Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INTENSIVE CARE

INTENSIVE CARE

Intensywna terapia

ocena:6
Rok prod.:1991
Reżyser:Dorna van Rouveroy
Kraj prod.:Holandia
Obsada: George Kennedy, Koen Wauters, Nada van Nie
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Holenderski slasher Dorny van Rouveroy, zatytułowany „Intensywna terapia”, w latach 90-tych zbierał wręcz miażdżące opinie widzów. Ta tendencja zresztą nie uległa zmianie, chociaż grono odbiorców tej produkcji jest obecnie bardzo wąskie. W Polsce film był dystrybuowany na kasetach VHS, ale współcześnie, w erze DVD ciężko jest dostać tę pozycję na płycie, nie tylko na terenie naszego kraju. Niezadowalająca dystrybucja i zapewne jakość samego filmu zdeterminowały inicjatorów do wyświetlania tego obrazu na festiwalu Nacht van de Wansmaak, organizowanym przez Jana Verheyena i Jana Doense.

Doktor Bruckner opracowuje eksperymentalną metodę wybudzania pacjentów ze stanu śpiączki, ale po kilku zgonach osób, na których przeprowadził doświadczenia traci dofinansowanie. Wracając z pracy mężczyzna ma wypadek samochodowy, po którym zapada w śpiączkę. Siedem lat później, w Sylwestra, pracownik szpitala, Peter, oprowadza kolegę po placówce, pokazując mu również oddział, na którym przebywa Bruckner i nie szczędząc krytyki pod jego adresem. Tego samego wieczora doktor wybudza się ze śpiączki, zabija kilku pracowników szpitala i rozpoczyna polowanie na Petera oraz jego znajomych.

Niskobudżetowe slashery największy prym wiodły w latach 80-tych, ale w kolejnej dekadzie również można było natrafić na kilka tanich rąbanek. Z perspektywy długoletniego wielbiciela takich konwencji posiadających swój niezaprzeczalny urok, ale w wielu przypadkach „wyklętych” przez masowych odbiorców i krytyków. Właśnie tak rysuje się sytuacja „Intensywnej terapii”, bezlitośnie łajanej przez koneserów ambitnego kina i/lub produkcji głównego nurtu. Dorna van Rouveroy nakręciła wszak podręcznikowy twór niszowy wpisujący się w tradycję kina klasy B, w którym uwypukliła wszystkie niedostatki, zamiast próbować je przykryć. Początek, kiedy to poznajemy szalonego doktora Brucknera, klimatem przypomniał mi „Dentystę” Briana Yuzny. Byłam przekonana, że właściwa problematyka filmu, czyli krwawa jatka, rozegra się w realiach szpitalnych, ale scenarzyści, Ruud Den Dryver i Hans Heijnen, przyjęli całkowicie inną koncepcję. Po wybudzeniu się ze śpiączki, zdeformowany Bruckner rusza na spokojne osiedle i zaczyna terroryzować jego mieszkańców. Dociera tam śladami młodego pracownika szpitala, Petera, prawdopodobnie po to, aby zemścić się za szykany z jego strony. Doktor poddany eksperymentalnej terapii, którą przed wypadkiem sam opracował stał się bezrozumną, odporną na ból maszyną do zabijania, eliminującą każdego napotkanego człowieka. Po zawiązaniu akcji scenariusz skręca w stronę wątku miłosnego. Peter walczy o względy swojej sąsiadki, Amy, z mieszkającym w sąsiedztwie motocyklistą. Twórcy sporo miejsca poświęcają ich sercowym perypetiom, ale nawet wówczas nie zapominają o gęstym klimacie grozy. Ziarnisty, przybrudzony obraz i chwytliwa ścieżka dźwiękowa tworzą iście duszącą aurę, która przyjemnie kontrastuje z groteskową fabułą i kiczowatymi efektami specjalnymi. Sceny mordów często rozgrywają się poza kadrem, ale miejscami twórcy wykazywali się większą odwagą w epatowaniu makabrą. Mowa tutaj o najbardziej pomysłowych sekwencjach przekręcenia głowy kobiety o sto osiemdziesiąt stopni, wydłubywania oka i przewiercaniu mózgu, choć tak mało innowacyjnych ujęć jak podcięcie gardła i pchanie nożem również nie zabrakło. Co istotne, absolutnie wszystkie (niektóre dosyć obficie podlane posoką) sceny mordów zrealizowano w tradycji kina klasy B, w najmniejszym stopniu nie dbając o realizm, wręcz przeciwnie: przejaskrawiając wszystko do rangi zwykłego kiczu. Taką stylistykę zapewne wymusił na twórcach niewielki budżet i bardzo dobrze, bo ma ona swój magiczny urok.

Akcja „Intensywnej terapii” szczególnie mocno koncentruje się na czterech postaciach. Mordercy, znakomicie wykreowanego przez oscarowego aktora, George’a Kennedy’ego i protagonistach, którzy z wyłączeniem całkiem przyzwoitego, małego Bobby’ego wypadli wręcz tragicznie. Nada van Nie przyjęła angaż do slashera, a nawet nie opanowała tak podstawowej w tym nurcie sztuki, jak przekonujący wrzask. Natomiast Koen Wauters miał spore problemy z mimiką – szczególnie w chwilach największego zagrożenia, w których egzaltowanie się uśmiechał. Być może tak pokierowała nim reżyserka, chcąca urozmaicić fabułę akcentami prześmiewczymi, ale w moim odczuciu udziwnianie kreacji aktorskich było niepotrzebne, ponieważ komediowy wydźwięk scenariusza całkowicie wyczerpały nielogiczne zachowania protagonistów (Amy dzwoni z budki telefonicznej do brata, ale nie zawiadamia policji albo zamiast schronić się w domu ucieka w stronę drzew). Podobne przekombinowanie widać w finale – widowiskowym, i owszem, ale jednocześnie nadzwyczaj absurdalnym.

Nawet przyjmując i aprobując B-klasową stylistykę „Intensywnej terapii” wiele rzeczy można było tutaj poprawić, ale istnieje spora szansa, że w takim kształcie film zaskarbi sobie sympatię wielbicieli kiczowatych XX-wiecznych slasherów. Lekka, przejaskrawiona rozrywka, która jakimś cudem przyciąga uwagę, jeśli oczywiście zaakceptuje się tanią realizację.

Screeny

HO, INTENSIVE CARE HO, INTENSIVE CARE HO, INTENSIVE CARE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kreacja George’a Kennedy’ego
+ kiczowate efekty specjalne, które mają swój magiczny urok
+ kilka pomysłowych scen mordów
+ klimat

Minusy:

- kreacje Koena Wautersa i Nady van Nie
- parę mordów ukrytych przed wzrokiem widza
- absurdalny finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -