Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ŚCIANA STRACHU

THE FACE OF FEAR

ŚCIANA STRACHU

ocena:5
Autor:Dean R. Koontz
Tłumaczenie:Romuald Szoka
Wydanie oryginalne:1977
Wydanie polskie:1992
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:224
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Amerykański pisarz, Dean Koontz, w wielu kręgach nazywany drugim po Stephenie Kingu mistrzem literatury grozy, jest autorem dosyć nierównym. Obok prawdziwych powieściowych perełek pisuje również lekkie książki, które z powodzeniem można wtłoczyć w klasę B. „Ściana strachu”, po raz pierwszy wydana w 1977 roku pod pseudonimem Brian Coffey, wpisuje się w poczet lżejszej beletrystyki Koontza, niepretendującej do czegoś głębszego tylko starającej się zapewnić czytelnikom kilka godzin niewymagającej myślenia, czysto rozrywkowej lektury.

Franklin Dwight Bollinger i Billy James Plover bestialsko mordują kobiety w Nowym Jorku. Media w przekonaniu, że mają do czynienia z jednym zabójcą nadają im miano Rzeźnika. Sprawę prowadzi detektyw z wydziału zabójstw, Ira Preduski, który wyczerpując już wszystkie konwencjonalne metody śledztwa wynajmuje osławionego jasnowidza, Grahama Harrisa. Były alpinista, obecnie wydawca drogiego kwartalnika o tym sporcie od kilku lat boryka się z kilkoma fobiami, w tym lękiem wysokości, zapoczątkowanymi wypadkiem w górach. Harrisowi dużo wsparcia zapewnia jego dziewczyna, Connie Davis, ale znacząco utrudniają jej to przerażające wizje, jakie miewa jej życiowy partner. Teraz Graham nawiązuje silną więź z Rzeźnikami – widzi prawie wszystkie ich morderstwa, ale nie jest w stanie poznać ich tożsamości. Kiedy Bollinger i Plover dowiadują się, że jasnowidz próbuje pokrzyżować ich plany ten pierwszy wyrusza do jego biura, mieszczącego się w drapaczu chmur i rozpoczyna polowanie na Harrisa i jego dziewczynę.

W 1990 roku ukazał się telewizyjny film Farhada Manna oparty na kanwie „Ściany strachu”. Do przeniesienia tej historii na ekran zapewne zachęcił twórców pomysł na fabułę, który choć wtłoczony w nieskomplikowaną, wręcz pobieżną narrację bez wątpienia miał w sobie potencjał. Bowerton Building – kilkudziesięciopiętrowy biurowiec w pewien piątkowy wieczór staje się śmiertelnie niebezpieczną pułapką dla cierpiącego między innymi na akrofobię jasnowidza i jego dziewczyny. Graham Harris i Connie Davis stają się celem seryjnego mordercy, Franka Bollingera, który odcina im niemalże wszystkie drogi ucieczki z wieżowca i uzbrojony rusza za nimi w pościg po krętych korytarzach i licznych piętrach budynku Bowertona. Pomysł zacny, nie przeczę (zastanawiam się nawet, czy twórcy kultowej „Szklanej pułapki” nie wzorowali się odrobinę na powieści Deana Koontza), ale taki kształt fabuła przybiera dopiero w drugiej połowie powieści – wcześniej jawi się raczej w kategorii klasycznego thrillera z seryjnymi mordercami w rolach głównych. Poznajemy zaprzyjaźnionych Franka Bollingera i Billy’ego Plovera, zafascynowanych filozofią Friedricha Nietzschego, szczególnie jego wyznawaną również przez Adolfa Hitlera, koncepcją o Nadludziach. Przekonani o własnej wyjątkowości Bollinger i Plover postanawiają wdrożyć w życie swój szatański plan, który w ich mniemaniu w końcu doprowadzi do rządów Nadludzi (czyli ich samych) nad Podludźmi. Chcą być postrzegani, jako nowe wcielenia Leopolda i Loeba, skazanych za morderstwo 14-letniego chłopca w 1924 roku, którymi kierowało podobne credo, obudzone w ich umysłach dzięki filozofii Nietzschego. Nie przeczę, że Koontz starał się takimi przekonaniami morderców nieco ubarwić ich postacie – nadać im cechy, które wyróżniałaby ich na tle innych fikcyjnych seryjnych morderców. W tym samym celu zrobił z Bollingera wielkiego miłośnika poezji Williama Blake’a (oczytany zabójca…), ale owe wątki potraktował tak pobieżnie, że raczej nie dał mi większych szans na należyte wczucie się w zaburzoną psychikę Rzeźników. O wiele lepiej wypadły początkowe mordy dwóch prostytutek. Autor również tutaj unikał szczegółowych opisów makabry, ale te fakty, które podrzucił w zupełności wystarczały, aby pobudzić moją wyobraźnię.

Głównym bohaterem książki jest jasnowidz Graham Harris, będący chyba odzwierciedleniem ówczesnego zainteresowania Deana Koontza osobnikami obdarzonymi tak zwanym szóstym zmysłem. Wnoszę to po tym, że w 1977 roku ukazała się też inna jego powieść zatytułowana „Wizja”, traktująca o jasnowidzącej kobiecie, również mającej mentalny wgląd w krwawy proceder pewnego seryjnego mordercy. W „Ścianie strachu” cudowne zdolności Harrisa odgrywają o wiele mniejszą rolę niż taki sam talent głównej bohaterki „Wizji”. Jedynie na początku powieści będziemy świadkować sugestywnym wizjom przebywającego w studiu telewizyjnym Grahama, który mimowolnie obserwuje kolejny mord Rzeźnika na oczach milinów widzów. Z biegiem trwania fabuły mężczyzna przewidzi śmierć kolejnej kobiety i zobaczy, że wkrótce ktoś strzeli mu w plecy, ale owe wizje nie dość, że zostały o wiele bardziej pobieżnie potraktowane przez autora to na dodatek są właściwie ostatnimi akcentami dotykającymi tej problematyki. Koontz w drugiej połowie powieści szczególny nacisk położył na wewnętrzną walkę Grahama ze swoimi lękami oraz na zaznaczanie odradzającej się w nim po latach życia w ciągłym strachu wielkiej miłości do alpinizmu. Ale najpierw będzie musiał stawić czoła swojej akrofobii, wszak jedyna droga ucieczki ze śmiertelnie niebezpiecznego drapacza chmur prowadzi po jego zewnętrznej ścianie w otoczeniu szalejącej zamieci śnieżnej. Trzeba przyznać, że autor należycie oddał istotę ekstremalnych warunków, w jakich znaleźli się Harris i Davies. W przeciwieństwie do fabuły, którą zarysował szczątkowo, dużo uwagi poświęcił generowaniu aury zagrożenia uosabianego zarówno przez położenie, w jakim znaleźli się protagoniści, jak i uzbrojonego mordercę oraz zaznaczaniu trawiącego Grahama, przytłaczającego przerażenia. Mniej uwagi niestety poświecił opisom wyludnionego, mrocznego biurowca - skąpe sportretowanie miejsca akcji, co prawda pozostawia pole dla wyobraźni czytelnika, ale wolałabym, żeby chociaż one nie przerzucały wszystkiego na odbiorcę, żeby chociaż oddanie osnutej odpowiednio niepokojącą atmosferą scenerii leżało w gestii autora, a nie moich domysłów. Za to końcówki bym nie poprawiała, bo choć Koontz, jak zwykle, stawia na happy end to nieco wcześniej serwuje całkiem zaskakujący zwrot akcji – trudny do przewidzenia, przez wcześniejsze konsekwentnie podrzucane mylące tropy, nieufnie nastawiające czytelnika do jednej z ważniejszych postaci książki.

Thriller klasy B, będący reprezentantem tej mniej wymagającej myślenia prozy Deana Koontza – tak w skrócie podsumowałabym tę pozycję. Czyta się lekko i przyjemnie, pomysł na główną oś fabularną może okazać się całkiem interesujący dla wielu odbiorców, ale głównie przez skąpą narrację i brak głębszych treści nie sposób traktować „Ściany strachu” w kategoriach jakiegoś przełomowego dzieła literatury grozy. Lepiej nastawić się na jednorazową rozrywkę, o której szybko się zapomina.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ miejsce akcji
+ modus operandi Rzeźników
+ generowanie aury zagrożenia ze strony mordercy i ekstremalnego położenia
+ wewnętrzna walka Grahama Harrisa z własnymi lękami i ograniczeniami

Minusy:

- pobieżne opisy
- szczątkowe zarysowanie akcji
- brak zagłębiania się w osobowości wszystkich bohaterów, poza Harrisem, szczególnie delikatny nacisk położony na filozofię morderców
- nieumiejętność stworzenia odpowiedniego klimatu wyalienowania, który powinien wynikać z miejsca akcji
- niezadowalające wykorzystanie jasnowidzenia głównego bohatera

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -