Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHANTHALY

CHANTHALY

Chanthaly

ocena:5
Rok prod.:2013
Reżyser:Mattie Do
Kraj prod.:Laos
Obsada:Amphaiphun Phommapunya, Douangmany Soliphanh, Soukchinda Duangkhamchan, Khouan Souliyabapha
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Laos, malutkie państwo wciśnięte między Tajlandię a Wietnamem, należy do najbiedniejszego i najsłabiej gospodarczo rozwiniętego kraju kontynentu azjatyckiego. Przez wiele lat w Laosie toczyła się wyniszczająca wojna domowa (1953-1975), w wyniku której władzę zdobyła komunistyczna partyzantka, Pathet Lao wspierana przez Wietnamczyków z Viet Minhu oraz Viet Kongu. Dramatyczna historia powojennego Laosu nie pozostała bez wpływu na tamtejszą kinematografię. Dziś cały dorobek laotańskiej kinematografii począwszy od 1960 r., gdy zrealizowano pierwszy fabularny obraz, zawiera się w kilkunastu pozycjach, z czego większość pochodzi z ostatnich kilku lat. Przypuszczam, że nawet w Lichtenstainie czy w Andorze kręci się więcej filmów. Dopełnieniem tragicznego stanu materialnego rodzimej kinematografii jest jedyne czynne kino w kraju, wybudowane w 2003 r., w którym na przestarzałym projektorze wyświetla się w większości filmy przemycane z Tajlandii. Dzięki jednak wprowadzonym w latach dziewięćdziesiątych ograniczonym reformo polityczno-gospodarczym oraz młodemu pokoleniu twórców, z których wielu kształciło się w Europie (głównie we Francji, której Laos był niegdyś kolonią) dziś mówi się o „Laotańskim Nowym Kinie”. Częścią tego ruchu artystycznego jest recenzowany obraz Mattie Do, „Chanthaly” - pierwszy laotański horror powstały w tym górzystym kraju.

Chanthaly (Chan) jest młodą dziewczyną, chorą na serce. Ojciec Chan z troski o nią nie pozwala córce opuszczać domu obraz najbliższej okolicy i z wielką niechęcią traktuje odwiedzającego dziewczynę, młodego sąsiada, Thonga. Chan tymczasem zaczyna interesować się coraz bardziej swą przeszłością i losem matki. Ojciec twierdzi, że matka zmarła podczas porodu, ale dziewczyna nawiedzają wspomnienia, które przeczą słowom ojca. W końcu Chan zaczyna widzieć ducha matki. Czy jest ona przybyszem z zaświatów czy tylko efektem ubocznym zażywanych przez dziewczynę leków? Ojciec nie wierzy w takie przesądy jak duchy, a jego niewiara sprowadza tragedię.

Zrealizowany za marne pięć tysięcy dolarów, w całości nakręcony w domu reżyserki, Mattie Do, w Vientiane, stolicy Laosu jest film ten przede wszystkim przykładem zwycięstwa ducha nad materią. Materią, wyjątkowo oporną do obróbki przez filmowców z wielu powodów. Po pierwsze jak zdobyć pieniądze w kraju, w którym brakuje ich na najbardziej podstawowe potrzeby? W tym celu Do utworzyła wraz ze swym mężem, Christopherem Larsnem spółkę produkcyjną i pozyskała sponsora w postaci największego rodzimego browar wpieranego przez kapitał amerykański, Nam Khong. Druga przeszkoda, o wiele trudniejsza, przed którą stanęła młoda laotańska reżyserka, to jak przekonać cenzurę do wydania glejtu na... horror? W krajach komunistycznego horror jako gatunek filmowy sprzeczny z oficjalną materialistyczno-racjonalną wizją rzeczywistości nie ma właściwie racji bytu, i nawet w Chinach, w których kino gatunek grozy jest niezwykle popularny niemal każdy horror musi posiadać obowiązkowe racjonalne wyjaśnienie wszelkich nadnaturalnych zjawisk. Wszak reżim komunistyczny nie może pozwolić by obywatele wierzyli, że istnieją jakieś byty, które nie podlegają kontroli władzy. I wreszcie jeszcze jedna trudność, z którą musiała się uporać Do, czyli jej kompletny brak doświadczenia w reżyserowania filmów. Z zawodu Do jest charakteryzatorką i wszystko co wiedziała o reżyserskim fachu podpatrzyła na planie filmów, na których zatrudniano ją w roli charakteryzatorki. Nic dziwnego, że w jedynym z wywiadów Do stwierdziła, że jej pierwszy film był pomyślany jako „trening” przed reżyserią kolejnych, o wiele bardziej dojrzałych i skomplikowanych filmów. W istocie więc sukcesem twórców „Chanthaly” był sam fakt, że film udało się ukończyć i przez prawie dwa tygodnie wyświetlać go w kinie ( reżyserka, rzecz jasna, z własnej kieszeni musiała opłacić właściciela kina, by pokazywał film pięć razy dziennie).

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Bo bez tego background, przypadkowy horrormaniak wytrwa najwyżej do piętnastej minuty. Tymczasem to owa perspektywa, którą przedstawiłem akapit wyżej, pozwala wytrwać półtoragodzinny seans i właściwie ocenić jego wartość. Choć zatem film rodził się jako projekt amatorski w wyjątkowo trudnych warunkach, to jego realizacja sprawia miłą niespodziankę. Duża ilość zbliżeń oraz półzbliżeń, które dominują w warstwie wizualnej uzasadniona jest izolacją głównej bohaterki. Proste, ale trafne zastosowanie w drugiej części filmu jaskrawych filtrów i intensywnego światła motywowane z kolei jest miejscem, w którym rozgrywa się te fragmenty obrazu. Całkiem dobrze wypada także gra aktorska prezentowana w większości przez amatorów. O ile odtwórczyni głównej roli, Amphaiphun Phommapunya (znana jako Nouth albo z angielska Newt) nie dysponuje nazbyt bogatym repertuarem aktorskich środków wyrazu, to przyciąga uwagę niejednoznaczną, oryginalną urodą. Dzięki scenariuszowi Larsena, zawodowego scenarzysty ta postać, podobnie jako postać ojca jest wystarczająco ciekawa by śledzić z mniejszą lub większą uwagą jej losy. Zasługą Larsena jest też bez wątpienia nietypowy sposób przedstawienia klasycznego motywu nawiedzonego domu i wizji zaświatów. Pod tym względem, zwłaszcza w odniesieniu do sytuacji Chanathaly widzę pewne powinowactwo z japońskim dramatem mystery, „Deep Red Love” (2014), ukazującym historię samobójczyni błąkającej się po świecie, lecz niezdolnej do interakcji z nim. Co więcej, wbrew nieprzyzwoicie prostej fabule, udało się Do i jej mężowi, zawrzeć kilka refleksji na temat przeszłości, rodzinnych traum, skrywanych tajemnic i roli kobiety w patriarchalnym społeczeństwie.

Niestety, nawet największy zapał i poświecenie, nie są w stanie ukryć, że mamy do czynienia z profesjonalnie sfilmowanym obrazem amatorskim. To, co najbardziej kuleje w „Chanthaly” to narracja – zupełnie niepotrzebnie rozwleczone kilkadziesiąt pierwszych minut, stanowczo za wolne tempo i zbyt wiele słów zamiast obrazów zastępujących gadające głowy. Sporo jest też do poprawienia na poziomie montażu: spokojnie kilka scen można by sobie podarować a inne zmontować w bardziej dynamiczny sposób. I jeśli Do marzy o międzynarodowej publiczności, to znacznie więcej w jej filmie powinno być horrorowych atrakcji, choć o te będzie trudno w kraju, w którym władza z taką podejrzliwością patrzy na ten gatunek filmowy. Niemniej o ile te trzy sceny grozy, całkiem zresztą nastrojowe, wystarczą rodzimej publiczności, która nigdy nie widziała żadnego horroru, to trzeba nieco więcej dla widza zagranicznego.

Screeny

HO, CHANTHALY HO, CHANTHALY HO, CHANTHALY HO, CHANTHALY HO, CHANTHALY HO, CHANTHALY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pierwszy w dziejach laotański horror
+ biorac pod uwagę, że Laos jest najbiedniejszym krajem Azji rządzonym przez komunistyczny reżmi, samo ukończenie tego filmu jest sukcesem jego twórców
+ jak na produkcję powstajacą w warunkach amatorskich, przyzwoita realizacja
+ nietypowy, interesujący sposób przedstawienia motywu nawiedzonego domu i wizji zaświatów
+ dwie, trzy w miarę stylowe momenty grozy
+ kilka niegłupich refleksji
+ oryginalna, intrygująca uroda odtwórczyni tytułowej roli

Minusy:

- to właściwie produkcja amatorska ze wszystkim tymi konsekwencjami
- przez 3/4 filmu przeraża tylko nuda
- a montażysta brał udział w tej produkcji?
- bez opanowania sztuki opowiadania obrazami nie da się nakręcić porządnego filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -