Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Geografia kina grozy - 4. Japonia

Lohikaarme

Krótki zarys głównych odmian japońskiego horroru

Horror jak każdy inny gatunek filmowy dzieli się na wiele odmian, typów, podgatunków. W horrorze japońskim również można by wskazać co najmniej kilka dominujących nurtów, które co bardziej dociekliwi mogliby podzielić na jeszcze kilka mniejszych. Pomimo, iż dzielenie filmów na coraz to bardziej charakterystyczne i zawężające się typy, samo w sobie jest całkiem ciekawe, to jednak jako takie nie prowadzi do zbyt wielu odkrywczych wniosków, a na pewnym etapie staje się działalnością czysto "akademicką". Dlatego też w niniejszym tekście pokrótce przybliżę trzy najważniejsze nurty jakimi podążą szeroko pojęty japoński horror, dodatkowo krótko wspomnę o pewnych filmach, które z różnych przyczyn zaliczane są w poczet horrorów, jednak nie przystają do głównych typów. W ten sposób otrzyma się cztery akapity traktujące o różnych aspektach japońskiego horroru. A 4 to liczba, która jak żadna inna pasuje do strony o horrorach, zwłaszcza gdy odnosi się do filmów z dalekowschodniego kraju.


Większość ludzi zaczynając swą znajomość z japońskim horrorem natrafi z pewnością na któryś z niezwykle popularnych obrazów z nurtu historii nadprzyrodzonych. I nic dziwnego, bowiem jest to najpopularniejsza odmiana japońskich filmów grozy, a ich liczba idzie w grube setki. Źródeł popularności horrorów z wątkami nadprzyrodzonymi szukać trzeba w w historii i kulturze Wysp Japońskich, a mody na nie wcale nie rozpoczął "Ringu" ani żaden inny film z tak zwanej "nowej fali". Chociaż należy oddać sprawiedliwość, że powstałe w ostatnich latach obrazy w głównej mierze przyczyniły się do niezwykłej popularności azjatyckich horrorów w krajach zachodnich. To głównie dzięki takim produkcjom, wiele wcześniej praktycznie nieznanych poza granicami Japonii horrorów znalazło nowych fanów. Nie wszyscy jednak wiedzą, iż pierwsze japońskie filmy, które można by zaliczyć do grona filmów grozy powstały jeszcze w XIX wieku. Były to wprawdzie, jak zresztą wszędzie na świecie, bardziej eksperymenty z kamerą niż filmy w postaci takiej jaką znamy obecnie. Tym niemniej tytuły takie jak "Shinin no sosei" ("Resurrection of the Corpse") i "Bake Jizo" warte są wspomnienia, bowiem są to jedne z pierwszych "horrorów" w historii światowego kina. W późniejszych latach rozwój japońskiego horroru przebiegał bardzo powoli. Różne aspekty składały się na fakt, że w pierwszych dekadach XX wieku horrorów powstawało niedużo. Mówiąc dokładniej, filmów w ogóle powstawało niewiele, gdyż od zaledwie kilku do maksymalnie kilkudziesięciu rocznie. Od czasu do czasu trafiały się wśród nich także horrory, jednak ich liczba nie była duża. Z tytułów które wtedy powstały warto by wspomnieć takie filmy jak np. "Moken no himitsu" (1924) lub "Kyôren no onna shishô" ("The Passion of a Woman Teacher", 1926). Późniejsze lata przyniosły straszliwe w skutkach wydarzenia, które swym tragizmem przysłaniają wszystkie horrory razem wzięte. Militaryzacja Japonii i agresja na Mandżurię w 1931, a później na Chiny w 1937 roku (swoją drogą przez niektórych historyków uznawana za początek II wojny światowej) sprawiły, że ludzie mieli o wiele poważniejsze zmartwienia na głowie niż oglądania strasznych historii na ekranie. Pojawiały się wprawdzie pojedyncze tytuły jak np. "Arima neko" (1937) czy "Kaibyô nazo no shamisen" (1938), jednakże to wciąż jeszcze zbyt mało aby mówić o rozwoju gatunku jako takiego. Wczesne lata powojenne również nie przeniosły na ekrany zbyt wielu horrorów. Chociaż nastąpiła w tej materii już pewna poprawa, to jednak wciąż ilość tytułów nie należała do zbyt wielkich. Z tamtego okresu pochodzą obrazy takie jak "Sanbon yubi no otoko" (1947), czy też dwie części filmu "Yotsuya kaidan" (1949). Dopiero lata 50. przyniosły zdecydowane zmiany na lepsze i horror powoli zaczął się przebijać w większych ilościach. To właśnie lata 50. i 60. XX wieku zaowocowały powstaniem licznych filmów o duchach, i innych istota nadprzyrodzonych (chociaż nie był to jedyny typ horrorów jakie wówczas powstawały). Z tamtego czasu pochodzą takie filmy jak chociażby: "Kaidan Fukagawa jowa" ("Ghost Story: Passion in Fukagaw", 1952); "Yurei otoko" ("Ghost Man", 1954); "Kaibyo ranbu" ("The Phantom Cat", 1956) czy "Kaidan dochu" ("The Lady Was a Ghost", 1958). Ale przede wszystkim początek drugiego półwiecza przyniósł takie pamiętne dzieła jak "Ugetsu monogatari" ("Tales of Ugetsu", 1953); "Tokaido Yotsuya kaidan" ("Ghost of Yotsuya", 1959), "Kaidan" ("Ghost Story", 1964), "Onibaba" ("Devil Woman", 1964), "Yokai daisenso" ("Yokai Monsters: Spook Warfare", 1968) czy "Yabu no naka no kuroneko" ("The Black Cat ", 1968).

Horrory z późnych lat 50. i wczesnych 60. mają też to do siebie, że bardzo często nawiązują do tradycji japońskiego teatru. Począwszy od samego stylu gry aktorów (co zresztą można dostrzec nawet w niektórych nowych filmach), przez scenografię, na strojach i różnych atrybutach skończywszy. Dziś zaś filmy te są już uznawane za klasykę japońskiego kina grozy. Jak widać nawet po tytułach bardzo często powtarza się w nich słowo "duch" lub różne inne określenia pośrednio z duchami związane. A zaznaczyć należy, że w tamtym okresie powstały dziesiątki horrorów ze słowem "kaidan" ("ghost story") w tytule.

Popularność akurat tego typu horrorów wynika po części z faktu, że Japończycy w zdecydowanej większości po prostu lubią się bać. W dawnych czasach zanim jeszcze nastało kino, niezwykłą popularnością cieszyły się przekazywane z ust do ust straszne historie, zazwyczaj mniej lub bardziej związane z lokalnymi wierzeniami i istotami nadnaturalnymi. Japończycy przez wieki głęboko wierzyli (i sporo z tej wiary przetrwało do czasów współczesnych), że przestrzeń w której przyszło im żyć dzielą z rozliczną gromadą tajemniczych bytów pochodzących z innego świata. Nic więc dziwnego, że wiele filmów poświęcono również istotom znanym jako yokai. Wszelkie te filmy czerpią inspiracje z japońskiego folkloru i mitologii, zaś samo określenie obejmuje rozliczne i bardzo zróżnicowane istoty. Przede wszystkim są nimi różne duchy, zjawy, pomniejsze demony, zwierzęta (np. bakeneko - koty, tsuchigumo – przerośnięte pająki), humanoidy oraz wiele innych dziwnych stworzeń, niekiedy także roślin, a nawet przedmiotów. Z filmów poświęconych tym istotom warto wspomnieć, poza przytoczonym już wcześniej "Yokai Daisenso" z 1968 roku również jego nowsza wersję nakręconą w 2005 przez jednego z najpopularniejszych obecnie japońskich reżyserów, czyli Takashi Miikego.

Pewnym szczególnym rodzajem zjawy są spopularyzowane na zachodzie istoty, które określa się słowem yurei. Każdy, kto oglądał chociaż parę japońskich horrorów z pewnością natknął się na to "stworzenie", chociaż być może nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Wszystko jednak stanie się jasne, gdy wspomni się, że bodajże najsłynniejszą yurei jest Sadako Yamamura znana wszem i wobec z przeboju "Ringu". Na przestrzeni ostatnich lat ten rodzaj japońskiego ducha stał się niezwykle częstym gościem na naszych ekranach. Dość wspomnieć chociażby takie filmy jak "Ringu" wraz ze wszystkimi jego sequelami prequelami, remakeami i "wariacjami na temat". O yurei traktuje również seria "Ju-on", (która w przyszłym roku doczeka się piątej już odsłony), trzy części "One Missed Call", "Dark Water", "Kaidan" (jeszcze w tym roku można spodziewać się remakeu w reżyserii Hideo Nakaty). Do podstawowych atrybutów yurei należą białe szaty (w wielu krajach dalekiego wschodu, w tym w Japonii, biały jest tradycyjnie kolorem żałobny) oraz długie czarne włosy (odniesienie do tradycyjnego teatru). Jednak czym tak w zasadzie są yurei?


Najprościej można by powiedzieć, ze są duchami zmarłych ludzi. Jednak nie każdy człowiek po śmierci stanie się yurei. Śmierć musi nastąpić przy wtórze bardzo silnych, zazwyczaj negatywnych emocji. Tak więc ofiary okrutnych zabójstw, samobójcy, a także ludzie, którzy odchodzą niepogodzeni ze światem maja bardzo dużą szansę, aby w niedługim czasie powrócić jako zakłócające spokój śmiertelników zjawy. Yurei podobnie jak i yokai dzielą się na parę mniejszych grup, które odnoszą się do bardziej konkretnego typu zjaw. Dusze pragnące zemścić się za krzywdy doznane za życia wracają jako istoty zwane onryou (motyw ostatnimi czasy do granic możliwości eksploatowany w japońskim horrorze), matki, które zmarły podczas porodu przyjmą postać ubume, zaś małe dzieci mogą ponownie zawitać do świata żywych jako zashiki-warashi. Typów yurei jest oczywiście o wiele więcej, ale nie ma sensu opisywać ich tu wszystkich. Jednak wszyscy ci, którzy z pewnością nie raz zastanawiali się nad fenomenem popularności czarnowłosej zjawy w azjatyckich horrorach teraz mniej więcej znają powód.

Oprócz wspomnianych wyżej filmów odwołujących się do tematu yurei, można by przywołać wiele kolejnych, w których ten motyw jest mniej lub bardziej eksploatowany. Warto by w tym miejscy przywołać filmy takie jak wyreżyserowany przez H. Nakatę w 1996 roku horror "Joyû-rei" ('Ghost Actress") i pochodzący z 2004 "Ju-rei". W przypadku tych dwóch filmów już same tytuły sugerują czego można się spodziewać. Typowym i niestety również niezbyt udanym horrorem z postacią czarnowłosego widma jest dwu częściowy "Shibuya kaidan" ("The Locker"), gdzie to miejscem przebywania zjawy okazuje się pewien schowek w środku miasta. Film w którym znajdziemy odwołania do yokai i yurei jednocześnie, jest pochodząca z 2004 roku telewizyjna produkcja "Suiyô puremia: sekai saikyô J horâ SP Nihon no kowai yoru" ("Dark Tales of Japan"). Będący w istocie zbiorem kilku krótkich historii film, niestety, nie należy do zbyt udanych. Chociaż co ciekawe w jednej z historii, opowiadającej o podróży Japończyka do USA, twórcy poszli trochę pod prąd konwencji i przedstawili zjawę jako blondynkę. Jednakże pomijając tą ciekawostkę film ten nie oferuje zbyt wielu wrażeń dla potencjalnego widza.

Jednak w japońskich horrorach wątki nadprzyrodzone występują nie tylko pod postacią bytów ze świata duchów. Poza tymi głównymi i najczęściej reprezentowanymi motywami, w filmach pojawiają się też takie tematy jak czarna magia (seria "Eko eko azarak"), duchy nawiedzające świat ludzi za pośrednictwem nowoczesnych zdobyczy techniki ("Kairo"), dziwaczne wiry oddziaływujące na ludzi ("Uzumaki"), reinkarnacja ("Rinne"), a nawet strachy na wróble ("Kakashi") czy niezwykłe sny ("Nagai yume").

Co ciekawe wraz z upływem lat zmieniało się otoczenie w jakim rozgrywała się akcja japońskich filmów grozy. O ile w pierwszych horrorach tłem dla wydarzeń była prowincja, niekiedy niemal bezludna, o tyle im bliżej czasów współczesnych tym bardziej akcja horrorów przenosi się w scenerie miejskich aglomeracji, a duchy (które najwyraźniej również w jakiś sposób ewoluują) potrafią zasiedlić coraz to nowe ludzkie wynalazki.

Osoby, którym przejadły się już nadprzyrodzone historie (a ostatnimi czasy o to nie trudno), a jednocześnie wciąż czują niedosyt japońskich horrorów mogą sięgnąć nieco głębiej w gatunek. Po filmy z racji swej formy i treści zdecydowanie mniej popularne, jednak nie mniej godne uwagi. Krąg odbiorców i miłośników tego typu potraw podlanych krwistym sosem jest zdecydowanie mniejszy, ilość filmów również nieco mniejsza, ale wrażenia z nich nieraz o wiele większe.

Nie będzie żadnym odkryciem stwierdzenie, że japońskie gore należy do światowej pierwszej ligi i w tej dziedzinie z powodzeniem może stawać w konkury z takimi "zaprawionymi w boju" krajami jak USA czy Włochy. Japońskie filmy gore są w zdecydowanej większości niezwykle dopracowane pod względem technicznym. Do tego stopnia, że co poniektórzy widząc je, biegli sprzed ekranu prosto na FBI zawiadomić o popełnieniu zabójstwa na planie filmowym. Już samo to przywoływane jako anegdota wydarzenie stanowi swoisty "znak jakości" dla japońskiego gore. O tak sztandarowych przedstawicielach gatunku jak seria "Guinea Pig", (z którą zresztą związana jest sprawa domniemanego snuff movie), nie ma sensu się zbytnio rozpisywać, bo na jej temat powiedziano już chyba wszystko co powiedzieć było można. Tym niemniej w każdym omówieniu japońskiego horroru po prostu trzeba o tej serii wspomnieć, co też niniejszym czynię. O tematykę snuff movies delikatnie zahacza też pierwsza (i najlepsza z serii) część "Shiryo no wana" ("Evil Dead Trap", 1988). Jednakże pomimo iż punktem wyjścia do całej historii jest tajemnicza kaseta na której zarejestrowano morderstwo młodej kobiety, o tyle im dalej posuwa się akcja tym bardziej dają o sobie znać zdarzenia, których natury nie sposób wyjaśnić w racjonalny sposób. Niestety kolejne części mają z jedynka wspólny w zasadzie tylko tytuł, co wcale nie znaczy, że nie oferują licznych krwawych scen. Wśród krwawych horrorów zdarzają się oczywiście obrazy lżejsze, gdzie ilość posoki i okrucieństwa mieści się w pewnych, że tak to nazwę, "społecznie akceptowalnych" granicach. Dla przykładu, opowiadający o samobójstwach młodych ludzi " Jisatsu saakuru" ("Suicide Circle" 2002), i jego nieoficjalny sequel "Noriko no shokutaku" ("Noriko's Dinner Table", 2005); czy też historia mieszkających pod jednym dachem, i delikatnie mówiąc, nie przepadających za sobą dwóch młodych aktorek, czyli "2 LDK" (2002); a nawet nieco komediowe spojrzenie na temat zombie w filmach takich jak "Stacy" (2001), czy "Tokyo Zombie" (2005). Do tej grupy można by też zaliczyć nakręcony w 2000 roku "Battle Royale" (nad powstałym trzy lata później nieszczęsnym sequelem lepiej spuśćmy zasłonę milczenia), w którym niektórzy dopatrywali się krytyki japońskiego modelu społeczeństwa, niektórzy głębszych przesłań o sile przyjaźni i humanizmie, jednak przede wszystkim to doskonały obraz z licznymi scenami gore, może niezbyt mocnymi, ale doskonale wpisanymi w styl i klimat filmu.

Jednakże jeśli bliżej przyjrzeć się japońskiemu kinu spod znaku gore, okaże się, że nie bez powodu uchodzi ono w swej kategorii za jedne z najlepszych na świecie. Poza oczywistymi aspektami technicznymi warto też wspomnieć o projektach pionierskich. Pierwsze obrazy obfitujące w krwawe sceny powstawały w Japonii już w latach 60-tych XX wieku. Koronnym przykładem jest nakręcony w 1960 roku horror "Jigoku" ("Hell"). Na wiele lat przed produkcjami zachodnimi Japończycy już mieli w swym dorobku film, który można by uznać za jeden z pierwszych (o ile nie pierwszy) film gore. Nie był to jednak w przeciwieństwie do co poniektórych nowych "wynalazków" obraz epatujący bezsensowną przemocą, ale dopracowane stylistycznie dzieło przedstawiające wizję piekła inspirowaną wierzeniami oraz ludzkimi wyobrażeniami. Film ten doczekał się aż dwóch remakeów (oba pod tym samym tytułem co oryginał), kolejno w latach 1979 i 1999. Jednakże żadna z tych wersji nie dorównała już poziomem oryginałowi z lat 60.. W późnych latach 60. i 70. powstały filmy nawiązujące do czasów, gdy rządy w kraju sprawował ród Tokugawa. Wtedy to też miały miejsce prześladowania coraz liczniejszej mniejszości chrześcijańskiej. W filmach takich jak "Tokugawa onna keibatsu-shi" ("The Joy of Torture", 1968), "Tokugawa irezumi-shi: Seme jigoku" ("Inferno of Torture", 1969), czy też "Tokugawa onna keibatsu-emaki: Ushi-zaki no kei" ("The Joy of Torture 2: Oxen Split Torturing", 1976), zobrazowano mniej więcej okrutne wydarzenia, które miały wtedy miejsce. Same filmy zaś obfitują w rozliczne krwawe obrazy, ze słynną sceną rozrywania człowieka na czele.

W nurt filmów gore, z nieco większymi ambicjami niż bezmyślne zalewnie ekranu litrami krwi, doskonale wpisuje się licząca sobie pięć części seria "Ooru naitu rongu" ("All Night Long"). Pierwsza odsłona, która ujrzała światło dzienne w 1992 poza licznymi krwawymi scenami ukazuje przemianę psychiczną bohaterów pod wpływem traumatycznego przeżycia. Jest to jeden z tych filmów, w których krwawe sceny doskonale uzupełniają się z przemyślaną fabułą. Pozostałe części nie są bezpośrednimi kontynuacjami pierwszego filmu, ale stanowią raczej odrębne całości. Łączy je jednak skrajnie pesymistyczny sposób prezentacji świata, intrygujące wątki fabularne, a także głębsze treści, jakie przekazują pod brudną i dla wielu być może odpychającą powłoką. Wśród filmów z nurtu bardziej "ambitnego" gore warto wyróżnić też tak udane produkcje jak np. " Nekeddo buraddo: Megyaku " ("Naked Blood", 1995), "Odishon" ("Audition", 1999), "Iki-jigoku" "(Living Hell", 2000), "Koroshiya 1" ("Ichi the Killer", 2001), które pomimo licznych scen tortur, niekiedy wielu wiader krwi przelanej na ekranie, posiadają też niezła linie fabularną. W tym też miejscu warto by przywołać też mini serial " Tajuu jinkaku tantei saiko - Amamiya Kazuhiko no kikan" ("MPD Psycho", 2000), który łączy w sobie to, co każdemu miłośnikowi horrorów powinno przypaść do gustu, czyli krwawe sceny, niesamowity klimat i wciągającą fabułę.

Wprawdzie cyber-punk to samo w sobie niezwykle interesujące zjawisko, jednak przedstawicieli filmowych, którzy jednocześnie załapaliby się do określenia ich mianem horror nie ma już zbyt wielu. Dlatego też zdecydowałem się wspomnieć o przedstawicielach tego nurtu w ramach kina gore. Przemawia za tym także fakt, że jednym z głównych motywów tych filmów jest rozkład ludzkiego ciała w różnych tego aspektach. Doskonałym tego przykładem jest sztandarowe działo gatunku, ukazujące przemianę człowieka w biomechaniczne "coś", czyli "Tetsuo" (1989). Również pozostałe filmy z gatunku nie stronią od brutalnych scen, które nieraz ocierają się o surrealizm. Dość wspomnieć takie tytuły jak "964 Pinocchio" (1991), "Death Powder" (1986), "Rubbers Lover" (1996), czy z nowszych produkcji "Meatball Machine" (2005).

Jednak poza (nazwijmy to tak) "gore z ambicjami" mamy tez nie mniej liczną grupę filmów, które nie zgłaszają aspiracji do bycia czymś więcej niż zwykłymi krwawymi spektaklami. Poza serią "Guinea Pig" mamy jeszcze dłuższą serię "Onna harakiri..." gdzie to młode kobiety popełniają samobójstwo, a także pojedyncze filmy jak np. "Watashi No Akai Harawata" ("Woman's Flesh: My Red Guts", 1999). Bardzo często i w wielu filmach dodatkowo gore połączone jest z przemocą na tle seksualnym przez co równie dobrze można by zaliczyć te filmy do kina eksploatacji.

Komu mało krwistych widoków i scen tortur, może zanurzyć się jeszcze głębiej, w świat kina eksploatacji, gdzie to nieraz przekraczane są wszelkie granice okrucieństwa i dewiacji. Z niektórymi filmami jest jednak pewien problem, bowiem bardzo ciężko jednoznacznie orzec, czy przynależą bardziej do kina gore, czy też do kina eksploatacji. W przypadku tytułów takich jak chociażby "Niku daruma" jest to dość trudne zadanie, gdyż doskonale pasowałby zarówno do jednego jak i do drugiego.

Gdy w 1962 roku spod ręki Satoru Kobayashiego wyszedł film pod tytułem "Nikatui no ichiba" ("Market of Flesh"), nikt chyba nie przepuszczał, że właśnie narodził się nowy nurt w japońskim kinie, który z czasem miał rozrosnąć się do potężnych rozmiarów. Zaraz po premierze emisja filmu została wstrzymana przez cenzurę, po czym obraz ponownie wprowadzono do kin, gdzie odniósł spory sukces kasowy. Nikt wtedy zapewne nie przepuszczał, że nowo powstały nurt kina przez następne kilkadziesiąt lat będzie jednym z najważniejszych w japońskim przemyśle filmowym. Sam reżyser "Market of Flesh" stworzył bagatela około 400 filmów z czego zdecydowana większość to właśnie obrazy z nurty pinku-eiga (japońska odmiana filmów określanych z angielska sexploitation). W tamtych odległych czasach ustalały się też charakterystyczne dla gatunku cechy, między innymi długość filmów ograniczona do około godziny i kręcenie na taśmie 35mm z przeznaczeniem do kinowej dystrybucji. Co ciekawe nawet dziś istnieją w Japonii kina wyspecjalizowane w seansach tylko tych filmów. Kolejną cecha charakterystyczną jest mnogość alternatywnych tytułów pod jakimi filmy egzystują na rynku. Niekiedy do jednego przypisanych jest po kilka różnych tytułów. Nie da się ukryć, że niejednokrotnie powoduje to wiele zamieszania i prowadzi do licznych nieporozumień. Mówiąc o kinie eksploatacji nie sposób chociażby nie wspomnieć o jednym z najsłynniejszych filmów tego typu, czyli nakręconym w 1976 "Ai no Coriida" ("In the Realm of the Senses). Obraz ten jako jeden z nielicznych przedstawicieli swego gatunku zdobył szersze uznanie poza granicami swej ojczyzny.

Wśród wczesnych twórców kina pinku należy wymienić takich reżyserów jak chociażby Tetsuji Takechi czy przede wszystkim Koji Wakamatsu, który w swoje filmy umiejętnie wplatał wątki seksualne, przemoc oraz liczne aluzje i odniesienia polityczne. Do najsłynniejszych dzieł tego twórcy nalezą takie filmy jak "Kabe no naka no himegeto" ("Secret Behind the Walls", 1965), "Taiji ga mitsuryo suru toki" ("The Embryo Hunts in Secret"), "Gewalt! Gewa;t! Shojo geba geba" ("Violent Virgin") czy "Yuke yuke nidome no shojo" ("Go, Go Second Time Virgin"). Sam Koji Wakamatsu wciąż pozostaje aktywnym reżyserem, i nie odchodzi zbytnio od tematu, wokół którego oscyluje większość jego filmów. Ostatnimi czasy wyreżyserował szóstą część serii "Perfect Education", która bierze swój początek w późnych latach 90..

Z biegiem lat filmy spod znaku pinku-eiga powstawały w coraz większych ilościach. Wiele jest teorii tłumaczących aż tak wielka popularność filmów pinku w Kraju Kwitnącej Wiśni. Niektóre wskazują na kwestie obyczajowe, oraz fakt, że w Japonii (w odróżnieniu np. od krajów zachodnich, czy nawet Korei) sprawy związane z cielesnością nie stanowią aż tak wielkiego tabu (co jednak nieco kłóci się ze stosowaniem słynnej już optycznej cenzury). Inne teorie mówią o potrzebie łatwego i niezobowiązującego odreagowania stresów przez żyjących pod dużą presją Japończyków. Jakby nie było fakt pozostaje faktem, że przez lata ten nurt kina należał w Japonii do najprężniej rozwijających się.

Pomimo iż powiedziano to już wiele razy, wciąż jednak wiele osób dziwi się, że w japońskich filmach, przy co bardziej śmiałych scenach rozbieranych stosuje się tak zwaną optyczną cenzurę. Nie zaszkodzi więc jeszcze raz powtórzyć jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy. Cała sprawa rozbija się o słynny artykuł 175 japońskiego kodeksu karnego, który to głosi, że pokazywanie narządów płciowych, owłosienia łonowego a także czynności seksualnych jest surowo zakazane. Paragrafu tego do dziś nie uchylono. Więc wszyscy, którzy chcą zapoznać się z japońskim kinem eksploatacji muszą przyjąć je z całym "dobrodziejstwem inwentarza", lub poświęcić się poszukiwaniu nieocenzurowanych wersji filmów, które wprawdzie istnieją, ale są niezwykle trudne do zdobycia.

Jednymi z najmocniejszych obrazów z tego nurtu (i jednocześnie mających więcej wspólnego z horrorem) są "dzieła" pana Daisuke Yamanouchiego. Dość wspomnieć tytuły takie jak "Red Room", "Deddo a goo goo" ("Dead a Go Go"), "Shojo jigoku ichi kyuu kyuu" ("Virgin Hell") czy "Senketsu no kizuna" ("Blood Sisters"). Wszystko to filmy tyleż obrzydliwe, co płytkie i bez głębszego sensu, po prostu obrazy jakich dziesiątki. Jednak wśród jego filmów zdecydowanie wyróżnia się za to twór pod tytułem " Muzan-e: AV gyaru satsujin bideo wa sonzai shita!" ("Mu Zan E", 1999). Obraz ten podobnie jak parę innych japońskich horrorów porusza delikatną tematykę snuff movies, ale czyni to w sposób bez porównania mocniejszy niż inne filmy o tej tematyce. Również tu mamy przykłady różnych dziwnych praktyk seksualnych, przy których krew leje się obficie.

W podobnych klimatach sporo swoich filmów nakręcił Kaozu Komizu. W roku 1986 stworzył pierwszą część serii znanej szerzej jako "Guts of a Virgin". Filmy te epatują przemocą na tle seksualnym, a jednocześnie pojawiają się też w nich sceny gore. Brnąc dalej w tą odmianę kina można natknąć się na takie obrazy jak chociażby "Eat the Schoolgirl", "Beautiful Girl Hunter", "Lolita Vibratore Torture", " Concrete-Encased High School Girl Murder Case", "Woman in the Box", "Kyoko vs Yuki", "Female Market", czy też "Assault! Jack the Ripper". Pomimo iż filmy te powstawały w znacznych odstępach czasowych, każdy z nich ma różną fabułę wszystkie je łączy obfitość rozbieranych scen oraz powszechne epatowanie przemocą. Dla wprawionych widzów, o wyjątkowo mocnych nerwach i odpornych żołądkach, przeznaczone są z kolei filmy pokroju "Niku daruma", gdzie to mamy do czynienia ze skrajnymi dewiacjami na tle seksualnym A trzeba przyznać, że "erotyka" potrafi w tym filmie przybrać naprawdę skrajnie dziwaczne i spaczone formy. Jednakże wśród obrazów spod znaku pinku-eiga trafiają się i takie "rodzynki" jak film o wiele mówiącym tytule "Killer Pussy". Jeśli wziąć pod uwagę wszystkie typowe schematy, to chyba nie trzeba już mówić czego można się spodziewać po filmie o takim tytule.

Japońskie filmy z nurtu kina eksploatacji zwykle nie posiadają zbyt wyszukanej fabuły. W przeszłości, gdy ten gatunek dopiero się rodził sytuacja przedstawiała się nieco inaczej. Filmy pinku niejednokrotnie zahaczały o tematy polityczne, społeczne, a same w sobie były obrazami niekiedy z pogranicza kina artystycznego. Jednak obecnie, mając na uwadze fakt, że kręcenie tego typu produkcji odbywa się na skalę w zasadzie przemysłową, nie powinno zbytnio dziwić, nie ma już za bardzo miejsca na artyzm.

Sam termin pinku eiga został ukuty w 1963 roku, jednak zajęło sporo czasu zanim przebił się do powszechnego użytku. W tym miejscu warto by też wyjaśnić pochodzenie samego określenia, oraz co tak naprawdę ono oznacza i do jakiego typu filmów się odnosi. Pinku-eiga to złożenie powstałe z angielskiego słowa "pink" oraz japońskiego "eiga". W dosłownym tłumaczeniu oznacza więc "różowy film". Termin ten zaś odnosi się do tak zwanej miękkiej, lub jak kto woli lekkiej pornografii. Dla określania twardego porno zarezerwowany jest termin AV. Swoją drogą wśród filmów AV można natknąć się na liczną grupę skrajnie obrzydliwych obrazów (tytułów nie pomnę, ale kto chce ten z pewnością znajdzie), gdzie dzieją się rzeczy, które przeciętnego i nieobytego z takimi widokami widza zaprowadzą wprost do ubikacji. Ale to tak na marginesie, gdyż z horrorami tamte filmy nie mają nic wspólnego. Jednakże niekiedy ciężko jednoznacznie orzec, czy dany film to jeszcze pinku, czy może już AV. Swoją drogą, wiele filmów spod znaku pinku eiga również nie ma z horrorami wiele wspólnego, więc nie można między tymi gatunkami stawiać znaku równości, bowiem nie każdy pinku podpada automatycznie pod horror (w jakiejkolwiek jego odmianie).

Ile jest wszystkich pinku eiga (już nawet nie tylko tych wykazujących jakikolwiek związek z horrorem) ciężko powiedzieć. Ale bez większej przesady można stwierdzić, że powstały ich setki jeśli nie tysiące. Przyczyniło się do tego bez wątpienia niezwykły sukces pierwszych filmów tego typu, który sprawił, że za produkcję wzięły się potężne studia filmowe, jak ENK, Toei (seria "Pinky Violence"), czy wreszcie słynne Nikkatsu (tak zwane "Roman Porno"), które z kręcenia filmów pinku uczyniły sobie niezłe źródło dochodów.

Czasy się zmieniały, mijały dekady, ale pinku eiga nie traciły na popularności. Z nowszych produkcji warto by wspomnieć tytuły takie jak "Tenjoura no chikan: Inju nozoki ma" ("Pervert in the Attic: Peeping Lewd Beast", 2003) czy "Waisetsu netto: Shudan ikasete" ("Obscene Internet Group: Make Me Come!", 2003). Na koniec warto dodać, że obecnie rokrocznie powstaje około setka nowych filmów tego typu, a że większość nie ma nic wspólnego z horrorem to już inna sprawa.

Wśród japońskich filmów trafiają się niekiedy takie, które z różnych przyczyn wliczane są w szeregi horrorów, jednakże nie pasują do żadnego z głównych typów kina grozy. W tym miejscu chciałbym wspomnieć o dwóch takich przypadkach. Do takowych niewątpliwie zalicza się nakręcony przez T.Miike w 2001 roku "Happines of the Katakuris", gdzie to poznajemy pewna rodzinę prowadzącą zajazd na uboczu. Pech jednak chce, że ich goście umierają podczas pobytu. To brawurowe połączenie komedii, horroru i musicalu jest w rzeczywistości swoistym remake`m powstałego trzy lata wcześniej w Korei Południowej thrillera "Quiet Family". Jest to też jeden z naprawdę nielicznych przykładów na to, że remake może okazać się równie dobry (o ile nie lepszy) jak oryginał. Jednak z typowym horrorem nie ma ten film zbyt wiele wspólnego, chociaż pewne powiązania można oczywiście wskazać.

Z drugim filmem sprawa jest jednak zdecydowanie bardziej niejednoznaczna. Bowiem naprawdę ciężko powiedzieć dlaczego "Survive Style 5+" jest przez większość serwisów filmowych zaliczany w poczet horrorów. Skoro jednak już tak jest, to nie wypadało pominąć milczeniem tej skądinąd rewelacyjnej produkcji. Z horrorem ma wspólnego jeszcze mniej niż wspomniany powyżej "Happines of the Katakuris". Chociaż pewne cechy gatunku można by w nim odnaleźć. Przede wszystkim jest coś groteskowego w dziwacznej historii o człowieku, który pomimo wielu udanych prób zabicia swojej żony, wciąż nie może pozbyć się jej ze swojego życia, gdyż ta za każdym razem wraca z grobu wprost do domu. W dodatku nierzadko obdarzona nadludzkimi mocami. Zapewne to właśnie ten wątek, nie jedyny, gdyż w "Survive Stylre 5+" przeplata się kilka równoległych historii, sprawił, że ten doskonały film znalazł się w towarzystwie przedstawicieli kina grozy. Jednakże podobnie jak w "Happiness of the Katakuris" tak i w "Survive Style 5+" mieszają się liczne gatunki filmowe z absurdalną komedią na czele.

Jak widać nawet z tego krótkiego i bardzo pobieżnego zestawienia japoński horror występuje w wielu różnych odmianach i porusza najprzeróżniejsze tematy. Dokładając do tego sporą liczbę filmów (ostrożnie szacując można mówić o tysiącu), można stwierdzić, że właściwie każdy miłośnik horroru znajdzie w kinie z Japonii coś dla siebie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że umyślnie pominąłem cały obszerny nurt tak zwanych "monster movies", bowiem do dziś nie ustają spory, czy filmy do niego należące są horrorami czy może jednak nie. Jakby nie było, pewnym jest, że twórcy z Kraju Kwitnącej Wiśni nie zamierzają spocząć na laurach, i pozostaje mieć nadzieję, że w najbliższej przyszłości z pewnością jeszcze zaskoczą nas swymi pomysłami.

Źrodła:www.wikipedia.org
www.midnighteye.com
www.jahsonic.com
www.twichfilms.com
www.imdb.com
www.snowbloodapple.com

Na forum: Podyskutuj o tym artykule


HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia
HO, Publicystyka - Geografia kina grozy - 4. Japonia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -