Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SONG UMARŁYCH

DEAD MAN’S SONG

SONG UMARŁYCH

ocena:9
Autor:Jonathan Maberry
Tłumaczenie:Przemysław Bieliński
Wydanie oryginalne:2007
Wydanie polskie:2009
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:368
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Druga część słynnej trylogii amerykańskiego pisarza, Jonathana Maberry’ego, którego powieściowym debiutem był „Blues duchów”, pierwsza część cyklu o Pine Deep, uhonorowana Bram Stoker Award. Od tego czasu, Maberry zdobył jeszcze kilka statuetek owej prestiżowej nagrody literackiej, za inne książki również docenione przez krytykę i szeroką opinię publiczną. Jednak póki co jego opus magnum jest zachwycająca trylogia, której akcja rozgrywa się w fikcyjnym miasteczku w stanie Pensylwania.

Po śmierci bezlitosnego mordercy, Karla Rugera, życie w małym miasteczku, Pine Deep w stanie Pensylwania, powoli wraca do normy. Na wolności przebywa jeszcze jego wspólnik, ale policja ma powody przypuszczać, że opuścił miasto. Śledczy z Filadelfii przerywają obławę, nawet po szokującym odkryciu, że zwłoki Rugera zostały wykradzione z kostnicy, mając przekonanie, że to ostatnie dziwaczne wydarzenie, mające związek z tą sprawą i że mieszkańcom miasteczka nie grozi już żadne niebezpieczeństwo. Tymczasem Malcolm Crow i Val Guthrie dochodzą do siebie w szpitalu po niedawnym starciu z Rugerem. Po krótkiej rekonwalescencji Crow oświadcza się kobiecie, a ona z kolei informuje go, że będą mieli dziecko. Wraz z bratem Val, Markiem i jego żoną, Connie, którzy nadal nie doszli do siebie po ostatnich wydarzeniach, wracają na farmę do niedawna zarządzaną przez Henry’ego Guthriego, zamordowanego przez Rugera. Crow zatrudnia do pomocy w swoim sklepie ze strasznymi rekwizytami nastolatka, Mike’a Sweeney’a, mając nadzieję przy okazji nauczyć go kilku chwytów, dzięki którym będzie mógł postawić się brutalnemu, maltretującemu go ojczymowi, Vicowi Wingate’owi. Tymczasem Vic kontynuuje przygotowania do Czerwonej Fali, która nastąpi za niecały miesiąc w Halloween. Vic pozostaje na usługach Ubela Griswolda, który przed trzydziestoma laty dopuścił się wielu brutalnych mordów, został zabity przez sezonowego czarnoskórego pracownika, Orena Morse’a, zwanego Szkieletem, po czym wrócił, aby dokończyć krwawe dzieło z pomocą kilku miejscowych. Rzeź zbliża się nieubłaganie do Pine Deep, na oczach bezsilnego ducha Szkieleta, podejrzanego przed laty o zabójstwa, których w rzeczywistości dopuścił się Griswold i zamordowanego przez kilku mieszkańców miasteczka. Jedyną nadzieją dla Pine Deep jest Malcolm Crow, który pomimo pozornie idyllicznej atmosfery, jaka ogarnęła miasto po ostatnich krwawych wydarzeniach, ma pewne podejrzenia, co do natury potworów, które jego zdaniem zalęgły się w Pine Deep.

Pine Deep to małe, urocze miasteczko, utrzymujące się z rolnictwa i atrakcji turystycznych, których tematyka zasadza się na estetyce horroru. Nawiedzone Przejażdżki, straszące przyjezdnych, organizowane przez wielkiego miłośnika kinematografii i literatury grozy, Malcolma Crowa to lokalna atrakcja, która przyciąga rzesze turystów, spragnionych mocnych wrażeń. Sklepy z makabrycznymi utensyliami, z Wronim Gniazdem Crowa na czele otwierają swoje podwoje przed Halloween. W tym samym czasie kina nieprzerwanie raczą widzów filmami grozy. Można by rzec: prawdziwy raj na ziemi, szczególnie dla wielbicieli gatunku, ale dla tutejszej społeczności taki charakter miasteczka jest przede wszystkim okazją do zarobku. Pine Deep zyskuje na atrakcyjności dzięki swojej niepokojącej historii - liczne legendy mówiące o nawiedzeniu tego miejsca przez złośliwe duchy i autentyczne wydarzenia sprzed trzydziestu lat. Właśnie do nich nawiążą aktualne wypadki, które są zapowiedzią powrotu prawdziwego zła, potwora, który jest zdeterminowany, aby skończyć to, co wówczas rozpoczął. „Song umarłych” jest bezpośrednią kontynuacją „Bluesa duchów” i chociaż autor w skrócie przytacza najważniejsze wątki z pierwszej odsłony trylogii i tak do pełnego zrozumienia i należytego wczucia się w świat przedstawiony Maberry’ego znajomość jedynki jest nieodzowna. Właściwie pomijając kilka nieścisłości (będących albo niedopatrzeniem samego autora, albo tłumacza) książki wchodzące w skład tego cyklu można by z powodzeniem połączyć w jedną całość. Zresztą ponoć Maberry spisywał całą historię z myślą o jednej książce, nie trzech tylko wydawnictwo było zmuszone dzieło podzielić. W sequelu tylko na początku można dopatrzeć się paru różnic w stosunku do jedynki. Mowa o informacji zawartej w końcówce „Bluesa duchów”, że na warcie przy Crowie w szpitalu policjanta Heada za godzinę ma zastąpić Eddie Holownik, po czym w dwójce okazuje się, że Head siedział przy chorym całą noc, a Holownik przyszedł rano. Drugą nieścisłością jest liczba pocisków, jakie posłano w Karla Rugera w „Bluesie duchów”. Wówczas autor wspomina o pięciu, ale w dwójce jest już mowa o kilkunastu. To jednak na tyle drobne, mało istotne niedociągnięcia, że można spokojnie przymknąć na nie oko.

Na sukces trylogii Jonathana Maberry’ego złożyło się kilka istotnych rzeczy, których wbrew pozorom nie odnajdziemy w wielu XXI-wiecznych literackich horrorach. Uniwersum, jakie autor odmalował na kartach tego cyklu często jest porównywane do świata przedstawionego, preferowanego przez Stephena Kinga, ale moim zdaniem obu pisarzy niewiele łączy. Owszem, podobnie jak w powieściach Kinga, mamy tutaj małe, pozornie sielskie miasteczko, pod powierzchnią którego tkwi niewyobrażalne zło, czyhające na życie mieszkańców, ale na tym podobieństwa z prozą współczesnego literackiego mistrza horroru się kończą. Maberry korzysta z całkowicie innych środków do wzbudzenia niepokoju u czytelnika, a arena wszystkich koszmarnych wydarzeń w szczegółach nie przypomina niczego, z czym dotychczas dane mi było spotkać się podczas obcowania z powieściowymi horrorami. Bo czy istnieje drugie takie fikcyjne miasteczko, którego mieszkańcy utrzymywaliby się ze straszenia turystów? Wesołe miasteczka owszem, ale całe miasto rokrocznie podporządkowujące wszystko Halloween? Konwenty ze znanymi gwiazdami kina, w tym z mistrzem charakteryzacji Tomem Savinim, rekwizyty z „Koszmaru z ulicy Wiązów”, „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, „Piątku trzynastego” i wielu innych, wywiady z twórcami i obsadą kultowych horrorów oraz oczywiście przerażające Przejażdżki, które w nowatorski sposób podchodzą do straszenia przyjezdnych. Maberry wtłacza we właściwą akcję książki znane nazwiska ze światka horroru, dzięki czemu oba światy, fikcyjny i rzeczywisty, przenikają się nawzajem. Oprócz miejsca akcji na uwagę zasługuje mistrzowski styl Maberry’ego. Widać, że autor daje lekcje pisania młodym, utalentowanym uczniom, bo w jego własnym warsztacie nie brakuje absolutnie niczego. Słów, wykorzystywanych do opisów miejsc, sytuacji i charakterologii bohaterów jest akurat tyle, aby nie wywołać wrażenia niedosytu, czy przesytu, a lekturę dodatkowo uatrakcyjniają liczne nawiązania do znanych powieści i filmów grozy. Maberry łączy w „Songu umarłych” stylistykę gore z horrorem o podłożu nadprzyrodzonym, równoważąc siłę ich oddziaływania na czytelnika oraz w innowacyjnym stylu podchodzi do szeroko eksploatowanych w horrorze sylwetek antybohaterów. W tak wielce oryginalnym, że odbiorca dopiero w połowie drugiej części ma szansę domyślić się, na czym tak naprawdę zasadza się natura zagrożenia czyhającego na mieszkańców Pine Deep. Wtłoczenie znanych postaci z horrorów w taką konwencję jest doprawdy pomysłowe, zapewne na tyle, aby dogłębnie zaskoczyć niejednego czytelnika.

Jedyne, co moim zdaniem wymagało większego dopracowania w „Songu umarłych” to policyjne śledztwo, które w jedynce wzmagało napięcie, ale w kontynuacji nie przynosiło już większych rezultatów. Na szczęście w drugiej połowie powieści Maberry zrezygnował z tych wątków, zapewne czując, że przeciwnie niż w „Bluesie duchów” obniżają one poziom klimatu, dając miastu ułudę bezpieczeństwa, która chwilami oddziaływała na czytelnika, podkopując poczucie alienacji i zaszczucia. Poza tym drobnym potknięciem, z subiektywnego punktu widzenia, nie zauważyłam w „Songu umarłych” żadnych innych niedociągnięć. Wręcz przeciwnie – obie części dostarczyły mi mnóstwa niezapomnianych wrażeń, które mam zamiar kontynuować lekturą ostatniej odsłony trylogii. I innej twórczości Jonathana Maberry’ego, bo geniusz, jaki w nim tkwi zasługuje nie tylko na uwagę, ale również uwielbienie każdego szanującego się wielbiciela literatury grozy.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ idealny styl autora
+ sylwetki bohaterów i antybohaterów
+ oryginalne podejście do znanych potworów
+ innowacyjne uniwersum
+ mistrzowsko opisany i obmyślony charakter miejsca akcji
+ zgrabne połączenie nadnaturalności z makabrą
+ zaskakujące rozwinięcie wątków zapoczątkowanych w części pierwszej

Minusy:

- policyjne śledztwo

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -