Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:JAKIŚ POTWÓR TU NADCHODZI

SOMETHING WICKED THIS WAY COMES

JAKIŚ POTWÓR TU NADCHODZI

ocena:8
Autor:Ray Bradbury
Tłumaczenie:Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Wydanie oryginalne:1962
Wydanie polskie:2009
Wydawnictwo:Etiuda
Ilość stron:272
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ray Bradbury, autor między innymi „Kronik marsjańskich” i „451 stopni Fahrenheita”, dał się poznać jako czołowy twórca fantastyki, w którą wplatał elementy grozy. Zmarł w 2012 roku, ale jego książki nadal cieszą się niesłabnącą popularnością, stanowiąc inspirację dla wielu innych pisarzy.

Październik, Green Town w stanie Illinois. Kilka dni przed czternastymi urodzinami zaprzyjaźnionych Willa Halloway’a i Jima Nightshade’a do miasta przybywa wesołe miasteczko, którego właścicielami są Cooger i Dark, tak zwany Człowiek Ilustrowany. Jeszcze przed otwarciem, chłopców ogarniają nieprzyjemne przeczucia, co do prawdziwej natury lunaparku. Na swoje nieszczęście postanawiają poznać mroczne tajemnice przybyszów. Przerażające wydarzenia, których są świadkami w wesołym miasteczku, wkrótce sprowadzają na nich śmiertelne niebezpieczeństwo. Ustrzec przed nim może ich jedynie ojciec Willa, bibliotekarz Charles Halloway.

Stephen King w swoim „Danse Macabre” wyrażał się w samych superlatywach o kultowej powieści Ray’a Bradbury’ego, „Jakiś potwór tu nadchodzi”, co zachęciło mnie do lektury. W jej trakcie odkryłam, że w twórczości Kinga można odnaleźć echa tej książki. Dzieło Bradbury’ego w mniejszym lub większym stopniu zainspirowało „Martwą strefę” (wątek ze sprzedawcą piorunochronów), „To” (ukrywanie się w kanale ściekowym) i „Sklepik z marzeniami” (żywienie się ludzkimi słabościami). Ponadto latami było analizowane przez zachwyconych krytyków, którzy zauważyli, że „Jakiś potwór tu nadchodzi” można poddawać wielorakim interpretacjom.

„Palec mię świerzbi, to dowodzi
Że jakiś potwór tu nadchodzi.”

(William Szekspir „Makbet”, przeł. Józef Paszkowski)

Największą siłą powieści jest pozornie idylliczny, małomiasteczkowy klimat, w którym da się odczuć jakąś nieuchwytną grozę, symbolizowaną wesołym miasteczkiem Darka i Coogera. Czytelnik towarzyszy Jimowi i Willowi, którzy wyczekują swoich czternastych urodzin. Ten pierwszy przyszedł na świat minutę po północy 31 października, a drugi minutę przed północą 30 października, co również ma symboliczne znaczenie. Will w przenośni jest „dzieckiem światła”, całkowicie pozytywnym bohaterem, starającym się postępować słusznie, ignorować ludzkie wady i nie tracić pogody ducha. Jim natomiast stara się dostrzegać wszystkie niedoskonałości świata, nie stroniąc od adrenaliny i marząc o jak najszybszym osiągnięciu wieku dojrzałego, co pozwoliłoby mu uniezależnić się od nadopiekuńczej matki. Trzecim integralnym bohaterem książki jest ojciec Willa, Charles, który stanowi całkowite przeciwieństwo Jima. Mężczyzna pragnie znów być młody. Jego nocne pobyty w bibliotece, te chwile zadumy nad samym sobą, utwierdzają go w przekonaniu, że podeszły wiek uniemożliwia mu porozumienie się z własnym synem i że nie wykorzystał należycie swojej utraconej młodości. Dla Jima i Charlesa wesołe miasteczko, które przybyło do Green Town 23 października może więc być szansą na spełnienie marzeń, bowiem jedna z atrakcji, karuzela, umożliwia cofnięcie się lub posunięcie w latach. Pytanie tylko, czy pozwolą, aby pragnienia przejęły kontrolę nad ich życiem? Czy zrozumieją w porę, że każda przysługa demonicznych właścicieli lunaparku ma swoją cenę? „Jakiś potwór tu nadchodzi” może być innym spojrzeniem na biblijne kuszenie, w którym Dark i Cooger symbolizują diabła, ale tylko w jednej z możliwych interpretacji. Antagonistów można również postrzegać, jako demonów, żerujących na ludzkich grzechach, a nawet dopatrzeć się w nich cech wampirów energetycznych. Po przyjeździe lunaparku do miasteczka Bradbury stawia na niedopowiedzenia. Obserwujemy niepokojące wydarzenia z punktu widzenia dwóch chłopców, obdarzonych bujną wyobraźnią. Autor celowo uwypukla ich fantazyjne postrzeganie świata, aby jak najdłużej utrzymywać czytelników w niepewności. Nie wiemy, czy wszystko to ma miejsce w rzeczywistości, czy jest jedynie odbiciem wyobraźni protagonistów. Nawet zagadkowe wydarzenia w Gabinecie Luster, w dniu otwarcia wesołego miasteczka, pomimo udziału osoby dorosłej, pozostawiają sporo niedopowiedzeń. Owa aura tajemnicy może skutecznie przyciągnąć uwagę ciekawskiego odbiorcy, ale równocześnie otwarcie lunaparku, rozdział dynamizujący idylliczną do tej pory atmosferę, został potraktowany po macoszemu. Bradbury wystrzegał się tak pożądanych w tym momencie długich opisów i poprowadzenia wątku z poszanowaniem reguł suspensu. Zaprezentował jedynie zalążek koszmaru, który jak można się domyślić będzie miał swoją kulminację nieco później.

W książce odnajdziemy stary motyw walki dobra ze złem – fizycznej i mentalnej. Bohaterowie, szczególnie podatny na przyciąganie ciemnej strony Jim, nie tylko muszą uniemożliwić dalszą destrukcję ludzkości, niepoddającym się upływowi czasu Darkowi, Coogerowi i innym osobliwym personom pracującym w lunaparku, ale również stanąć do walki z własnymi słabościami. Bradbury sporo miejsca, często w podtekstach, poświęca niedoskonałości rasy ludzkiej, dając do zrozumienia, że naszymi największymi wrogami jesteśmy my sami. Przeklęci inteligencją jesteśmy świadomi przemijalności, wiemy, że na końcu tej długiej, uciążliwej drogi czeka nas Nicość. Nie będzie żadnej nagrody za nieustanne cierpienia na tym padole tylko wszechobecna, wieczna pustka. Dlatego też często wybieramy łatwiejszą ścieżkę grzechu, marginalnie traktując bliźnich i stawiając siebie w centrum wszechświata. Tak więc wesołe miasteczko Darka i Coogera może być odbiciem nas samych – samotników z wyboru, którzy wpadli w destrukcyjną spiralę, nie chcąc bądź nie mogąc uświadomić sobie, że to nie śmierci powinniśmy się bać. W dzieciństwie Bradbury wybrał się na karnawał, na którym spotkał tak zwanego pana Electrico. Ten poradził mu, aby żył wiecznie, co również odbiło się echem na „Jakiś potwór tu nadchodzi”. I nie mówię tutaj o wątku rodem z „Frankensteina” Mary Shelley, który traktuje o ożywieniu człowieka przez pana Electrico, ale błyskotliwym przesłaniu książki. Autor zauważa, że ziszczenie odwiecznych pragnień dzieci o nagłym postarzeniu się oraz osób dorosłych o powrocie do najszczęśliwszych lat swojego życia sprowadziłoby na nas same nieszczęścia. W końcu odmłodzenie bądź postarzenie ciała nie idzie w parze z wiekiem ducha, a więc analogicznie (i tym kierował się w życiu sam Bradbury) możemy zawsze patrzeć na otaczający nas świat z dziecięcą ufnością, w ciągłym zachwycie i zdumieniu. Wcale nie potrzebujemy do tego wehikułu czasu, który przecież pozbawiłby nas towarzystwa rówieśników, a co za tym idzie szybko wpędził w szaleństwo. Jeśli ktoś zastanawiałby się, dlaczego „Jakiś potwór tu nadchodzi” zyskał tak duże uznanie czytelników, niech wczyta się w te uniwersalne prawdy i odpowie sobie na pytanie, czy Bradbury trafnie ocenił jego egzystencję.

Choć „Jakiś potwór tu nadchodzi” jest niezaprzeczalnym popisem nieograniczonej wyobraźni autora, jedną z czołowych pozycji gatunku dark fantasy nie można nie zauważyć miejscami rozproszonej fabuły. Akcja, co jakiś czas się rwie, co znacznie utrudnia całkowite zatopienie się w malowniczym, ale również niepokojącym uniwersum Ray’a Bradbury’ego. To spora niedogodność, ale mimo wszystko jestem przekonana, że wielbicielom tego rodzaju literatury ów mankament zrekompensują inne, stojące na naprawdę wysokim poziomie elementy tej powieści.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ barwni bohaterowie
+ małomiasteczkowy klimat
+ alegoryczna fabuła
+ dojrzałe spojrzenie na uniwersalne problemy ludzkości
+ łatwość autora w zarysowywaniu trudnej do zdefiniowania, podskórnej grozy

Minusy:

- miejscami rwąca się akcja
- pobieżne opisy realiów wesołego miasteczka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -