Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi

REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi

Real

ocena:7
Rok prod.:2013
Reżyser:Kiyoshi Kurosawa
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Sato Takeru, Ayase Haruka, Horibe Keisuke, Koizumi Kyoko, Matsuhike Yutaka, Nakatani Miki
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pięć długich lat czekałem, aż Kiyoshi Kurosawa, jeden z najwybitniejszych, najoryginalniejszych twórców japońskiego kina przełomu wieków zaprezentuje swój pełnometrażowy obraz kinowy. Apetyt był wielki, bo japoński reżyser z reguły nie realizuje pod rząd dwóch takich samych filmów. O „Real” było wiadomo, że będzie on luźną adaptacją bestsellerowej powieści Rokuro Inuiego o wdzięcznym tytule „A Perfect Day for Plesiosaur”, a także, że będzie to pierwszy w karierze Kurosawy obraz science-fiction (choć pewne elementy tego gatunku pojawiły się już w „Pulsie” i „Dopelggangerze”). Dodatakową atrakcją zwłaszcza dla japońskich widzów, był udział gwiazd kina japońskiego: Haruki Ayase („The Incite Mill”), Takeru Satoha (seria „Kamen Rider”), Joe Odagriego („Bright Future”) oraz Shoty Sometaniego („Himizu”). Tak więc „Real” na starcie miał wszystkie atuty, by stać się wielkim filmowym wydarzeniem. Ale, jak to bywa, efekt ekranowy okazał się nie do końca zadawalający.

Atsumi jest cenioną autorką mang i wiedzie szczęśliwe życie u boku swego narzeczonego, Koichiego. Młodzi planują wzajemną przyszłość, lecz niespodziewanie, z niewiadomych powodów, Atsumi popełnia samobójstwo. Nie umiera, ale zapada w śpiączkę. Koichi godzi się wystąpić w roli królika doświadczalnego i z pomocą eksperymentalnej techniki przeniknąć do umysłu Atsumi, aby dopomóc w przebudzeniu świadomości narzeczonej i przy okazji poznać motywy jej dramatycznego czynu. Okazuje się to nie takie łatwe, ponieważ rzeczywistość podświadomości okazuje się być przerażającym koszmarem, z którego bohaterkę może uwolnić jedynie odnalezienie rysunku z dzieciństwa, przedstawiającego ... przedpotopowego gada, plejozaura.

Już pierwsze ujęcie filmu przedstawiające wnętrze mieszkania Atsumi i Koichiego ucieszy każdego fana twórczości Japończyka. Mamy bowiem do czynienia ze wszystkimi typowymi dla Kurosawy elementami kompozycji kadru: trzy strefy głębi, mocne pionowe i poziome linie, izolujące postaci w kadrze (nie bez powodu, jak się dowiemy z treści filmu, jest nim Koichi) ich wzajemne oddalenie od siebie. To pierwsze ujęcie jest obiecującym zwiastunem, że obejrzymy Kurosawe z czasów jego świetności. I rzeczywiście. Przede wszystkim rzuca się w oczy charakterystyczne dla twórcy „Pulsu” podejście do gatunku filmowego. Punktem wyjścia jest kino science-fiction z motywem ingerencji w ludzki umysł (co przywołując na myśl takie obrazy, jak „Matrix” czy dylogię Shinjiego Tsukamto, „Nightmare Detective” ), lecz ów punkt wyjścia szybko zmienia kierunek i zaczyna podążać szlakiem wytyczonym przez horror (i to co najmniej w dwóch odmianach: ghost story i monster movie). Końcowe sceny przynoszą kolejną metamorfozę, ale na razie nie chciałbym zdradzać w co wyewoluował „Real”. Zmianom konwencji gatunkowych towarzyszy także zmiana samych konwencji, co mnie, akurat najłatwiej było dostrzec na przykładzie motywu „zemsty zza grobu”. W omawianym obrazie, dzięki modyfikacji – nazwijmy to - „miejsca”, w którym motyw ów zostaje rozegrany, zyskuje on innego, a na pewno nieco innego wymiaru.

Ale także rozwijająca się fabuła dostarcza nam kolejnych mniej lub bardziej wyraźnych nawiązań do tematów, motywów i wątków obecnych w filmach japońskiego reżysera. Nie ma sensu wyliczać ich wszystkich, więc wspomnę o niektórych. Niemożność oderwania się od rysowania mang, utknięcia w niezmienności, przywodzi figury duchów Kurosawy: milczących, znieruchomiałych w jednym miejscu istot, które skazane są na wieczne trwanie. Podobnie ma się rzecz z tajemniczym rysunkiem dinozaura, który Atsumi wykonała w dzieciństwie i który - jak tytułowe drzewo w „Charisma”, meduza w „Bright Future” czy postać w białym całunie w „Eyes of Spider” - pełnił funkcję wieloznacznego symbolu .

Inny powtarzający się motyw w twórczości Kurosawy, a w „Real” bodaj najciekawszy, to koncepcja rzeczywistości jako nieuchwytnego, niepoznawalnego strumienia, pozbawionego esencjonalnego substratu. W recenzowanym filmie rzeczywistość zmienia się bowiem nieustannie, tak że trudno orzec, czym ona jest. Czy tym co odbieramy zmysłami, czy też naszym umysłem a może po prostu złudzeniem? Uczciwie trzeba przyznać, że z pomocą scenografa Takeshiego Shimizu (nie mylić z Takashim Shimizu) oraz z pomocą efektów komputerowych, Kurosawa zdołał stworzyć fascynujący i przerażający świat, zamieszkały przez „filozoficzne zombie”, postacie z mang Atsumi oraz wielkiego i bardzo rozgniewanego plejozaura. W tym świecie pustka zżera ludzi, jakby były figurkami z lukru a wielkie miasta ulatniają się niczym powietrze. Groza, jak to u japońskiego reżysera, objawia się nagle i roztacza niepokojącą atmosferę sennego koszmaru, w którym wytworu umyslu autorki mang koegzystuja na tysch samych prawach co pozornie realistyczna rzeczywistoś. Myślę, że sceny rozgrywające się w podświadomości bohaterki, zadowolą wszystkich fanów zakręconej, surrealistycznej grozy.

A jednak ostatecznie na plan pierwszy wysuwa się historia niejakiego Morio, który przez cały czas trwanie filmu przewija się gdzieś w tle, by wreszcie w końcowych scenach zdominować fabułę. Wątek ten, łączący się z losami pary głównych bohaterów, nie bez powodu przypomina klasyczną ghost story z jakże fundamentalnym motywem zemsty zza grobu, ponieważ Morio jest kimś w rodzaju ducha. Jest niedostrzegalny dla świadomości bohaterów, ponieważ żyje w jej „zaświatach” - podświadomości, jest więc „duchem mentalnym”, symbolizując wspomnienie wyparte przez świadomość do głębokich pokładów podświadomości. Można by rzec, trzymając się analogii do ghost story, że Morio jest duchem nie zmarłej osoby, lecz zmarłego tj zatartego wspomnienia. Ale ono nie chce dać o sobie zapomnieć. Od pierwszego swego pojawienia się w fabule, na różne sposoby, stara się przeniknąć do świadomości Koichiego (bo głównie o niego mu chodzi). Dlaczego jednak bohater nie chce dopuścić go do świadomości? Ponieważ, i tu znowu kłania się konwencja ghost story, wiąże się ono z najbardziej traumatycznym zdarzeniem z życia bohatera. Zdarzeniem, które naznaczyło piętnem całą egzystencję bohatera. „Real” można więc odczytać jako opowieść o traumie, poczuciu winy i pamięci.

Niestety, oglądając „Real” nie sposób nie zgodzić się recenzentką „Variety”, która stwierdziła, że jest to jeden z najmniej fascynujących i niepokojących filmów twórcy „Tokijskiej sonaty”. Chociaż należy oddać reżyserowi, że w niezwykle wiarygodny i przekonujący sposób przedstawia działanie naszego umysłu, znajdując efektowne i pomysłowe wizualne ekwiwalenty dla ukazania jego funkcjonowania, to zwłaszcza w finale zbyt często sięga po zgrane chwyty: ghost story, ale także romans. Ten ostatni niestety dochodzi do głosu w końcowych fragmentach filmu, gdy okazuje się, że jedenym skutecznym sposobem na zneutralizowanie gniewu Morio jest siła miłości, łącząca Koichiego i Atsumi. „Real” jest bowiem w istocie rozegraną w nietypowej „scenerii” opowieścią o miłości, która zwycięża wszelkie przeciwności losu i … podświadomości. Niestety watek romansowy spłyca enigmatyczną wymowę pierwszych dziewięćdziesięciu minut. Jest to bowiem tematyka tak często poruszana w kinie, na najróżniejsze sposoby, że można poczuć się rozczarowanym, mając na uwadze osobę reżysera i jego wcześniejsze dokonania.

W ostatetcznym rozrachunku, chociaż film Kurosawy zachwyca wieloma zapadającymi w pamięć scenami (w tym także pomysłowymi scenami grozy) oraz rzekonujnącą atmosferą surrealistycznej grozy, to obawiam się, że „Real” tak naprawdę nie zadowolił w pełni nikogo. Dla fanów reżysera, za wiele tutaj dopowiadania, komercji, zaś dla miłośników kina rozrywkowego za dużo tu dziwactw (plejozaur, „filozoficzne zombie”) i zagmatwanej fabuły (ach te piętra świadomość!) Nie dziwi zatem sceptyczne recenzje i niska ocena na IMDB (moim zdaniem zdecydowanie zaniżona), bo nie jest to obraz tak dobry, jak można by oczekiwać po twórcy „Cure” czy „Pulse”. Oceniam obraz Kurosawy na „siedem czaszek” ze względu na oryginalność oraz ze względu na ogromną sympatię dla japońskiego reżysera.

Screeny

HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi HO, REAL a.k.a Riaru: Kanzen naru kubinagaryû no hi

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ powrót Kiyoshiego Kurosawy po pięciu latach milczenia do kina grozy
+ oryginalna, niekonwencjonalna fabuła
+ mieszanka gatunkowa, wśród której znalazła się nietypowo potraktowana ghost story oraz monster movie
+ pierwsze dziewięćdziesiąt minut – niepokojące i intrygujące
+ wciąż straszy oryginalnie i niebanalnie
+ strona wizualna z sensownie wykorzystanymi efektami CGI

Minusy:

- groza jest niestety tylko jednym z dodatków w tym filmie
- ostatnie trzydzieści minut spłyca wymowę filmu
- wątek romansowy
- rozczarowujące zakończenie
- dla niektórych za dużo tu dziwactw (plejozaur, „filozoficzne zombie” itp.)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -