Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INTRUDERS, THE

INTRUDERS, THE

The Intruders

ocena:3
Rok prod.:2015
Reżyser:Adam Massey
Kraj prod.:Kanada
Obsada: Miranda Cosgrove, Donal Logue, Austin Butler, Tom Sizemore
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kanadyjski thriller nieobytego z kinem grozy Adama Massey’a na podstawie scenariusza równie niedoświadczonego Jasona Juravica. Główną rolę powierzono Mirandzie Cosgrove, znanej gwiazdce filmów młodzieżowych, która zapewne przyciągnie przed ekrany swoich wiernych fanów, pomimo tego, że ewidentnie nie odnajduje się w tym gatunku filmowym.

Dwudziestoletnia Rose Halshford wprowadza się do niszczejącego domu wraz z ojcem architektem, Jerry’m. Dziewczyna musiała zawiesić studia z powodu załamania nerwowego po śmierci matki. Jej ojciec ma nadzieję, że zmiana otoczenia wpłynie korzystnie na jej samopoczucie, ale wkrótce po przeprowadzce Rose zaczyna utrzymywać, że w domu mają miejsce nadnaturalne wydarzenia. Jerry jest przekonany, że dziewczyna ma halucynacje i stara się namówić ją na terapię. Rose jednak postanawia zgłębić tragiczną historię poprzednich właścicieli domu, mając nadzieję, że znajdzie w niej wyjaśnienie obecnych zjawisk.

Krytycy zauważyli, że głównym celem Juravica było wtłoczenie w scenariusz, jak największej liczby ogranych w kinie grozy motywów, głównie kojarzonych z ghost stories, co zapewne miało zdezorientować fanów gatunku. Tak, więc mamy „nieśmiertelny” wątek przeprowadzki do nowego, owianego złą sławą domu, w którym mają miejsce irracjonalne zjawiska (motyw tajemniczego sąsiada à la „Okno na podwórze” i „Niepokój” też się znalazł). Drzwi się otwierają, głowa lalki zmienia swoje położenie, a w piwnicy Rose widuje jakiegoś mężczyznę. Twórcy, aż do finalnej partii filmu nie zdradzają, czy zagrożenie przyszło z zaświatów, czy mamy raczej do czynienia ze śmiertelnikiem. Co więcej próbują dodatkowo utrudnić interpretację właściwej problematyki filmu informacjami o niestabilności psychicznej Rose. Innymi słowy zadają „odwieczne” pytanie napędzające akcję mnóstwa ghost stories: czy to, co widzimy rzeczywiście ma miejsce, czy to jedynie projekcja zwichrowanego umysłu głównej bohaterki? Ale jeśli ktoś spodziewa się wieloznaczności na miarę „Nawiedzonego domu” Roberta Wise’a to radzę zweryfikować oczekiwania jeszcze przed seansem, ponieważ Massey nie opanował trudnej sztuki umiejętnej dezorientacji odbiorców, nawet niezaznajomionych z kinem grozy. Połączenie wszystkich bezwładnie porozrzucanych tropów w spójną całość nie nastręcza żadnych problemów i to już w pierwszej połowie seansu – z łatwością można przewidzieć nawet zakończenie, które notabene również bezkrytycznie żeruje na wyeksploatowanym motywie kina grozy. Co ciekawe, pomimo przynależności do filmowego dreszczowca „The Intruders” próbują zasiać ziarno niepokoju w widzach, serwując kilka bardziej zdecydowanych sekwencji domniemanego wkraczania bytu z zaświatów do znanej nam rzeczywistości. W nocy Rose budzi się i widzi przed sobą widmową twarz kobiety, objawiającą się w szybkich, dosyć przyzwoicie zmontowanych migawkach, a w kuchni za rozwieszoną na potrzeby remontu folią kilka razy wyrasta jakaś postać. Pomysły na sygnalizowanie obecności nieznanego, co prawda nie są innowacyjne, ale ich minimalistyczne wykonanie zapewne odniosłoby pożądany skutek, gdyby chwilę przedtem Massey zadbał o odpowiednie dawkowanie napięcia. Jednak nie dla niego długie, klimatyczne wstępy – reżyser błyskawicznie przechodził do rzeczy, po czym nie wytracając tempa raptownie skręcał w stronę dramatu i… romansu.

Szczerze mówiąc z ulgą przyjęłam warstwę dramatyczną „The Intruders”, bo zerowe wyczucie narracji kina grozy u twórców naprzemiennie mnie irytowało i usypiało. Napięta sytuacja pomiędzy Rose i Jerry’m, pracoholikiem, który uważa, że wszystkie problemy dziewczyny rozwiąże terapia, pomimo braku większej oryginalności najsilniej przykuła moją uwagę. Bohaterki horrorów i thrillerów, które spotykają się z nieufnością swoich bliskich, muszą rozpaczliwie szukać dowodów na poparcie swoich fantastycznych tez oraz na zagwarantowanie własnej stabilności psychicznej zawsze wzbogacają fabułę pewną dozą wyalienowania. Wyobcowanie Rose, co prawda nie jest namacalne, scenarzysta wszak nie poświęcał temu wątkowi aż tyle uwagi, co pozostałym, ale kiedy już następowały krótkie sekwencje kłótni ojca z córką było „na czym zawiesić oko”. I tylko wtedy, bo ku mojemu przerażeniu (tak, tylko w tym kontekście udało się Massey’owi mnie przestraszyć) fabuła sporadycznie koncentrowała się również na wątku miłosnym. Młodzieńczym uczuciu kiełkującym w Rose do wypacykowanego budowlańca. Grający dosłownie jedną miną Austin Butler wcielił się w rolę młodego amanta, Noah Henry’ego, który zakochał się w Rose od pierwszego wejrzenia i służył jej „dobrą radą” w dramatycznych momentach życia. Cierpliwie słuchał jej wynurzeń egzystencjalnych: opowieści o tragicznej przeszłości u boku matki schizofreniczki, która targnęła się na własne życie i zapracowanego, niepoświęcającego jej czasu ojca. Scenarzysta zapewne próbował „uczłowieczyć” główną bohaterkę, pokazać całościowy obraz jej osoby, żeby wymusić na widzach sympatyzowanie z nią. Ale na ekranie oddano to w tak beznamiętny sposób, z obowiązkowym akcentowaniem „rozczulającego” flirtu młodych ludzi, że musiałam powstrzymywać się przed sięgnięciem po pilota i skróceniem swoich mąk. Teraz żałuję, że oparłam się pokusie, bo w finale pokazano mi dokładnie to, co wcześniej sobie obmyśliłam – ograny twist, który może i wypadłby lepiej, gdyby Massey pamiętał o generowaniu napięcia…

Kanadyjskie, nieefekciarskie thrillery często mają swój specyficzny urok. Rzadko wychodzą poza znane konwencje, prawie nigdy nie zaskakują nawet niezaznajomionych z gatunkiem odbiorców, ale po ciężkim dniu mogą stanowić lekką, niezobowiązującą rozrywkę. „The Intruders”, niestety, nie zaliczają się do tej grupy dreszczowców, bo wymienione wyżej części składowe filmowcy oddają w taki sposób, aby uśpić nawet niewymagającą publikę. Gdyby dystrybutorzy pomyśleli o rynku farmaceutycznym to może zbiliby fortunę na sprzedaży tego filmu w aptekach… Zawsze to jakaś oszczędność na środkach nasennych.

Screeny

HO, INTRUDERS, THE HO, INTRUDERS, THE HO, INTRUDERS, THE HO, INTRUDERS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wątek konfliktu głównej bohaterki z ojcem
+ niezły montaż w jednym ujęciu

Minusy:

- brak napięcia
- beznamiętna kreacja Mirandy Cosgrove i miałka charakterystyka postaci Rose
- wątek miłosny
- zerowe wyczucie klimatu
- multum nieumiejętnie oddanych na ekranie ogranych w kinie grozy motywów
- przewidywalna fabuła

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -