Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Geografia kina grozy - 6.Francja

Adam Graczyk

Francja na świecie kojarzona jest z żabimi udkami i wykwitną kuchnią, dobrymi winami i szampanem, a także Luwrem i Wieżą Eiffla, a więc umiłowaniem sztuki, rozumianej jako obrazy, czy rzeźby, ale również architektura. Francja to także film, i to w wielu odmianach. Czy szanujący się kinomaniak może nie znać nazwisk tak wybitnych twórców, jak: Jean-Luc Godard, Roger Vadim, Gerard Depardieu, czy Louis de Funes? Wymieniam tylko czterech, przypadkowo wybranych, choć lista zasłużonych jest znacznie dłuższa.

Nowe milenium to okres dla światowego horroru niezwykle udany. Może niekoniecznie obfitujący w całkowicie nowe formy, co we wiele udanych produkcji, pochodzących z Europy, z powodzeniem wykorzystującej „zadyszkę” amerykańskiej kinematografii. Wielka Brytania, Hiszpania, Francja, Włochy i Niemcy miały największy wkład w rozwój europejskiej grozy. Jednakże w XXI wieku tylko w trzech pierwszych wyżej wymienionych państwach pojawiają się głośne produkcje. Wystarczy wspomnieć brytyjskie - „28 dni później” (2002, reż. Danny Boyle) i „Zejście” (2005. reż. Neil Marshall), czy hiszpańskie - „[Rec]” (2007, reż. Jaume Balagueró, Paco Plaza) i „Sierociniec” (2007, reż. Juan Antonio Bayona), pośród wielu innych cieszących się olbrzymim zainteresowaniem widzów na całym świecie. Równie ciekawie prezentują się propozycje francuskich twórców, intrygując różnorodnością, zdobywając, tym samym, widzów o odmiennych zapatrywaniach na grozę. Dla jednych smakowitym kąskiem będzie widowiskowe „Braterstwo wilków” (2001, reż. Christophe Gans), dla innych krwawe i brutalne „Frontier(s)” (2007, reż. Xavier Gens). Poszukiwaczy grozy, z niekoniecznie dynamiczną fabułą, ale za to noszącej znamiona filmu artystycznego, nasyconego świetną muzyką i wspaniałymi pejzażami, usatysfakcjonuje „Głód miłości” (2001, reż. Claire Denis). Powyższe przykłady nie dziwią, ze względu na bogatą tradycję filmu francuskiego sięgającą samych początków kina.


Początek kina, początek grozy - Georges Melis

Pierwsze przymiarki do powstania ruchomego obrazu przypadają na 1886 rok, w którym powstaje aparat skonstruowany przez, urodzonego w Polsce, Ottomara Anschütza. Sześć lat później, Thomas Edison prezentuje kinetoskop. Jednak prawdziwa historia kina rozpoczyna się w 1895 roku dzięki braciom Auguste i Louis Lumiere oraz ich wynalazkowi – kinematografowi. W tymże roku, 28 grudnia, wyświetlają w paryskim Salonie Indyjskim Grand Cafe dwuminutowy film - „Wyjście robotnic z fabryki w Lyonie”. Urządzenie szybko zyskuje dużą rzeszę zwolenników, zarówno wśród twórców, jak również zafascynowanych nowym medium widzów. Należy wspomnieć, że pierwsze filmy właściwie nie posiadały fabuły, złożone zazwyczaj z pojedynczych scen, często „podglądających” różnorakie wydarzenia lub bardzo prostych inscenizacji.

Do 1914 roku Francja była największym producentem kinowym, później pałeczkę przejęli Amerykanie. W początkowym okresie najbardziej do rozwoju kina przyczynił się Georges Melies, którego można uważać za praojca nie tylko fabuły, ale także filmów sci-fi, horrorów oraz efektów specjalnych, czy też obrazu kolorowego. W 1895 roku Melies jest jednym z widzów pokazu braci Lumiere. Zafascynowany nową formą wyrazu, porzuca swój dotychczasowy zawód iluzjonisty dla filmu. Do 1912 roku tworzy, przeszło pięćset obrazów, o różnej tematyce, oprócz wspomnianej już wyżej fantastyce i grozie kręci również m.in. komedie oraz tzw. niebieskie filmy, czyli bardzo wczesną formę pornografii. Za przykład niech posłuży „Dama w kąpieli”, ukazująca kobietę ubraną w bieliznę, wychodzą z wody, ubierającą się w duży ręcznik. W tamtym okresie była to niezwykle odważna scena, uchodząca za nieprzyzwoitą. Jego najbardziej znanym filmem to „Podróż na księżyc”, z 1902 roku, złożony z 35 scen, trwający aż 15 minut. Obraz jest ekranizacją dwóch powieści Juliusza Verne`a „Podróż na księżyc” i H.G.Wellsa „Pierwsi ludzie na księżycu”. Melies tworzy również pierwszy horror - „Diabelski zamek”, z 1896 roku. Dwuminutowy obraz przedstawia nietoperza, który przeistacza się w Mefistofelesa. Ten wyczarowuje kobietę oraz różne przerażające stworzenia. Jedno z nich za pomocą krzyża usiłuje go przegnać. Rok później reżyser kręci kontynuację „Laboratorium Mefistofelesa”. Spod jego ręki wychodzi jeszcze wiele horrorów. Niestety znaczna część jego dzieł przepadła.

Okres międzywojenny przynosi rozkwit kina grozy. Na świecie powstaje wiele obrazów uznawanych dzisiaj za klasykę. Spośród wielu warto wspomnieć o „Gabinecie doktora Caligari” (1919, reż. Robert Wiene), „Nosferatu – symfonia grozy” (1922, Friedrich Wilhelm Murnau), “Dracula” (1931, Tod Browning), “Frankenstein” (1931, James Whale). Swoją wielką karierę rozpoczyna Fritz Lang. Francja traci, na rzecz USA, pozycję kinowego dominanta. Nie oznacza to, że nie powstają nowe produkcje. W 1914 roku, wraz z premierą „Barwnego rytmu” (reż. Leopolda Survage), nad Sekwaną rodzi się nowy nurt w kinematografii – awangarda filmowa, który częściowo rozpowszechnia się również w innych państwach. Jej rozkwit przypada na lata dwudzieste ubiegłego wieku. We Francji, awangardowi twórcy są motorem napędowym nowego kina, które odrzucało tradycjonalizm i teatralność, nastawione przede wszystkim na eksperyment. Jednym z najsłynniejszych dzieł tego okresu, zarazem zaliczanym dzisiaj do grozy, jest debiut hiszpańskiego reżysera, Luisa Bunuela z 1929 roku, „Pies Andaluzyjski”. Obraz składa się z luźnych, surrealistycznych scenek, których ogniwem łączącym są mężczyzna i kobieta. W filmie można doszukać się symboli, a przede wszystkim elementów szokowania widza. Przyczyniają się do tego różnorakie sceny, m.in. odciętej ręki, z której wychodzą mrówki, rozkładających się padliny osłów, umieszczonej wewnątrz dwóch fortepianów, a przede wszystkim słynnej sceny z okiem przecinanym brzytwą. Dzięki nim „Pies Andaluzyjski” zyskał miano pierwszego filmu, zawierającego sceny gore.

Luis Bunuel nie był jedynym awangardowym twórcą, który przed II Wojną Światową zajmował się również grozą. W 1912 roku Abel Gance reżyseruje „Maskę grozy”, której bohaterem jest szalony rzeźbiarz, pragnący zaobserwować własną twarz – maskę grozy, ogarniętą przez ekstremalny ból. Mężczyzna rozsmarowuje na sobie krew, po czym połyka silną truciznę i obserwuje swoją twarz w lustrze. Dwanaście lat później powstaje „Nawiedzony dom”. Główny bohater przyjmuje zakład, zgodnie z którym ma znajdować się przez godzinę, do północy w nawiedzonym domu. Mężczyzna już od samego początku doświadcza dziwnych wizji.

Jednak prawdziwą sławę przynosi Gance'owi antywojenny „Oskarżam” z 1919 roku oraz jego kontynuacja, będą częściowo remake'm, o tym samym tytule z 1938 roku. Część pierwsza przedstawia historię trójkąta miłosnego. Mąż i jego przyjaciel, zarazem kochanek jego żony walczą na wojnie w tych samych okopach. Małżonek ginie, a jego rywal wraca do domu potwornie okaleczony. Niedługo później również umiera. Warto wspomnieć, iż film zawiera sekwencję marszu żywych trupów. Część z 1938 roku przestrzegała przed nadejściem kolejnej wojny, co jak dzisiaj wiemy, miało miejsce. Jean Diaz (bohater z części pierwszej) konstruuje maszynę, mającą zapobiec nadejściu II Wojny Światowej. Jednak rząd nie dopuszcza jego odkrycia. Zrozpaczony mężczyzna w geście protestu wzywa na pomoc umarłych. W obydwu filmach obecne są sekwencje, w których widać pochód żywych trupów. Co czyni zwłaszcza, część pierwszą jednym z prekursorów kina z zombie w roli głównej, mimo iż za pierwszy film tego typu uważa się powstały w 1932 roku w Ameryce „White Zombie” w reżyserii Victora Halperina.

Okres II Wojny Światowej przynosi wielkie zmiany na światowej mapie filmowej. Obrazy pokazywane w kinach mają przede wszystkim charakter propagandowy. Po kapitulacji Francji w 1940 roku z kraju emigruje wielu reżyserów. Należy pamiętać, że w tym kraju przemysł filmowy był rozwinięty najlepiej w Europie, i nadal istniał. Twórcy skupiali się jednak przede wszystkim na produkcjach kryminalnych, uciekając jak najdalej od polityki. Nie oznacza to, iż nie powstawały również horrory. W 1943 ukazuje się „Carnival of Sinners” w reżyserii Maurice'a Tourneura. Obraz opowiada historię kiepskiego malarza, który otrzymuje tajemniczy talizman, dający mu powodzenie w miłości, sławę i zdrowie. Po roku zjawia się diabeł, domagając się zapłaty. Film zasługuję na uwagę dzięki świetnie wytworzonej atmosferze grozy.

Wybitne dzieła literackie przeniesione na ekran

Inspiracja to dla artystów zazwyczaj jeden z najważniejszych elementów ich dzieła. Dotyczy to również filmu. Ze znalezieniem natchnienia twórcy borykają się od samego początku istnienia kina. Często ważnym źródłem bywała literatura. Wystarczy wspomnieć „Frankensteina” Mary Shelley, z 1818 roku, który doczekał się już dziesiątek ekranizacji, czy „Draculę” Briana Stokera, z 1897 roku, przenoszonego na celuloidową taśmę niezliczoną ilość razy, ale również będącego przyczynkiem do powstania kina wampirycznego. Od lat dwudziestych do sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, wielu francuskich twórców sięgało po uznane pozycje literackie, wybitnych pisarzy takich jak Edgar Allan Poe, czy Victora Hugo.

Motorem napędowym horroru francuskiego od lat dwudziestych byli twórcy awangardowi, z drugiej strony powstawały produkcje, przenoszące na ekran wybitne dzieła literackie. W 1928 roku powstaje jedna z wielokrotnie przenoszonych na ekran adaptacji opowiadania Edgara Allana Poe – „Upadek domu Usherów”. Warto wspomnieć, że w tym roku powstała również wersja amerykańska. We Francji na fotelu reżysera zasiadł, urodzony w Warszawie, Jean Epstein – jeden ze wspominanej już wyżej francuskiej awangardy filmowej, słynący m.in. z eksperymentalnego dramatu - „Lustro o trzech twarzach”. Jego wersja opowiadania Poe'ego nie odbiega zbytnio od oryginalnej fabuły. Nie oznacza to, że nie ma znaczących różnic. W literackim pierwowzorze Roderick i Madeleine są rodzeństwem, we filmie małżeństwem. W klaustrofobiczną, zarazem poetycką i gotycką atmosferę, wkrada się symbolizm, dosyć charakterystyczny dla francuskiego reżysera. Jego dzieło to również liczne eksperymenty ze zmiennym oświetleniem, zamazywanymi i zwalnianymi zdjęciami. Niewątpliwie jest to jedna z ciekawszych wersji „Upadku domu Usherów”.

W 1946 roku powstaje, osnuta na francuskiej baśni ludowej, spisanej przez Jeanne-Marie Leprince de Beaumonta, „Piękna i bestia”, wyreżyserowana przez Jeana Cocteau, jednego z najbardziej wpływowych artystów pierwszej połowy dwudziestego wieku. Twórca zajmował się nie tylko filmem, był również mi.n. poetą, malarzem, prozaikiem, przez niektórych uznany także za jednego z prekursorów tzw. nowej fali. Jego szczytowym osiągnięciem była „trylogia orficka”, na którą składa się „Śmierć poety”, „Orfeusz” (nagrodzony na festiwalach w Cannes oraz Wenecji), oraz „Testament Orfeusza”. „Piękna i bestia” w jego wersji, to opowieść pełna poetyki i mroku, przepełniona wspaniałymi obrazami, nierzadko dalekimi od rzeczywistości.

„Testament doktora Cordeliera” to obraz z 1959 roku, w reżyserii Jeana Renoira, oparty na opowiadaniu Roberta Louisa Stevensona, pod tytułem „Doktor Jekyll i pan Hyde”. Utwór literacki doczekał się wielu ekranizacji, którego motyw człowieka o dwóch twarzach jest wielokrotnie wykorzystywany, nie tylko zresztą przez twórców filmowych. Czarno-biały film Renoira zasługuje na uwagę nie tylko dzięki wspaniałej kreacji głównego bohatera, odtwarzanego przez Jean-Louis Barraulta, ale przede wszystkim dzięki wspaniałym zdjęciom, sprawnie przeprowadzonej fabule. Obraz zaskakuje również dynamizmem przemiany tytułowego bohatera i jego brutalnością, jako Pana Hyde'a względem swoich ofiar.

Horrory będące adaptacją uznanych, literackich klasyków oczywiście są tworzone po dzisiaj, nie tylko we Francji. Jednak data, koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, zamykająca ten okres ma wymiar szczególny. W pierwszym okresie były to filmy nieme, później nastąpiło ich udźwiękowienie. Jednak tak naprawdę pomimo rozwoju technicznego kina, często odmiennych sposobów ekspresji, od w miarę dokładnego przeniesienia na ekran literackiego pierwowzoru, aż po awangardową ekstrawagancję, horror, jak również pozostałe kino było naznaczone normami moralnymi i estetyką przedwojenną. Wyraźne zmiany rozpoczęły się dopiero w drugiej połowie XX wieku.

Inowacje – nowa fala

Wraz z końcem drugiej wojny światowej, świat uległ przeobrażeniu. Zmieniło się podejście człowieka do drugiego człowieka, nastał okres zmian obyczajowych i kulturowych, zmian w sztuce, zmian w kinie, również w filmowej grozie. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych powstają obrazy, uznane dzisiaj za klasykę grozy, które w większości wypadków zostały ponownie nakręcone w znacznie późniejszych latach. Do najznamienitszych należą: „Godzilla” (1954, reż. Ishihiro Honda), dająca podwaliny pod dzisiejsze monster movies, choć należy pamiętać, że japoński film nie był pierwszy. Znacznie wcześniej bowiem widzowie ujrzeli, w 1933 roku, „King Konga”. Zainteresowanie budzi groza z kosmosu - „Blob, zabójca z kosmosu” (1958, reż. Irvin S. Yeaworth Jr.). Alfred Hitchcock tworzy prekursorską dla slashera, „Psychozę”, w 1960 roku. Nieco wcześniej powstaje „Mucha” (1958, reż. Kurt Neumann), znana dzisiaj przede wszystkim dzięki remake'owi Davida Cronenberga, z 1986 roku.

Na tym tle Francja nie wygląda zbyt imponująco. W tym okresie do głosu dochodzi nowe pokolenie twórców, tzw. nowa fala. Młodzi reżyserzy, często rekrutujący się spośród dokumentalistów, odrzucają ograniczenia poprzedniego okresu, nadmiar artyzmu, przystosowując kino do zmieniających się norm etycznych. Jednym z takich twórców był Georges Franju. Reżyser pierwszy raz zasłynął dzięki dokumentowi nakręconemu w paryskiej rzeźni. Do historii horroru przeszedł dzięki „Oczom bez twarzy”, z 1960 roku. Film opowiada historię o szanowanym chirurgu, który pewnego dnia, podczas brawurowej jazdy, traci panowanie nad kierownicą. Niestety pasażerką jest jego córka, której twarz wskutek wypadku, ulega oszpeceniu. Lekarz postanawia dokonać transplantacji. Niestety kolejne operacje się nie udają. Obraz urzeka swoistą poetycką grozą i odważnymi, bardzo drastycznymi, jak na owe czasy, scenami. To tylko część atutów obrazu. Warto również zwrócić uwagę na odpowiedni dobór obsady aktorskiej i wspaniałe zdjęcia. „Oczy bez twarzy” podejmuje problematykę etyczną, z którą zmierzył się lekarz. O filmie można również powiedzieć, że jest swego rodzaju reinterpretacją „Frankensteina”.

„Psychoza” i wiele innych dzieł Alfreda Hitchcocka do dzisiaj budzi uznanie widowni oraz krytyki, ale nie tylko. Z jego twórczości, z większym lub mniejszym powodzeniem, korzystało wielu twórców. Do najznamienitszych zalicza się Brian de Palma, którego liczne obrazy z lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych były, w najlepszym tego słowa znaczeniu, wyraźnie inspirowane dziełami brytyjskiego mistrza. Jako ciekawostkę warto przytoczyć, że mistrz suspensu długo nie był doceniany przez krytyków. Pod koniec lat pięćdziesiątych sytuacja się zmieniła, za sprawą wywiadu rzeki, udzielonego również szerzej wtedy nieznanemu Francoisowi Truffautowi. Dla obydwu panów był to kamień milowy w ich karierze. Francuz, później uznany zostaje za jednego z pionierów „nowej fali”, debiutując w 1959 roku obrazem,"400 batów", a jednym z jego wielu wybitnych dokonań jest, nakręcona w 1968 roku, „Panna młoda w żałobie”. Później reżyser staje się jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie francuskich twórców. Bohaterką filmu jest młoda kobieta, której mąż został zastrzelony podczas ślubu. Niewiasta nie wie jednak, kto zabił jej męża. Podejrzenia padają na pięciu mężczyzn, za którymi się udaje, i których po kolei zabija. Obraz niewątpliwie powinien zachwycić fanów Alfreda Hitchcocka. Pokaźna dawka suspensu, świetne kreacje aktorskie i ciekawie zarysowany motyw zemsty, niewątpliwie zachwyci nawet wybrednego widza.

Jean Rollin to postać na mapie francuskiej grozy niezwykła. Jego pełnometrażowy debiut „Le Viol Du Vampire” (1967) uznawany jest za narodziny francuskiego kina wampirycznego (za prekursora wampirycznego horroru lesbijskiego uważa się Rogera Vadima i jego „I umrzeć z rozkoszy” z 1960 r.) Bohaterami filmu jest trzech młodych Paryżan, którzy wybierają się na wieś. Tam poznają historię opowiadającą o wampirzycach zamieszkałych na zamku. Mężczyźni starają się przekonać zamieszkujące tam cztery kobiety, że nie są dwustuletnimi wampirzycami. W późniejszym okresie reżyser kręci jeszcze wiele filmów o tej tematyce. Za przykład może posłużyć nakręcony cztery lata po debiucie „Le Frisson des vampires”. Młode małżeństwo, które trafia do zamku pełnego wampirów. Krwiopijcy mają względem nich własne plany, niepolegające tylko na pozbawieniu ich posoki. Rollin nie zajmuje się jednak tylko wampirami, często bohaterowie jego filmów spotyka zagrożenie ze strony żywych trupów. Dobrym przykładem, choć nie najbardziej chlubnym, w przekroju jego kariery, jest „Jezioro żywych trupów” (1980). W trakcie wojny, w nieopodal położonej, małej, francuskiej wiosce dochodzi do masakry niemieckich żołnierzy, których pochowano w pobliskim jeziorze. Po wojnie trupy Nazistów powstają, poszukując zemsty. Reżyser nakręcił w sumie blisko pięćdziesiąt filmów, poruszając się nie tylko po wspomnianych tematykach, lecz również po kinie erotycznym (np. „Emanuelle 6”). Właściwie cała twórczość reżysera to erotyczne widowiska. Filmy Rollina odznaczają się w większości wypadków słabym aktorstwem, kiepskimi dialogami, scenariuszami pełnymi „dziur” i sporą dawką erotyzmu. Dlatego znajdują uznanie tylko nielicznych, dla których reżyser zyskał miano kultowego. Przyczynia się do tego przede wszystkim oprawa wizualna wypełniona nie tylko pięknymi, kobiecymi ciałami, ale również pewną dawką surrealizmu oraz często świetnie wybranymi lokacjami, wśród których dominują stare zamczyska.

Lata siedemdziesiąte przynoszą kino, nie tylko obficie ozdobione kobiecymi kształtami, ale również związanymi z tym rytuałami satanistycznymi, wypełnione elementami kina eksploatacji. Tego typu produkcje obecne są w Meksyku jak również w Europie. Przede wszystkim we Włoszech i Hiszpanii. Choć nie brakuje tego typu produkcji również we Francji. W 1971 roku przedstawicielem tego rodzaju filmów jest „Nie wybawiaj nas od złego” (reż. Joel Seria). Dwie nastolatki, sąsiadki, najlepsze przyjaciółki uczęszczają do szkoły katolickiej. Dziewczęta fascynuje satanizm i związane z nim rytuały. Podczas wakacji, gdy nieobecni są ich rodzice, badają granicę własnej seksualności, uwodzą niedorozwiniętego umysłowo służącego. Jednak to niejedyna ofiara młodych kobiet. Obraz zasługuje na uwagę, przede wszystkim dzięki przyzwoitemu scenariuszowi, który dobrze prezentuje, stopniowe zapadanie się w moralne zepsucie przyjaciółek. Widoczny jest również aspekt społeczny i etyczny.

Podobną tematykę podejmuje, wyprodukowany w tym samym roku, „Girl Slaves Morgana Lefay”, w reżyserii Bruno Gantillona. W tym wypadku jednak dwie główne bohaterki nie są agresorami, a ofiarami tajemniczego kultu lesbijskich wiedźm. W odróżnieniu od poprzednika film zachwyca przede wszystkim kobiecymi ciałami, wspaniałymi lokacjami i gotyckim klimatem. Niestety to jedyne atuty filmu, o niezbyt rozbudowanym i nieco nużącym scenariuszu.

Wraz z nadejściem lat osiemdziesiątych w europejskiej grozie następuje załamanie. W tamtym okresie na świecie wyraźnie dominuje USA. Na naszym kontynencie powstają nieliczne ciekawe produkcje. Zaledwie kilka z nich można znaleźć w Wielkiej Brytanii, a Francja i Hiszpania przeżywa wyraźną zapaść. Choć ciągle aktywni są przecież Jean Rollin oraz Jesus Franco i Paul Naschy na Półwyspie Iberyjskim. Jednak nie można powiedzieć, aby tworzyli nową jakość, coś, czego nie zaprezentowali już wcześniej. Włochy są jedynym europejskim państwem, które daje odpór amerykańskim produkcjom. Przecież wtedy w znakomitej formie był jeszcze Dario Argento. Również na te lata przypada większa część aktywności Michele Soaviego. Wielka Brytania, Hiszpania i Francja obudzi się z letargu dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

Polacy we Francji

Polska wyzwala się z komunistycznej dominacji w 1989 roku. Wcześniej wielu twórców, z różnych powodów, niemogących realizować swoich artystycznych ambicji emigruje na Zachód. Z Francją część swojego życia związali tak wybitni twórcy, jak Roman Polański i Andrzej Żuławski. Nie należy zapominać również o mniej znanym, ale za to bardzo kreatywnym Walerianie Borowczyku.

Roman Polański to niewątpliwie jeden z najbardziej identyfikowalnych polskich reżyserów, i to nie tylko za sprawą morderstwa jego żony przez sektę Charlesa Mansona, czy też skandalowi seksualnemu, ale przede wszystkim twórczości, na którą składają się „Nieustraszeni pogromcy wampirów” (1967), „Dziecko Rosemary” (1968), „Frantic” (1988), czy „Pianista” (2002), a w jego obrazach grają uznani aktorzy, tacy jak chociażby Cathrine Deneuve i Harrison Ford. Wiele jego dzieł wyprodukowano we Francji jak choćby dwa ostatnie z wymienionych. To oczywiście tylko przykłady z jego bogatej filmografii. W kraju smakoszy ślimaków nakręcił również horror, zaliczany do jednych z jego największych osiągnięć.

Bohaterem, powstałego w 1976 roku, „Lokatora” jest młody Paryżanin polskiego pochodzenia. Mężczyzna wynajmuje mieszkanie w kamienicy, w którym poprzednia właścicielka popełniła samobójstwo. Nowy lokator podejrzewa, że sąsiedzi spiskują przeciwko niemu. Stopniowo popada w obłęd, identyfikując się z poprzedniczką, nawet przebierając się w jej ubrania. Trudno odnaleźć istotne wady „Lokatora”. W filmie reżyser znakomicie przedstawił nastrój osaczenia i człowieka oddalającego się od rzeczywistości. Równie wielkimi atutami są podkreślające fabułę muzyka i zdjęcia oraz obsada aktorska. W roli głównej wystąpił sam Polański, partnerowała mu Isabelle Adjani.

Wprawdzie nie tak płodnym i rozpoznawalnym, ale również cieszącym się na świecie uznaniem jest Andrzej Żuławski. Reżyser zmuszony do emigracji w połowie lat siedemdziesiątych, doprowadzony do skraju wytrzymałości psychicznej, poniekąd w ramach terapii tworzy w zaledwie dziesięć dni scenariusz, zrealizowanego w 1981 roku, „Opętania”. Mark, po dłuższej nieobecności, powraca do Berlina i swojej rodziny. Mężczyzna uświadamia sobie, że jego żona przeżywa załamanie psychiczne. Kobieta wkrótce odchodzi od niego i ich synka. Mark dowiaduje się również, że go zdradzała. Wynajmuje detektywa, który ma ją śledzić. Mężczyzna odkryje zupełnie nie to, czego się spodziewał. Opis sugeruje fabułę portretującą klasyczny trójkąt miłosny. Jednak każdy, kto zapoznał się z twórczością reżysera „Diabła”, ten wie, że otrzyma obraz przepełniony seksem, scenami gore, surrealizmem. „Opętanie” to film o mrocznym klimacie, wypełniony nierealistycznymi scenami. Na uwagę zasługują wspaniała gra Sama Neila i Isabelle Adjani.

Walerian Borowczyk to jeden z najciekawszych polskich twórców ubiegłego wieku. Jego zasług nie sposób nie doceniać, choć niestety znane są tylko nielicznej, współczesnej, polskiej widowni. Artysta, który zamieszkał w Paryżu w 1959 roku, zasłynął jako jeden ze współtwórców polskiej szkoły plakatu. Panuje powszechne przekonanie, że jego współpraca z Janem Lenicą zmieniła oblicze polskiej animacji, kierując ją w stronę sztuki wyższej. W późnych latach sześćdziesiątych tworzy pierwsze filmy krótkometrażowe, takie jak np. „Dyptyk”, z 1967. Rok później debiutuje pełnometrażowym „Goto wyspa miłości”. Prawdziwy sukces nadchodzi w latach siedemdziesiątych, w których kręci m.in. „Opowieści niemoralne” (1974), zawierające cztery historie o kobietach. Skandalizujący, jak na owe czasy, obraz zawiera bardzo śmiałe i wyuzdane sceny erotyczne, przez pewien czas był nawet zakazany we Francji. „Dzieje grzechu” to wierna adaptacja powieści Stefana Żeromskiego. Jednym z najważniejszych filmów tego okresu jest „Bestia” (1975), luźno nawiązująca do baśni „Piękna i bestia”. Bohaterką obrazu jest młoda Amerykanka, która wyszła za mąż za arystokratę upadającego rodu. Kobietę nawiedza bestia o nieposkromionym apetycie seksualnym. Horror, podobnie jak inne filmy reżysera z tego okresu, przepełniony jest nie tylko śmiałą nagością, ale również zawiera sporą dawkę surrealizmu i groteski, podstawowych atutów twórczości Borowczyka. W dziełach z tego okresu reżyser stawia na silne epatowanie obrazem, a nie warstwą psychologiczną bohaterów, i swoistą poetykę absurdu. W późniejszym okresie artysta zatraca część z wymienionych atutów, tworząc filmy w znacznej mierze pozbawione znamion sztuki wyższej. Nie oznacza to, że jego kariera się kończy. W 1977 roku, we Włoszech wyprodukował „Za murami klasztoru” wpisując się w nurt zakonnej eksploatacji, jednak bardziej nastawionej na seksualny skandal, niż satanistyczny obrządek. Na początku lat osiemdziesiątych kręci „Krew doktora Jekylla” na motywach powieści Roberta Louisa Stevensona. Wersja Borowczyka znacznie odbiega od literackiego oryginału, przedstawiając wydarzenia, toczące się w trakcie imprezy zaręczynowej Jekylla, podczas której następuje seria tajemniczych morderstw. Podobnie jak w innych obrazach reżysera film przesycony jest odważną erotyką, nie brak również scen krwawych. Niewątpliwymi atutami jest nieco gotycka i mroczna atmosfera oraz Udo Kier w roli tytułowej. Dzięki filmom z lat siedemdziesiątych reżyser jest dzisiaj uznawany za pioniera artystycznego kina absurdu i artystycznych filmów erotycznych. W swojej twórczości Borowczyk sięgał początków kinematografii, inspirując się Georges'm Meliesem oraz awangardą lat dwudziestych. Sam również był źródłem inspiracji dla wielu artystów, pośród których znajdują się m.in. Terry Gilliam, Peter Greeneway, czy Bracia Quay.

Współczesny horror francuski

Lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku przynoszą zadyszkę amerykańskiej kinematografii. To właśnie wtedy Hollywood stopniowo zatraca się w filmowej mieliźnie. Kondycja kina europejskiego, czy azjatyckiego już od dawna była niezła. Jednak w przypadku grozy właśnie w tym okresie w Europie (Wielka Brytania, Hiszpania, Francja) powoli następowało odrodzenie. Związane to było z kilkoma czynnikami. Z jednej strony widownia przyzwyczajona już do olbrzymiej dawki brutalności, dzięki amerykańskim slasherom, a zarazem znudzona tamtejszymi produkcjami, poszukiwała nowych wrażeń w Europie czy Azji. Na Starym Kontynencie zaczęły pojawiać się nowe twarze. Niemały wpływ miał też postęp technologiczny, który znacznie zmniejszył nakłady, potrzebne do wyprodukowania efektów specjalnych.

Ostatnia dekada dwudziestego wieku przyniosła wprawdzie zaledwie kilka interesujących produkcji francuskiej grozy. Już na samym jej początku w 1990 roku, Alain Robak kręci „Baby Blood”. Fabuła opisuje historię młodej, ciężarnej kobiety, żony okrutnego właściciela cyrku. Któregoś dnia w jej macicy zagnieżdża się dziwny stwór, przekształcając jej nienarodzone dziecko w żądne krwi monstrum. Cyrkowcy przemieszczają się z miasta do miasta, a ciężarna spełnia krwawe zachcianki, znajdującego się w jej brzuchu płodu. Obraz jest dobrym przykładem budzącego się do życia, we Francji, krwawego horroru, z kilkoma ciekawymi scenami gore. Choć ze względu na znaczną dawkę humoru, którego podstawą są między innymi dialogi kobiety z jej nienarodzonym „dzieckiem”, bliżej „Baby Blood” do początków twórczości Petera Jacksona, niż brutalnych, obfitujących w posokę francuskich produkcji nowego milenium, w stylu „Frontier(s)”. Sporym atutem jest również odtwórczyni głównej roli Emmanuelle Escourrou, która zagrała również w kontynuacji z 2008 roku - „Lady Blood”.

Marc Caro i Jean-Pierre Jeunet już od końca lat siedemdziesiątych, przez całe lata osiemdziesiąte kręcą animacje i krótką formę, skierowaną w stronę awangardy i surrealizmu. Jednak dopiero w 1991 roku debiutują na dużym ekranie, głośnymi uważanymi obecnie przez wielu za kultowe „Delikatesami”. W niedalekiej przyszłości, w postapokaliptycznym świecie, do kamienicy wprowadza się młody człowiek, zatrudniony jako dozorca. W ogarniętym wojnami świecie panuje permanentny brak pożywienia. Mieszkańcami kamienicy opiekuje się rzeźnik, troszcząc się o ich żołądki. Skąd bierze mięso? Ze świni? Z konia? Nie. Najlepszym jego źródłem jest człowiek. Taki też cel przyświecał rzeźnikowi, zatrudniającemu nowego dozorcę. Obraz reżyserskiego duetu to połączenie czarnej komedii z surrealizmem. Ciekawa fabuła jest świetnie podkreślona zarówno przez muzykę, jak zdjęcia.

Lata dziewięćdziesiąte przynoszą również szereg innych mniej znaczących produkcji, pośród których warto wymienić „Parano” z 1994 roku. Ciągle horrorowe poletko uprawia niestrudzony Jean Rollin. Prawdziwa eksplozja grozy nadchodzi w nowym milenium. Jednak za nim to nastąpiło, w 1997 roku powstaje „Zabójca” Mathieu Kassovitza. Obraz przedstawia historię odchodzącego na emeryturę płatnego zabójcy. Siedemdziesięcioletni mężczyzna postanawia znaleźć następcę. Wybór pada na przypadkowo poznanego dwudziestoparolatka. Gdy ten nie spełnia oczekiwań, zostaje zabity. Kolejna próba znalezienie sukcesora jest bardziej udana. Wybrankiem jest zaledwie czternastoletni złodziejaszek. „Zabójca” to dramat, którego nie sposób zaliczyć do kina grozy, ukazuje on jednak wyzwanie dla norm moralnych widza, poszukującego dobrych cech w człowieku i motywacjach nim kierujących. Film, obok powstałego pięć lat później „Nieodwracalne” (2002, reż. Gaspar Noe), wyznacza, a raczej zaciera pewną granicę, okrucieństwa, którą można pokazać na ekranie, nie tylko w całej krasie, ale również w brutalnej dosadności. Mathieu Kassovitz zapewne znany jest polskiemu widzowi z licznych ról aktorskich. Zagrał m.in. w „Amelii” (2001, reż. Jean-Pierre Jeunet) i „Monachium” (2005, reż. Steven Spielberg). W USA wyreżyserował również dwa głośne filmy - „Gothika” (2003) oraz „Babylon A.D.” (2008). „Zabójca” i „Nieodwracalne” zapewne wpłynęły na wielu twórców francuskiej grozy, choć nie należy nie doceniać tego, że znaczna część z nich wychowała się również na amerykańskich produkcjach lat siedemdziesiątych, takich jak „Teksańska masakra piłą mechaniczną”.

W nowym milenium wyraźnie widać, że trend kina, które przekracza kolejne granice, pokazuje przemoc mocno zarysowaną, nawiązując jednocześnie do najlepszych tradycji amerykańskiego slashera. Dobrym przykładem jest „Blady strach”, jednego z najbardziej utalentowanych i znanych francuskich twórców - Alexandre Aja. Historia jest stosunkowo banalna i mało odkrywcza. Dwie przyjaciółki wyruszają na wieś, do domu rodziców jednej z nich. Na miejsce docierają szczęśliwie, jednak w nocy gospodarze zostają zabici, a jedna z dziewcząt uprowadzona. Rozpoczyna się walka o przeżycie i uwolnienie przyjaciółki. Horror zyskał sobie dużą grupę zwolenników, dzięki świetnemu mrocznemu klimatowi, dobremu rzemiosłu i bardzo ciekawemu zakończeniu. W filmie nie brak również znacznej ilości krwi.

Alexandre Aja nie jest jedynym twórcą wpisującym się w ten nurt. Pośród kilku ciekawych pozycji można wymienić Xaviera Gensa i jego, pochodzący z 2007 roku, „Frontier(s)”. Fabuła jest równie nieskomplikowana, jak w „Bladym strachu”. Grupa młodych ludzi wyjeżdża różnymi samochodami z Paryża razem ze zrabowanymi pieniędzmi. Po drodze muszą się rozdzielić. Postanawiają spotkać się w motelu, gdzieś na wsi. Pech chce, że jego gospodarze wcale nie mają dobrych intencji względem gości. Rozpoczyna się bardzo krwawa walka o przetrwanie. Do jego niewątpliwych atutów należy świetnie poprowadzona akcja i dobra gra aktorska. Fabuła wciąga niesamowitą atmosferą ciągłego zagrożenia.

Bardzo interesującym obrazem jest film Mariny de Van „Dans Ma Peau” z 2002 r. Młoda reżyserka, która napisała scenariusz i zagrała główną rolę przedstawia historię Esther –typowej bussineswoman, z oddaniem poświęcającej się karierze, która na skutek przypadkowego skaleczenie uświadamia sobie, że nie czuje bólu. Wkrótce bohaterkę ogarnia dziwna obsesja na punkcie samookaleczenia, a w końcu autokanibalizmu. Przypominający bardziej dramat psychologiczny niż horror film korzysta jednak mądrze z poetyki szoku. Sceny, w których pogrążająca się w coraz większym szaleństwie Ester, konsumuje fragmenty własnego ciała, są trudne do zniesienia nawet dla obytego z makabrą widza. Wartość „Dans Ma Peau” wynika jednak z przejmującej gry De Van w roli głównej, oryginalnej fabuły oraz interesująco nakreślonego tła społecznego.

Ambitną, choć nie tak jak obraz Mariny de Van, pozycją jest niewątpliwie „Inside” (2007, reż. Alexandre Bustillo, Julien Maury). Film rozpoczyna się wypadkiem, w którym ginie mąż ciężarnej kobiety. Przyszła matka stara się otrząsnąć z bólu, po stracie ukochanego, jest apatyczna, rzadko opuszcza dom. Któregoś dnia spostrzega, że jest obserwowana przez tajemniczą kobietę. Sprawę zgłasza policji, jednak nie otrzymuje pomocy. Kolejnej nocy do domu włamuje się intruz. Podobnie jak w we wspomnianych wcześniej filmach, chodzi o przeżycie. Warto nadmienić, że we wcześniejszych horrorach sceneria zmieniała się stosunkowo dynamicznie. W tym wypadku cała akcja dzieje się w domu głównej bohaterki. Mimo tego jego twórcom udaje się zbudować bardzo wciągającą, mroczną fabułę. Nie brakuje również elementów psychologicznych, czyli nie tylko przemocy fizycznej (bardzo krwawej), ale równie mocno został nakreślony terror psychiczny.

Wszystkie trzy wymienione wyżej pozycje niewątpliwie zaliczają się do kina bardzo krwawego i brutalnego, i co należy podkreślić, ze świetnie wykonanymi efektami specjalnymi (gore). Jednak Francuzi potrafią kręcić nie tylko filmy zainspirowane amerykańskim slasherem. W zalewie nowych produkcji można znaleźć również żywe trupy. Jednak „Les Revenants” (2004) Robina Campillo nie przypomina typowych produkcji tego typu. Do pewnej małej wioski przybywa kilkanaście tysięcy żywych trupów, które nie chcą zasmakować mózgów jego mieszkańców, czy zagrozić im w jakikolwiek sposób. Chcą po prostu wrócić do życia, chcą się zintegrować z tubylcami. Czy taka historia potrafi zainteresować? Nie należy się jednak nastawiać na krwawą łaźnię, raczej na film o filozoficznej wymowie.

Nowe tysiąclecie, za sprawą „Ringu” Hideo Nakaty, przyniosło olbrzymią popularność azjatyckich zjaw. Być może dzięki temu twórcy europejscy przypomnieli sobie również o własnej spuściźnie. „Szepty w Mroku” (2004, reż. Pascal Laugier) to historia młodej dziewczyny, która przybywa do starego sierocińca przygotowywanego do ewakuacji. Powodem jest wiek budynku, który dłużej już nie nadawał się do użytkowania. Jedna z młodych pensjonariuszek ostrzega nowoprzybyłą przed „strasznymi dziećmi”. Okazuje się, że to nie tylko wybujała wyobraźnia dziecka. Horror zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na świetny mroczny klimat. Duże wrażenie robią zwłaszcza nocne sceny, w których nie zapomniano o sprawdzonych patentach na straszenie. To nie tylko tajemnicze postacie, ale i atuty starych budynków, takie jak skrzypiące schody, czy sama lokacja. To wszystko dodatkowo podkreślone świetną muzyką.

Na widowiskowość, wartką akcję, a nawet dobrze zaaranżowane sceny walki postawił Christophe Gans, w jednym z najbardziej znanych na świecie francuskich filmów ostatnich lat - „Braterstwie Wilków” (2001). Akcja tego kostiumowego widowiska toczy się w drugiej połowie XVIII wieku w małej francuskiej wiosce, do której przybywa dwóch wysłanników króla, mających zbadać sprawę „bestii z Gevaudan”, odpowiedzialnej za śmierć ponad setki osób, głównie kobiet i dzieci. Czy uczony i jego południowoamerykański przyjaciel mogą zgładzić potwora? Dlaczego film Gansa odniósł taki sukces? Odpowiedź jest prosta. Przede wszystkim to, co powyżej wymieniono – widowiskowość, akcja, sceny walki, a ponadto gra aktorska muzyka, lokacje. To wszystko zaprezentowane w najlepszym stylu.

Czy w ojczyźnie Louisa De Funesa i Andre Bourvilla może zabraknąć horroru na wesoło? Raczej nie. Ciekawych pozycji wymienić zapewne można kilka, choćby „Sheitan” (2006, Kim Chapiron), czy „Atomik – Cirkus” (2004, reż. Didier Poiraud, Thierry Poiraud). Warto na chwilę zatrzymać się przy nieco innej pozycji. „Poltergay” (2006, reż. Eric Lavaine) to historia opowiadająca o młodym małżeństwie, które wprowadza się do dużego, starego domu. Dosyć szybko mąż przekonuje się, że nie są jego jedynymi lokatorami. Problem polega na tym, że tylko on widzi duchy. Co z czasem prowadzi do problemów małżeńskich. Mężczyzna odkrywa, że przed dwudziestu laty w jaskini pod ich domostwem mieściła się gejowska knajpa, która spłonęła w niewyjaśnionych okoliczności, a ciał ofiar nigdy nie odnaleziono. Film, nastawiony na humor, obfitujący w liczne gagi, właściwie pozbawiony jest grozy. Mimo iż scenariusz zawiera pewne luki, efekty specjalne, niekoniecznie zachwycają, to akcja, oraz ciekawie zbudowana intryga potrafi wciągnąć widza w półtorej godziny świetnej zabawy.

Do Jednych z najbardziej intrygujących produkcji ostatnich lat należy horror „Oni” (2006, David Moreau, Xavier Palud). Ten, oparty na faktach, film opowiada o francuskim małżeństwie zamieszkałym w dużym domu pod Bukaresztem. Którejś nocy kobietę budzą, dziwne odgłosy. Odkrywa również, iż ktoś przestawił jeden z ich samochodów. Gdy ilość tajemniczych dźwięków się zwiększa, budzi męża. Podejrzewają, że ktoś wtargnął do ich domu. Z minuty na minutę ich przerażenie rośnie. Reżyserski duet udowadnia, że nie potrzebuje hektolitrów krwi, wymyślnych efektów specjalnych, aby stworzyć przerażający spektakl. Potrzeba tylko - albo aż - znakomitych aktorów, świetnej scenerii i znakomitej realizacji obrazu. Choć chyba największym atutem filmu jest suspens.

Francuzka kinematografia słynie z solidnych i stojących na wysokim poziomie filmów. Wielu twórców z tego kraju posiada ambicje kreowania dzieł ambitnych, czy wręcz artystycznych. Jedną z wybitniejszych postaci jest niewątpliwie Claire Denis. Tematem jej twórczości są relacje międzyludzkie, zazwyczaj między kobietą a mężczyzną. W 2001 roku nakręciła jedyny w swojej karierze horror, który u jednych budzi odrazę, innych zachwyca. Bohaterami „Głodu miłości” są dwa małżeństwa – amerykańskie i francuskie. Akcja filmu toczy się w Paryżu, do którego na miesiąc miodowy przybywają nowożeńcy z USA. Młodzi zamieszkują w jednym z hoteli. Amerykanka bardzo często spędza czas sama w hotelu, jej mąż w tym czasie poszukuje drugiej pary. Widz szybko przekonuje się, że Amerykanin i Francuska są do siebie podobni. Łączy ich żądza ludzkiej krwi. Dzieło Claire Denis zasługuje na szczególną uwagę, choć nie jest przeznaczone dla większości horroromaniaków. Tempo akcji jest powolne, niewielka ilość słów i wydarzeń. Twórcy skupili się raczej na pokazaniu ludzkich (?) charakterów i dramatów, okraszając całość wspaniałą muzyką i perfekcyjnymi zdjęciami.

Równie kontrowersyjnym, jak poprzednik jest krótkometrażowy „Nekrofil” Philippe Barassata, z 2004 roku, będący hołdem dla niemieckiego ekspresjonizmu i początków kina. Do około pięćdziesięcioletniego mężczyzny wprowadza się jego nastoletnia krewna. Rodzi to wiele komplikacji w jego dotychczasowym życiu. Obraz Barassata zaskakuje na wiele sposobów. Poruszono w nim szereg „trudnych” tematów takich jak pedofilia i nekrofilia. Mimo to film ogląda się bardzo łatwo i z lekkim rozbawieniem, ze względu na sposób jego nakręcenia i udźwiękowienia. Co niewątpliwie po seansie musi budzić lekki popłoch u widza, zadającego sobie pytanie - „czy jestem normalny?”. Pomysłowość reżysera nie zna granic. Kręci niemy film, a jednak udźwiękowiony, i to nie tylko za pomocą podkładu muzycznego. Obecne są liczne efekty dźwiękowe, np. słuchać warkot silników samochodowych, czy odgłosy i mowę ludzką, dobiegającą z telewizora. Wprost w genialny sposób reżyser rozwiązał porozumiewanie się ludzi. Z jednej strony występuje to, co w kinie niemym, czyli tablice z dialogami, przerywające poszczególne sceny, z drugiej z gardeł ludzkich wydobywają się dźwięki. Nie jest to zrozumiała mowa, lecz odgłosy dostosowane do ludzkich charakterów, np. z gardzieli młodej bohaterki wydobywają się brzmienia fletu, mające imitować słowika. Różnych intrygujących wydarzeń, symboli i odwołań w obrazie jest znacznie więcej, mimo iż trwa on zaledwie trzydzieści kilka minut.


*****

Powyższe zestawienie filmów i trendów w grozie francuskiej miało na celu przede wszystkim przyjrzenie się rozwojowi filmowej grozy w tym kraju. Oczywiście nie sposób było wyczerpać jej całego bogactwa. Mnogość nowych produkcji, jak również ich poziom, sugeruje, że Francuzi nie wyczerpali jeszcze swojego potencjału, który zresztą docenia cały świat. To nie tylko widzowie, czy krytyka i jurorzy, nagradzający i wyróżniający francuskie horrory na festiwalach. Wiele spośród wymienionych wyżej produkcji, jak również tych nie wymienionych, zauważyli również hollywoodzcy producenci. Dzięki ich zaproszeniu, powstają w USA lepsze lub gorsze produkcje. Warto wymienić chociażby kilka: „Wzgórza mają oczy” (2006, remake) i „Lustra” (2008, remake) Alexandre Aja, nieudane „Oko” (2008, remake) duetu David Moreau, Xavier Palud, czy „Silent Hill” (2006) Christophe Gansa. Należy mieć nadzieję, że nie wyemigrują do USA, lecz raczej wezmą przykład z Hiszpana, Guillermo del Toro, i rozdzielą swoją twórczość na tę amerykańską, i tę tworzoną w ojczyźnie. Choć z drugiej strony ciągle pojawiająca się filmowa młodzież, sugeruje, że z ciekawymi produkcjami nie powinno być problemu jeszcze przynajmniej przez dekadę.

Data dodania do bazy HO: 26.02.09

Bibliografia:Filmweb.pl
Wikipedia
Filmpolski.pl
http://imdb.com
http://horror.about.com/
http://egallo.pontis.org.pl/
http://historiafilmu.wordpress.com/


HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 6.Francja

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -