Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI

ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI

Łza księcia ciemności

ocena:5
Rok prod.:1992
Reżyser:Marek Piestrak
Kraj prod.:Polska / Estonia
Obsada:Hanna Dunowska, Tomasz Stockinger, Vasili Lanovoi, Aarne Ukskula, Lembit Ulfsak
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Za banał uchodzi już konstatacja, iż polski horror filmowy to obraz nędzy i rozpaczy. Niby trochę filmów grozy nasza kinematografia „wypluła”, jednak pochwalić się możemy jedynie „Medium” Jacka Koprowicza. Większość naszych „straszydeł”, zarówno tych sprzed 1989 jak i kręconych już w wolnej Polsce, co prawda straszy, ale nie tak, jakby tego życzyli sobie twórcy – albo idiotycznymi historiami, ale realizatorską parafiańszczyzną. Niewątpliwie najbardziej znanym twórcą, który próbował zaszczepić horror na polskim gruncie jest Marek Piestrak. Oprócz chwalonych tu i ówdzie „Wilczycy” i „Powrotu wilczycy” w 1992 zrealizował on inny film grozy, mianowicie „Łzę księcia ciemności”, satanistyczną historię z Tomaszem Stockingerem w roli bardzo niepokornego detektywa.

Tallin, koniec sierpnia 1939 roku. Do hotelu St. Petersburg przyjeżdża znana polska pisarka, Joanna Karwicka. Zaraz po jej przybyciu hotelowy detektyw, Gunnar, udaremnia próbę porwania gościa. Okazuje się, iż twórczością autorki szczególnie zainteresowany jest miejscowy baron, prowadzący także szpital psychiatryczny. Zaintrygowany cała sprawą Gunnar odkrywa, iż Karwicką interesuje się nie tylko baron, lecz także wyznawcy satanistycznego kultu oraz pojawiający się coraz częściej w stolicy Estonii funkcjonariusze NKWD.

Piestrak w jednym z wywiadów powiedział, iż „Łza księcia ciemności” po prostu nie udała mu się. Oglądając ten film trudno nie przyznać racji jego autorowi. Ale z tego względu, iż mamy do czynienia z filmem polskim (a uściślając, z koprodukcją polsko-estońską), najpierw skupię się na pozytywnych stronach obrazu, które ten niewątpliwie posiada. Sama historia jest moim zdaniem największą zaletą filmu. Jednym z jej autorów jest Jerzy Siewierski, nieżyjący już znawca literatury kryminalnej, autor kilku powieści z pogranicza science fiction, literatury grozy oraz kryminału. Dlatego też ze względu na czas akcji (lada chwila Niemcy napadając na Polskę rozpoczną najstraszniejsza z wojen), jej miejsce (Tallin, który niedługo opanowany zostanie przez Armię Czerwoną) oraz bohaterów (prywatny detektyw, czciciele szatana, szpiedzy obcych mocarstw) „Łza księcia ciemności” zainteresować może niejednego widza. Oprócz tego mamy tu niezwykle ważny wątek nadnaturalny. Zmagania wszystkich spiskowców toczą się wokół pierścienia, dzięki któremu wykorzystując występującą raz na kilkaset lat sprzyjającą koniunkcję sześciu planet będzie można przywołać samego szatana. Sprawa jest tym bardziej nagląca, iż ów niezwykły układ ciał niebieskich przypadać będzie na początek września 1939 roku.

Uważny widz zwróci przede wszystkim uwagę na głównego bohatera, czyli granego przez Tomasza Stockingera detektywa Gunnara. Lekko „zapuszczony” typ o urodzie jednak amanta, czasami szarmancki, często jednak brutalny i bezwzględny ewidentnie wzorowany jest na Chandlerowskim Philipie Marlowe. Nic więc dziwnego, iż jego atrybutami są kapelusz z szerokim rondem, płaszcz z postanowimy kołnierzem i „przylepiony” do ust papieros. Jak „doktor Lubicz” poradził sobie z tą rolą? Moim zdaniem zagrał ją co najmniej poprawnie. W pewnym sensie do kreacji niepokornego ex policjanta predestynował go pewien typ urody, z drugiej strony zaś albo reżyser, albo sam aktor wpadł na pomysł, aby roli Gunnara nie traktować ze śmiertelną powagą i uczynić z niego pastisz Chandlerowskiej ikony.

Tak jak polskie kino gatunków nie istniało nigdy, tak nie istnieje do dzisiaj. Dość często bywa, że aby zrealizować solidny film trzymający się jakiejś konwencji, np. horror, potrzebny jest do tego dość duży budżet. W naszym kraju jako takie pieniądze znajdują się na realizację albo filmów historycznych, albo na adaptacje lektur szkolnych. Stąd też i Piestrak realizując swój film w 1992 roku postawić musiał nie na jego stronę wizualną, a na opowiedzianą w filmie historię. Efektem tego jest całkiem przyzwoita opowieść mająca w sobie zarówno coś z horroru jak i klasycznego kryminału. Bardzo ważnym wątkiem, w pewnym sensie nawet kluczowym, jest zawarty w „Łzie księcia ciemności” kontekst historyczno-polityczny. Na skutek wielu perypetii obcym mocarstwom udaje się wreszcie położyć łapę na osławionym pierścieniu. Dzięki temu na początku września 1939 roku świat rzeczywiście ogrania piekielna pożoga. Jak zapewne niektórzy się domyślają, Piestrak opowiadając w swoim filmie o Szatanie wcale nie miał na myśli cuchnącego siarką rogacza z chwostem. Mówiąc o diable reżyser celował przede wszystkim w istotę ludzką, dla której miliony ofiar nie stanowią żadnej przeszkody w osiągnięciu własnego celu. Czy Piestrakowi chodziło o Stalina czy Hitlera? Bardzo możliwe, patrząc bowiem z perspektywy czasu to, co obaj stworzyli, trudno nazwać inaczej niż piekłem.

„Łza księcia ciemności” jest w moim przekonaniu filmem, w którym nie wykorzystano drzemiącego w nim potencjału. Trudno bowiem cokolwiek dobrego powiedzieć o realizacyjnej stronie obrazu Piestraka. Momentami aż razi on brakiem pomysłów na pokazanie niektórych scen. Dobór planów, sposób filmowania i praca kamery – we wszystkich tych elementach twórcy polegli zdając się na najprostsze środki. Polski reżyser próbował za pomocą oświetlenia i scenografii kreować nastrój grozy, tajemniczości i towarzyszącej nadchodzącemu kataklizmowi dekadencji. Trudno jednak jego starania uznać za satysfakcjonujące. Zapewne z braku funduszy jak również w wyniku małego doświadczenia twórców w realizacji tego typu produkcji zamiast atmosfery zbliżającego się kataklizmu i wrażenia zacieśniającej się wokół bohaterów pułapki dostaliśmy zbiór niewprawnie połączonych scen, swoją niezamierzoną kiczowatością śmieszących, a czasami nawet budzących konsternację. Trudno także cokolwiek dobrego powiedzieć o aktorstwie. Tak jak Stockinger swoją robotę wykonał w miarę dobrze, tak o reszcie aktorów, przede wszystkim tych z estońskiego zaciągu, tego samego powiedzieć nie można. Nie wiem, czy było to zamierzeniem twórców, ale podczas seansu miałem wrażenie, iż niektórzy artyści z ich przesadnym i manierycznym aktorstwem zapomnieli, iż era kina niemego skończyła się dość dawno.

Pomimo ewidentnej artystycznej porażki, w moim przekonaniu Piestrakowi należy się szacunek za ten film. Od pierwszych scen bowiem widać, iż „Łza księcia ciemności” zrobiona została przez kogoś, kto uwielbia kino, zwłaszcza jego popularną odmianę. Odwołania do klasyki horroru czy kryminału jak również jego filmowy dorobek znamionują, iż polskiemu reżyserowi bardzo zależało na zaszczepieniu w rodzimym widzu świadomego uwielbienie do kina gatunków. Nie udało się, trudno. Niemniej jednak Piestrakowi zapamiętane zostanie, iż jako jeden z nielicznych konsekwentnie próbował zrobić coś, czego nikt inny w polskiej kinematografii nie próbował.

Screeny

HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI HO, ŁZA KSIĘCIA CIEMNOŚCI

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezła historia
+ połączenie kilku konwencji
+ przyzwoity Tomasz Stockinger
+ widać w filmie fascynację reżysera kinem amerykańskim

Minusy:

- realizacyjna słabizna
- opowiedziany bez ładu i składu
- niezamierzony kicz
- słabe aktorstwo

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -