Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WSCHÓD ZŁEGO KSIĘŻYCA

BAD MOON RISING

WSCHÓD ZŁEGO KSIĘŻYCA

ocena:9
Autor:Jonathan Maberry
Tłumaczenie:Miłosz Urban
Wydanie oryginalne:2008
Wydanie polskie:2009
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:440
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ostatnia część popularnej w Stanach Zjednoczonych trylogii amerykańskiego pisarza, Jonathana Maberry’ego, której akcję umiejscowiono w fikcyjnym miasteczku Pine Deep w stanie Pensylwania. Charakter całej opowieści sprawia, że nie sposób opiniować ostatniego tomu bez zdradzania ważnych treści z poprzednich części, więc osobom niezaznajomionym z „Bluesem duchów” i „Songiem umarłych” odradzam lekturę niniejszej recenzji.

Po ostatnich krwawych wydarzeniach mieszkańcy małego miasteczka Pine Deep w stanie Pensylwania próbują zażegnać kryzys i wrócić do dawnego trybu życia. Sarah, żona przebywającego w śpiączce burmistrza, Terry’ego Wolfe’a, decyduje, że jedynym sposobem, aby uchronić miasto przed bankructwem, wiszącym nad nim, od kiedy zaraza zaczęła pustoszeć większość farm, jest kontynuowanie przygotowań do Festiwalu Halloween, z którego słynie Pine Deep. Brzemię organizacji imprezy przyjmuje na siebie Malcolm Crowe, który z uwagi na wydarzenia, jakim w ostatnich dniach świadkował jest sceptycznie nastawiony do tego pomysłu. Jego ciężarna narzeczona, Val Guthrie, po starciu z groźnym przestępcą przebywa w szpitalu, a ciemne moce, które od jakiegoś czasu zbierają się nad miasteczkiem tuż przed Halloween rosną w siłę. Czerwona Fala, która ma przetoczyć się przez Pine Deep 31 października, kiedy to wampiry wyjdą z ukrycia, aby zawłaszczyć miasto umożliwi sprawcy tego wszystkiego, Ubelowi Griswoldowi, powrót do świata żywych i objęcie nad nim niepodzielnej władzy. Crow i kilkoro jego przyjaciół, jako jedyni orientują się w niebezpieczeństwie, jakie zawisło nad Pine Deep, ale mają bardzo mało czasu, aby zapobiec Apokalipsie.

Twórczość Jonathana Maberry’ego, choć poczytna w Stanach Zjednoczonych z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, jak dotychczas nie trafiła do szerokiego grona polskich czytelników, w czym zawinili również nasi rodzimi wydawcy ignorując większość jego powieści. Z długich form literackich Polacy jak dotąd musieli się zadowolić „Wilkołakiem” i trylogią o Pine Deep, które to książki zostały ciepło przyjęte, ale niestety nie odbiły się głośniejszym echem w naszym światku literackim. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, bo Maberry ma wszelkie predyspozycje do przejęcia palmy pierwszeństwa (biorąc pod uwagę żyjących pisarzy horrorów) po Stephenie Kingu – jego pióro uderza z taką siłą, że tylko czekać, aż zostanie okrzyknięty kolejnym mistrzem powieściowego horroru również w Polsce.

Nietuzinkowość trylogii o Pine Deep zasadza się między innymi na jej konstrukcji fabularnej. Właściwą problematykę autor wyjawia dopiero w połowie „Songu umarłych”, równocześnie pozostawiając sobie kilka furtek do poprowadzenia zgrabnych zwrotów akcji we „Wschodzie złego księżyca”. Podobnie, jak w sequelu akcja trzeciego tomu rozpoczyna się w momencie, w którym skończyła się poprzednia odsłona, przy czym Maberry nieśpiesznie zawiązuje fabułę. Pomimo niewygodnego położenia protagonistów, którzy jak dowiedzieliśmy się w drugiej części znają już naturę zagrożenia czyhającego na ich miasteczko, autor pozwala sobie na chwilę odejść od dynamiki końcówki „Songu umarłych” i pochyla się nad poszczególnymi sylwetkami. Bohaterów jest sporo i to zarówno tych walczących po stronie dobra, jak i zła, co wymusza na Maberry’m częste przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej. Jednakże stosunkowo krótkie rozdziały i wielofazowe portretowanie poszczególnych bohaterów nie przeszkadzają w należytym wczuciu się we właściwą akcję. Wręcz przeciwnie: bez zbędnego wodolejstwa dają całościowy ogląd na doprawdy nieciekawą sytuację Pine Deep. Kilka dni przed Halloween, które jest gwarantem niebagatelnego zastrzyku finansowego dla mieszkańców tej małej, rolniczej mieściny okrzykniętej „najbardziej przerażającym miasteczkiem w Ameryce”, wzrasta liczba zaginięć. Czytelnicy szybko dowiadują się, że są one wynikiem ataków wampirów, rekrutujących miejscowych i turystów do swojej małej armii, która ma dopomóc w organizacji tzw. Czerwonej Fali. Maberry przytaczając wątki umiarkowanie krwawych natarć na niczego nieświadome ofiary delikatnie nawiązuje do takich dzieł, jak chociażby „Dracula” Brama Stokera, czy „Miasteczko Salem” Stephena Kinga, ale tylko w drobnych szczegółach. Autor nie pragnął spisać kolejnej książki o standardowych krwiopijcach znanych nam z popkultury tylko zmiksować ten obraz z archetypami wampirów wykształconych przez folklor. A że kulturowe sylwetki wampirów znacznie się od siebie różnią jego potwory prezentują trzy odmienne gatunki. Ubel Griswold czekający w Mrocznym Jarze, aż Czerwona Fala sprowadzi go do świata żyjących przed śmiercią był wilkołakiem, ale wyewoluował w wampira psychicznego. Natomiast najbliższy klasycznej sylwetce „wiecznie żywego”, Karl Ruger, prezentuje sobą inteligentnego, przebiegłego potwora, władającego nadludzkimi mocami. Tymczasem niektórzy zwerbowani przez niego „żołnierze”, bardzo sugestywnie opisani przez Maberry’ego bardziej kojarzą się z bezmyślnymi, okrutnie okaleczonymi zombie, aniżeli konwencjonalnymi krwiopijcami. Żeby jeszcze bardziej zamieszać autor kontynuuje wątki ogniskujące się na duchu Szkieleta, który wreszcie znajduje sposób na nawiązanie kontaktu z żywymi i przezwyciężenie swojej bezcielesności tak potrzebne w walce ze złem. W tym całym miszmaszu wszelkiego rodzaju potworności nie zabrakło również sylwetki dhampira, będącego nadzieją dla Pine Deep oraz wilkołaka przebudzającego się ze śpiączki, aby wypełnić swoje przeznaczenie.

Wydawać by się mogło, że mnogość gatunków kojarzonych z wierzeniami ludowymi oraz popkulturą zaszkodzi tej historii, sprawi, że akcja rozjedzie się w kilku kierunkach, dekoncentrując czytelnika. Nic bardziej mylnego. Jonathan Maberry jest na tyle sprawnym pisarzem, aby znaleźć i wykorzystać ich punkty wspólne, tym samym wzbogacając swoją opowieść o kilka naprawdę zapadających w pamięć, miejscami zaskakujących wątków. Obrazowe porównania, wyczerpujące rysy psychologiczne bohaterów i należycie rozwinięte opisy miejsc, makabry oraz dynamicznej akcji przesądzają o wyjątkowości nie tylko „Wschodu złego księżyca”, ale całej trylogii o Pine Deep. Uczynienie antybohaterami sylwetek szeroko wyeksploatowanych przez kino i literaturę z odniesieniami do folkloru nie sprawia nieprzyjemnego wrażenia nużącej powtarzalności, bo wydarzenia, jakie mają miejsce za sprawą ich działalności różnią się od tego, do czego przyzwyczaili nas artyści. Zamiast konspiracyjnego starcia „łowców wampirów” z potworami mamy rzeź miejscowych i turystów, którzy przybyli na osławiony Festiwal Halloween. Zamiast wyłącznie fikcyjnych bohaterów mamy również ikony kina kojarzone z horrorem, jak na przykład wirtuoz charakteryzacji, Tom Savini, aktorzy Brinke Stevens, Debbie Rochon i Ken Foree, scenarzysta Stephen Susco oraz reżyser i scenarzysta James Gunn, których udział w powieści nie ograniczył się jedynie do wzmianek, jak w poprzednich częściach. Tutaj dobywają broni, aby walczyć z hordą nieumarłych, co wprowadza kilka przyjemnych ustępów wywołujących wrażenie przemieszania rzeczywistości z fikcją literacką. Choć gwoli formalności należy nadmienić, że ostatnie kilkadziesiąt stron nieustającej akcji miejscami odrobinę nuży szczegółowością opisów walk.

Superlatywy „Wschodu złego księżyca” podobnie, jak „Bluesa duchów” i „Songu umarłych” są tak liczne, że musiałabym poświęcić kilka dni na wypunktowanie wszystkich. Dość chyba powiedzieć, że Jonathan Maberry spisał jedną z najbardziej charakterystycznych opowieści o wampirach, wilkołakach i duchach, czerpiąc z tradycji kina i literatury grozy z wyraźnymi odniesieniami do wierzeń ludowych różnych regionów Europy. Za jego sprawą powstała historia, którą chce się czytać bez końca oraz miasteczko, w którym chciałoby się zadomowić. W posłowiu autor zdradza, że nie wyklucza powrotu do Pine Deep i miejmy nadzieję, że tak będzie, bo równie magnetycznego miejsca zamieszkiwanego przez tak barwnych bohaterów nie odnajdziemy na kartach wielu powieści grozy.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ rysy psychologiczne bohaterów
+ miejsce akcji
+ warsztat autora
+ odniesienia do folkloru
+ wtłoczenie w akcję nazwisk znanych z branży filmowej
+ mnogość gatunków czarnych charakterów
+ zaskakujące zwroty akcji
+ pomysłowe sfinalizowanie historii
+ wątki obrazowo opisanych ataków nieumartych na żyjących

Minusy:

- opisy walk

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -