Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ROOST, THE

ROOST, THE

Roost, The

ocena:6
Rok prod.:2005
Reżyser:Ti West
Kraj prod.:USA
Obsada:Tom Noonan, Karl Jacob, Vanessa Horneff, Sean Reid, Wil Horneff, Barbara Wilhide
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W jednym z wywiadów Ti West zapytany, jaki film nakręciłby mając do dyspozycji 100 mln. dolarów, odpowiedział, iż budżet nie jest czynnikiem mającym szczególny wpływ na kształt jego produkcji filmowych. Reżyser zaznaczył, iż większe pieniądze pozwoliłyby mu jedynie na komfort pracy bez pośpiechu, co w sztuce filmowej ma ogromne znaczenie. Oprócz tego miliony dolarów to większa odpowiedzialność przed licznymi producentami, z których każdy chciałby mieć istotny wpływ na ostateczny kształt obrazu. Wreszcie podkreślił, iż podczas tworzenia kina autorskiego, niskobudżetowego, zmuszony jest do pracy w ramach ograniczeń, co bardzo często stymuluje jego kreatywność.

Powyższe słowa pokazują Westa jako twórcę świadomego problemów związanych z tworzeniem tak specyficznych filmów, jakimi niewątpliwe są horrory. Jego obrazy („Cabin Fever 2: Spring Fever”, „The House of the Devil”, „Trigger Man”, „The Roost”) składają się także na portret filmowca doskonale znającego konwencję, w jakiej dane jest mu pracować, oraz wszystkie rządzące nią prawidła. Jest to o tyle ważne, iż we wszystkich dotychczasowych filmach amerykański reżyser nie tworzy nowej jakości, tylko z mniejszym („The Roost”) lub z większym („The House of the Devil”) sukcesem bawi się gatunkiem, pokazując, iż w wyświechtanej, wydawałoby się, poetyce tkwi jeszcze niewykorzystany potencjał.

Bohaterami pierwszego długometrażowego filmu fabularnego Westa jest czworo młodych ludzi udających się na ślub swojego kolegi. Chcąc ominąć korek na autostradzie, postanawiają dojechać do celu bocznymi drogami. Jak zapewne wielu fanom kina grozy wiadomo, amerykańskie zło mieszka na prowincji. Podczas nocnej jazdy po rzadko uczęszczanych szosach (w Halloween na dodatek), na skutek zderzenia z wielkim nietoperzem (!!!) samochód bohaterów ląduje w przydrożnym rowie. W poszukiwaniu pomocy trafiają na chwilowo opuszczoną przez właścicieli farmę. Ta okaże się miejscem ich kaźni, bowiem w pobliskiej stodole postanowiło osiedlić się zło.

Już po tym krótkim streszczeniu mający pojęcie o gatunku widz zorientuje się, iż pochodzący z 2005 roku „The Roost” nie jest filmem zrobionym od początku do końca „na poważnie”. Jest to produkcja zrobiona przez miłośnika kina „B” dla innych fanów tego typu sztuki. Jeśli więc ktoś taką formę rozrywki lubi, podczas sensu dzieła Ti Westa będzie bawił się znakomicie. Ja, pomimo dużej dozy tolerancji do widzianych na ekranie wydarzeń, aż w tak szampański nastrój nie wpadłem.

Twórca „Cabin Fever 2” swoim pierwszym filmem postanowił nawiązać do początków karier takich reżyserów jak Sam Raimi oraz Peter Jackson. Jak zapewne wszystkim wiadomo, wyżej wymienieni panowie nie zaczynali swoich karier od wysokobudżetowych blockbusterów, lecz od tanich, kiczowatych horrorów, które dzisiaj otaczane są prawdziwym kultem. Dlaczego więc Ti Westowi filmem „The Roost” nie do końca udało się „wskoczyć w buty” swoich znamienitych poprzedników?

Tak naprawdę zabrakło mu dwóch rzeczy – pomysłu na pełnometrażowy film oraz odrobiny szaleństwa i bezkompromisowości, czego na pewno nie brakowało „Evil Dead” czy „Bad Taste”. W filmie Westa sytuacja wyjściowa jest równie absurdalna, co w wyżej wymienionych produkcjach. Podczas halloweenowej nocy grupka młodych ludzi na jednej z farm zaatakowana zostaje przez nietoperze i zombie. Zaczyna się mordercza walka o przetrwanie. Niestety, środkowa część filmu zdominowana została przez bezładną bieganinę bohaterów uciekających przed prawdziwym lub wyimaginowanym agresorem. Początkowo jest to emocjonujące, kiedy jednak po raz któryś z kolei ocalali wbiegają do tego samego pomieszczenia, jak na dłoni widać, iż Westowi zabrakło pomysłów na 80-minutowy seans. Nie wydaje mi się także, by właściwą koncepcją było wprowadzenie scen z postacią „The Horror Host” „pożyczonych” ze słynnego serialu „Fright Night” oraz obrazów Eda Wooda. Rozumiem ideę oddania hołdu przez reżysera takiemu kinu, jednak w „The Roost” fragmenty z Tomem Noonanem w roli głównej są żartem, z którego poza Westem nikt inny śmiać się nie będzie.

Nie zmienia to jednak faktu, iż debiutanckie dzieło mającego dzisiaj 30 lat reżysera ogląda się całkiem nieźle. Zarejestrowany na 16 milimetrowej taśmie filmowej (popularnej do końca lat 70. XX wieku) ziarnisty obraz sprawia wrażenie obcowania z kinem amatorskim. Tym większe więc wrażenie robią niektóre sceny skonstruowane na fundamencie suspensu. Podobnie rzecz się ma z tempem następujących po sobie wydarzeń. Po wstępie z „The Horror Host” właściwa akcja filmu toczy się szybko i bez żadnych zbędnych przestojów. Co i rusz obserwować możemy poczynania bohaterów z perspektywy kogoś, kto stale ich podpatruje. W odbiorcy zabieg taki może wywołać sporo niepewności. Nie wiemy bowiem, czy to tylko filmowy trick, czy też za sekundę jakiś stwór rzuci się do gardła którejś z postaci. Bardzo sprawnie także Westowi wychodzi budowanie klimatu całej opowieści za pomocą wydawałoby się znanych już sztuczek i fabularnych rozwiązań. Cała akcja „The Roost” dzieje się nocną, halloweenową porą, gdzieś na totalnym odludziu. Przez gęste kłębiaste chmury co i rusz prześwieca wielki księżyc. Zewsząd bohaterów otaczają nieznane im, a przez to wywołujące grozę, dźwięki. Wreszcie zarówno młodzi ludzie, jak i my nie wiemy, czy napotkane przez nich postacie to wrogowie z piekła rodem, czy też ktoś, kto może udzielić im pomocy.

Pomimo braku pomysłu na zagospodarowanie całych 80 minut seansu, „The Roost” ogląda się całkiem nieźle. Oczywiście daleko mu do najbardziej znanych przedstawicieli niskobudżetowego horroru, jednak obraz ten pokazał, iż Ti West już w 2005 roku mógł uchodzić za jednego z najlepiej zapowiadających się twórców kina grozy. Cztery lata później, filmem „The House of the Devil”, potwierdził, iż w dziedzinie horroru jego potencjał twórczy jest naprawdę ogromny. Nie pozostaje nic innego, jak tylko niecierpliwie czekać na kolejne filmy Westa.

Screeny

HO, ROOST, THE HO, ROOST, THE HO, ROOST, THE HO, ROOST, THE HO, ROOST, THE HO, ROOST, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ opowiedziana pół żartem, pół serio historia
+ klimat rodem z wczesnych filmów Raimi’ego i Jacksona
+ zabawa z konwencją
+ momentami nawet wciąga
+ ktoś, kto lubi tanie kino klasy „B”, będzie bawił się dobrze

Minusy:

- niepotrzebny wątek z Tomem Noonanem
- brak pomysłów na monotonię panującą w środkowej części filmu
- ktoś, kto nie lubi tego typu kina, szybko się znudzi

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -