Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RATS - NIGHT OF TERROR

RATS - NIGHT OF TERROR

Szczury: Noc grozy!

ocena:3
Rok prod.:1984
Reżyser:Bruno Mattei
Kraj prod.:Włochy / Francja
Obsada:Richard Raymond , Janna Ryan , Alex McBride , Richard Cross , Ann Gisel Glass , Christopher Bretner, Tony Lombardo, Henry Luciani
Autor recenzji:Piotr Sawicki
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:3.29
Głosów:14
Inne oceny redakcji:
Majster - 4

Bruno Mattei to twórca okryty czarną sławą najgorszego włoskiego reżysera horrorów. Być może właśnie z tej przyczyny, zamiast odważnie podpisywać się w czołówkach filmów własnym imieniem i nazwiskiem, notorycznie ukrywa się pod pseudonimami. W całej swojej karierze użył ich blisko dwudziestu, a jednym z najczęściej powracających jest Vincent Dawn. Pod tym kryptonimem zrealizował w 1981 roku niesławny "Hell of the Living Dead", zaś w 1984 właśnie "Rats - Night of the Terror", będący typową dla tego reżysera prostą kombinacją pomysłów ukradzionych z innych filmów, siermiężnie posklejanych ze sobą przy udziale niewielkiego budżetu. Brak oryginalności? Ależ nie, zrozumcie - Mattei mówi o sobie, że jest twórcą postmodernistycznym!

Akcja "Szczurów" rozgrywa się w przyszłości, w 225 lat po wybuchu wojny nuklearnej. Ziemia zamieniła się w pustynię, po której przemieszczają się w poszukiwaniu wody, żywności i paliwa zmotoryzowane grupy ludzkich niedobitków, wystrojonych - jak przystało na ocaleńców postnuklearnych - w skórzane kurtki z cekinami. Członkowie jednej z takich brygad to bohaterowie filmu. Właśnie, jak im się wydaje, odnaleźli raj: podróżując natrafili na olbrzymie opuszczone laboratorium na Manhattanie, ze stałym dostępem do wody i najprzeróżniejszych rzadkich łakoci. Bez namysłu postanawiają się tam urządzić. Nie zraża ich nawet obecność olbrzymiej populacji przerośniętych szczurów, które zamieszkują labolatorium. W końcu kto by się przejmował jakimiś gryzoniami, kiedy wokół jest tyle dóbr. Sielanka nie trwa jednak długo: z nadejściem zmierzchu stada zmutowanych i przebiegłych szczurów, odpowiedzialnych za śmierć poprzednich właścicieli, zaczynają atakować bohaterów. Rozpoczyna się walka o przetrwanie...

Deklarowana "postmodernistyczność" Mattei polega na bezwstydnym kalkowaniu cudzych pomysłów. Kto widział "Hell of the Living Dead", gdzie nieudolnej zbitce motywów z "Dawn of the Dead", "Zombie Flesh Eaters" i "Cannibal Holocaust" towarzyszyła muzyka ukradziona z tego pierwszego filmu, ten wie o czym mowa. Właściwie można powiedzieć, że jedynym charakterystycznym elementem "stylu" Mattei jest, obok powalająco tanich efektów specjalnych, właśnie bijąca po oczach wtórność pomysłów. To on wyreżyserował nieoficjalną tanią włoską kontynuację "Terminatora" na trzy lata przed premierą właściwego sequelu filmu Camerona, to on nakręcił "Emmanuelle w więzieniu", zaś jeszcze w roku 1995 zrealizował film telewizyjny pod wszystko mówiącym tytułem "Cruel Jaws", emitowany gdzieniegdzie jako "Jaws 5". Jednak przez jego dzieła przewija się od czasu do czasu pewna osobista "autorska" obsesja: świat dotknięty apokalipsą, w którym ludzie stają się żarłem dla jakichś wygłodniałych bestii. Już w "Hell of the Living Dead" było kilka scen ze szczurami wygryzającymi ludziom wnętrzności, co zdaje się podpowiadać, iż Mattei nie przepada za gryzoniami. W "Rats - Night of the Terror" postanowił dać upust tej swojej niechęci.

"Chciałem zrobić film taki jak "Noc żywch trupów" tylko ze szczurami zamiast zombich" - zdradza swoje intencje reżyser. Łatwo się domyślić, co to oznacza. Bohaterowie barykadują się w laboratorium m.in. zabijając okna deskami. Przy okazji dochodzi między nimi do konfliktów, zaś cała sytuacja obnaża tylko ich prawdziwe charaktery. Oczywiście prawie wszyscy giną, a ci którym udaje się przeżyć spotykają na swojej drodze ekipę ratunkową, która... Nie, nie zabija ich przez pomyłkę. Jest jeszcze lepiej. Nie chcę jednak zdradzać zakończenia, które jest niewątpliwie najlepszą sceną filmu: tak zakręcone i głupkowate, że działa na widza jak kubeł zimnej wody.

Niestety, żeby je zobaczyć musimy wpierw przetrwać ponad półtorejgodzinną projekcję, która, delikatnie mówiąc, jest średnio zadowalająca. Jeżeli ktoś nie jest fanem kina klasy C, może od razu darować sobie oglądanie "Rats - Night of the Terror". Tytułowe szczury to w większości pomalowane na czarno świnki morskie, co nomen omen nie było takim złym pomysłem, zważywszy jak groźnie ich czerwone oczy świecą się w ciemnościach. Ale jak tu sprawić, żeby te te spokojne przecież gryzonie atakowały ludzi? Twórcy filmu wymyślili sposób, który polegał ni mniej ni więcej, tylko na obrzucaniu aktorów bogu ducha winnymi stworzeniami. I tak na przykład jedna z bohaterek wygląda przez okno na parterze, a piętro wyżej czeka już asystent reżysera z workiem pełnym szczurów, żeby je wysypać na jej głowę. Podobnie jest zrobiona scena, w której szczury dostają się do laboratorium przez piec - ktoś ukryty na dachu po prostu wsypuje je do komina.

Biorąc pod uwagę, w jaki sposób gryzonie były poniewierane na planie, można tylko utwierdzić się w przekonaniu że Mattei faktycznie ich nie lubi. Widzimy tutaj szczury, którymi się gra w hokeja, szczury rzucane o ściany, palone żywcem, rozgniatane pod podeszwami butów... W rezultacie zamiast przejmować się losami uwięzionych w labolatorium bohaterów przejmujemy się raczej nieciekawą sytuacją zaangażowanych do filmu gryzoni. A to przecież one, według założeń scenariusza, miały budzić w nas antypatię.

Również na innych poziomach film nie spełnia oczekiwań. Scen gore, których zwykle oczekujemy po włoskiej produkcji z lat 80. jest tutaj bardzo niewiele, a te które są wyglądają tak jak zwykle amatorzy robią, czyli make-up z powideł wiśniowych rozsmarowujemy na twarzy aktora. Choć z drugiej strony zdarzają się sceny nakręcone bez efektów acz z pomysłem, np. moment, kiedy szczur wchodzi pod kołdrę pewnej pani by po krótkiej szamotaninie wyjść przez jej usta. Jednak takich widoków też nie jest zbyt wiele i przez większą część film przynudza, co reżyser próbuje nam wynagrodzić pokazując kilka kopulacji typu soft oraz nagich biustów. Jak to we Włoszech.

Połączenie "Nocy żywych trupów", "Mad Maxa" i filmów o gryzoniach w rodzaju "Deadly Eyes" Roberta Clouse'a nie udało się Mattei. Jako wzorcowy przykład tandety jest jednak w stanie zainteresować pewną niszę odbiorców, i dlatego w ocenie finalnej daję punkty trzy, choć trudno powiedzieć aby jako horror "Szczury" zasługiwały na więcej niż dwa.

Screeny

HO, RATS - NIGHT OF TERROR HO, RATS - NIGHT OF TERROR HO, RATS - NIGHT OF TERROR HO, RATS - NIGHT OF TERROR

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na połączenie klimatów znanych z "Mad Maxa" z survival horrorem
+ chwilami tak głupi, że aż śmieszny
+ zakończenie.

Minusy:

- sporo nudnych momentów
- właściwie brak gore
- gryzonie na planie były autentycznie męczone i zabijane
- rażące w oczy ograniczenia budżetowe i warsztatowe
- tzw. efekty specjalne

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -