Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FRANKENSTEIN: 100 LAT W KINIE

Frankenstein: 100 lat w kinie

FRANKENSTEIN: 100 LAT W KINIE

ocena:7
Autor:Rafał Donica
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Wydawnictwo Yohei
Ilość stron:305
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Postać tę znają nie tylko miłośnicy kina. Zwalisty, powłóczący nogami mężczyzna, o kanciastych rysach twarzy, z ciężko opadającymi powiekami, o wielkim nawisłym czole i z szwami okalającymi ciemię. To Monstrum. Mylnie nazywane nazwiskiem swego stwórcy – Wiktora Frankensteina. Postać-symbol kina grozy, archetyp filmowego potwora, ikona pop-kultury, bohater powieści, filmów, sztuk teatralnych, piosenek, komiksów, gier komputerowych, kreskówek, seriali, programów i reklam telewizyjnych. A od niedawna - bohater pierwszej w Polsce monografii - „Frankenstein: 100 lat w kinie” Rafała Donicy.

Historia Frankensteina i jego Monstrum, jak każdy dobry horror, zaczyna się w pewną deszczową, zimną noc lata 1816 r. Grupa przyjaciół - artystów (wśród, których znalazła się m.in. młodziutka Mary Shelley, wtedy jeszcze Wollstonecraft Godwin), zebrała się w wilii Diodati nad Jeziorem Genewskim, by spędzić czas na czytaniu opowieści niesamowitych i wymyślaniu własnych. Mary Shelley opowiedziała wówczas swój koszmarny sen o szalonym naukowcu, który stworzył sztucznego człowieka. Wkrótce to, co wydawało się epizodem bez większego znaczenia, stało się zaczątkiem jednej z najważniejszych powieści grozy: „Frankenstein, czyli Nowoczesny Prometeusz” (1818). Pomimo początkowych, niezbyt przychylnych recenzji utwór młodej pisarki unieśmiertelnił jej autorkę, ale nieśmiertelność bohaterów powieści stała się dopiero zasługą X Muzy. Pierwsza filmowa adaptacja, aczkolwiek w bardzo swobodny sposób traktująca literacki pierwowzór, pojawiła się jeszcze w czasach kina niemego, w 1910 r. za sprawą niejakiego J. Searle Dawleya i jego ledwie szesnastominutowego filmiku „Frankenstein”. Obraz jest dziś historyczną ciekawostką, ale postać Frankensteina i stworzonego przez niego Potwora od tego skromnego obrazu rozpoczęła swój triumfalny pochód przez dzieje kinematografii i ekrany niemal całego świata. Dziś mit Frankensteina jest zadomowiony nie tylko kinie, ale w całej kulturze masowej.

Historię tego zadomowienia, z godną podziwu szczegółowością, przedstawia na łamach swojej książki, Rafał Donica. Wśród internautów i filmowych fanów postać autora jest doskonale znana, głównie za sprawą portalu Klub Miłośników Filmu, którego Donica jest współzałożycielem i wieloletnim, niestety byłym już, redaktorem naczelnym. Jednak jak sam przyznaje w wywiadzie udzielonym portalowi Warka24.pl., jest fanem kina science-fiction i sensacyjnego, ale nieszczególnie horroru, dlaczego zatem zdecydował się zadebiutować w mniej lubianym gatunku? Według słów autora, książka (a raczej jej zaczyn) początkowo zaistniała jako... artykuł o filmowych wcieleniach Monstrum Frankensteina zainspirowana serią płyt dvd „Potwory Universalu” (2005). Ciepłe przyjęcie artykułu zachęciło Donicę do dalszych poszukiwań, które wciągnęły go na tyle, że ich efektem stała się ta imponująca bogactwem zebranego materiału publikacja.

Rzekomo opisanych zostało w niej ćwierć tysiąca filmów, ale czytając „Frankensteina: 100 lat w kinie” można odnieść wrażenie, ze jest ich co najmniej dwa razy więcej. Ilość, bogactwo, obfitość i wszystkie inne synonimy tych słów najlepiej określają tę pozycję, w której niemal każda strona, daje do zrozumienia czytelnikowi, że sześć lata życia, które Donica poświecił na obejrzenie i skomplementowanie opisów do filmów w mniej lub bardziej bezpośredni sposób związanych z mitem Frankensteina, były latami ciężkiej pracy. Z kart monografii byłego szefa KMF dowiemy się rzeczy ciekawych (zwłaszcza nieznane szerokiemu gronu informacje dotyczące powieści Mary Shelley i kontekstu historyczno-medycznego), jak też wręcz wstrząsających (wyobrażacie sobie Monstrum jako papierową wycinankę albo poskładane z ciał słynnych muzyków rockowych?!). Oczywiście szczegółowo zapoznamy się z fabułą wszystkich adaptacji filmowych: tymi najsłynniejszymi („Frankenstein” Jamesa Whale`a z 1931 r.) i tymi niemal nieznanymi ( np. dwuczęściowy „Wild World Mystery Frankensteina” Glenna Jordana z 1973 r.). Co więcej Donica nie ogranicza się tylko do adaptacji literackiego oryginału, ale poświęca mniej lub więcej uwagi także sequelem, crossover`om, parodiom, trawestacjom, ale także animacjom, serialom i program TV, musicalowi, przedstawieniom teatralnym, książkom a nawet reklamom z Monstrum (lub w temacie Monstrum). Z tej masy różnorodnego materiału (wbrew tytułowi, zakreślającemu tematykę opracowania tylko do kina) wyłapuje pozycje, które niejednokrotnie mogą zaskoczyć kinomanów. Donica znajduje bowiem aluzje i cytaty np. w filmie o Bondzie („Moonraker”), znanym czechosłowackim serialu dla dzieci „Arabela” czy nawet w sitcomach: „13 posterunek” czy „Świat według Kiepskich”. Dla autora nie ma znaczenia ani metraż filmu, ani kraj pochodzenia, a nawet okładki poczytnych magazynów. „Frankenstein: 100 lat w kinie” to istna studnia bez dna.

Ale w tym bogactwie ujawnia się pierwsza poważna słabość debiutu Donicy. Jeśli bowiem autor pragnął wytropić wszystkie ślady mitu Potwora, to dlaczego... ich nie wytropił? Poza kilkoma wzmiankami z monografii Frankensteina nie dowiemy się niczego ani o komiksach, ani o grach komputerowych. A gdzie konsekwencja? Skoro autor decyduje się na tak obszerne zaprezentowanie popkulturowego dziedzictwa Mary Shelly, to dlaczego nie jest to prezentacja konsekwentnie doprowadzona do końca? Jeśli natomiast, zgodnie z tytułem, celem Donicy było zapoznanie czytelników z filmowymi wizerunkami Frankensteina i Monstrum, to dlaczego nie poprzestał na X Muzie? Niestety, aż nadto uwidocznia się, iż ilość a niekoniecznie treść była priorytetem autora. To kolejny zarzut.

„Frankenstein: 100 lat w kinie” przypomina niezwykle bogaty, szczegółowy materiał zgromadzony w ciągu trwającego przez sześć lat „śledztwa”. Szkoda, że ten materiał zawiera tak powierzchowną analizę ( z małymi wyjątkami: filmy Jamesa Whale`a czy cykl powieściowy Deana Koontza), a niekiedy jej brak. Większość opisów to mniej lub bardziej rozbudowane streszczenia poczynione przez pryzmat charakterystyk Frankensteina i Potwora. Autor znacznie częściej recenzuje niż analizuje opisywane filmy. A właśnie głębokiej albo przynajmniej próby głębokiej analizy oczekiwałem po pierwszej monografii bodaj najsłynniejszej ikony kina grozy. Oczekiwałem szerokiego kontekstu: społecznego i kulturowego, który autor ogranicza jedynie do pobieżnego nakreślenia sytuacji w kinie grozy w danej dekadzie. Oczekiwałem również przybliżenia tak kanonicznych dla utrwalania się mitu Frankensteina osób, jak Boris Karloff czy James Whale a dowiaduje się o nich tylko to, co udaje się wyłapać między wierszami. Jednak nade wszystko oczekiwałem nietuzinkowego, wnikliwego spojrzenia na fenomen Monstrum i jego Stwórcy. Na tym polu Donica zawodzi najbardziej.

Były szef KMF, za co należą mu się osobne brawa, przeprowadził specjalnie na potrzeby swego opracowania ankietę na stu osobach. Pytania w większości dotyczyły znajomości filmu z 1931 r. z Borisem Karloffem i jego bohaterów, których celem było, najogólniej mówiąc, udowodnienie, że mit Frankensteina jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych mitów współczesnej kultury. Pytanie tylko: czy aby udowodnić rzecz powszechnie wiadomą, trzeba było przeprowadzić ankietę? Ta sama uwaga odnosi się do całej książki. Jest ona swoistą tautologią, bo dowodzi, że Frankenstein jest popularny, bo jest popularny. A ja chciałbym się dowiedzieć: dlaczego? Dlaczego mimo zmieniających się mód, trendów, technologii, twórcy szeroko pojętej pop kultury nieustannie sięgają po tę postać? W czym tkwi nieśmiertelność, moc i siła Twórcy i jego Stworzenia? Chciałbym, aby ta zasłużona ,jak mało która ikona grozy, doczekała się na polskim rynku wydawniczym analitycznej, interesującej monografii, a nie wyliczanki tytułów, które i tak raczej nikt nie zapamięta. Bo mimo błyskotliwego stylu Donicy (zwłaszcza we fragmentach, w których wytka fabularne głupoty), nadmiar okazuje się w tym przypadku przyczyną narastającego znużenia (uwaga ta dotyczy jednak tylko chronologicznego czytania lektury).

Z recenzenckiego obowiązku wspomnę też o kilku drobiazgach, o których pewnie nikt nie wspomni, co tym bardziej motywuje mnie do ich wymienienia. Mam na myśli niepoprawnie formułowany zapis źródeł cytatów, a czasem w ogóle jego brak; same cytaty – niekiedy zajmujące pół strony (sprawiają wrażenie wypełniaczy tekstu: jakby autor nie znał tego pomocnego znaczku „(...)” ); uparcie pisane małą literą słowo „monstrum” (a przecież chodzi o TO Monstrum a nie o jakieś tam), bardzo niechętnie stosowane akapity w tych fragmentach tekstu, w których powinny się pojawić czy też nie zawsze potrzebne odnośniki scen czy ujęć z omawianego filmu do innego. Każdy kto zna autora z jego internetowej działalności, doskonale wie, że posiada rozległą wiedzę filmową, więc nie ma potrzeby jej prezentowania w takim rozmiarze, często bardzo pretekstowym, w książce.

Przemawia przez mnie rozczarowanie? Jasne, ale nie mogę się obrazić na autora, że napisał książkę po swojemu. Jego prawo. Moje – nie zgodzić się z jego wizją. Ale ocenę wystawiam nie za moje niespełnione oczekiwania, ale za to, czym ta publikacja faktycznie jest. Książka Donicy nie ma ambicji naukowych czy popularno-naukowych; to jest książka „fanowska”, napisana przez fana i pasjonata i jako taka spełnia się zadowalająco. Co prawda i na tym polu nie jest to pozycja idealna (nieco chaosu, zwłaszcza w rozdziale o nawiązaniach), ale wszak to debiut, więc autor z całą pewnością nie pokazał wszystkiego na co go stać. Miejmy nadzieję, że uczyni to przy okazji następnej publikacji.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ pierwsza w Polsce monografia Frankensteina
+ szczegółowy przewodnik po filmach i innych wytworach popkultury z Frankensteinem i Monstrum
+ bogactwo materiału
+ ogrom pracy włożony w skompilowanie treści książki
+ sporo informacji
+ styl autora

Minusy:

- to tylko szczegółowy przewodnik po micie Frankensteina
- nadmiar zdecydowanie nie jest cnotą
- niekonsekwencja autora w zaprezentowanym materiale
- prymat ilości nad pogłębioną treścią

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -