Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RZECZ

THE THING

RZECZ

ocena:8
Autor:Alan Dean Foster
Tłumaczenie:Robert P. Lipski
Wydanie oryginalne:1981
Wydanie polskie:1994
Wydawnictwo:UNIV – COMP
Ilość stron:296
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Twórczość amerykańskiego pisarza, Alana Deana Fostera, obfituje zarówno w samodzielne powieści, jak i dziełka spisane na kanwie filmów, w tym tak popularnych tytułów, jak „Obcy”, „Gwiezdne wojny”, „Transformers”, „Kroniki Riddicka” i właśnie „Rzecz”. Książkę na podstawie scenariusza Billa Lancastera do ponadczasowego horroru science fiction Johna Carpentera po raz pierwszy wydano w 1981 roku. W Polsce ukazała się dopiero w latach 90-tych, pod mniej znanym tłumaczeniem tytułu, co zapewne było jednym z głównych powodów niewielkiego zainteresowania publikacją polskich czytelników. Bo wziąwszy pod uwagę niesłabnącą popularność filmu Carpentera chyba nikt nie ma wątpliwości, że na małe zainteresowanie książką nie wpłynęła antypatia Polaków do tej konkretnej historii.

Amerykańska stacja badawcza na Antarktydzie. Pracownicy zostają zaskoczeni przez helikopter Norwegów stacjonujących w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów bazie. Pilot i pasażer ścigają psa rasy husky, który znajduje schronienie u Amerykanów. Kiedy jeden z nich zostaje postrzelony przez zdenerwowanego Norwega kierownik bazy zabija napastnika. Amerykanie przygarniają rannego psa Norwegów i przystępują do prób wyjaśnienia okoliczności tego tragicznego w skutkach incydentu. Pilot śmigłowca R.J. MacReady wraz z lekarzem Copperem wyrusza do norweskiej stacji badawczej. Na miejscu mężczyźni znajdują ciała pracowników w tym jednego tak zdeformowanego, że prawie nie przypomina człowieka oraz dowody świadczące o tym, że Norwedzy znaleźli coś w lodzie. Wkrótce dokładnie poznają morderczą naturę wiekopomnego znaleziska - organizmu zdolnego imitować swoje ofiary i wrogo nastawionego do ludzkości.

Beletryzacje scenariuszy filmowych w mojej ocenie na ogół są słabsze od swoich pierwowzorów i „Rzecz” nie jest żadnym wyjątkiem. Książki spisane pod dyktando scenariuszy rzadko, choćby minimalnie wychodzą poza wizje ich autorów, często serwując identyczne dialogi i bazując na raczej suchej relacji, bez wyczerpującego zagłębiania się w osobowości bohaterów. Wspomniane zarzuty, poza jednym, można przedstawić również Alanowi Deanowi Fosterowi, co nie zmienia faktu, że z mojego subiektywnego punktu widzenia w porównaniu do innych tego typu tekstów „Rzecz” wypada całkiem zacnie. Słabiej od arcydzieła Johna Carpentera (raczej wątpię, żeby jakikolwiek pisarz potrafił przelać ducha tej produkcji na karty powieści), ale dużo lepiej od innych tożsamych publikacji. Najbardziej zaskakują liczne zmiany w fabule, które poza jedną nie są na tyle istotne, żeby jakoś odkształcić wizję scenarzysty, czy wzbogacić tę historię o szerokie nowe wątki. Ale owe drobne modyfikacje zebrane razem sprawiają, że nie ma się nieprzyjemnego wrażenia obcowania z owocem pracy bezkrytycznego kopisty, który bez większego wysiłku ze swojej strony pragnie dorobić się na znanym tytule. Drobne odstępstwa od fabuły filmu odnajdziemy już na początku, w trakcie starcia Amerykanów przebywających w bazie na Antarktydzie z na pierwszy rzut oka oszalałym, uzbrojonym Norwegiem. Podczas tego incydentu husky, którego ścigał Norweg zostaje postrzelony, a nieco później Clark, opiekun psów, opatruje go w prowizorycznym gabinecie lekarskim, w tym samym, w którym Copper przyjmuje chorych ludzi. U Carpentera husky Norwegów nie został postrzelony, a psy były doglądane w swoim kojcu. W książce Fostera po powrocie ze stacji Norwegów, Mac spędza noc w barze na przeglądaniu ich nagrań, czego nie zobaczymy w filmie. Za to u Carpentera ujrzymy, jak biolog, Blair, w swoich badaniach nad nieznanym organizmem odkrytym przez Norwegów posiłkuje się komputerem, który przewiduje prawdopodobieństwo dalszych wydarzeń oraz dowiemy się, że ciało Benningsa zostało zawłaszczone przez COŚ jako pierwsze. Foster zrezygnował z posiedzeń Blaira przy komputerze, a Bennings zginął podczas jednego z najbardziej charakterystycznych wątków książki, którego nie zobaczymy w wersji Carpentera. Pościg MacReady’ego i dwóch innych mężczyzn za zbiegłymi psami, ich krótkie, acz dynamiczne perypetie na lodowych równinach oraz makabryczny finał tej niebezpiecznej wyprawy albo widniały w pierwszej wersji scenariusza, albo są wynikiem wyobraźni Fostera. Jeśli to drugie to pisarz udowodnił, że tę historię potrafił nieco rozbudować, rozszerzyć o jakąś własną wizję, dostarczając odbiorcom dodatkowych emocji. Ale to jedyne poważne odstępstwo od fabuły filmu, inne jakoś znacząco nie wpływają na przebieg akcji. Chyba, że za takowe uznać przynoszenie jedzenia uwięzionemu Blairowi przez Naulsa, czy rezygnację z odgryzienia rąk Cooperowi przez otwierającą się w trakcie reanimacji klatkę piersiową Norrisa, albo opuszczenie sekwencji nagrywania sprawozdania z koszmarnych wydarzeń w bazie przez Maca czy wreszcie dodanie nutki dramatyzmu w finale w postaci kapsułek z cyjankiem potasu wręczonym wszystkim ocalałym. Nie wiem, czy ktokolwiek odczyta te różnice, jako dowód wielkiej inwencji Fostera, raczej wątpię, ale poza walką ze zbiegłymi husky w wąwozie na uwagę zasługuje również delikatne odniesienie do motywu burzyciela, dobrze znanego wielbicielom horrorów science fiction. W filmie nikt nie sprzeciwiał się decyzji spalenia zainfekowanych ciał. W powieści natomiast drugi biolog, Fuchs, głośno oponuje, próbując uświadomić reszcie, że pozbycie się takiego wiekopomnego odkrycia będzie niepowetowaną stratą dla nauki. Foster niestety nie rozbudowuje tego wątku, nie daje więcej dowodów obsesji Fuchsa na punkcie znaleziska Norwegów – z jego sprzeciwów nie wynika nic, co zagrażałoby bezpieczeństwu pozostałych pracowników bazy z jego strony. Szkoda, bo pisarz stworzył sobie naprawdę bardzo sprzyjającą okazję do intrygującego wzbogacenia tej opowieści postacią szalonego naukowca.

Choć Fosterowi nie udało się tak przyduszać klimatem czytelnika, jak zrobił to Carpenter ze swoimi widzami to i tak dzięki częstym skrótowym, acz treściwym, pobudzającym wyobraźnię opisom miejsca akcji nie pozwalał odbiorcom zapominać, że bohaterowie książki tkwią pośrodku „lodowej pustyni”, w mroźnym klimacie, w trakcie sześciomiesięcznej nocy polarnej. A co za tym idzie świadomość alienacji protagonistów właściwie ani na chwilę nie opuszcza czytelnika. Co więcej, kiedy już Amerykanie upewnią się, że statek znaleziony przez Norwegów nie jest wynikiem jakiegoś sowieckiego eksperymentu (w tego typu historiach pierwszymi podejrzanymi zazwyczaj muszą być Rosjanie…) i zgłębią naturę tego CZEGOŚ, co przed tysiącami lat przybyło na Ziemię na pokładzie statku i rozbiło się na Antarktydzie, Foster sporo miejsca zacznie poświęcać paranoi opanowującej pracowników amerykańskiej stacji badawczej. Chociaż dotkliwie odczuwałam brak szczegółowych rysów psychologicznych bohaterów, ich mnogość też miejscami delikatnie dezorientowała to gwoli sprawiedliwości nie mogę autorowi „Rzeczy” zarzucić zaniechania akcentowania psychicznego rozchwiania protagonistów. Amerykanie wiedzą, że ich koledzy mogą być opanowani przez pozaziemski organizm, ale dopóki nie znajdą sposobu na zweryfikowanie ich jestestwa muszą ze sobą współpracować. Tyle, że świadomość bytowania wśród nich nieznanego wroga powoli, acz konsekwentnie niszczy ich zdrowy rozsądek, sprawiając, że dosłownie w każdym dopatrują się potwora. Foster, co prawda przyłożył się również do opisów groteskowych, protoplazmatycznych maszkar, w które tajemnicze COŚ przeobraża organizmy co poniektórych żywych istot (wirtuozerii twórców efektów specjalnych do filmu nie osiągnął, ale na efekt gore i odniesienia do tradycji body horrorów i tak narzekać nie można), ale w moim odczuciu największe uznanie należy mu się za stworzenie swoistej paranoicznej aury, nieustannie wyczuwalnego zgubnego wpływu obcego organizmu na psychikę protagonistów. Które rzecz jasna doprowadziło do kilku trzymających w napięciu, czasem tragicznych w skutkach niesnasek pomiędzy zaprzyjaźnionymi ludźmi, bądź co bądź skazanymi na swoje towarzystwo w tym nieprzyjaznym, oddalonym od cywilizacji miejscu. Obcemu udaje się wytworzyć sprzyjającą jego zamiarom sytuację, w której ludzie od siebie zależni, zmuszeni do współpracy, aby móc przeżyć na mroźnej Antarktydzie, zwracają się przeciwko sobie, bo mają wszelkie powody ku temu, żeby nikomu nie ufać. Co więcej reagują agresją na każde w ich mniemaniu podejrzane zachowanie towarzysza, dzięki czemu atak tego CZEGOŚ oprócz fizycznego, obfitującego w makabryczne wątki zagrożenia nabiera drugiego, paranoidalnego wymiaru, który zdecydowanie najsilniej potęguje tragizm sytuacyjny.

Jak już wspomniałam „Rzecz” Alana Deana Fostera jest dużo słabsza od ponadczasowej produkcji Johna Carpentera, ale myślę, że i tak powinna stanowić pozycję obowiązkową dla wszystkich miłośników filmu. Foster prawdę powiedziawszy nie dysponował warsztatem, który pozwoliłby w całości utożsamić się z bohaterami, poza akcentowaniem paranoi bardzo pobieżnie podchodząc do ich charakterystyk. Ponadto zbyt często wyłuszczał techniczne szczegóły ich pracy w bazie, które stanowiły swego rodzaju monotonne, doprawdy niepotrzebne przerywniki w emocjonującej akcji, niejednokrotnie nieprzyjemnie wybijając mnie z tempa narzuconego przez porywający wątek przewodni książki. Ale już choćby klimatem wyalienowania i przebywania w ekstremalnych warunkach, akcentami gore, czy nieustannie wyczuwalną aurą paranoi dziełko Fostera zaskarbiło sobie moje uznanie. Nie w takim stopniu, jak „Coś” Johna Carpentera, ale szczerze mówiąc po książce na podstawie scenariusza spodziewałam się czegoś nieporównanie słabszego.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ kilka rozbieżności ze scenariuszem Billa Lancastera
+ atmosfera wyobcowania i częste podkreślanie niesprzyjających warunków, w jakim przyszło egzystować protagonistom
+ dosyć szczegółowe makabryczne opisy
+ paranoiczna aura, którą nacechowano niemalże wszystkie wątki
+ przystępny styl
+ dużo ciekawych szczegółów o naturze CZEGOŚ

Minusy:

- zbyt pobieżne rysy psychologiczne bohaterów
- za częste odniesienia do ich nużących zajęć w bazie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -