Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DREAMLAND

DREAMLAND

Dreamland

ocena:6
Rok prod.:2007
Reżyser:James P. Lay
Kraj prod.:USA
Obsada: Jackie Kreisler, Shane Elliott, Jonathan Breck, Channing Nichols
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Dreamland” to niskobudżetowy reżyserski debiut Jamesa P. Laya na podstawie jego własnego scenariusza, którego pomysłodawcami oprócz Laya byli bracia Kenny i Kyle Saylorsowie. W ich wyobraźni wykluł się pomysł na klimatyczny horror science fiction i do pewnego stopnia Layowi, pomimo ograniczeń finansowych udało się przyzwoicie przenieść go na ekran. Moim zdaniem, bo opinie o niszowym „Dreamland” są podzielone – większość z nich właściwie popada ze skrajności w skrajność. Podczas gdy jedna grupa widzów wynosi pod niebiosa dokonanie Laya, druga nie szczędzi słów krytyki, choć oczywiście można również znaleźć parę wypośrodkowanych ocen.

Młoda para, Megan i Dylan, przemierzają starym samochodem szosę usytuowaną na pustyni w Nevadzie, chcąc dostać się do rodziców zastępczych kobiety. Na kolację zatrzymują się w przydrożnym barze zarządzanym przez Blake'a, który interesuje się teoriami spiskowymi na temat organizmów pozaziemskich i eksperymentów rządowych. Mężczyzna raczy przyjezdnych historiami o spodkach kosmicznych oraz przenoszeniu w czasie, ale Megan i Dylan nie traktują tych opowieści poważnie. Po skończeniu posiłku ruszają w dalszą drogę, ale po przejechaniu kilku mil psuje im się samochód. Krótko potem uświadamiają sobie, że w na tych pustynnych terenach w pobliżu osławionej Strefy 51 mają miejsce niewytłumaczalne zjawiska.

Kameralny „Dreamland” wpisuje się w poczet filmów klasy B – wydaje mi się, że z konieczności spowodowanej niskim budżetem, bo w scenariuszu pojawiają się elementy, które można było oddać na ekranie ze zdecydowanie większym rozmachem. Jakie powody takiego minimalistycznego podejścia do owej historii by nie były niezmiernie ucieszyło mnie odejście twórców od przesadzonego efekciarstwa, ponieważ z doświadczenia wiem, że w kinie grozy techniczny rozmach często psuje nawet najlepsze pomysły, o klimacie już nie wspominając. A właśnie atmosfera wydaje się być największym superlatywem „Dreamland”. Reżyserski debiut Laya jest filmem drogi - mogącym nasuwać drobne skojarzenia z „Dead End” (2003) - którego akcję umiejscowiono na rzadko uczęszczanej szosie przechodzącej przez rozległą pustynię w Nevadzie, co naturalną koleją rzeczy generuje klimat wyalienowania, swoistego odcięcia od cywilizacji. A jak się z czasem okazuje również od znanej rzeczywistości. Pierwsze zdjęcia z podróży głównych bohaterów, Dylana i Megan (niezbyt przekonująco wykreowanych przez Jackie Kreisler i Shane'a Elliotta), dają widzom dosyć szeroki ogląd otaczającej ich scenerii: malowniczej, acz emanującej jakąś nieuchwytną grozą, głównie przez ogromny obszar, jaki zajmuje to spowite w głębokiej ciszy miejsce oraz ponurą, wyblakłą kolorystykę. Nie bez znaczenia dla mrocznej aury dosłownie przygniatającej pustynne tereny jest wydarzenie, mające miejsce po kilku godzinach jazdy. Wówczas Megan zauważa małą dziewczynkę wolno przemierzającą jałowe tereny i spoglądającą na ich samochód. Niniejsza sekwencja jest pierwszą, która wprowadza pierwiastek niesamowitości, aczkolwiek niekoniecznie musi on pochodzić z jakichś nadnaturalnych źródeł, wszak jak zdradza nam scenarzysta Megan boryka się z problemami psychicznymi objawiającymi się między innymi halucynacjami. Dylan również nie jest okazem zdrowia, chłopak wszak zmaga się z epilepsją. W każdym razie w tym duecie to właśnie Megan jest tą racjonalnie myślącą osobą, pomimo problemów psychicznych pragmatycznie podchodzącą do życia. Dylan natomiast ma zdecydowanie swobodniejsze podejście, żeby nie rzec infantylne, co często doprowadza do lekkich spięć pomiędzy tą dwójką. Kiedy młodzi ludzie zatrzymują się w przydrożnym barze Lay wprowadza w scenariusz akcenty, mające wzmóc kiełkujące już wcześniej przekonanie, że protagoniści mieli nieszczęście znaleźć się w śmiertelnie niebezpiecznym miejscu. Wtłaczając w usta barmana Blake'a, opowieści o osławionej Strefie 51. Teorie spiskowe o eksperymentowaniu naukowców pozostających na usługach rządu Stanów Zjednoczonych z podróżami w czasie i przybyszach z innych planet jawią się dość fantastycznie, ale w przeciwieństwie do głównych bohaterów filmu powinny skutecznie zasiać w widzach ziarno niepewności. Innymi słowy dostajemy jeden z częstych motywów kina grozy, polegający na konwersacji z lekko osobliwą postacią przygodnie poznaną podczas podróży, która może zarówno zagrażać protagonistom, jak i służyć im pomocą. Rolę Blake'a w całej historii poznamy jednak dużo później, zaś do tego czasu wraz z Dylanem i Megan przyjdzie nam zmierzyć się z prawdziwie zagadkowymi, a w paru miejscach wręcz zwariowanymi zjawiskami.

Kiedy nad pustynią w Nevadzie zapada noc mroczna atmosfera przytłaczającego wyobcowania i pozostawania w swego rodzaju pułapce bez wyjścia akcentowana już wcześniej intensyfikuje się i to do takiego stopnia, że aż trudno uwierzyć, iż „Dreamland” jest dziełem debiutującego reżysera. Kiedy samochód głównych bohaterów psuje się gdzieś pośrodku skąpanej w gęstych ciemnościach asfaltowej drogi napięcie wzrasta, jedno z licznych kulminacji osiągając w chwili pojawienia się tajemniczego napastnika. To znaczy długo tajemniczy nie będzie – twórcy szybko zdradzają, że Dylan i Megan spotkali... Adolfa Hitlera „we własnej osobie”, co jest finalizacją wcześniejszej niesamowitej audycji radiowej wskazującej, że przenieśli się w lata 30-te XX wieku. Kiedy tylko dowiedziałam się, kim jest osoba uderzająca w maskę samochodu nie mogłam powstrzymać śmiechu, po którym przyszła nieprzyjemna konstatacja, że tak oto dotychczas mocno klimatyczny horror zaczął osuwać się w tanią groteskę... Mój entuzjazm opadł, ale na szczęście nie na długo, bo choć „wędrujący” po pustyni Hitler nadal jawił się komicznie (i absurdalnie), ilekroć pojawił się na ekranie to pozostałe elementy tożsame dla filmowego horroru przyjęłam z dużą przyjemnością. Znakomicie oddano sekwencje, podczas których Megan oświetlała sobie drogę wąskim snopem światła z latarki – lekko rozchwiane zdjęcia pustynnego terenu z nieprzeniknioną ciemnością po bokach sprawiały, że z wielkim napięciem oczekiwałam nagłej manifestacji jakiejś zjawy. I nie zawiodłam się, bo jak słusznie podejrzewałam główna bohaterka na tych rozległych, jałowych terenach spotka między innymi małą, bladolicą dziewczynkę z podkrążonymi oczyma, która dzięki realistycznej (bo oszczędnej) charakteryzacji i dobrze wyliczonym w czasie raptownym zastępowaniu drogi przerażonej Megan wprowadzała wręcz nieznośną aurę zagrożenia o podłożu nadprzyrodzonym. Równie udanie prezentują się dwie niemalże identyczne sekwencje z umierającym, okaleczonym mężczyzną, który również może się pochwalić przekonującą charakteryzacją, i za pośrednictwem którego twórcy wprowadzają najbardziej wyrazisty akcent świadczący o zakrzywieniu znanej nam rzeczywistości. Gorzej niestety prezentują się późniejsze sceny z osobami, których oczy żarzą się kiczowatym światłem. Zresztą to samo można powiedzieć o ujęciach obrazujących porywanie nieszczęśników przez jakąś siłę, uosabianą również sztucznym wizualnie rozbłyskiem świetlnym pochodzącym z czegoś znajdującego się w powietrzu. Moim zdaniem Lay niepotrzebnie tak kombinował. W zupełności wystarczyłyby oszczędne charakteryzacje, dłuższe skupienie na postaci zjawy małej dziewczynki kosztem niepotrzebnie efekciarskich ustępów ze światłami oraz silniejsza koncentracja na pełnych napięcia wędrówkach bohaterów po skąpanych w atramentowych ciemnościach odludnych terenach Nevady. Innymi słowy klimatyczne wątki ze zjawami wprawiły mnie w spory zachwyt, gdy tymczasem elementy tożsame dla science fiction lekko rozczarowały. Pomijając zakończenie – skomplikowane i wymagające od widzów długiego układania sobie tego wszystkiego w głowie, choć nawet wówczas niektóre części układanki trudno dopasować do całości, tworząc jeden logiczny ciąg zdarzeń.

Nie będę nikomu rekomendować „Dreamland” pomimo moich zachwytów nad jego oprawą wizualną i mocno trzymających w napięciu niektórych zjawisk rozgrywających się w idealnym dla horroru miejscu akcji. Powodem mojej powściągliwości w tej kwestii jest wiele skrajnie negatywnych opinii na temat tej produkcji, również co poniektórych widzów mających obycie z niszowym kinem grozy, stawiającym na minimalistyczną realizację. Dlatego też ciężko jest mi wskazać grupę docelową „Dreamland” - wytypować gusta, w które twórcy tego obrazu najpewniej celowali. Mnie ich przedsięwzięcie całkiem zadowoliło, choć nie udało się ustrzec kilku niedociągnięć. Problem tylko w tym, że moje zapatrywanie na ten film plasuje się raczej w mniejszości.

Screeny

HO, DREAMLAND HO, DREAMLAND HO, DREAMLAND HO, DREAMLAND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przygniatający, mroczny klimat wyalienowania i wyrazistego zagrożenia natury nadprzyrodzonej
+ chwytliwe miejsce akcji
+ wydarzenia świadczące o zaburzeniu prawideł rządzących zwyczajną rzeczywistością
+ minimalistyczna charakteryzacja zjaw przemykających po pustyni i udane, dobrze wyliczone w czasie manifestacje tychże
+ umiejętne stopniowanie napięcia
+ skłaniający do myślenia finał

Minusy:

- komiczny Adolf Hitler hasający po pustyni i prowadzący samochód
- sztuczne wizualnie rozbłyski świetlne i takowe żarzące się oczy co poniektórych bohaterów
- nieprzekonujące kreacje aktorskie
- zbyt krótkie nocne ucieczki po pustyni z udziałem zjaw i zbędna ingerencja latającego obiektu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -