Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2

Krzysztof Gonerski

"Horror kosmiczny" to nie tylko opowieści o inwazji kosmitów, której areną jest nasza poczciwa planeta, zazwyczaj reprezentowana przez małe prowincjonalne miasteczko. Horror kosmiczny to także - a może przede wszystkim - opowieści o Obcych polujących na ludzi w przestrzeni kosmicznej lub na odległych planetach.


Początek fantastycznych historii, których akcja rozgrywała się w kosmosie sięga ...literatury i nieśmiertelnego Herberta George`a Wellsa. To on w powieści „Pierwsi ludzie na Księżycu” z 1902 r., opisał dzieje osadników przybywających na Srebrzysty Glob. Zaledwie rok później nasz naturalny satelita pojawił się w pierwszym filmie powszechnie uważanym za początek filmowej science-fiction. Mowa oczywiście, o „Podróży na księżyc” Georgesa Meliesa. Ten trwający zaledwie dwanaście minut, czarno-biały, niemy filmik nie ma nic wspólnego z grozą Wspominam o nim, ponieważ w tym historycznym obrazie po raz pierwszy pojawili się kosmici - Selenici. Co więcej mają oni wobec ziemskiej ekspedycji nieprzyjazne zamiary - uczeni zmuszeni są bronić się przed napastnikami używając parasolek, ci zaś przetaczają tam i z powrotem jakieś wózki, najwyraźniej z zamiarem załadownia na nie Ziemian. Uczeni na szczęście ratują się ucieczką.

Od czasu niewinnego film Meliesa musiało upłynąć wiele lat, by kosmici z zabawnych stali się odrażającymi potworami straszącymi (przynajmniej w założeniu) w przestworzach. Na przykład w filmie Iba Melchiora „Angry Red Planet” z 1959 r. mieszkańcami Marsa okazywały się drapieżne rośliny i stwory na pajęczych nogach i o szczurzych głowach. Lata pięćdziesiąte w kinie SF zdominowane były przez opowieści o inwazji z kosmosu i historię o skutkach promieniowania radioaktywnego. Nie było w nim miejsca na horror rozgrywający się w przestrzeni kosmicznej. Z mały wyjątkiem

Obcy - pasażerowie na gapę

Najsłynniejszym przedstawicielem nurtu „grozy w komosie” jest oczywiście seria „Obcy”, ale zanim oślizgła bestia zaczęła metodycznie eliminować członków załogi Nostromo, inny potwór z wcześniejszego o dwadzieścia lat filmu Edwarda L. Cahna „To! Terror z kosmosu” zachowywała się równie nieprzyjaźnie wobec ludzi. Obraz Cahna (twórcy m.in. „Niewidzialnych najeźdźców”) jest tandetną opowieścią o potwornym Marsjaninie (niezwykle podobnym do głównego bohatera filmu Jacka Arnolda, „Potwór z Czarnej Laguny”), który przedostaje się do ziemskiej rakiety i rozpoczyna polowanie na członków załogi. W końcu jeden z dwojga ocalałych kosmonautów wpada na pomysł, by ze statku usnąć powietrze i w ten sposób pozbyć się niechcianego pasażera-potwora.

Scenariusz autorstwa popularnego w latach pięćdziesiątych pisarza SF, a później scenarzysty, Jerome Bixby`ego nosi wyraźne ślady inspiracji „Przybyszem z innego świata” Christiana Nyby`ego. Ale dość niespodziewanie Bixby popisał się wyjątkową intuicją, by nie powiedzieć, proroctwem. Akcję filmu umieścił bowiem w 1972 r. - zadaniem wyprawy na Marsa jest ustalenie, co stało się z kosmonautami wysłanymi tam w 1968 r. Dla niezorientowanych - w tym roku człowiek odbył pierwszy załogowy lot w przestrzeni kosmicznej.

Scenarzyści „Obcego - ósmego pasażera Nostromo”, Dan O`Bannon oraz Ron Shusett, wspominali o zapomnianym dziś filmie Cahna jako o obrazie, z którego czerpali niektóre pomysły. Warto jednak zauważyć, że jest jeszcze jeden film, który można uznać za dalekiego krewnego dzieła Scotta. „Terror z komosu” z 1965 r. w reżyserii „ojca włoskiego kina grozy”, Maria Bavy opowiadał o ziemskiej wyprawie, która dociera do planety Aura, zwabiona tajemniczymi sygnałami. Planeta okazuje się śmiertelną pułapką - zamieszkują ją pozbawione ciał wampiry, które za pośrednictwem kosmonautów przedostają się na Zimie. Łatwo dostrzec, co film Bavy dał serii o „Obcym” - motyw pozaziemskiej formy życia przenoszonej przez ludzi.

„Obcy - ósmy pasażer Nostromo” (1979) Ridleya Scotta to klasyka filmowej fantastyki grozy. Film, który początkowo nosił tytuł „Star Beast”, przedstawia wzorcową fabułę, której schemat będzie później wykorzystywany wielokrotnie. Międzyplanetarny transportowiec Nostromo odbiera tajemniczy sygnał z planety LB 426 . Załoga zostaje wybudzona ze snu hibernacyjnego i kieruje statek w stronę źródła sygnału. W czasie pobytu na opustoszałej (jak się zdaje ) planecie, jeden z kosmonautów zostaje zaatakowany przez tajemnicze stworzenie. Po powrocie na pokład Nostromo z ciała kosmonauty wydostaje się pasożytniczy organizm, który wkrótce osiąga rozmiary nosorożca. Rozpoczyna się polowanie na załogę statku kosmicznego - Obcy poszukuje organizmów, w których mógłby złożyć jaja.

Scottowi udały się przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze w niezwykle naturalny sposób połączył konwencję SF z horrorem. Z kina science-fiction jest nie tylko sceneria - przestrzeń kosmiczna i ponura planeta, ale także niemal dokumentalna rejestracja zachowań członków załogi. Sprowadzeni do nazwisk, zacierających płciowe różnice, (w pierwotnej wersji scenariusza główną rolę, Ripley miał zagrać mężczyzna), przyporządkowani swoim funkcjom, przypominają bardziej automaty niż ludzi. Futurologiczna technologia jest ukazana jako doskonale funkcjonalna, istniejąca w pełnej symbiozie z ludźmi. Takie potraktowanie fantastycznego entourage`u właściwe jest właśnie kinu SF, by wspomnieć tylko „2001.Odyseja kosmiczna” czy „Apollo 11”.

Ale Nostromo - nazwę zaczerpnięta od tytułu opowiadania Josepha Conrada (tak jak motto filmu - „Wszyscy żyjemy, tak jak śnimy - samotnie”) - przywodzi na myśl także gotyckie zamczysko z labiryntem niekończących się korytarzy zawieszone w kosmicznej próżni. Z horroru jest także motyw ludzi zamkniętych w śmiertelnej pułapce z zagrażającym ich życiu napastnikiem. Z horroru jest jednak przede wszystkim kosmita - nigdy wcześniej tak przerażający a zarazem symboliczny.

Historia powstania najsłynniejszego bodaj kosmity - Obcego nierozerwalnie wiąże się z postacią ekscentrycznego szwajcarskiego malarza i grafika H R. Gigera. Jak głosi wieść gminna Giger, noszący się na czarno i unikający światła słonecznego, z obsesyjną fascynacją interesował się śmiercią. Podobno w swym domu trzymał rozkładający się szkielet swojej narzeczonej, która popełniła samobójstwo. Obsesję na tle rozkładających się ciał, połączoną z seksualnością, potęgował dodatkowo przez narkotyzowanie się opium. Jego nietypowe zainteresowania najpełniejszy wyraz znalazły w książkowym albumie „Necronomicon”. Album pewnego razu, na jednej z półek z artystycznymi, wydaniami dostrzegł Dan O`Bannon, ubogi i bezrobotny wówczas amerykański scenarzysta filmów science-fiction. Niesamowite grafiki Gigera zrobiły na nim oszałamiające wrażenie. O` Bannon pokazał album Ridley’owi Scott’owi, dołączając do niego swój nowy scenariusz (oczywiście „Obcego - ósmego pasażera Nostromo”), twierdząc, że jeśli zatrudni się autora grafik do stworzenia kinowego potwora, to uzyska się coś absolutnie oryginalnego i unikatowego. Scott, który sam jest także artystą malarzem, zakochał się w mrocznych wizjach Gigera. I tak kontrowersyjny Szwajcar zatrudniony został do stworzenia projektu postaci Obcego. Za swoje dzieło H. R. Giger wraz Carlo Rambaldim, Brianem Johnsonem, Nick`iem Allderm oraz Denysem Aylingiem nagrodzony został w 1980 r. Oscarem.

Obcy ma jeszcze jedno niezwykle ważne źródło inspiracji - naturę. Pomysł na wielofazową formę rozwoju Obcego zaczerpnięty został od owadów. Składanie jaj w środku ciała żywego organizmu pochodzi od zwyczajów ważki pajęczej, która składa jaja w brzuchach pająków. Mały „chestburster” to podobno daleki krewny specyficznego gatunku głębinowych krewetek, których głowa, oczy i zęby bardzo przypominają filmowego potwora. Zaś wygląd dorosłego Obcego to, zdaniem niektórych jeden z rodzajów bakterii, które Giger rzekomo oglądał pod mikroskopem.

Obcy z obrazu Scotta to organizm doskonały, a przy tym jedna z najwspanialszych postaci kina grozy. Scena, w której Obcy wychodzi z piersi Johna Hurta zajęła czwarte miejsce w plebiscycie na najbardziej przerażającą filmową scenę wszech czasów (plebiscyt był przeprowadzony przez jedną z brytyjskich stacji telewizyjnych w 2003 r.). Do historii kina grozy przeszła też scena, gdy sylwetka Obcego opuszcza się głową w dół, by w ten sposób zaskoczyć swe ofiary. Całkiem więc zasłużenie kosmita-potwór z filmu Scotta zajął trzecie miejsce w plebiscycie na najstraszniejszego potwora przeprowadzonego przez magazyn „Empire”. Ale Obcy to przede wszystkim personifikacja ślepej siły, która niesie zagładę, to metafora irracjonalnego zła (niewiadomo skąd przybył), a także ukrytych fobii i lęków człowieka. Jego humanoidalna sylwetka połączona została ze zwierzęcymi cechami (porusza się jak małpa) oraz owadzimi (cykl rozwoju).

W filmie Scotta Obcego zagrał jeden model i dwa kostiumy. W rolę pierwszego Obcego wcielił się Bolaji Badejo - afrykański student przypadkiem wypatrzony przez Ridleya Scotta w jednym z ulicznych barów. Badejo miał bowiem to, co reżyserowi było najbardziej potrzebne - imponujących rozmiarów wzrost - 218 cm wzrostu! Drugi aktorem odtwarzającym kosmitę był natomiast kaskader Eddie Powell.

Sukces wysmakowanego plastycznie obrazu Scotta przeszedł najśmielsze oczekiwania producentów. Kosztujący jedenaście milionów dolarów film zarobił na świecie sto osiemdziesiąt pięć milionów dolarów. Toteż zrealizowano jeszcze dwa sequele: „Obcy - decydujące stracie” (1986) Jamesa Camerona r., „Obcy 3” (1992) oraz „Obcy. Przebudzenie” (1997). Dwa pierwszy z wymienionych omówię w rozdziale dotyczącym horrorów SF, których akcja rozgrywa się na planetach.

W przestrzeni kosmicznej natomiast toczy się akcja czwartej części - „Obcy 4: Przebudzenie” (1997) Jean-Pierre`a Jeuneta. .

Film rozpoczynał się dwieście lat po wydarzeniach z trzeciej części „Obcego”. Na stacji badawczej „Auriga” trwają prace nad „wyhodowaniem” Obcego oraz nad sklonowaniem Ripley, która zginęła nosząc w sobie pozaziemską formę życia. Genetyczny eksperyment kończy się powodzeniem, choć „nowa” Ripley posiada niezwykłe właściwości - nadludzką siłę, zdolność regeneracji i zwierzęce instynkty. Znacznie gorzej kończą się próby wyhodowania Obcego - udaje się wprawdzie stworzyć Obcego-albinosa (zwanego Newborn`em), przypominającego człowieka, ale pozostałe potwory uciekają z klatek i rozpoczynają rzeź.

Najdroższy z dotychczasowych filmów o Obcym, kosztujący 70 mln dolarów, nosi wyraźne ślad specyficznej wyobraźni francuskiego reżysera. Jeunet zasłynął jak twórca (wespół z Marciem Caro) surrealistyczno-groteskowych obrazów - „Delicatessen” i „Miasto zaginionych dzieci”. W czwartej części Obcego, w którym nie tylko znów pojawią się cała chmara kosmitów-potworów, ale Królowa i oraz makabryczne skrzyżowanie Obcego i człowieka, tzw. Newborn. Z jednej strony film Jeuneta to kolejny sequel, w którym wszystkiego jest więcej - potworów (i to różnych), pościgów, ucieczek, fajerwerków i - co dziwi mając na uwadze, że francuski reżyser jest twórcą baśniowej, nad wyraz subtelnej i poetyckiej „Amelii - przemocy, krwi, makabry i obrzydliwości (w filmie wykorzystano aż 200 litrów sztucznego śluzu - najwięcej z całej serii). Z drugiej jednak strony obraz zyskał ponownie niezwykłego wigoru i dynamizmu, a widowisko niebywałego rozmachu. Niektóre sceny, jak te kręcone przez trzy tygodnie pod wodą, (Ron Perlmana omal się nie utopił a Winona Ryder musiała przezwyciężyć aquafobie - lęk przed wodą) zapierają dech w piersiach. Wspaniale wypadają zdjęcia jednego z najwybitniejszych współczesnych operatorów, Dariusa Khondjiego, autora oprawy wizualnej m.in. do „Miasta zaginionych dzieci”, „Siedem”, „Dziewiąte wrota”.

Tym razem Obcego zagrało kilka zaawansowanych technicznie animatronicznych modeli - tak było w przypadku niezwykle spektakularnej scenie porodu hybrydy człowieka z Obcym. Wykorzystano w niej model o wysokości 2.5 m. a animowało go aż trzydziestu lalkarzy, po piętnastu na każdą postać (hybrydę i królową Obcych). Z kolei przy królowej Obcych skorzystano z modelu autorstwa Stana Winstona, który „występował” w drugiej części. Wypożyczono go od kolekcjonera Boba Burnsa, ale na planie wykorzystano tylko górną część modelu. Resztę zbudowano od zera. Również po raz pierwszy w serii filmach o Obcym, skórę kosmity wykonano z nowego, półprzezroczystego materiału, jakim jest silikon.

„Obcy 4: Przebudzenie” jest jak do tej pory ostatnim filmem z serii o Obcym. Wprawdzie Sigourney Weaver, twierdziła w jednym z wywiadów że, scenariusz piątej części Obcego jest już napisany - jego akcja ma się rozgrywać na Ziemi, to nie wydaje się by historię kontynuowano. Dość niespodziewanie wyrosła bowiem serii o krwiożerczym kosmicie konkurencja w postaci - jak na razie dwuczęściowego cyklu - „Obcy kontra predator” (2004) Paula W. S. Andersona. oraz „Obcy kontra Predator 2” (2007) Colina i Grega Strause`ów. Oba filmy rozgrywają się na Ziemi (cześć pierwsza na Antarktydzie, a druga w małym miasteczku w Colorado), więc poprzestaniemy jedynie na stwierdzeniu, że bardziej przypominają gry wideo niż klasyczne filmy. Dowiadujemy się jedynie z nich, że Obcy są nie tylko wrogami ludzi, ale także rasy Predatorów i to od kilku tysięcy lat.

Seria zapoczątkowana znakomitym filmem Ridleya Scotta „Obcy - ósmy pasażer Nostromo” doczekała się licznego grona mniej lub bardziej udanych klonów.

Schemat z „Obcego...” odnajdziemy na przykład w brytyjskim niskobudżetowym horrorze SF „Inseminoid” (1981) Normana J. Warrena. Jest to opowieść o wyprawie badawczej, która dociera do odległej planety. Obca forma życia przedostaje się na statek kosmiczny, a następnie stara się go opanować, a przy okazji przedłużyć swój gatunek. Kosmonauci muszą zmierzyć się nie tylko z potworem, ale także z zapłodnioną przez kosmitę kobietą. Na jeszcze więcej podobieństw natrafimy w „Potworze” („Creature”) z 1985 r. w reżyserii Williama Malone, twórcy m.in. z „www.strach” i remake`u „Domu na przeklętym wzgórzu”. Nie tylko otrzymujemy nieudolną kopię fabuły o Obcym polującym na kosmonautów, ale również podobną scenerię (znacznie jednak uboższą) oraz samego krwiożerczego kosmitę, którym jest gumowy potwór, na szczęście tylko w jednej scenie pokazany w całej okazałości. Nawet Klaus Kinski, odtwarzający jednego z bohaterów, sprawiał wrażenie rozbawionego nieporadnością twórców zapatrzonych w niedościgły wzór - dzieło Scotta

Motyw pozaziemskiej i zdecydowanie nieprzyjaznej ludziom formy życia systematycznie likwidującej kolejnych członków załogi pojawia się także w „Nightflyres” (1987) Roberta Collectora, adaptacji opowiadania George`a R. R. Martina. Do grona „alienopodobnych” filmów można by jeszcze dorzucić jeszcze pokaźną liczbę przykładów. Choćby „Deep Space” (1987) Freda Olena Raya, „Alien Within” (1995) Scotta Levy`ego czy wspomniany w cześci pierwszej tego artykułu „Najeźdźca” ( 1996). Marka H. Bakera - ale akcja tych filmów wychodziła poza zamkniętą przestrzeń kosmicznego statku.

Nieco odmienne podejście do tematu Obcego dziesiątkującego załogę statku kosmicznego możemy spotkać w filmie „Supernova” (2000) Waltera Hilla, występującego pod pseudonimem Thomas Lee. Akcja rozgrywa się tym razem na pokładzie statku medycznego Nightingale, który przyjmuje tajemniczego rozbitka z jeszcze bardziej tajemniczą substancją zamkniętą w pojemniku i przemyconą na pokład „gwiezdnego szpitala”. Rozbitek wkrótce zaczyna eliminować członków załogi, którzy sprzeciwiają się jego planom. Tymczasem pojazd zbliża się niebezpiecznie w rejon supernowej, która lada moment może eksplodować.

Według C. J . Hendersona, autora „The Encyclopedia of Science Fiction Movies” film Hilla to jeden z najbardziej udanych obrazów w historii filmowej fantastyki. Opinia wydaje się nieco przesadzona. Walter Hill tak bardzo się wstydził swego dzieła, że w czołówce pojawia się pod pseudonimem. Nie pomogły nawet konsultacje z NASA (dokładnie z dr Jacklyn R. Green), fabuła nie grzeszyła oryginalnością, upodobniając się w drugiej połowie do wyjątkowo nudnego...slashera.

A skoro mowa o tej krwawej odmianie horroru, wypada wspomnieć o dość szczególnym, by nie powiedzieć kuriozalnym przykładzie. „Jason X” (2002) Jamesa Isaaca to dziesiąty z serii filmów zapoczątkowanych „Piątkiem trzynastego”, którego czarnym charakterem jest Jason Voorhees, szaleniec morderca w masce hokeisty. Jason trafia przypadkiem na pokład statku kosmicznego Grendel w postaci „mrożonki”. Nieświadomi niczego członkowie załogi odmrażają mordercę, a ten po przebudzeniu od razu zabiera się za to, co potrafi robić najlepiej, czyli za mordowanie.

Mimo futurystycznej otoczki, wszak akcja dzieje się w 2460, film Isaaca nie odbiega od standardów wytyczonych przez wcześniejsze filmy. Po raz dziesiątym oglądamy dobrze znany schemat - Jason w nieodłącznej masce hokeisty wolnym krokiem przemierza pokład Grendela i przy pomocy maczety (a jakże!) eliminuje kolejnych członków załogi. Krew się leje, poobcinane członki sypią na podłogę, kości trzeszczą - słowem masakra. Pewnym novum jest to, że pod koniec filmu Jason przemienia się w Jasona-cyborga, stacza pojedynek z kobietą-androidem i radośnie ugania się za ofiarami w przestrzeni kosmicznej. Fani serii byli zrozpaczeni, a Jason ma powrócić nie w kolejnym sequelu, ale w remake`u.

Ale przestrzeń kosmiczna to nie tylko arena, na której oślizgłe potwory polują na ludzi, a szaleńcy z maczetą w ręku obcinają głowy niewinnym kosmonautom. Na podróżujących w swych międzyplanetarnych pojazdach Ziemian czyhają bowiem inne niebezpieczeństwa. Na przykład zło prosto z piekielnych czeluści.

Spotykamy się z nim w pochodzący z 1997 r. filmie „Ukryty wymiar” Paula W. S. Andersona. Zło w najczystszej i najkrwawszej postaci przedostaje się na statek kosmiczny, Event Horizon za pośrednictwem prototypowego napędu pojazdu. Są nimi krążące w przeciwnych kierunkach olbrzymie pierścienie, które wytwarzają rodzaj „lokalnej” czarnej dziury. W ten sposób możliwe staje się podróżowanie nawet w najodleglejsze rejony Wszechświata i to dosłownie w jednej chwili! Jak to jednak bywa z eksperymentami próbującymi przechytrzyć odwieczne prawa natury, eksperyment kończy się fatalnie dla załogi Event Horizon. Statek trafia do innego wymiaru i na dodatek jest nim samo piekło! Gdy w 2047 r. powraca ze swojej międzywymiarowej podróży jest już opustoszałym grobowcem, z czynnym cały czas niezwykłym napędem. Wysłana na ratunek ekspedycja, na czele z wynalazcą eksperymentalnego silnika dr Weir`em, wpada w śmiertelną pułapkę. Event Horizon przywlókł z innego wymiaru zło. Najpierw atakuje ono psychikę członków wyprawy ratunkowej, materializując ich wyrzuty sumienia. Dr Weir jest więc nawiedzany przez zmarłą samobójczą śmiercią żonę, jedna z kobiet-kosmonautów prześladowana jest przez synka - ofiarę wypadku samochodowego, a dowódca wyprawy kpt Miller przez poległego w walce żołnierza. W końcu jednak zło opanowuje dr Weir i rozpoczyna się krwawa jatka.

„Ukryty wymiar” jest w powszechnemu odczuciu najlepszym filmem Paula W. S. Andersona, twórcy „Mortal Combat” i „Resident Evil”. Intrygująca jest sytuacja wyjściowa i początkowe pół godziny. Sceneria Even Horizon, którego majacząc w mrokach kosmosu sylwetka była podobno wzorowana na Katedrze Notre Dame, buduje sugestywną atmosferę zagrożenia. Halucynacje, którym ulegają kosmonauci są przerażające. Odpowiedź na pytanie, co wydarzyło się na Event Horizon trzyma w ciągłym napięciu. Niestety wraz z rozwojem fabuły reżyser mnoży coraz bardziej absurdalne pomysły (kosmonauta niczym Superman szybujący w kosmosie) oraz cytaty z artystycznie znacznie lepszych klasyków horroru. Są więc sceny i pomysły z „Obcego -ósmego pasażera Nostromo”, z „Lśnienia”, z „Hellaraisera” i wielu innych. Nic więc dziwnego, że kosztująca 50 mln dolarów produkcja, zarobiła w Stanach Zjednoczonych tylko 26 milionów zielonych banknotów, a Anderson zabrał się za psucie kolejnych filmów.

Horror na odległych planetach

Wiemy już, że w przestrzeni kosmicznej bywa bardzo niebezpiecznie. Krwiożercze bestie nie śpią, tylko obmyślają jakby się tu dostać na statek Ziemian i uczynić sobie z załogi smakowity obiad. Ale na odległych planetach nie jest wcale mniej niebezpiecznie i groźnie.

Jednym z pierwszych filmów, którego akcja rozgrywa się na dalekiej planecie, a w którym można doszukać się elementów grozy jest „Zakazana planeta” (1956) Freda M. Wilcoxa. W pierwszej w dziejach superprodukcji SF , wartej prawie dwa miliony dolarów (wow!), fabuła umiejscowiona została na planecie Altair IV. Przybywa na nią grupa kosmonautów na czele z komandorem Adamsem celem wyjaśnienia okoliczności tajemniczych zgonów uczestników poprzednich wypraw. Zostają przywitani przez jedynego ocalałego, kapitana Morbiusa, który w stacji badawczej znajdującej się na planecie, mieszka razem z córką, Altairą oraz robotem Robby`m. Cała trójka żyje w warunkach stechincyzowanego raju, które posiada jednak swą mroczną tajemnicę. Okazuje się bowiem, iż Altair IV był w przeszłości zamieszkany przez Krelów, którzy pozostawili po sobie robota oraz imponującą maszynerię ukrytą w podziemiach planety. Pozostało też zagrożenie w postaci niewidzialnego potwora - odpowiedzialnego za zgony członków poprzednich ekspedycji, jak również wyprawy komandora Adamsa.

W scenariusz potwór miał pozostać niewidzialny, ale włodarze wytwórni Metro Goldwyn Mayer wymusili ukazanie sylwetki potwora kojarzącej się z ...disenyowskimi stworami. O wiele ciekawsza była koncepcja dotycząca genezy i charakteru potwora. Krelowie bowiem stworzyli maszyny, które potrafiły materializować każde ich pragnienie. Ale tym samym padli ofiarą własnych podświadomych, agresywnych instynktów, które doprowadziły do samozagłady. Potwór jest więc projekcją podświadomości kapitana Morbiusa, który jest zazdrosny o swoją córkę i obawia się, że zechce go upuścić i odlecieć z kosmonautami na Ziemię.

„Zakazana planeta” to jedna z klasycznych pozycji kina SF. O jego wciąż zdumiewającej świeżości i oryginalności, mimo iż to opowieść z morałem, zadecydował przede wszystkim scenariusz Cyrila Hume luźno nawiązujący do Szekspirowskiej „Burzy” oraz do modnych w latach czterdziestych i pięćdziesiątych teorii psychoanalitycznych. Spisał się Robert Kinoshita, twórca Robby`ego - dziś budzącego sympatię robota, którego można śmiało uznać za „ojca” słynnej pary z „Gwiezdnych wojen” - R2-D2 oraz C-3PO.

Maszyna, tym razem jeden z pierwszych filmowych cyborgów, jest także jednym z bohaterów pochodzącego z 1980 r. filmu Stanleya Donena, „Saturn 3” .Jest to historia, przynajmniej w punkcie wyjścia, co najmniej interesująca. W stacji badawczej położonej na jednym z księżyców Saturna, Tytanie prowadzone są badania nad intensyfikacją wzrostu roślin. Mieszkańcami tej kosmicznej Arkadii są Adam oraz Alex - piękna i młoda kobieta, która nigdy nie widziała Ziemi. Spokój pary bohaterów burzy „ten trzeci” - kapitan Benson, który konstruuje robota Hectora Jego twórca zdradza wyraźne ślady psychopatii i z pewnością nie jest dobrym wzorem dla swego metalowego podopiecznego. Robot, którym Benson przekazał zdolność przeżywania miłości, ale także zadawania śmierci, usamodzielnia się. Zabija swego stwórcę, nakładając na swą małą główkę zaopatrzoną w parę ruchomych oczu, twarz kapitana, oraz dokonując jeszcze jednej zbrodni. Arkadia przemienia się w krwawe piekło.

Film Donena nie odniósł spodziewanego sukcesu. Mimo iż, za kamerą stanął reżyser popularnych musicali (m.in. „Deszczowa piosenka”), przed kamerą słynny Kirk Douglas, piękna Farrah Fawcett i demoniczny Harvey Kitel. Na niewiele zdała się także sugestywna i przekonująca kreacja Hectora, robota zabójcy, stworzonego przez Colina Chilversa (Oscar za „Supermana”), jednego z najbardziej uznanych speców od efektów specjalnych w latach siedemdziesiątych. A przecież „Saturn 3” na cztery lata przed „Terminatorem” pokazał maszynę z fragmentami ludzkiego ciała, która zabija przedstawicieli naszej rasy..

„Galaktyka grozy” Bruce D. Clarka z 1981 r. jest z kolei połączeniem „Obcego” i „Zakazanej planety”. Statek kosmiczny Quest odbiera wezwanie o pomoc wysłane z odległej planety Morganthus. Na miejscu kosmonauci znajdują dziwaczną budowlę w kształcie piramidy. Wkrótce okazuje się, że posiada ona zdolność materializowania ukrytych mrocznych żądz i lęków członków załogi. Jedna z bohaterek, cierpiąca z powodu lęku przed robactwem, zostaje zgwałcona przez potężnego robaka, inna zaś, która panicznie boi się ciasnych pomieszczeń,. zostaje zwabiona do tunelu, gdzie następnie zostaje rozszarpana przez oślizgłe macki wydostające się ze ścian tunelu.

Dziś o filmie Clarka mało, kto pamięta, ale warto zwrócić uwagę na obsadę. Znajdziemy w niej bowiem u progu sławy Roberta Englunda oraz Sida Haiga, ulubionego aktora Roba Zombie.

O ile „Galaktyka grozy” to skromny niskobudżetowy film, o tyle kolejny omawiany obraz - „Obcy -decydujące starcie” (1986) Jamesa Camerona, to warte prawie 19 mln dolarów, pełne rozmachu widowisko.

Film rozpoczyna się pięćdziesiąt siedem lat po wydarzeniach z obrazu Scotta. Z planety LB 426, która między czasie została skolonizowana, docierają sygnały wzywające pomoc. Ripley, główna bohaterka z filmu Scotta, wyrusza na czele oddziału komandosów z misją ratunkową. Na miejscu okazuje się, że wszyscy osadnicy zginęli, z wyjątkiem małej dziewczynki. Okazuje się także, że w podziemiach bazy kolonistów zagnieździła się olbrzymia kolonia Obcych. Z nierównej walki z setkami kosmicznych potworów cało wychodzą tylko Ripley, dziewczynka, jeden z komandosów oraz android Bishop.

Obraz Camerona zaproponował inny rodzaj kina niż pełne niesamowitego nastroju i narastającego napięcia „Obcy - ósmy pasażer Nostromo”. Dzieło twórcy „Terminatora” to ekscytujące, niezwykle dynamiczne widowisko warte prawie dziewiętnaście milionów dolarów. Dla wielu miłośników kina grozy to obraz Camerona jest najlepszą częścią z serii o Obcym. O tyle jest to zaskakujące, że horroru w klasycznym wydaniu jest w tym filmie znaczniej mniej niż w oryginale. Otrzymujemy za to mistrzowsko skrojony dreszczowiec SF, w którym czas na złapanie oddechu przychodzi dopiero po seansie. Całkiem więc zasłużenie, według prestiżowego portalu Movies.com, film ten znalazł się na czwartym miejscu na liście najlepszych sequeli w historii kina.

W czasie kręcenia filmu wykorzystano tylko sześć kostiumów Obcych, zrobionych z silikonowych elementów umocowanych na czarnym trykocie. Efekt „realności” osiągnięto przez pokrycie ich „śluzem” i odpowiednie oświetlenie. Sceny, w których widzimy dziesiątki obcych, sfilmowano dzięki sprytnemu ustawieniu ujęcia i odpowiedniemu oświetleniu. Projekt królowej Obcych, tym razem wyszedł spod ręki Jamesa Camerona.

„Obcy - decydujące starcie” również okazali się wielkim sukcesem kasowym ( 131 mln dolarów zysku), dlatego też w 1992 r. pojawił się na ekranach kin drugi sequel - „Obcy 3” w reżyserii Davida Finchera.

Filmu kontynuuje historię w momencie, w którym kończyła się ona w poprzednim obrazie. Ripley dryfując w kosmicznej przestrzeni dociera do planety-więzienia Floriny 161, na której przebywa dwudziestu pięciu wyjątkowo niebezpiecznych kryminalistów. Niestety Ripley nieświadoma przywozi ze sobą Obcego (tym razem jeden egzemplarz). Na objawienie morderczych instynktów pasażera na gapę nie trzeba długo czekać . W finale bohaterka poświęca życie i ginie razem z kosmitą.

Fincher, w rzeczywistości, był trzecim z kolei reżyserem. Wcześniej pracowali przy filmie Renny Harlin oraz Vincent Ward. Kiedy twórca „Siedem” przystępował do reżyserii trzeciej części „Obcego” większość z planowanego budżetu 45 mln dolarów została już rozdysponowana. Fincher powiązał poszczególne wątki w całość, zatarł różnice między materiałem nakręconym przez Harlina, Warda i siebie, nadając filmowi jednolitą fakturę i tworząc mroczną, wręcz odpychającą wizję świata przyszłości. Recenzję były jednak miażdżące. Na młodego reżysera posypały się gromy. Począwszy od przekroczenia budżetu o kilkanaście milionów dolarów (ostateczny koszt produkcji ocenia się na 60-65 mln), poprzez konieczność przerabiania zakończenia (okazało się zbyt podobne do finału „Terminatora 2”), aż do zarzutu, że zniszczył wyrobioną markę całego cyklu.

Istotnie film nie jest dobry. Brakuje mu napięcia, niesamowitości i najprawdziwszej grozy, ale z całą pewnością nie jest tak zły, jak mu się zarzuca. Klaustrofobiczna, posępna sceneria, znacznie wyraziściej zaakcentowany erotyczny podtekst związku Ripley z Obcym oraz religijny kontekst wzbogacały dotychczasowy obraz serii o kosmicie-potworze.

Tym razem Obcy w większości był animatroniczną lalką. Przy scenach biegania potwora wykorzystano marionetkę w skali 1/3, animowana przez lalkarzy na drutach, na tle niebieskiego ekranu. Technikę tę zastosowano do ok. czterdziestu ujęć z biegającym Obcym. Komputerowe były natomiast cienie rzucane przez Obcego oraz pęknięcia powstającego na jego głowie w scenie unicestwienia.

No, ale nie tylko Obcy grasuje na dalekich planetach. Bo na przykład...inteligentne owady wielkości słonia. Możemy je spotkać w „Żołnierzach kosmosu” (1997) Paula Verhoevena Ziemianie stają przed wielkim wezwaniem. Nasza planeta stała się bowiem celem ataku obcej i wrogiej cywilizacji, którą tworzą wspomniane owady. Sytuacja okazuje się na tyle poważna, że zarządzono ogólnoświatową mobilizację. Powstał też plan bezpośredniego ataku na macierzystą planetę kosmicznych insektów, Klandathu. Wkrótce śmiały plan wcielono w życie, a na planecie kosmicznych robali wylądowały oddziały Ziemian. I tak rozpoczęła się krwawa jatka między ludźmi a monstrualnymi owadami plującymi kwasem.

Film Verhoevena, holenderskiego twórcy, który wsławił się reżyserią „Robocopa” i „Pamięci absolutnej”, jest luźną adaptacją kontrowersyjnej powieści Roberta H. Heinleina. Kontrowersje wzbudzał bowiem duch militaryzmu, którym przesiąknięty był utwór. Pisarza podejrzewano nawet o szerzenie faszystowskich treści. Holenderski reżyser postawił jednak na parodystyczny ton i na pełne napięcia, ale też przemocy, widowisko SF. Może niewiele w tym filmie grozy w czystej postaci, za to miłośnicy horroru z łatwością rozpoznają nawiązania do serii o „Obcym”. Nie brak tez właściwej horrorom spod znaku gore krwawych i makabrycznych scen. Potężne owady bowiem nie obchodzą się nazbyt łagodnie z Ziemianami – kosmiczni żołnierze są rozrywani na strzępy, tratowani, miażdżeni a ich kończyny i odcięte głowy gęsto latają w powietrzu.

„Żołnierze kosmosu” było umiejętnym połączeniem konwencji kina wojennego, akcji i horroru z filmem SF. „Pitch Black” Davida Twohy`ego z 2000 r. próbuje – i to z nie najgorszym skutkiem- łączyć również kilka filmowych gatunków. Jest to opowieść o niebezpiecznym przestępcy Riddicku, który wraz z eskortującymi go strażnikami zmuszony jest do awaryjnego lądowania na nieznanej planecie. Z pozoru miejsce to wydaje się niezamieszkane, ale gdy zapada zmrok planeta przechodzi we władanie krwiożerczych bestii.

Film Twohy`ego wyróżnia pełna napięcia akcja, doskonałe efekty specjalne oraz charakteryzacja. Jednak największym osiągnięciem twórców filmu jest powołana przez ich bujną wyobraźnię niesamowita surrealistyczna sceneria planety oraz kosmiczne, potwory odważnie odcinające się od obowiązkowego wzorca wytyczonego przez serię o Obcym. Latające bestie, kierujące się w ciemnościach spowijających planetę radiolokację, najbardziej chyba przypominały prehistoryczne pteranodony, tyle że wyposażone w rząd ostrych jak brzytwa zębów. Całkiem udana kreacja, choć raczej nie stanowiąca zagrożenia dla nieśmiertelnego Obcego.

*************************




Literatura:

A. Kołodyński: Dziedzictwo wyobraźni. Historia filmu SF, Warszawa, 1989
K. Loska: Encyklopedia filmu science-fiction, Kraków, 2004

Internet:

http://www.imdb.com/
http://www.filmweb.pl/






















Źrodła:Literatura

A. Kołodyński: Dziedzictwo wyobraźni. Historia filmu SF, Warszawa, 1989
K. Loska: Encyklopedia filmu science-fiction, Kraków, 2004

Internet:

http://www.imdb.com/
http://www.filmweb.pl/


HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2
HO, Publicystyka - Groza z kosmosu, groza w kosmosie cz. 2

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -