Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CURSED

CURSED

Przeklęta

ocena:4
Rok prod.:2005
Reżyser:Wes Craven
Kraj prod.:USA / Niemcy
Obsada:Christina Ricci, Joshua Jackson, Daniel Mora, Shannon Elizabeth
Autor recenzji:BartX
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:4.45
Głosów:44
Inne oceny redakcji:
Ash J. Williams - 2
Skaraś - 3
M@rio - 7

Przydałby się wreszcie jakiś dobry nowoczesny horror z wilkołakiem – taki, który wymienialibyśmy odruchowo razem ze „Skowytem”, „Amerykańskim wilkołakiem w Londynie” i „Dog Soldiers”. Fakt, że za tę tematykę zabrał się Wes Craven – który przecież zęby zjadł na horrorze – wydawał się dawać nadzieję, że oczekiwane arcydzieło właśnie powstaje. Teraz jednak, kiedy jego długo oczekiwany film trafił już do kin, okazuje się, że nie ma on większych szans na współzawodniczenie z wymienioną trójką. I niech nikt nie da się zwieść niezłemu początkowi „Cursed” – wilkołak też człowiek i trzeba go raczej sądzić po tym jak kończy, niż jak zaczyna.

Bohaterka grana przez Christinę Ricci potrąca samochodem jakieś olbrzymie zwierzę. I ona i jej brat (Daniel Mora) zostają lekko pokiereszowani przez bestię, ale to wystarczy, aby już nazajutrz zaobserwowali u siebie niepokojące zmiany: dziewczynę dręczą koszmary o piciu krwi, chłopak budzi się nago w ogrodzie, a oboje odkrywają u siebie pociąg do surowego mięsa i... kropki na dłoniach, które wystarczy połączyć markerem aby ukazał się zgrabny pentagram. Szybka lektura wilkołaczych stron internetowych i paru zakurzonych ksiąg z biblioteki zaczyna nasuwać niepokojące podejrzenie: potrącony zwierzak mógł być najprawdziwszym wilkołakiem. A jeśli był, to jest jasne, że klątwa bestii przeniosła się teraz na pechowe rodzeństwo. Problem to jednak czy zaleta? Bo chłopak staje się teraz znacznie mężniejszy – daje w kość gnębiącemu go dotąd koledze i imponuje ponętnej koleżance – a jego siostra zyskuje wreszcie odwagę, żeby pozadawać parę trudnych pytań ukochanemu. Obojgu wciąż jednak grozi rychłe przemienienie się we włochatą bestię, a i wilkołak, którego potrącili nie będzie chciał im dać spokoju. Pozostaje też pytanie kim jest on za dnia...

Pierwsza dobra scena filmu, niemalże początek: wieczór, las, drugoplanowa bohaterka zostaje zaatakowana przez niezidentyfikowanego potwora. Ale jak zaatakowana! Jednym szarpnięciem kłów wilkołak przepoławia biedaczkę, a ta, z liśćmi oblepiającymi wystający kręgosłup, zostawiając za sobą gęstą smugę krwi, wciąż stara się uciekać. Druga dobra scena, jakiś czas później: drugoplanowa bohaterka chowa się przed bestią na parkingu samochodowym; jest późno, niewesoło, wiadomo, że nikt nie przyjdzie jej z pomocą. Bohaterka rzuca się do ucieczki pomiędzy samochodami, podczas gdy wilkołak śmiga po ich dachach – widzimy a zasadzie tylko jego potężne łapy, wgniataną karoserię i przerażenie ściganej kobiety, ale to najzupełniej wystarcza – boimy się, że i ją czeka krwawe przepołowienie.

Pytam więc: dlaczego po tych dwóch scenach reżyser postanowił kręcić inny film? Dlaczego nagle schował suspens do kieszeni, a zamiast niego sypnął nam na ekran garścią nieudanych cyfrowych efektów? Otóż najprawdopodobniej dlatego, że czuł, iż tak właśnie „wypada”: we wczesnych wywiadach Wes Craven nie ukrywał, że to właśnie efekty specjalne będą odróżniały „Cursed” od wcześniejszych filmów o tej tematyce. Tyle, że miał pewnie na myśli, że będą go odróżniały na plus – a dzieje się odwrotnie. Najgorsza scena filmu: człowiek zamienia się w wilkołaka, a widz jest świadkiem poszczególnych stadiów tej przemiany. Tragedia. To, co tak świetnie udało się ponad dwadzieścia lat temu w filmie Johna Landisa, teraz wypada fatalnie – i to właśnie dzięki zastosowaniu nowoczesnej techniki. Scena wygląda jakby została zrobiona przez nieszczególnie utalentowanego dwunastolatka przetestowującego program graficzny, którego wcześniej nie widział na oczy. Zresztą reżyser Craven wpadł chyba do jego pokoju po dwudziestu minutach zabawy i rzekł „Jest git, chłopcze – kupuję to do swojego filmu, bo premiera tuż-tuż. Masz tu dziesięć dolców”.

Żartuję sobie, ale jest mi smutno: zawsze ceniłem Wesa Cravena i martwi mnie, że ostatnio nie potrafi on skręcić dobrego horroru. Problemem „Cursed” są jednak nie tylko finanse, ale też scenariusz: Kevin Williamson („Scream”, „The Faculty”, „Teaching Mrs. Tingle”) tym razem nie potrafił wykrzesać zbyt wielu iskier ze starej tematyki. Liczę jednak, że w przyszłości obydwu panom coś się jeszcze uda. Bo nawet tu widać, że mają dobre pomysły, odpowiednie zacięcie i umieją zatrudniać właściwych aktorów. Postawienie na cyfrowe efekty specjalne jest jednak niewybaczalnym grzechem – nie dość, że pozbawiają one film odpowiedniej atmosfery, to jeszcze wyraźnie widać, że w pewnym momencie zwyczajnie zabrakło na nie pieniędzy. I w zasadzie trudno mieć do twórców pretensje o to, że mieli słabego sponsora. Można jednak śmiało ponarzekać na brak wyczucia: bo kiedy zauważyli, że w kieszeniach zaczyna się im przerzedzać powinni byli zapędzić swojego wilkołaka w głębokie cienie - stamtąd straszyłby dużo skuteczniej.

Screeny

HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED HO, CURSED

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pierwsze pół godziny trzyma fason
+ aktorzy radzą sobie nieźle

Minusy:

- nieudane efekty specjalne
- spora przewidywalność wydarzeń
- przydałoby się więcej napięcia

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -