Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ROOM 6

ROOM 6

Pokój nr 6

ocena:5
Rok prod.:2006
Reżyser:Mike Hurst
Kraj prod.:USA
Obsada:Christine Taylor, Shane Brolly, Jerry O’Connell, Chloe Moretz ,
Autor recenzji:Alchemik
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:3.13
Głosów:15
Inne oceny redakcji:

Michael (Mike) Hurst jest angielskim reżyserem i scenarzystą. W świecie filmu pojawił się zupełnie niedawno, w roku 1999 jako twórca filmu sensacyjnego - „New Blood”. Pierwszy horror Hurst’a „House of the Dead 2” powstał w roku 2005 i nie było to dzieło najwyższych lotów. W następnych latach Hurst napisał scenariusze i wyreżyserował trzy inne filmy grozy: „Darkroom” (2006), The” „Room 6” (2006) i „Pumpkinhead: Blood Feud” (2007). Żadna z produkcji nie wypłynęła jednak na szerokie wody, znają je co najwyżej fani gatunku. Jednak czy i oni są zadowoleni filmowymi osiągnięciami Hurst’a?

Młoda nauczycielka, Amy (Christine Taylor) bardzo boi się szpitali. Wyjątkowo traumatyczne przeżycia z dzieciństwa sprawiają, że kobiecie ciągle śnią się koszmary, w których dom dla chorych i jego personel grają główne role. To sprawia, że Amy jest bardzo zamknięta w sobie i boi się całkowicie zaangażować w związek ze swoim chłopakiem – Nickiem (Shane Brolly). Dodatkowo kobieta przeżywa trudności w pracy, jedna z uczennic Melissa (Chloe Moretz) zachowuje się naprawdę dziwnie, a wszelkie próby pomocy ze strony Amy kończą się niepomyślnie. Pewnego dnia Amy i Nick ulegają wypadkowi samochodowemu – kobieta wychodzi z tego bez szwanku, lecz jej chłopak złapał nogę i został odwieziony do szpitala. Amy, mimo fobii postanawia odwiedzić Nicka, jednak okazuje się, że szpital, gdzie go odwieziono, nie istnieje. Amy postanawia go odnaleźć...i aby ocalić swoją miłość będzie musiała zmierzyć się nie tylko z własnym strachem, lecz także z grzechami przeszłości, czekającymi na nią cierpliwie w szpitalnym pokoju numer 6.

Początek „Room 6” jest bardzo udany – widz zostaje niemal od pierwszego kadru wrzucony w dynamiczną akcję, szokującą na końcu. Także pewna atmosfera schizofrenii, występująca w filmie: niewiedza bohaterki czy to, co widzi jest prawdą czy wytworem jej udręczonego umysłu, jest bardzo ciekawa i przykuwająca uwagę. Niestety reszta filmu nie dorównuje scenie początkowej – a szkoda. Im dalej zagłębiamy się w historię Amy – jej życia pełnego lęków i wyrzutów sumienia, tym bardziej wydaje się nam, że gdzieś to już kiedyś widzieliśmy. Ta produkcja nie zaskoczy niczym nowym, co gorsza fabuła od pewnego momentu staje się przewidywalna. Rażą również inne cechy historii: nielogiczności (szczególnie w zachowaniu głównej bohaterki), niedociągnięcia oraz zaniedbywanie przez reżysera, niektórych wątków.

Aktorsko „Room 6” również specjalnie nie przyciągnie uwagi. Gra głównej bohaterki jest dobra – bardzo naturalna i przekonywująca. Także Shane Brolly nie spisał się najgorzej, choć jego rola do historii kina na pewno nie przejdzie. Jednak już aktorski występ Jerry`ego O’Connell’a był totalną pomyłką. Kompletnie nie sprawdził się jako filmowy, czarny charakter, grając wyjątkowo sztucznie i bez polotu. Również Chloe Moretz nie jest przekonująca w roli Melissy. Wątek tej postaci jest wyraźnym nawiązaniem do „Szóstego zmysłu” Shyamalan’a, a konkretniej do postaci Cola Sear’a. Dziewczynka, podobnie jak on, rysuje niepokojące obrazki i widzi zjawiska, w które nie uwierzy normalny, racjonalny człowiek. Jednak w przeciwieństwie do Cola, Melissa nie jest tak bezradna wobec świata duchów i demonów. Wydaje się nawet dużo silniejsza od głównej bohaterki. Niestety, wątek tej postaci reżyser potraktował po macoszemu, a szkoda, bo historia dziewczynki mogłaby urozmaicić fabułę.

Na osobną uwagę zasługują role Cheryl Tsai, Katie Lohmann, Stacy Fuson, grające urocze ślicznotki w przyciasnych strojach pielęgniarek. Panie z pewnością wzbudzą zainteresowanie w męskiej części publiczności, zaś w żeńskiej żal za brakiem męskich odpowiedników. Niektóre osoby na pewno zainteresuje (jedyna zresztą) scena erotyczna, kompletnie jednak nic nie wnosząca do akcji filmu. Abstrahując od walorów estetycznych pań pielęgniarek, bardziej warto skupić się na aktorskich – łatwo się domyśleć, że grały one w szpitalu demonice, niestety w tej roli nie były przekonywujące, głównie ze wzglądu na brak jakiejkolwiek charakteryzacji, które nadałyby im bardziej upiornego wyglądu.

Muzyka i efekty specjalne są na przyzwoitym poziomie – nie zachwycą widza niczym oryginalnym, lecz nie wzbudzą także niesmaku. Zupełnie niezła jest też charakteryzacja postaci, choć jej wadą jest wspomniany wyżej niedostatek.

Niestety, te elementy nie naprawią największej wady „Room 6” – jest to film, który absolutnie nie wystraszy, co najwyżej może trochę potrzymać w napięciu. Sposoby wzbudzania lęku prędzej znudzą niż wzbudzą choćby dreszczyk emocji, a finałowe sceny w szpitalu, które powinny przykuwać do fotela...no cóż. Wydaje się, że reżyser nie miał na nie pomysłu, gdyż niemal ciągle wykorzystywany jest pomysł znikania i pojawiania się demonicznych przeciwników Amy wraz z uderzaniem pioruna. W „Room 6” pojawiają się także zombie, lecz poza mało inteligentnym snuciem się nie robią niczego ciekawego.

Nie wykorzystano także potencjału tkwiącego w filmie – wątku pokoju numer 6, będącego symbolem miejsca, które każdy człowiek ukrywa głęboko w sobie, gdzie tkwią jego największe słabości i największe przewiny, miejsca, o którym człowiek ciągle pamięta, lecz nigdy nie dopuszcza myśli o nim. Przed tkwiącym w każdej istocie ludzkiej, "pokojem numer 6" nie da się uciec – nie udało się to również Amy, która na nowo przeżyła koszmar z dzieciństwa. Jednak tym scenom, zabrakło dramatyzmu, zostały odegrane zbyt pośpiesznie i niedbale, aby wzbudzić w widzu jakieś głębsze przemyślenia.

Słów kilka należy się również zakończeniu, wzbudzającemu refleksje, lecz wyjątkowo niesatysfakcjonującemu. Osobom, lubiącym jednoznaczne, wyraziste zakończenia, finał „Room 6” nie spodoba się – wydaje się on dodany wręcz na siłę. Na siłe można by się dopatrzyć w nim pewnych przemyśleń na temat dobra i zła, zbrodni, która zawsze zostanie ukarana oraz starej, hemingwayowskiej prawdy, że „człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.” Film porusza również kontrowersyjny temat eutanazji - uśmiercenia osoby nieuleczalnie chorej celem skrócenia jej cierpień. Niestety wadą tej produkcji jest fakt, że wszystkie te przesłania są bardzo nieprzejrzyste i, niektórzy widzowie mogą ich nawet nie zauważyć.

Cóż można jeszcze napisać o „Room 6”? Jest to film przeciętny, który, co prawda ogląda się dosyć przyjemnie, lecz zapomina się, gdy tylko pojawią się napisy końcowe. Faktem jest, że po tej produkcji można zniechęcić się do szpitali, lecz mało kto, tak naprawdę darzy te miejsca sympatią. Osobom chcącym obejrzeć coś lekkiego, ten film bardziej się spodoba, jednak porównanie go do dzieł A. Lyne’a i N. Shyamalan’a jest wyjątkowo nietrafne. „Room 6”, z pewnością, nie położyłabym na tej samej półce, co „Jacob’s Ladder” czy „The Sixth Sense”. Nie ta liga po prostu.

Screeny

HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6 HO, ROOM 6

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ lekkie, łatwe i przyjemne
+ gra głównej bohaterki
+ początek filmu
+ muzyka i charakteryzacja
+ panowie mają na co popatrzeć
+ niewątpliwie najlepszy film Hurst’a, jaki widziałam

Minusy:

- nihil novi
- przewidywalny
- nie straszy
- nielogiczności i niedociągnięcia w fabule
- gra większości aktorów jest nieprzekonywująca
- Chloe Moretz bardzo daleko do Haley’a Joela Osment’a z "Szóstego zmysłu"
- braki w charakteryzacji
- zachowanie zombie
- niewykorzystany potencjał
- zakończenie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -