Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:REPTILE, THE

REPTILE, THE

Kobieta - Wąż

ocena:6
Rok prod.:1966
Reżyser:John Gilling
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Jacqueline Pearce, Michael Ripper, Noel Willman, Jennifer Daniel
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6.71
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Z "Kobietą-wężem" Johna Gillinga nieodłącznie związana jest legenda zmarłego samobójczą śmiercią, Tomasz Beksińskiego, cenionego dziennikarza radiowego i tłumacza filmów oraz człowieka, na którego audycjach radiowych wychowało się całe pokolenie 30-latków. Beksiński nie tylko przetłumaczył dialogi do obrazu Gillinga, ale grającą w tym filmie aktorkę, Jacqueline Pearce, uważał za ideał kobiety, który bezskutecznie przez swoje niedługie życie poszukiwał. Często też, po kolejnym zawodzie miłosnym, porównywał swoje partnerki do tytułowej kobiety-węża, sarkastycznie dodając, że bohaterka filmu chociaż kąsała szybko i skutecznie, a prawdziwe kobiety długo i okrutnie. Charyzmatyczny dziennikarz popełnił samobójstwo w Wigilię 1999 r., ale jego postać po śmierci stała się legendą. A czy jego ulubiony horror spotkał podobny los i również zyskał nieśmiertelność? A może jednak bez zbędnego zamieszania odszedł w niepamięć współczesnego widza?

Harry Spalding i jego żona, Valerie, wyruszają do małej wioski Cornish, by zamieszkać w niewielkiej posiadłości zmarłego niespodziewanie brata, Charlesa (w tej epizodycznej roli wystąpił Harold Pinter, wybitny angielski dramaturg i scenarzysta najważniejszych filmów Josepha Loseya). Na miejscu, przybyszów spotyka nieufne, a nawet wrogie powitanie mieszkańców wioski. Tylko właściciel baru, Tom Bailey, okazuje im życzliwości i wkrótce stanie się częstym goście w domu Spalding`ów. Nowoprzybyłe małżeństwo stopniowo poznaje przyczynę dziwnego zachowania mieszkańców. W okolicy, w niejasnych okolicznościach, umierają ludzie, a pośmiertne objawy i podłużne rany na szyi wskazują, że padli ofiarą...kobry. Skąd egzotyczny wąż na angielskiej prowincji? I jaki związek z ponurymi wydarzeniami ma ekscentryczny sąsiad Spaldingów dr Franklyn i jego piękna, choć tajemnicza córka, Anna?

"Kobieta-wąż" Johna Gillinga jest jednym z ostatnich znaczących dzieł brytyjskiej wytwórni Hammer Films, której produkcja pod koniec lat 60-tych stopniowo traciła impet. Obraz w założeniu miał być przedsięwzięciem drugoplanowym wytwórni. Niewielki budżet przeznaczony na produkcję i oszczędności w scenografii (zdjęcia realizowano w dekoracjach pozostałych po poprzednim filmie Gillnga, "Pladze Żywych Trupów") dość poważnie ograniczyły twórców. Reżyser, siłą rzeczy, musiał zrezygnować z efektownej fabuły, imponującej scenografii czy szokującej charakteryzacji. W zamian jednak widz otrzymuje nastrojowy, stylowy obraz, pełen niedopowiedzeń i ukrytego fatalizmu. Niestety, w kontemplowaniu atmosfery niepokoju przeszkadzają inscenizacyjne niedoróbki. Dzieło Gillinga pod tym względem jest nie lada gratką dla łowców filmowych wpadek W jednej scenie na ścianie wisi plakat, za chwilę znika, później znowu się pojawia, w innej - na zegarze są pomylone godziny: bohaterka wychodzi napompować wodę o 9.00, wraca o 8.15. Podczas gry sitrze, Anna posługuje się jedną ręką, chociaż muzyka to burza dźwięków, którą trudno byłoby uzyskać grając w ten sposób. Bohaterowie chronicznie wręcz zapominają o zamykaniu drzwi od mieszkania po jego opuszczeniu. Listę można by ciągnąc dalej, ale nie bądźmy drobiazgowi: potknięcia mniejsze lub większe zdarzają się nawet przy profesjonalnych superprodukcjach w rodzaju "Matrixa" czy "Braveheart" (podobno, gdy Mel Gibson biega po dachach chałup, przez chwilę widać jego slipy!), a co dopiero w produkcji klasy B. Jednak charakteryzacji tytułowej kobiety-węża, o której sam Tomasz Beksiński, zagorzały miłośnik filmu, krytycznie pisał, że "widać, że tam jest trochę akwarelek, gumy, plasteliny" darować nie można. Wyjątkowa tandeta make-up bohaterki przerazić może jedynie niemowlaków, a nie zapominajmy, ze dzieło Gillinga jest horrorem, czyli gatunkiem, w którym dzięki charakteryzacji często osiąga się efekt grozy, a nawet szoku. A jedyne co szokuje w tym filmie to nieporadność charakteryzatora.

Nie wiadomo też dlaczego reżyser nie pozostał do końca konsekwentny i misternie (i niespiesznie) budowany nastrój mrocznej tajemnicy, stopniowo odkrywanej przez małżeństwo Saplding`ów( a przy okazji widza),niweczy pod koniec filmu, pokazując potwora w całej okazałości. Żeby chociaż był on straszny a tajemnica nieprzewidywalna...Do tego ostatniego przysłużył się "genialny" polski tytuł, który jest jak zdradzona puenta dowcipu albo- co jest chyba trafniejszym porównaniem - jak wskazanie sprawcy palcem (oryginalny tytuł "The Reptile" znaczy "gad" i niczego nie przesądza). Niestety, wiedza kim jest morderca, nie ułatwia seansu i nie chroni przed ukradkowym spoglądaniem na zegarek.

Na szczęście pozostają atrakcje nie związane z filmem grozy: udanie odmalowany wiejski pejzaż, także ludzki - ksenofobia wieśniaków jako czytelna aluzja angielskiego społeczeństwa niechętnego obcym, klątwa ciążąca na dziewczynie jako alegoria zemsty brytyjskich koloni na kolonizatorze, a także jedna z najlepszych ewokacji wiktoriańskiego świata, który od wewnątrz toczy choroba. Jest też zjawiskowa Jacqueline Pearce, ale pojawia się tylko w dwóch scenach, a chciałoby się znacznie więcej. Nie brakuje, rzecz jasna, charakterystycznych elementów hammerowskiego stylu: gotyckiego zamku, czarnej peleryny, kopania grobów deszczową nocą na cmentarzu, ponurej podziemnej pieczary, wiktoriańskich komnat i specyficznej, nieco teatralnej gry aktorów. Pojawia się nawet pewne novum: scenariusz nie jest tym razem przeróbka "monster movies" z Universalu, z czego wytwórnia Hammer słynęła, lecz oryginalnym, autorskim dziełem Johna Eldera, scenarzysty filmu.

Czy więc "Kobieta-wąż" podzieliła legendą swego największego miłośnika, zmarłego dziennikarza? Tomasz Beksiński w wywiadzie dla tygodnika "Machina" pisał:
"Stare horrory dziś już śmieszą. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, obejrzałem w życiu tylko jeden horror, na którym się bałem. To była "Kobieta wąż", a ja miałem 11 lat. Od tego czasu jestem jak człowiek, który raz w życiu przeżył orgazm i chciałby po raz drugi ale mu nie wychodzi.(..) Do dziś, jak mi się śni w nocy, muszę zapalić światło. Zresztą gdyby to ode mnie zależało, komuś, kto byłby na tyle wrażliwy i na tyle młody co ja wtedy, raczej bym tego filmu nie pokazał. Oglądając go teraz, zdobyłem się na dystans i wyłowiłem masę błędów inscenizacyjnych (...)"

PS. Cytaty pochodzą ze strony: http://www.krypta.whad.pl/html/artykuly_filmowe/pocalunek_kobiety_weza.html

Screeny

HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE HO, REPTILE, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nastrój tajemnicy
+ ewokacja wiktoriańskiego świata
+ oryginalny scenariusz
+ Jacqueline Pearce

Minusy:

- nie straszy
- dłuży się
- brak konsekwencji w kreowaniu atmosfery
- fatalna charakteryzacja

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -