wózkiem z konikami, zabawką, którą ojciec przywiózł im rano z Nashville. W momencie, gdy rodzice wyszli przed dom, rodzeństwo bawiło się na frontowym podwórku.

Pani Lang powiedziała do męża: Wróć szybko, Dave. Chcę, abyś mnie zawiózł do miasta, zanim zamkną sklepy Mężczyzna był już przy płocie na drodze prowadzącej na pastwisko - chciał rzucić okiem na czwórkę swoich koni, z których był dumny. Zatrzymał się, aby zerknąć na ręczny zegarek, po czym powiedział: Będę za kilka minut. Dzieci zauważyły podjeżdżający pod dom wóz i zaprzestały zabawy, aby móc lepiej mu się przyjrzeć. Poznały bryczkę sędziego Pecka, który zawsze miał dla nich jakieś prezenty. Pani Lang i David także poznali sędziego, więc mu pomachali.

David Lang zrobił nie więcej, niż kilkanaście kroków, gdy nagle... zniknął na oczach wszystkich obecnych. Jego żona krzyknęła. Dzieci oniemiały. Odruchowo wszyscy pobiegli w stronę miejsca, w którym jeszcze kilka minut temu stał David. Nie było po nim śladu. Nie było żadnego drzewa, krzewu ani wzniesienia, które przesłaniałoby widok. Pani Lang zaczęła histeryzować i w spazmach została odprowadzona do domu. Zaalarmowano sąsiadów, bijąc w ogromny dzwon ustawiony na dziedzińcu. Przeczesano cały teren metr po metrze. Bez skutku. Davida Langa nigdy nie odnaleziono. Tak przynajmniej twierdzi, Thomas de Jean, autor książki, "Księga tajemnic i rzeczy niezwykłych", z której pochodzi powyższy opis.

Zniknięcie pojedynczego człowieka, nawet w tak niezwykłych okolicznościach, jak to miało miejsce w przypadku Davida Langa, jest niczym w porównaniu z zaginięciem ...całej wioski. W listopadzie 1930 roku mieszkańcy małej eskimoskiej osady z jakiegoś dziwnego, niewytłumaczalnego powodu w pośpiechu opuścili swoje domostwa i nigdy już do nich nie powrócili Jeszcze bardziej zdumiewające są przypadki zniknięcia w niewyjaśnionych okolicznościach całych armii. Taki los spotkał 4000 żołnierzy, którzy podczas wojny w Hiszpanii, skryli się za wzgórzami i już. nigdy ich nie odnaleziono. Inny podobny przypadek pochodzi z czasów drugiej wojny światowej, kiedy zaginęło 2988 chińskich żołnierzy, z których pozostał tylko 113 osobowy oddział. Nikt ich nie widział, a przecież strażnicy stali na warcie.

Bez wątpienia najsłynniejszym miejscem, w którym tego rodzaju fenomen stał się niemal powszechny jest osławiony Trójkąt Bermudzki. Z niezliczonej ilość relacji o tajemniczych zniknięciach statków, samolotów i ludzi w tym rejonie Atlantyku, warto przytoczyć historię widmowego statku, "Mary Celeste".

4 grudnia 1872 roku nastąpiło nieoczekiwane spotkanie "Mary Celeste" z płynącym również do Europy angielskim statkiem "Dei Gratia". Kapitana tego ostatniego statku Davida Moorehouse zaniepokoiło coś w wyglądzie nadpływającej jednostki. Pokład był pusty, a choć część żagli była porwana, ustawiony prawidłowo bryg sprawiał wrażenie, jakby był położony w dryf. Kilkakrotne nawoływania przez tubę nie przyniosły żadnych efektów, nikt nie odpowiedział, nikt nie wyszedł na pokład. Kiedy "Dei Gratia" przybliżyła się do widmowego statku, kapitan ze zdumieniem rozpoznał "Mary Celeste", z której dowódcą, Briggsem był zaprzyjaźniony i znał go jako dobrego nawigatora i dowódcę. Kapitan postanowił sprawdzić co się faktycznie wydarzyło na pokładzie napotkanego okrętu. Drugi oficer Olivier Deveau i dwóch marynarzy weszli na "Mary Celeste", ale ku swojemu ogromnemu zdziwieniu nie znaleźli nikogo. Okrętowe zapiski wskazywały, iż cała załoga musiała opuścić pokład brygu w ciągu ostatnich 9 dni, jednak pozostawione ślady świadczyły, że statek porzucony został prawdopodobnie w ciągu kilku ostatnich godzin. Na baku znaleziono suszącą się bieliznę, w kubryku nie wypalone fajki i niedopitą herbatę, w kajucie kapitańskiej pozostawiony zegarek i otwartą, z rozłożonymi nutami fisharmonię. Idealny porządek, brak zniszczeń czy śladów walki pozwalały wykluczyć porwanie. Zastanawiający był fakt, że ewakuująca się załoga zabrała wszystkie papiery statku, sekstans i chronometr, a pozostawiła nieomal cały swój dobytek i rzeczy osobiste. Najbardziej niesamowitym odkryciem, okazało się pozostawienie całego sprzętu ratunkowego w komplecie, gdy tymczasem brakowało szalupy.

Co się tak naprawdę stało z załogą "Mary Cleste"? Na to pytanie odpowiedzi nie przyniosło prowadzone przez Brytyjską Admiralicję śledztwo, oficjalnie zamknięte w marcu 1873 roku. Trybunał morski podjął decyzję o wypłaceniu zwyczajowej nagrody za uratowanie "Mary Celeste" kapitanowi "Dei Gratia", a sprawa zaginionej załogi odłożona została ad acta. Mimo nie kończących się domysłów i mniej lub bardziej fantastycznych teorii sprawa stała się jedną z najbardziej niezwykłych tajemnic oceanu.

Podobnym w skutkach to zniknięcia, ale o odmiennych przyczynach i przebiegu jest niezwykłe zjawisko zwane spontaniczna mimowolna niewidzialność u ludzi (HSII - z. ang. Human Spontaneous Involuntary Invisibility). We wszystkich przypadkach taka osoba jest fizycznie obecna, ale nikt jej nie widzi, ani nie słyszy. Dla osoby niewidzialnej otaczający ją świat wygląda zupełnie normalnie i zwykle tacy ludzie na początku nie zdają sobie sprawy, że nikt ich nie dostrzega. Ten niezwykły stan egzystencji doświadczany jest zazwyczaj przez osoby pogrążone w poważnej depresji, wywołanej silnym poczuciem braku własnej wartości. W jego wyniku niektórzy mają znacznie obniżoną samoocenę i z czasem uznają się za tak niegodnych uwagi, ze czują się nie dostrzegani przez innych ludzi. Ale dlaczego i w jaki sposób odczucie to materializuje się tak dosłownie? I dlaczego jest to stan przejściowy? Tego nie bardzo wiadomo. Być może ma to związek z fizyczną manifestacją duszy człowieka, która pod postacią chmury wolnych elektronów otacza człowieka. Chmura ta ani nie odbija ani nie załamuje promieni świetlnych, przez co osoba znajdująca się w jej wnętrzu staje się niewidzialna dla zewnętrznego obserwatora.

Próby odpowiedzi na pytanie o przyczyny zjawiska niewidzialność u ludzi można poszukać o Różokrzyżowców (termin odnoszący się do członków tajnych stowarzyszeń okultystycznych), których początki sięgają XV wieku. Między odnalezionymi dokumentami z tamtych czasów, możemy natrafić także na wzmianki o niewidzialności. John Macky, jeden z pierwszych przywódców masońskich (pierwsi masoni rzekomo wywodzili się z braterstwa Różokrzyża), uczył metody, dzięki której każdy mógł stać się niewidzialnym. Inny odłam Różokrzyżowców, Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku, pozostawił rękopisy opisujące Rytuał Niewidzialności. Traktują one o otaczaniu się całunem, który wygląda jak "chmura". Podobno Madame Blavatsky, z Towarzystwa Teozoficznego doświadczyła takiej niewidzialności na własnej skórze i odkryła sekret całego przedsięwzięcia, co później parokrotnie wykorzystała przy świadkach. Książki o spirytualistach w USA pokazują, że nie ma wątpliwości, iż oni także wiedzieli o magicznej mocy "chmury".

Wedle podręczników Różokrzyżowców owa "chmura" ma związek z fizyczną manifestacją duszy człowieka, która pod postacią obłoku wolnych elektronów otacza człowieka. Nie odbija ani nie załamuje promieni świetlnych, przez co osoba znajdująca się w jej wnętrzu staje się niewidzialna dla zewnętrznego obserwatora.

Pierwsze wzmianki o stanie niewidzialności u ludzi pojawiły się już przed wiekami. Starożytni czarnoksiężnicy twierdzili, że można się stać niewidzialnym za pomocą ziół i rytuałów. Szamani australijskich Aborygenów czy pierwotnych ludów obu Ameryk również potrafili osiągnąć tego rodzaju stan W Indiach uczniowie radżajogi studiowali, że nadprzyrodzone siły zdobywa się podczas procesu pracy nad sobą, a jeden z mistrzów siddhajogi demonstrował te umiejętności stając się niewidzialnym.

Współcześnie największe zasługi w badaniach nad tego typu zjawiskiem ma, pracująca w USA, Donna Higbee. Od 1994 roku zgromadziła ona tysiące raportów o niewidzialności z Europy, Australii, Portoryko i Brazylii. Jeden z nich pochodził od 37-letniego Petera, z Gloucestershire, w Anglii, któremu dziwne zdarzenie przytrafiła się podczas przyjęcia w 1987 r. W pewnym momencie musiał skorzystać z łazienki i udał się po schodach na piętro podążając za kobietą, która również zmierzała w tym samym kierunku. Kobieta nalegała, żeby pierwszy skorzystał z łazienki. Peter podziękował i wszedł, podczas, gdy dziewczyna czekała przed drzwiami. Mężczyzna po chwili wyszedł na korytarz, zamknął za sobą drzwi i udał się na dół do przyjaciół i zaczął z nim rozmawiać. Ale został kompletnie zignorowany przez towarzystwo. Pomyślał więc, że to głupi żart i odszedł poszukać swojej dziewczyny, by poczęstowała go papierosem. Ale ona także sprawiała wrażenie jakby nikogo nie widziała ani nie słyszała. Peter rozgniewał się, bo dla niego żart jego znajomych sięgał za daleko... Wrócił więc z powrotem na górę, by złapać kobietę, która chciała skorzystać z łazienki i poprosić ją o papierosa. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła Petera nadchodzącego ze strony schodów. Dziewczyna bowiem cały czas czekała aż opuści on łazienkę. Mężczyzna wrócił do znajomych - tym razem wszystko było zwyczajnie a on mógł być widziany i słyszany. Przyjaciele zapytani przez niego, dlaczego kilka minut przedtem całkowicie zignorowali jego osobę, zarzekali się, że wcześniej nie widzieli Petera ani go nie słyszeli.

Jannis z Minneapolis, w stanie Minnesota twierdziła, że incydenty z niewidzialnością zdarzały się jej przez całe dotychczasowe życie. Najdłuższy i najbardziej spektakularny wydarzył się, gdy była nastolatką i z grupą przyjaciół została przyłapana przez policje na włamaniu do ministerialnej składnicy. Wszyscy zostali zabrani na najbliższy posterunek i przesłuchani, z wyjątkiem Jannis. Mimo iż wszyscy znajdowali się w jednym pomieszczeniu żaden z policjantów, strażników i personelu nie zwracał na niej uwagi. Dziewczyna więc nie pytana ani nie zatrzymywana opuściła posterunek.

Donna Higbee opisuje także przypadek Mellanie, gospodyni domowej z Ventura, w stanie Kalifornia. Kobieta stała się niewidzialna, siedząc na sofie w salonie we własnym mieszkaniu. Jej mąż rozpoczął poszukiwania po całym domu, ponieważ nie widział żony. Całe zdarzenie trwało dziesięć minut, zanim kobieta stała się z powrotem widzialna. Zdenerwowany mąż zarzucał żonie, że się przed nim schowała.

Jakkolwiek nieprawdopodobnie brzmią przytoczone historie opisujące zjawisko HSII, bez wątpienia, nadają one nowy sens powiedzeniu "traktować kogoś jak powietrze" Sens dosłowny

Zamiast zakończenia

Tego rodzaju historie zdarzają się równie często, jak przedstawione w tym artykule spotkania z istotami nadprzyrodzonymi czy niewytłumaczalnymi zjawiskami. Nie wszystkie, ale niektóre z nich zdają się być wynikiem nadinterpretacji zdarzeń, które pozbawione rozpoznawalnego, choćby jednego elementu, porządkującego rzeczywistość w racjonalny obraz świata uruchamiają ludzką wyobraźnie. Ale czy to nie zastanawiające, że ludzki umysł skłonny jest bardziej do interpretacji fantastycznej niż realistycznej? Może to wyraz odwiecznego pragnienie człowieka poznania Niepoznanego, dosięgnięcia Tajemnicy w codziennym życiu, w którym wszystko jest tak monotonnie oczywiste i jasne. Kto wie może właśnie duchy są spełnionym marzeniem o przekroczeniu fizycznych granic naszego ziemskiego żywota?

Bohaterem tej opowieści jest badacz zjawisk niewyjaśnionych, Rene Haynes, który zwykł jeździć zimą do pracy i z powrotem autostopem. Początkowo nie zawracał sobie głowy niepokojącym faktem- o ile kierowcy chętnie zabierali go w ciągu dnia, o tyle miewał poważne problemy z powrotem do domu w godzinach wieczornych. Ale gdy w końcu doszło do tego, że musiał godzinę czekać na autobus, ponieważ kierowcy nie dość, że się nie zatrzymywali, to na jego widok jeszcze przyspieszali, zaczął się poważnie zastanawiać. Sprawa wydała się mu tym bardziej dziwna i kompletnie niezrozumiała, że przecież zatrzymywał pojazdy powszechnie przyjętym gestem autostopowiczów. Przy czym wieczorem, by być lepiej widocznym, podświetlał swoją czerwoną rękawicę światłem kieszonkowej latarki.

Po jakimś czasie pewien znajomy spytał go: czy jako badacz niezwykłych zjawisk zechciałby rozpracować tajemnicę czerwonej dłoni straszącej po nocach kierowców?


Źrodła:http://ctn.com.pl/transcomm/trans5.html
http://glosy.filmweb.pl/PressbookView?id=120829&pressbook.id=2505
http://dhost.info/ghostbusters/readarticle.php?article_id=13
http://www.portal.zjawiska.hosted.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=26
http://www.pk.org.pl/ppk/00/ppk.asp?dzial=16&artykul=Telefonica_-_zjawa_technotroniczna
http://storyteller.xz.pl/archiwum/numer02/cth0201.html
http://nnmag.net/bazy/ezp/?do=pokaz&id=1074
http://members.aol.com/Rapunz1/invisibility.html
http://www.discoverychannel.pl/psychic_paranormal/parapsychologia/niewidzialni_ludzie/index.shtml
http://www.gwiazdy.com.pl/05_00/4.htm
Na forum: Podyskutuj o tym artykule


HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2
HO, Publicystyka - Groza poza ekranem. Duchy <br/> cz.2

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -