Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZOMBIE HIGH

ZOMBIE HIGH

Szkoła zombie

ocena:6
Rok prod.:1987
Reżyser:Ron Link
Kraj prod.:USA
Obsada:Virginia Madsen, Paul Feig, Richard Cox, James Wilder
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Szkoła zombie” to jedyny film w dorobku nieżyjącego już reżysera teatralnego, Rona Linka. Scenariusz był wynikiem współpracy również debiutujących Tima Doylea, Aziza Ghazala i Elizabeth Passarelli. Efekt ich pracy wedle przeważającej części widzów przedstawiał się tragicznie, nawet w kategoriach horroru klasy B, do którego niewątpliwie „Szkoła zombie” się zalicza. Głównej przyczyny tej niemalże masowej antypatii należy upatrywać przede wszystkim w scenariuszu, który jak głosi wiele opinii nie proponuje niczego, co byłoby w stanie rozerwać wymagającego odbiorcę. Fabule często zarzuca się nijakość, przewidywalność i powolność, dyskredytując nawet sam pomysł, który wedle wielu widzów nigdy nie powinien zostać wykorzystany w scenariuszu, bo prezentuje się nadzwyczaj absurdalnie.

Andrea dostaje stypendium w prestiżowej męskiej szkole z internatem, Ettinger Academy, która po raz pierwszy przyjmuje kilka dziewcząt. Jej chłopak, Barry, nie jest tym zachwycony, ale dziewczyna czuje, że dostała wspaniałą szansę, której nie chce zaprzepaścić. Początkowo Andrea nie zauważa kontrastu pomiędzy nowymi uczniami i tymi, którzy przebywają w murach Ettinger Academy od dłuższego czasu. Wkrótce jednak alarmuje ją zachowanie nauczyciela Philona, który jest zauroczony jej osobą oraz zagadkowa zmiana osobowości niektórych nowych uczniów. Metamorfoza z beztroskich młodych ludzi w wyzute z uczuć, układne jednostki, każdą wolną chwilę spędzające na nauce niepokoi Andreę do tego stopnia, że zaczyna zgłębiać tajemnice tej placówki i stopniowo odkrywać tajniki okrutnej działalności kadry nauczycielskiej.

Cóż, z tego co zdążyłam się zorientować moja opinia o „Szkole zombie” będzie stanowić jeden z nielicznych w miarę przychylnych głosów. Jakiś czas temu obejrzałam dwa tandetne horrory, „Nieśmiertelność” (1990) i „Akademię voodoo” (2000), w których poruszono wątki, przypominające te wtłoczone w scenariusz „Szkoły zombie”. Doyle, Ghazala i Passarelli nie kopiowali, bo ich scenariusz powstał wcześniej. Wspomniałam o tych dwóch tytułach tylko dlatego, żeby zarysować przepaść, jaka oddziela te produkcje od „Szkoły zombie” notabene w pewnych miejscach tematycznie do niej zbliżone. Projekt Rona Linka nie jest wybitnym osiągnięciem kinematografii grozy, zapewne nawet nie pretendował do takiego miana. Już raczej kolejnym stonowanym w formie obrazem stricte rozrywkowym, który porusza tak uniwersalne motywy, w dodatku w mało charakterystyczny sposób, że nie ma najmniejszych szans na dłużej osiąść w pamięci widza. Ale w zestawieniu ze wzmiankowanymi „Nieśmiertelnością” i „Akademią voodoo” wyróżnia się zadowalającą, jak na kino klasy B, realizacją i nierozproszoną narracją, dzięki czemu nie uniemożliwiono mi właściwego zaangażowania się w snutą historię, jak to miało miejsce we wspomnianych dwóch produkcjach. Scenariusz „Szkoły zombie” zawiązuje i rozwija motyw szkoły zdominowanej przez wyzutych z wszelkich emocji uczniów, którzy już na pierwszy rzut oka zdają się dzielić jedną osobowość, bez jakichkolwiek indywidualnych cech odróżniających ich od kolegów. Zachowujące się jak zaprogramowane roboty, czyli podobnie jak w „Akademii voodoo”, uczniowie Ettinger Academy nie są jak głosi tytuł filmu klasycznymi żywymi trupami, bo choć ich puste spojrzenia i brak ludzkich uczuć mogą nasuwać delikatne skojarzania z zombie to jednak młodzi ludzie żyją i nie żywią się ludzkim mięsem. Tak więc niniejsze określenie należy traktować metaforycznie (szczerze powiedziawszy już większe analogie dostrzegłam do „Żon ze Stepford” i „Inwazji porywaczy ciał” niż do zombie movies). Nie wiem, czy scenarzystami rzeczywiście kierowała taka motywacja, ale w podtekstach „Szkoła zombie” dała mi do zrozumienia, że jest swoistym krytycznym spojrzeniem na konformizm – uleganie wpływom, stapianie się z masami, choć nie wykluczam, że mogę w tej kwestii nieco nadinterpretować. Uczniowie Ettinger Academy w przeciwieństwie do zwyczajnych konformistów nie wyzbywają się indywidualizmu na własne życzenie – są ofiarami nieludzkiego eksperymentu, który zabiera im uczucia, ale w zamian przekazuje cechy, które rozciągają przed nimi świetlaną przyszłość. Nowi, jeszcze niepoddani zabiegowi uczniowie spoglądają na nich, jak na dziwaków, nadmiernie angażujących się w zdobywanie wiedzy i stroniących od życia towarzyskiego, ale nie widzą w ich zachowaniu nic niepokojącego. Do czasu, aż jak można się tego spodziewać główna bohaterka, Andrea, w którą wcieliła się Virginia Madsen, swoją osobą niezmiennie przywołująca u mnie wspomnienie „Candymana”, zacznie stopniowo poznawać tajniki zakrojonego na szeroką skalę spisku.

„Szkoła zombie” oprócz widocznych gołym okiem, uniwersalnych wątków paraliżującego strachu przed śmiercią, szalonego eksperymentu i pozbawionej ludzkich uczuć zbiorowości pozostającej na usługach maniaków pośrednio porusza motyw a la wampiryzmu. Nie w ścisłym tego słowa znaczeniu, już bardziej stanowiąc wariację na niniejszy temat, ale inspiracji ową archetypową postacią nie sposób nie zauważyć. Wydawać by się mogło, że mnogość wątków wywoła wrażenie przesytu i co gorsza rozszczepi fabułę prowadząc ją kilkoma ścieżkami, w finale banalnie ze sobą połączonych, ale scenarzyści „Szkoły zombie” już na początku obrali jeden kierunek, błyskawicznie dając do zrozumienia, na czym zasadza się cała intryga. Wystarczało jedynie kilka ujęć wnoszonych do kaplicy bezwładnych ciał przykrytych prześcieradłem i wstępnych zbliżeń na twarze członków kadry nauczycielskiej przy akompaniamencie złowieszczych dźwięków, żeby z miejsca poskładać to sobie w jedną spójną całość. Przewidywalność nie zakłóciła jednak mojej radości z oglądania „Szkoły zombie”, głównie z powodu sympatii, jaką żywię do tematyki różnego rodzaju placówek zdominowanych przez osoby przyjmujące niepokojące, kuriozalne postawy. To zazwyczaj wprowadza aurę swoistego zaszczucia, przygniatającego zagrożenia, czyhającego na osobników, którzy ostali się przy „zdrowych zmysłach”. I to płynącego z dwóch różnych źródeł – ze strony szalonych eksperymentatorów, burzycieli, którzy konsekwentnie powiększają swoją trzódkę oraz ofiar ich procederu. Jednak, choć sama fabuła, oszczędna w formie, ale angażująca przekazem w moim odczuciu wypadła całkiem zadowalająco to na miejscu Linka poprawiłabym kilka aspektów technicznych. Przede wszystkim zrezygnowałabym z denerwującej maniery dźwiękowego akcentowania obecności czarnych charakterów i złowieszczych rewelacji o feralnej szkole przekazywanych Andrei przez jej chłopaka, Barry’ego. Poza tym popracowałbym nad sekwencjami nakręconymi w pełnym świetle słonecznym, bo były nieco prześwietlone. Niewielki budżet w końcu nie uniemożliwiał poprawienia tych niedostatków, nawet wymuszenia na operatorach większej staranności przy niektórych ujęciach, bo choćby scenami mającymi miejsce w nocnych ciemnościach udowodnili, że mają, jakie takie pojęcie o swojej profesji i kiedy trzeba potrafią stworzyć mroczną atmosferę i samym obrazem dosyć przyzwoicie potęgować napięcie. Ponadto, ale to już wymagało większych nakładów pieniężnych, wystarałabym się o bardziej charakterystyczne, odstręczające efekty specjalne w końcówce, bo wysuszone trupy w tym konkretnym przypadku prezentowały się raczej kiczowato.

Reasumując, nie jestem w stanie tak dalece skrytykować „Szkoły zombie”, jak większość jej widzów. Z pewnością nie jest to wybitny, niezapomniany obraz klasy B. Już prędzej typowy „zapychacz wolnego czasu”, o którym pewnie szybko zapomnę, ale przynajmniej na tyle dobrze zrobiony, że zapewnił mi całkiem przyzwoitą rozrywkę w czasie trwania seansu. A to już coś.

Screeny

HO, ZOMBIE HIGH HO, ZOMBIE HIGH HO, ZOMBIE HIGH HO, ZOMBIE HIGH

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ angażująca uwagę, nierozproszona narracja
+ zgrabne połączenie kilku ciekawych, acz uniwersalnych tematów
+ przyzwoity klimat zaszczucia i rychłego zagrożenia
+ Virginia Madsen

Minusy:

- brak charakterystycznych, śmiałych ujęć
- parę prześwietlonych zdjęć
- manieryczne akcentowanie niecnych zamiarów antagonistów i rewelacji o tytułowej szkole

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -