Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ROSE OF DEATH

ROSE OF DEATH

Róża śmierci

ocena:1
Rok prod.:2007
Reżyser:L. Alan Brooks
Kraj prod.:USA
Obsada:Sandra Winogrocki, Luke Jones, Danny Countess, Matt Thomsen, Sarah McGuire
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:1
Ocena użytkowników:4
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Jako fan kina grozy, stwierdzam to z głębokim żalem, ale prawda jest brutalna. Pośród horrorów ryzyko trafiania na gniota jest znacznie większe niż w przypadku innych filmowych gatunków. Do tej pory skutecznie (i szczęśliwie) unikałem tego rodzaju niemiłych spotkań, ale prawo statystyki jest nieubłagane i w końcu dobra passa musiała się skończyć. Skończyła się za sprawa „Róży śmierci” L. Alana Brooksa – horroru tak złego, że jeszcze długo będę go pamiętał.

Kevin i Rose są licealistami i bardzo się kochają. Kevin uważany jest za szkolnego dziwaka. Rose to dziewczyna największego klasowego twardziela, Jake`a, która jednak wolała wrażliwszego Kevina. Podczas studniówki nadarza się okazja to zemsty. Jake oraz dwóch innych kumpli (w towarzystwie dwóch koleżanek) brutalnie bije Kevina i gwałci Rose. Wkrótce odkrywają, że pobity chłopak nie żyje. Co zrobić z Rose, która na pewno doniesie na policji o popełnionej zbrodni? Jake, za namową pozostałych, zabija dziewczynę. Samochód z dwojgiem zamordowanych licealistów chłopak i jego znajomi spychają ze skarpy do jeziora. Ślady zostają skutecznie zatarte, sprawa zamknięta. Po dziesięciu latach związani tajemnicą bohaterowie spotykają się na pogrzebie jednego nich. Steven, kolega Jake`a został brutalnie zamordowany. A jest on pierwszą ofiara tajemniczego mordercy, pozostawiającego na miejscu zbrodni różę i najwyraźniej mszczącego się za popełnioną podczas studniówki straszliwą zbrodnię.

Streszczenie brzmi znajomo, nieprawdaż? Ale nie bezmyślne kopiowanie klasyki slasherów: ”Balu maturalnego” i „Koszmaru minionego lata” – by wymienić najoczywistsze źródła inspiracji - jest największym grzechem twórców „.Róży śmierci”. Nie tym najbardziej zgrzeszyli filmowcy - ich największą winą okazuje się być wcielenie w życie do bólu wtórnej fabuły. Cóż się bowiem okazuje? Że reżyser filmu L. Alan Brooks (oby już nigdy nie przyszło mu do głowy wziąć kamery do ręki!) potrafi dwie rzeczy: ustawić nieruchomo kamerę przed aktorami oraz włączyć ją na nagrywanie. Ok., oddajmy mu sprawiedliwość: potrafi też kopiować cudze fabuły (jest współscenarzystą) oraz przycinać taśmę filmową (niestety, jest także montażystą). A cóż dobrego może wyjść, jeśli potrafiący tak niewiele twórca zabierze się za te wszystkie, ważne dla filmu, funkcje?

Że będzie źle, można było się spodziewać po prologu, w którym dwoje bohaterów, siedząc w samochodzie ucina sobie drętwą pogawędkę. Zresztą poziom dialogów najlepiej oddaje krótka wymiana zdań w dalszej części filmu, kiedy to jedna z bohaterek, Julie, pyta swego kolegę: „Ożeniłeś się?”, „Nie” – odpowiada chłopaka i dodaje: „A ty?”. Wróćmy jednak do prologu, bo z niego dowiadujemy się nie tylko jakich dialogów możemy się spodziewać, lecz także jak będzie wyglądał film. A no tak: dwoje aktorów przed nieruchomą kamera wygłasza dialogi, których autor najpewniej przeżywał głęboką zapaść twórczą.. Owszem, film to produkcja niezależna, budżet wyniósł śmieszne pieniądze, bo ledwie 35 tys. dolarów, ale skromność środków nie tłumaczy realizatorskiej nieudolności. „Noc żywych trupów” również była horrorem, w których nie utopiono milionów dolarów, a mimo to obraz George A. Romero stał się klasykiem współczesnego kina grozy. A czego klasykiem stanie się dzieło pana Brooksa?

No cóż, nawet największego gniota może uratować zdolny zespół aktorski. O ile, rzeczywiście taki trafi na plan zdjęciowy. Na plan zdjęciowy „Róży śmierci” trafili w większości znajomi reżysera (Luke Jones) lub aktorzy, którzy byli na ekranie tak krótko, że nawet nie wymieniono ich w napisach końcowych (Sandra Wingrocki). Ech, żeby chociaż aktorki były ładne. Ale gdzie tam!. Poziom gry aktorskiej, jak i urody aktorek dostosował się do poziomu całej realizacji. .

Po fatalnym początku, przy którym inscenizacja scen w teatrze telewizji to mistrzostwo, miałem nadzieje, że może twórcy filmu nie będą żałować czerwonej farby i choć w scenach morderstw powieje tandetnym urokiem filmów na ostatnie litery alfabetu. Ale znowu zawód. Sceny morderstw zostają ucięte w chwili, gdy morderca macha przed kamerą nożem. W tej sytuacji najmocniejszym akcentem filmu jest odcięta głowa jednego z bohaterów w klozecie. Ale czy jedna odcięta głowa jest w stanie uratować horror, który już na etapie na scenariusza straszył porażającym brakiem inwencji?

Wtórna do bólu fabuła, statyczne ujęcia, głupie dialogi, fatalne aktorstwo, urwane sceny zabójstw i – dodajmy do tego – finał, który znany jest od momentu, gdy uwieziony w samochodzie Kevin nagle odzyskuje przytomność, obiecując swym oprawcą zemstę – oto co czeka na widza. Oczywiście, nie ma mowy o żadnym napięciu i grozie. Jedyna groza, jaką możemy odczuć, wynika z faktu, że ten popis nieudolności trwa półtorej godziny! Na szczęście, każdy odtwarzacz dvd zaopatrzony jest w funkcje „stop” i „reject”. Zapewniam, że podczas seansu „Róży śmierci” szybko z nich skorzystacie.

Screeny

HO, ROSE OF DEATH HO, ROSE OF DEATH HO, ROSE OF DEATH HO, ROSE OF DEATH

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nie ma

Minusy:

- szkoda czasu na wymienianie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -