Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CLOVERFIELD

CLOVERFIELD

Projekt: Monster

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Matt Reeves
Kraj prod.:USA
Obsada:Michael Stahl-David, , Mike Vogel, , T.J. Miller, , Lizzy Caplan, , Jessica Lucas, , Odette Yustman, , Anjul Nigam. ,
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.15
Głosów:26
Inne oceny redakcji:
Adach - 6
M@rio - 4

Na początku był „Blair Witch Project”, horror, w którym historię poznajemy nie dzięki przekazowi kogoś spoza świata przedstawionego filmu, czyli operatora, ale poprzez materiał kręcony przez samych bohaterów. Widz ma przez to wrażenie, jakby obcował ze swoistym dokumentem, relacją z wyprawy w poszukiwaniu źródła legendy o Wiedźmie z Blair. Moim zdaniem zabieg ten uczynił film Eduardo Sáncheza i Daniela Myricka kamieniem milowym w historii gatunku jakim jest horror. Wychodząc z kina, pomyślałem, że ktokolwiek jeszcze zastosuje taką formę do swojego obrazu, będzie po prostu epigonem, ponieważ „Blair Witch Project” wyczerpał potencjał tkwiący w konwencji. Nie będzie mowy bowiem o zastosowaniu jednego z najważniejszych elementów kina grozy, zaskoczenia. Po części miałem rację. W 2007 roku na ekranach pojawił się fatalny film „Welcome to the Jungle” o poszukiwaniu Michaela Rockefellera w lasach Nowej Gwinei. Niedługo potem jednak w Hiszpanii odbyła się premiera filmu „[Rec]” w reżyserii doskonale znanego fanom horroru Jaume Balagueró. W obrazie hiszpańskim co prawda wykorzystano konwencję pseudodokumentu kręconego kamerą „z ręki”, jednak zrobiono to na tyle twórczo, iż powstał jeden z najlepszych i najbardziej przerażających horrorów roku 2007. Wreszcie, poprzedzony zakrojoną na szeroką skalę kampanią promocyjną, na początku roku 2008 wszedł na polskie ekrany film Matta Reevesa „Cloverfield”.

Przeglądając fora internetowe zauważyłem, że opisywany przeze mnie film wzbudził niemałe kontrowersje bardzo polaryzując opinie internautów. Znalazł on swoich gorących zwolenników jak i zaciekłych przeciwników. I mówiąc szczerze, za bardzo nie rozumiem, o co toczy się tak gorąca dyskusja. „Cloverfield” to film czerpiący swą siłę z dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest wyżej wspomniany pomysł pokazania całej akcji z perspektywy kamery będącej w posiadaniu uczestnika dramatycznych wydarzeń. Drugi, to niesamowite efekty specjalne wykorzystane do wizualizacji demolowanego przez monstrum Manhattanu. Jak widać nic nowego, bo tak naprawdę obraz Matta Reevesa to kolaż ogromnej ilości pomysłów zaczerpniętych z innych historii filmowych i literackich.

O fabule właściwie nie ma co pisać, bo jest ona prosta niczym konstrukcja widelca. W czasie, kiedy trwa impreza pożegnalna głównego bohatera, Roba Hawkinsa, w Nowym Jorku zaczyna siać zniszczenie nieznanego pochodzenia monstrum. Uczestnicy party czym prędzej wydostają się z apartamentów wieżowca i momentalnie pogrążają się w chaosie panującym na ulicach. Podczas pełnej ludzkich tragedii ewakuacji zorganizowanej przez armię amerykańską, Hawkins dostaje telefon od swojej dziewczyny z dramatycznym wołaniem o pomoc. Na przekór radom wojskowych, wraz trojgiem przyjaciół wyrusza na pomoc swej lubej. Dalej są już tylko obrazy gigantycznego monstrum obracającego w perzyną kolejne drapacze chmur, uciekający bez ładu i składu ludzie oraz żołnierze strzelający do potwora przy wykorzystaniu całego dostępnego arsenału.

Już po tym krótkim streszczeniu zorientować się można, iż „Cloverfield” to klasyczny monster movie zainspirowany takimi filmami jak „Godzilla” czy koreańskim „Gwoemul”. Drobne wskazówki dotyczące pochodzenia potwora sugerują, iż jego miejscem wcześniejszego przebywania była woda. To znowu rodzi skojarzenia z mitologią Cthulhu autorstwa H. P. Lovecrafta. Jak wspomniałem już wyżej forma filmu, a więc paradokument kręcony kamerą trzymaną przez uczestnika wydarzeń, wykorzystana była już kilka lat wcześniej w „Blair Witch Project” oraz ostatnio w „[Rec]”. Wreszcie miejsce wydarzeń, Manhattan w Nowym Jorku ze swoimi nowoczesnymi, szklanymi drapaczami chmur, oraz zniszczenia dokonywane wśród nich jasno dają do zrozumienia, iż „Cloverfield” to filmowe pokłosie wydarzeń mających miejsce w tym samym mieście 11 września 2001 roku. Zburzenie World Trade Center, jednego z symboli potęgi Ameryki, miało dla współcześnie żyjących Amerykanów zapewne takie sam wydźwięk jak dla bohaterów filmu zniszczenie Statuy Wolności.

Niewątpliwie na uwagę zasługują obrazy, zwłaszcza te kręcone z pokładu helikoptera lub dachu któregoś z wieżowców, potwora siejącego zagładę wśród budynków, samochodów oraz panicznie uciekającej ludności. Realizatorzy na pewno bardzo uważnie obejrzeli przypadkowo nagrane amatorskie relacje z ataku na WTC i wyciągnęli z nich wnioski mające ogromne znaczenia dla realizmu „Cloverfield”. Autentyzm niektórych scen naprawdę wbija w fotel. Zaskoczenie i panika ludzi, chaos spowodowany zniszczeniami, wreszcie szczątki zapadających się budynków automatycznie prowadzą do skojarzeń z wydarzeniami z 11 września.

Na szczęście z potwora nie uczyniono głównego bohatera. Początkowo widzimy tylko cienie, szybkie ruchy monstrum między drapaczami chmur uświadamiające zaledwie jego wielkość. Później w bardzo szybkich ujęciach widzimy go w całej okazałości. Na uznanie zasługuje zabieg zastosowania amatorskiej kamery bardzo nieprecyzyjnie oddającej to, co dzieje się wokoło, dzięki czemu efekt końcowy w dużej mierze zależy od naszej wyobraźni.

To, co irytuje w filmie Reevesa to aktorzy. W ich postaciach nie czuć dramatu. Widać, że w scenariuszu nie oni byli traktowani priorytetowo. Zdecydowanie największą uwagę skupiono na burzonym przez monstrum Manhattanie. Niedoświadczony aktor, w krótkim filmie, którego główną zaletą są efekty specjalne, nie potrafi stworzyć wiarygodnej postaci. Bohaterowie są więc tylko pionkami, dla których w scenariuszu przewidziano tylko wędrówkę z punku A do punktu B.

Jednak jeszcze bardziej irytująca kwestią w „Cloverfield” jest nachalne stosowanie techniki propagandowej o nazwie „product placement”. Strasznie tego nie lubię, gdy postacie machinalnie wykorzystywani są do łopatologicznej reklamy jakiejś korporacji, czy to zajmującej się sprzedażą kosmetyków czy też telefonów komórkowych. W kilku fragmentach filmu miałem wrażenie, iż oglądam nie produkcję Matta Reevesa, ale coś łudząco podobne do „Truman Show” Petera Weira.
Czy wtarto skusić się na „Cloverfield”? Oczywiście! Pomimo powyżej omówionych wad oraz kilku fabularnych nielogiczności, film Matta Reevesa to doskonała rozrywka, patrzydło, od którego momentami naprawdę trudno jest oderwać wzrok.

Screeny

HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD HO, CLOVERFIELD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ efekty specjalne,
+ sceny demolowanego Nowego Jorku,
+ dynamiczna akcja,
+ akcja filmu ukazana okiem kamery jednego z bohaterów.

Minusy:

- mało oryginalne postacie,
- słaba gra aktorów,
- nachalne „product placement”.

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -