Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RED

RED

Red

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Trygve Allister Dies Lucky McKee
Kraj prod.:USA
Obsada:Brian Cox, Noel Fisher, Tom Sizemore, Kyle Gallner, Shiloh Fernandez
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:8
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Można dochodzić prawdy dla samej satysfakcji jej wykrycia.
Agata Christie

Powinni powiedzieć prawdę.
Tagline z filmu

Avery Ludlow (Brian Cox) jest starym, samotnym mężczyzną. Jego żona nie żyje, o synach nie chce wspominać. Jedyną pociechą Avery’ego jest 14-letni, ledwie trzymający się na nogach, pies imieniem Rudy. Pewnego dnia, Ludlow wraz ze swoim czworonogim towarzyszem wybierają się na ryby. Wyprawa zostaje zakłócona przez trzech nastoletnich wyrostków. Stojący na ich czele 18-letni Danny McCormack (Noel Fisher) żąda od Avery’ego pieniędzy. Gdy otrzymuje niezbyt satysfakcjonującą go odpowiedź, sięga po broń i zabija Rudego. Tak dla zgrywy, zwykłej zabawy. Dla Ludlowa to jak cios w plecy. Zdesperowany mężczyzna obłąkańczo zaczyna szukać sprawiedliwości.

Na ten film czekało pewnie wielu miłośników prozy bezkompromisowego Jack’a Ketchum’a. Dotychczasowe ekranizacje, „The Lost” i „The Girl Next Door” okazały się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Prawdą jest jednak, że zarówno powieść „The Lost”, jak i „The Girl Next Door” przewyższają pod względem literackim „Red”. Lecz po tym, co właśnie zobaczyłem, jestem bardzo kontent. Twórcy filmu wycisnęli z książki chyba wszystko, co było do wyciśnięcia!

„Red” to jeden wielki dramat. Dramat pojedynczego człowieka. Avery’ego Ludlow’a. Co prawda powieść oferuje nieco bardziej pogłębiony portret psychologiczny głównego bohatera, ale myślę, że produkcja filmowa nie ma się czego wstydzić. Tutaj liczą się detale. Tak naprawdę Avery nie ma nic. Pędzi samotny żywot w małej, zapomnianej przez Boga, mieścinie. Z portfela piszczy bieda. Jeździ wysłużonym autem, czasem pogada z kelnerką w lokalnym barze. A jakby tego było mało, jego sklep zostaje spalony. Z umęczonej twarzy Ludlow’a można wyczytać smutną historię życia. Jego jedynym przyjacielem jest właśnie tytułowy Rudy. Ale Rudy to nie tylko najbliższy towarzysz, ale również łącznik teraźniejszości z przeszłością. To właśnie ten niepozorny psiak stale przypomina mu o jego rodzinie. W końcu Rudy to prezent, a o prezentach, zwłaszcza żywych, się nie zapomina. Można zatem powiedzieć wprost, że Rudy nie jest zwykłym zwierzakiem, ale ma wartość sentymentalną dla starego człowieka.

Avery Ludlow sprawia wrażenie człowieka, który należy do starego świata, Świata, gdzie liczy się honor i sprawiedliwość. Na tej płaszczyźnie następuje największy zgrzyt. Otóż Ludlow nie rozumie lub nie jest w stanie zrozumieć, że „świat poszedł naprzód”, używając tej Kingowskiej metafory. On tu zwyczajnie nie pasuje. Ten dzisiejszy świat nie zna bowiem takich wartości jak honor i sprawiedliwość. One się po prostu zdezaktualizowały. Teraz liczą się koneksje, pieniądze i wrzask mediów. Rozwydrzona młodzież, nosząca prowokacyjne koszulki z napisem „Kradziony z burdelu Mayi” ma w umyśle zupełnie inny obraz ładu społecznego niż podstarzały Ludlow. W „Red” następuje zderzenie tych dwóch światów. Jest to zderzenie brutalne, które w końcu zbiera krwawe żniwo.

Osią całej akcji jest konflikt. Konflikt na wielu płaszczyznach. Oprócz konfliktu światopoglądowego, mamy tu do czynienia także z konfliktem prawnym i konfliktem interesów. Ten cały spór Avery’ego Ludlow’a z rodziną McCormacków zatacza coraz szersze kręgi. W pewnym momencie już nie chodzi o banalne „przepraszam”, co tak brutalnie Ludlow uświadamia Danny’emu w finale filmu. Antagonizm przybiera postać jak najbardziej skrajną. W ruch idzie kij basseballowy, a w końcu i broń palna. Końcowy twist jest bardzo wymowny i do tego mocno przytłaczający. Podejrzewam, że co bardziej wrażliwym osobom, mogą się nawet zaszklić oczy.

Faktem jest również, że „Red” jest bardzo wierną ekranizacją prozy Jack’a Ketchum’a. Widać, pisarz ma niebywałe szczęście do przenoszenia swoich dzieł na ekran. Trzeba przy tym dodać, że „Red” nie jest tradycyjnym horrorem, jeśli w ogóle można go nazwać horrorem. Szczypta grozy na pewno się znajdzie, ale produkcja ta to przede wszystkim sprawnie grający na uczuciach dramat. Akcja rozkręca się dość leniwie. Sporo tu również „pogadanek”, które ciągną film mozolnie do przodu. Mocniejszy akcent położono na sam finał. Zdaję sobie sprawę, że takie zagranie może wielu widzów rozczarować. Jeśli jednak by rozpatrywać „Red” nie tylko przez pryzmat horroru, to okaże się, że to całkiem wartościowy obraz, który bije na głowę wiele mainstreamowych produkcji. Pewnie spora w tym zasługa samego Ketchuma, który przyłożył rękę do scenariusza. Ale gdy przyjrzymy się bliżej pozostałym twórcom „Red”, okazuje się, że obok Trygve Allistera Diesena na stołku reżysera, błyska do nas nazwisko znanego w świecie grozy, Lucky’ego McKee. Tak, to ten człowiek od niezłego „May” oraz nieco gorszego, ale i tak trzymającego poziom „The Woods”. To właśnie McKee zainicjował prace nad „Red”, a później przejął pałeczkę Diesen.

Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeśli pochwalę Briana Coxa, który wcielił się w rolę głównego bohatera. To on, obok młodziutkiego Noela Fishera, ciągnie ten film do przodu. Facet ma niemal dosłownie wypisany żal i rozpacz na twarzy. Do tego ta jego przesadna uprzejmość i elegancja, potrafią momentami zbić z pantałyku. Zwłaszcza, jeśli pomyślimy o wszystkim, co przeszedł w swoim życiu Avery. Wspomniany tu Fisher również całkiem nieźle sobie poczyna jako taki młody gniewny. Jednak w porównaniu do takiego Jack’a O'Connelllake’a z niedawno oglądanego przeze mnie „Eden Lake”, to Fisher wypada blado. Smaczku całej produkcji dodaje również obecność Toma Sizemore’a, grającego głowę rodziny McCormacków. Mimo że to rola drugoplanowa, to kreacja Sizemore’a zapada w pamięć.

Sam Jack Ketchum nie ukrywa, że „Red” przypadł mu do gustu. Póki co, filmowcy bardzo dobrze obchodzą się z dziełami Amerykanina. „Red”, mimo że nie jest największym dokonaniem literackim pisarza, to całkiem zgrabnie został przeniesiony na taśmę filmową. Ten tkliwy dramat, na który swoje szkaradne łapska kładzie również groza, to kolejny przykład dobrej realizacji, mimo skromnych środków. Teraz pozostaje nam tylko czekać na zapowiadany „Offspring”.

Screeny

HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED HO, RED

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wierne przeniesienie treści powieści na taśmę filmową
+ Brian Cox
+ potrafi zagrać na uczuciach

Minusy:

- mało tu rasowej grozy
- leniwe tempo akcji

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -