Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FINDERS KEEPERS

FINDERS KEEPERS

Finders Keepers

ocena:5
Rok prod.:2014
Reżyser:Alexander Yellen
Kraj prod.:USA
Obsada:Jaime Pressly, Kylie Rogers, Patrick Muldoon, Tobin Bell, Justina Machado, Joey
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zrealizowany dla kanału SyFy niskobudżetowy horror Alexandra Yellena, którego długa kariera w telewizji koncentruje się głównie na pracy operatorskiej. Autor zdjęć między innymi takich koszmarków, jak „Megarekin kontra krokozaurus”, „Klątwa z Salem” i „Inwazja krwiożerczych pijawek” w 2013 roku próbował już swoich sił w roli reżysera telewizyjnej, pełnometrażowej produkcji zatytułowanej „Wilki wojny”, która jak można się było tego spodziewać nie została entuzjastycznie przyjęta przez widzów. Poziom filmów, przy których dotychczas pracował Yellen nie nastrajał pozytywnie do jego najnowszego dziełka pt. „Finders Keepers”. Założyłam, że znowu będę miała do czynienia z kinem klasy Z, pełnym rażąco sztucznych efektów komputerowych, ale ku mojemu zaskoczeniu scenariusz Petera Sullivana wywindował film Yellena o kilka klas wyżej.

Po rozstaniu z mężem, Alyson Simon przeprowadza się wraz z dziewięcioletnią córką, Claire, do nowego domu. W jednym z pomieszczeń pod podłogą dziewczynka znajduje lalkę, Lilith, do której szybko się przywiązuje. Wkrótce Claire zaczyna osobliwie się zachowywać – jest wrogo nastawiona do rodziców, miewa niekontrolowane napady wściekłości, a ze wszystkich problemów zwierza się lalce. Zaniepokojona Alyson zapisuje córkę na terapię u doktora Freemana, który już po pierwszej sesji z dziewczynką zauważa u niej psychopatyczne cechy. Tymczasem ludzie w otoczeniu Claire zaczynają ginąć, a Alyson odkrywa, że kupiła dom, w którym kilka lat temu mały chłopiec, Zachary, zabił swoich rodziców.

Obdarzone nadprzyrodzonymi mocami, siejące zniszczenie, szkaradne lalki to wdzięczny temat dla twórców kina grozy. Zabawka, która ma towarzyszyć i zapewniać rozrywkę dzieciom, w horrorze ma do wypełnienia zgoła inne zadanie – doprowadzić najbardziej niewinną jednostkę do zguby (na podobnej zasadzie kino grozy przez lata demonizowało klaunów). Najbardziej znanym, niedoścignionym dziełem traktującym o morderczej lalce jest „Laleczka Chucky”, z którego to scenarzysta, obok osławionego „Egzorcysty” czerpał największą inspirację. O ile jednak Charles Lee Ray przez trzy części filmu bezskutecznie dążył do zawłaszczenia ciała Andy’ego Barclay’a (a przez kolejne, jak dotąd, trzy obrał sobie za cel innych śmiertelników) Lilith nie nastręczyło większych trudności przejęcie duszy swojej nowej właścicielki, Claire Simon. Zaraz po znalezieniu lalki w nowym domu osobowość dziewczynki zaczyna się zmieniać. Początkowo ingerencja nieznanego jest subtelna – Alyson wysłuchuje długich monologów córki na użytek lalki, które każą jej podejrzewać, że dziewczynka bardzo przeżyła separację rodziców i nie mając żadnych przyjaciół przelewa swoje smutki na zabawkę. Z czasem jednak Claire staje się coraz bardziej agresywna – atakuje słownie rodziców i próbuje wmówić psychiatrze, że matka krzywdzi ją fizycznie. Jak to zwykle w tego typu filmach bywa długo trzeba czekać, aż dorośli skojarzą zmianę osobowości dziewczynki ze szkaradną lalką, z którą się nie rozstaje.

Imię antagonistki, Lilith, każe wypatrywać nawiązań do demonologii – królowej sukkubów, rzekomo pierwszej partnerki biblijnego Adama, która kradła mężczyznom energię życiową poprzez stosunki seksualne oraz dążyła do zawłaszczenia dusz swoich ofiar. W „Finders Keepers” Lilith nie współżyje ze swoją małą właścicielką, ale podobnie, jak jej prekursorka powoli, acz konsekwentnie zawłaszcza jej jestestwo. Najciekawszym elementem tej przemiany jest korelacja ciała Claire i szmacianej zabawki – uszkodzenie lalki procentuje ranami dziewczynki w dokładnie tych samych miejscach (jak w micie o bliźniakach syjamskich). Nieprzemyślane zniszczenie antagonistki jest więc niemożliwe. Państwo Simon muszą w takim razie znaleźć jakiś sposób na pozbycie się jej, nie tylko po to, aby ocalić duszę córki, ale również istnienie przypadkowych osób. Oprócz motywu opętania (pod koniec w scenie przekręcenia głowy o 180 stopni najsilniej kojarzącym się z „Egzorcystą”) „Finders Keepers” porusza również tematykę typową dla filmów slash. Sceny mordów, podczas których niedane nam będzie zobaczyć oprawcy są jednak tak pozbawione polotu, mało oryginalne i umiarkowanie krwawe, że Yellen chyba lepiej by zrobił, gdyby z nich zrezygnował. Tym bardziej, że wszystkie sekwencje eliminacji przebywających w pobliżu Claire osób wyjałowiono z wszelkiego napięcia, głównie za sprawą niedopasowanej ścieżki dźwiękowej (podczas jump scenek twórcy nie pogłaśniają muzyki, stawiając na monotonne, niepasujące do aktualnej akcji kompozycje), nieodpowiedniego oświetlenia, oddzierającego owe sekwencje z wszelkiej mroczności i aury niezdefiniowanego zagrożenia oraz nieumiejętnej pracy kamery w chwilach szczytowego napięcia. To ostatnie najlepiej widać podczas prologu. Kiedy policjantka odchyla głowę zamordowanej kobiety w momencie jej opadania kamera zamiast na denatce skupia się na przerażonej osobie, która ją znalazła – dopiero, gdy napięcie opada operator pokazuje nam śmiertelną ranę zadaną ofierze. Podobną nieumiejętność wyczucia chwili widać dosłownie w każdej scenie mordu, więc moim skromnym zdaniem Yellen nie odnalazł się w, zdawać by się mogło, najprostszej konwencji kina grozy. Slashery to nie jego bajka, ale na szczęście w warstwie dramatycznej poradził sobie dużo lepiej. Poprzez prostą, schematyczną historyjkę przedstawił widzom kilka ważny, aktualnych treści – coraz częstszy problem zabijania rodziców przez małoletnich na przykładzie historii Zacha (ewidentnie nawiązującej do „Amityville”), który co prawda był opętany, ale podtekst tego wątku jest oczywisty oraz rzecz jasna histerię dorosłych na widok siniaków wykwitających na ciałach dzieci, które w obecnych czasach coraz częściej są powodem podejrzewania rodziców o fizyczne znęcanie się nad ich pociechami.

Obsada całkiem znośnie wywiązała się ze swojego zadania. Co prawda Jaime Pressly i Patrick Muldoon chwilami ocierali się o manierę rodem z kiepskiego serialu, ale za to genialna, demoniczna mimika małej Kylie Rogers całkowicie rekompensowała braki jej filmowych rodziców. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Chloë Grace Moretz w remake’u „Amityville” wróżyłam jej wielką karierę aktorską – podobne przeczucia mam w stosunku do Rogers (zobaczymy, czy intuicja mnie nie zawiedzie). Z obsady warto jeszcze wyszczególnić Tobina Bella, który po kasowych „Piłach” grywa w tańszych produkcjach (choć niekoniecznie beznadziejnych, co widać na przykładzie „Dark House” Victora Salvy). W „Finders Keepers” niestety przypadła mu w udziale rólka epizodyczna, którą oczywiście oddał w typowym dla siebie bezbłędnym stylu – szkoda tylko, że nie miał większego pola do popisu…

„Finders Keepers” ogląda się właściwie bezboleśnie. Nie uświadczymy tutaj wielu efektów komputerowych (poza przerysowanymi, wręcz zabawnymi CGI w końcówce), innowacyjności, strachu i napięcia, ale jako taka niezobowiązująca rozrywka na jeden raz produkcja Yellena ma szansę przypaść do gustu poszukiwaczom horrorów w wersji lajt.

Screeny

HO, FINDERS KEEPERS HO, FINDERS KEEPERS HO, FINDERS KEEPERS HO, FINDERS KEEPERS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ warstwa dramatyczna
+ Kylie Rogers
+ mało efektów komputerowych
+ wygląd Lilith
+ połączenie dwóch zgoła odmiennych konwencji kina grozy

Minusy:

- brak klimatu grozy i napięcia
- powtarzalność motywów, rozpropagowanych przez kultowe horrory
- rażąco sztuczne CGI w końcówce
- nieumiejętność odpowiedniego oddania ujęć szczytowej grozy, niemożność wyczucia chwili
- ścieżka dźwiękowa niezsynchronizowana z obrazem

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -